Zaczęłam ostatnio łączyć pracę z kartami z systemem czakr i chcę pogadać z kimś, kto to też eksploruje, bo mam wrażenie że to nie jest tak proste jak piszą na blogach. Konkretnie chodzi mi o to że różne systemy przypisują karty do czakr zupełnie inaczej i zaczyna mi się to kręcić w głowie. Np. jedni mówią że Cesarzowa to czakra serca, inni pakują ją w czakrę sakralną. czy ktoś z Was wypracował jakiś własny, spójny system przypisań? no i drugie pytanie od razu - czy te przypisania w ogóle mają jakiś sens energetyczny czy to tylko estetyczna klasyfikacja?
Sama się z tym mierzyłam i powiem Ci wprost - nie ma jednego słusznego systemu. Różne tradycje podchodzą do tego inaczej i to nie jest błąd, tylko natura tego tematu. Mnie bardziej ciekawi co Cię skłoniło do szukania tego połączenia akurat teraz? Bo jeśli chodzi Ci o praktyczne zastosowanie w czytaniu kart, to inne przypisania będą sensowne niż jeśli chcesz pracować czysto energetycznie z czakrami...
To co opisujesz z Wieżą w głowie ma dla mnie sens, bo ta karta u mnie też zawsze daje jakieś wrażenie presji albo "trzasku" na poziomie trzeciego oka. Ale z Głupcem przy podstawie - to ciekawe... Ja intuicyjnie kojarzyłabym go raczej z sakralną, z tym ruszaniem w nieznane. Przy czakrze korzenia czułabym coś bardziej jak Świat albo Cesarzową. Czy to było jednorazowe odczucie czy powtarza się?
Wchodzę w ten temat bo właśnie siedzę od jakiegoś czasu na tym skrzyżowaniu tarot-czakry. Moim zdaniem Głupiec przy podstawie jest jak najbardziej logiczny - to karta, która stoi na krawędzi, symbolizuje moment przed krokiem, a czakra korzenia to właśnie ten kontakt z ziemią i gotowość do ruchu z miejsca. Nie lewituje, nie myśli - po prostu jest przy ziemi i zaraz skacze. Czy wy przypisujecie karty stałe czy raczej dacie każdej karcie swobodę żeby "trafiała" w różne miejsca zależnie od kontekstu?
Przepraszam że wchodzę, bo jestem tutaj bardziej od astrologii, ale chciałam zapytać - czy to połączenie kart z czakrami działa też jeśli ktoś kompletnie nie czuje czakr? Ja kiedy próbuję medytować na czakry to nic nie czuję, żadnych ciepełek, żadnych wibracji... Czy to znaczy, że taka praca z tarotem jest dla mnie niedostępna?
Wchodzę bo temat wygląda ciekawie choć przyznam że nie bardzo rozumiem jak czakry mają się do kart. To jest tak że każda karta ma "swój" punkt w ciele i jak ją ciągniesz to aktywujesz to miejsce? Czy to bardziej metafora :)? Pytam serio, bez złośliwości.
Czytam tę dyskusję i chcę zapytać o coś praktycznego. ej czy ktoś próbował robić rytuał konkretnie ukierunkowany na przepracowanie lęku przed tym co nieznane z użyciem kart i czakr razem? Bo wątek w opisie tematu mnie zahaczył - sama mam z tym problem i zastanawiam się czy takie połączenie ma sens nie tylko analitycznie ale też jako praktyka, która coś zmienia. Bo analiza to jedno, ale zmiana stosunku do lęku to drugie.
Słyszę w tej rozmowie coś ważnego. Wgląd to jedno, ale zmiana naprawdę zachodzi kiedy wgląd jest zakotwiczony w ciele ;). ja robię tak że po rozkładzie z silną kartą siadam z tą kartą przed sobą, oddycham do miejsca w ciele które "odpowiedziało" i robię krótką afirmację nie o tym co chcę osiągnąć, tylko o tym co jest. Np. "czuję lęk i jestem bezpieczna w tym momencie". oj to nie likwiduje lęku od razu, ale z czasem zmienia relację z nim. Nie wiem czy to jest rytuał czy praktyka ale dla mnie ta granica jest płynna.
Wracając do meritum - bo trochę odpłynęliśmy. Telepatka wspomniała o splocie słonecznym jako miejscu lęku przed nieznanym i chcę to podważyć. U mnie ten rodzaj lęku zawsze siedzi w gardle albo nawet wyżej, przy oku :(. Strach przed nieznanym to u mnie blokada percepcji, nie woli. więc czy nie jest tak, ze lokalizacja lęku w ciele jest bardzo indywidualna i próba przypisania "lęk przed nieznanym = Manipura" może kogoś zwieść?
Czytam tę wymianę i mam konkretne pytanie bo to dotyczy tego o co mnie tutaj chodziło od początku. Kiedy mówicie o "nieodpowiadaniu" czakry albo o oporze - czy to może być właśnie mechanizm obronny przy lęku przed nieznanym? Bo zastanawiam się czy mój problem nie polega na tym że zanim w ogóle dotrę do jakiejś głębszej pracy, to już na wstępie coś zamyka. Jakby ciało mówiło "nie wchodź tutaj".
Tu chcę się wtrącić bo myślę że ten wątek lęku przed nieznanym jest bezpośrednio związany z czakrą korzenia i trzecim oczem jednocześnie - i to jest ciekawe napięcie. Muladhara daje poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienia, Adźnia daje wgląd w to czego jeszcze nie wiemy :D. Kiedy te dwie są "rozjechane", czyli korzeń jest niestabilny a trzecie oko pracuje intensywnie, to właśnie może dawać taki lęk. Widzisz więcej niż jesteś w stanie bezpiecznie przyjąć. Czy to wam coś mówi?
Hmm. to jest dobry zarzut. Może miałam na myśli coś innego - że u niektórych osób trzecie oko odbiera sygnały których nie potrafi przetworzyć bo korzeń nie daje stabilności do ich przyjęcia. oj to nie jest klasyczne "zamknięcie", raczej chaos odbiorczy. Ale przyznam że twoje ujęcie też jest spójne :(. Może to zależy od osoby?
Wchodzę w tę konkretną rozmowę bo widzę że obie perspektywy są możliwe i może warto je rozróżnić. Lęk przed nieznanym może mieć różne "adresy" energetyczne... Jeden typ to lęk z niedoboru - nie wiem więc nie bezpiecznie, to muladhara. Drugi to lęk z nadmiaru - czuję za duzo i nie wiem co z tym zrobić, to może być właśnie to o czym mówiła Kunzyt. Czy próbowałyście sprawdzać w trakcie rozkładu która z tych jakości jest aktywna? To by mogło dać podpowiedź którą kartę wybrać do pracy.
Tu chcę się odezwać bo pracuję z rytuałami od dawna i to co pisze Heliosa jest bardzo celne. Struktura rytuału może działać dwojako - albo jako kontener który pozwala bezpiecznie wejść w trudne miejsce, albo jako pancerz który chroni przed tym wejściem. Różnica jest często subtelna i poznaje się ją po tym co czujesz NA KOŃCU. Czy jest lżej i inaczej, czy po prostu bezpiecznie i tak samo. serio heliosa - co czułaś po ostatnich próbach pracy z tym tematem?
Przepraszam że wchodzę z trochę innym pytaniem ale czytam i nie mogę się powstrzymać. Czy jeśli ktos ma ten lęk przed nieznanym i zaczyna z tarotem, to jest jakaś karta z którą lepiej zacząć żeby się nie "przestraszyć" już na początku? Pytam bo sama mam takie opory i nie chcę żeby pierwsza karta którą wylosuje to była Wieża albo coś co mnie od razu zablokuje.
To jest pytanie które rozumiem, ale chcę powiedzieć coś co może być nieoczekiwane - nie ma bezpiecznych kart. Są karty które wyglądają groźnie i są łagodne w odczuciu, i są takie które wyglądają pięknie a trafiają w coś bardzo bolesnego. Wieża mnie osobiście wiele razy uwolniła, a Kochankowie potrafili wyciągnąć więcej niepokoju niż cokolwiek innego. Więc nie szłabym w kierunku "dobierania bezpiecznej karty". lepiej zacząć od pytania które jest naprawde małe i niegroźne.
Mam pytanie do wszystkich bo jestem tu po raz pierwszy i jeszcze nie ogarniam tematu do końca. Mówicie o tym że karta trafia w jakieś miejsce w ciele że czakra odpowiada lub nie odpowiada. Ale czy to nie jest tak że to sami siebie przekonujecie? Bo jak patrzę na obrazek to naturalne że coś poczuję bo ludzki mózg tak działa, szuka wzorców. Pytam szczerze, nie złośliwie.
Odpowiem na to, bo myślę że trafiasz w coś ważnego i jednocześnie omijasz coś ważnego. Tak, mogłoby to być cokolwiek innego. Ale talia tarota to system - symbole nie są przypadkowe, mają ze sobą relacje, wzajemne napięcia. kiedy wyciągasz dwie karty, między nimi jest już jakaś rozmowa zanim zaczniesz interpretować. Losowy obraz z internetu tej struktury nie ma. Czy ta struktura jest "magiczna" czy po prostu dobrze zaprojektowana psychologicznie - to już osobna dyskusja.
Dokładnie to samo chciałam napisać. I dorzucę jedno - w kontekście tego wątku, czyli czakr i energii, system tarota ma swoje własne odpowiedniości. Wielkie Arkana to nie jest zbiór dowolnych obrazków, tylko kolejność która ma sens energetyczny. Głupiec zaczyna bez uziemienia, Świat kończy z pełną integracją. Jeśli to zestawisz z systemem czakr, masz mapę. Losowy obrazek z internetu nie da ci mapy.
Ale czy to nie traci wtedy czegoś ważnego? Jeśli pracujesz z systemem czakrowym, to założenie energetyczne przed rozkładem jest częścią rytuału. Bez tego to jest dla mnie bardziej psychologiczna praca z symbolem niż praca energetyczna. Nie mówię że jedno lepsze od drugiego ale to są chyba dwie różne praktyki.
Telepatka trafnie to podchwyciła. Chcę dorzucić jedno spostrzeżenie z własnej praktyki - kiedy pracuję z osobami które mają właśnie ten rodzaj lęku, często widzę że rytuał ze strukturą czakrową daje im za dużo miejsc gdzie można "zamieszkać" zamiast iść dalej. haha koncentrujesz się na tym czy czujesz ciepło w korzeniu, czy nie, i nagle nie musisz już patrzeć na kartę.
Moonchild, tu jest coś ważnego ale i coś ryzykownego jednocześnie. Szybkość może pomóc ominąć blokadę wejścia. Ale jeśli karta trafi w coś trudnego, a nie masz żadnego przygotowania, to możesz zostać z tym sama bez żadnego kontekstu. to jest argument za tym żeby jednak mieć jakieś minimum struktury - nie długie, ale obecne.
Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie że cały czas kręcimy się wokół pytania ile struktury jest potrzebne. Ale nikt nie powiedział jasno - czy jest jakaś karta albo układ który jest szczególnie dobry do pracy z czakrami właśnie przy tym lęku przed nieznanym? Bo nie chodzi mi o listę korespondencji, tylko o praktyczne wejście.
Na to pytanie chcę odpowiedzieć, bo pracowałam właśnie tak przez dłuższy czas. Jedna karta dziennie, bez rozkładu, bez pytania o przyszłość. Tylko patrzeć na nią przez kilka minut i sprawdzać co się dzieje w ciele. To jest rytuał - nie przez swoją złożoność, tylko przez powtarzalność. I tak, to zmienia stosunek do lęku. Nie od razu i nie spektakularnie, ale zmienia.
Próbowałam obu i powiem szczerze - nie wiem czy mogę to porównać uczciwie, bo robiłam je w różnym czasie i kontekście. Ale jest jeden moment który pamiętam. Kiedy zaczęłam dodawać do tej jednej karty pytanie "gdzie to czuję w ciele" i potem sprawdzać z mapą czakrową, coś się przesunęło. Nie dramatycznie. Ale dostałam język do nazywania tego co się dzieje.
chcę tu coś sprostować bo kilka razy pojawiło się uproszczenie. System czakrowy to nie jest prosta mapa którą przykładasz jak szablon. Czakry mają swoje relacje, wzajemne blokady, energie które przechodzą między nimi. Jeśli pracujesz tylko z jedną czakrą bo "tam siedzi lęk", możesz pominąć że ta blokada wynika z czegoś zupełnie innego :).
Kunzyt mówi coś ważnego i ja to potwierdzam z własnej praktyki. Miałam klientkę z bardzo podobnym schematem - chciała pracować z wizją i przyszłością, a cały czas wracały karty ziemi. Dopiero kiedy przestała forsować pracę z tym co nieznane i zaczęła od tego co ma pod nogami, coś drgnęło. ojej ale tu pojawia się pytanie do Heliosa - ty sam rozpoznajesz czy twój lęk to bardziej brak uziemienia czy brak zgody na niewiedzę?
