właśnie dlatego pytam zawsze o szczegóły. Zanim powiem coś o działaniu Wenus na MC, chcę wiedzieć: w jakim znaku jest ta Wenus, jaki jest jej władca, czy ma aspekty z Saturnem albo Jowiszem. Cztery i pół stopnia do MC to ile dokładnie i w jakim systemie domów liczyłeś?
to jest domicyl, tak. Wenus w Byku jest w swoim miejscu, działa pełniej. Połącz to z MC i masz podwójne wzmocnienie estetyczne. Marketing i dbanie o estetykę projektu brzmi całkowicie spójnie z tym układem, naprawdę.
Czyli jednak da się powiedzieć coś konkretnego, jak się zna więcej szczegółów? No to Zenobia miała rację, że jeden element nic nie mówi. Ale z drugiej strony, czy ja muszę znać cały horoskop, żeby zacząć rozumieć chociaż ten jeden aspekt?
A co z osobami, które nigdy nie miały wyboru zawodowego? Moja ciocia całe życie pracowała w tej samej fabryce, bo w jej czasie tak się żyło. Jak tu mówić o naturalności kariery i Wenus na MC, skoro kontekst historyczny i społeczny był zupełnie inny?
No właśnie, bo ja rozumiem to tak, że Wenus na MC niekoniecznie musi być o zawodzie, ale o tym, jak ktoś funkcjonuje publicznie w ogóle, nie? Czyli nawet gospodyni domowa może mieć Wenus na MC i wyrażać to przez dom, przez przyjęcia, przez to, jak wygląda na zewnątrz?
Ale jeśli MC to też reputacja, to czy Wenus tam może być obciążeniem? Takim, że oczekuje się od ciebie ciągłej harmonii i wyglądu, i jakby nie wolno ci być zmęczoną albo szorstką, bo to nie pasuje do wizerunku?
Ja chyba coś takiego czuję. W pracy zawsze staram się być spokojny i kulturalny, nawet jak jestem zmęczony. I zastanawiam się, czy to jest mój charakter, czy właśnie jakieś oczekiwanie, które sam sobie tworzę. Nie wiem, czy to Wenus, ale coś w tym jest.
ale to może być po prostu wychowanie albo typ osobowości, nie? Skąd wiesz, że to Wenus, a nie to, że po prostu tak masz? Bo dokładnie o to mi chodziło wcześniej - skąd ta pewność, że to horoskop, a nie coś innego?
Ja nie wiem, czy w ogóle można to rozdzielić. Może horoskop opisuje właśnie to, jaki jesteś - typ osobowości, wychowanie, wszystko. Nie jako przyczyna, ale jako opis. Czy to ma sens?
Mnie zastanawia jeszcze jedno - czy Wenus na MC działa inaczej, gdy zbliża się do niej jakaś tranzytująca planeta? Znaczy, czy jak Saturn przejdzie przez MC, to jakoś zmienia działanie tej Wenus natywnej? Przepraszam, jeśli to głupie pytanie.
Dobra, ale wracając do tego orbu - bo Zenobia powiedziała, żeby wrócić do natywnej Wenus. Właśnie o to mi chodzi od początku. Jak mam Wenus w odległości siedmiu stopni od MC, to w ogóle liczymy to jako aspekt, czy już odpuszczamy?
Ale jak w ogóle porównać ten rezonans? To brzmi bardzo subiektywnie. Nie krytykuję, naprawdę pytam, bo sama mam ten problem - wszystko mi jakoś pasuje, jak czytam.
To ciekawy pomysł z tym pisaniem. Ale mam pytanie do Zenobii albo kogoś bardziej obeznanego - jeśli Wenus jest mocna przez domicyl w Byku i jednocześnie blisko MC, to czy ta kwestia orbu w ogóle ma tu znaczenie? Czy mocna planeta działa i tak dalej?
dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, ale logika jest taka - silna planeta z luźnym orbem i tak da sygnał, może tylko subtelniejszy. Wenus w Byku na siódmym stopniu od MC to wciąż coś innego niż Wenus w Koziorożcu na tym samym dystansie. Domicyl naprawdę zmienia jakość.
A co oznacza ta zmiana jakości w praktyce? Że Wenus w Byku na MC wyraża się bardziej przez zmysły, przez estetykę materialną, a Wenus w innym znaku inaczej? Przepraszam, że znowu dopytuje, ale chcę to zrozumieć porządnie.
To znaczy, że dwie osoby z Wenus na MC mogą wyglądać zupełnie inaczej z zewnątrz i nikt by nie powiedział, że mają ten sam aspekt? Bo to chyba tłumaczy, dlaczego tak często mówię komuś o swoim układzie, a on patrzy na mnie jak na kosmitę.
To ładne porównanie z partyturą. Ale wracając do tego, co pisałam o cioci - teraz myślę, że może ona wyrażała tę Wenus przez relacje z koleżankami w fabryce? Podobno była lubiana, zawsze dbała o to, żeby nie było konfliktów. Czy to może być to?
Ale skąd Loreta wie, że jej ciocia ma Wenus na MC? Chyba nie zna jej godziny urodzenia? Pytam, bo wcześniej było o tym, że bez godziny MC się nie liczy.
No właśnie, i tu wychodzi ten problem, o którym mówiłam. Jak zaczynamy dopasowywać opis do osoby, to zawsze coś pasuje. Nie mówię, że astrologia nie działa, ale chyba trzeba być ostrożnym z tymi interpretacjami bez twardych danych?
A wracając do tego orbu, bo mnie to bardzo interesuje - czy ktoś próbował porównać, jak czuje się aspekt ścisły, powiedzmy jeden stopień, a jak ten na sześciu stopniach? Czy to faktycznie różna intensywność, czy różnica jest nieodczuwalna?
Moja Wenus jest chyba dwa stopnie od MC, więc ścisły aspekt. I nie wiem, jak bym to porównał, bo nie mam drugiej wersji siebie z Wenus na sześciu stopniach. Ale właśnie o to chodzi - jak to w ogóle zbadać na sobie?
No właśnie, i to mnie zatrzymało przy tym pytaniu Mietka - jak zbadać na sobie różnicę orbu, skoro mamy tylko jedną wersję natalu? Chyba że porównuje się z innymi ludźmi z podobnym układem, ale innym orbem? Tylko skąd brać takie osoby do porównania?
Czyli właściwie nie ma dobrego sposobu, żeby to zmierzyć na sobie? Zenobia, a ty sama jakoś to odczuwasz, kiedy analizujesz własny natal? Czy raczej pracujesz z tym czysto technicznie, bez tego 'czucia'?
Szczere pytanie, to i szczera odpowiedź - mieszam jedno z drugim, ale staram się pilnować, żeby intuicja nie zastępowała mi techniki. Zdarza mi się poczuć coś przy aspekcie, a potem to sprawdzić i się mylę. I odwrotnie. To nie jest tak, że eksperci mają jakiś pewny zmysł do tego.
To znaczy, że im dłużej ktoś studiuje astrologię, tym bardziej wie, że nie wie? Bo trochę tak to brzmi i szczerze mówię, że nie wiem, czy mnie to zachęca, czy zniechęca.
O, to mnie trafia, bo ja właśnie zaczęłam od tych horoskopu z gazety i potem byłam bardzo zdziwiona, że 'byłam Bykiem i powinnam być praktyczna', a tu nagle okazuje się, że to nie takie proste. Przepraszam, że wchodzę z tym wątkiem, ale to pasuje do tego, o czym mówicie.
Wenus mam w Wadze, MC też w Wadze, więc to ta sytuacja domicylu i jednocześnie bliskości MC. Zenobia wcześniej mówiła, że to dość wyraźny układ. Ale właśnie - czy to znaczy, że kariera w sztuce powinna mi 'wyskakiwać' sama? Bo nie wyskakuje jakoś specjalnie.
