Zastanawiam się od dłuższego czasu nad tym, co w moim horoskopie tak bardzo kształtuje moje relacje z rodziną. Wychowałam się w domu, gdzie nigdy nie można było niczego zaplanować - ojciec zmieniał pracę co kilka lat, przeprowadzaliśmy się, raz byliśmy bez prądu przez miesiąc, bo tata zainwestował w coś co nie wypaliło. Teraz astrolożka, do której chodzę, powiedziała mi że mam Urana w domu 4 i że to właśnie to. Czy ktoś z was ma podobne ustawienie i jak to u was wyglądało? Chciałabym wiedzieć, czy ta niekonwencjonalność rodziny to coś, co można jakoś 'przepracować' astrologicznie, czy to po prostu jest zapisane i tyle.
Uran w czwartym domu to jeden z tych układów, które naprawdę dają się we znaki już od dzieciństwa. Pytanie tylko, w jakim znaku masz tego Urana? Bo to robi ogromną różnicę. Uran w Strzelcu w domu 4 będzie działał zupełnie inaczej niż, powiedzmy, Uran w Koziorożcu. Ten pierwszy daje właśnie to, co opisujesz - wędrówkę, brak stałości, chaos w sensie przestrzennym. Ale to nie znaczy, że jesteś skazana na powtarzanie tego schematu.
Zgadzam się z Klimcią co do znaku, ale dodałbym jeszcze aspekty. Czy ta astrolożka wspomniała coś o tym, jak Uran jest aspektowany? Bo jeśli masz do tego trygon z Saturnem albo Jowiszem, to ten chaos może być w pewnym sensie konstruktywny - prowadzi do czegoś. Natomiast kwadratura z Marsem albo Plutonem to już zupełnie inna bajka, tam trzeba uważać.
Na astro.com możesz wygenerować własny natal chart, tylko musisz znać dokładną godzinę urodzenia. Bez godziny dom 4 będzie tylko przybliżony. Czy wiesz o której się urodziłaś?
U mnie też jest Uran w czwórcze, w Wadze. I powiem wam szczerze, że przez długi czas myślałem, że moja rodzina jest po prostu 'dziwna' bez żadnego głębszego powodu. Mama artystka, tata podróżnik, żadnego normalnego rytmu w domu. Jako dziecko strasznie za tym rytmem tęskniłem. Dopiero jak zacząłem się interesować astrologią, to zrozumiałem, że to Uran właśnie to generuje - tę potrzebę wolności w przestrzeni domowej, ale też ten niepokój.
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale jak to jest z tym domem 4? Czy to znaczy, że dom 4 odpowiada za rodzinę, z której się pochodzi, czy za tę, którą się zakłada? Bo gdzieś czytałam różne rzeczy i się pogubiłam.
A mnie ciekawi coś innego - czy ten Uran w domu 4 jakoś wpływa na to, że człowiek sam potem tworzy niekonwencjonalne związki i rodzinę? Bo znam kogoś z takim układem i ona ma totalnie niestandardową strukturę rodzinną, mieszka z dwiema innymi kobietami i ich dziećmi, żaden mąż, żaden 'normalny' dom. Przypadek?
Słyszałam, że dom 4 odpowiada numerologicznie czwórce, która jest właśnie o stabilności i fundamencie. Czy Uran jako planeta burząca porządek w takim miejscu nie jest trochę jak... permanentna destabilizacja tej energii czwórki? Zastanawiam się, czy osoby z takim układem mają też jakieś specyficzne liczby w numerologii, które to potęgują albo łagodzą.
Ja mam Urana w domu 4 w Strzelcu i moja rodzina jest absolutnie niestandardowa, żeby tak powiedzieć. Mam dwie siostry przyrodnie, z którymi nie miałam kontaktu przez lata, tata znikł kiedy miałam siedem lat i pojawił sie znowu po dwudziestu, mama trzy razy wychodzila za mąż. Ale wiesz co? Nie uważam żeby to był tylko chaos. To mnie nauczylo samodzielnosci i tego, że dom to nie miejsce, to ludzie. Uran w 4 domu to lekcja, nie kara.
To, co opisujesz, to bardzo klasyczny wzorzec Urana w czwórcze. Ciąganie w dwie strony - tęsknota za bezpieczeństwem i jednoczesne sabotowanie spokoju, bo podświadomie niespokojne środowisko jest znajome. Freud by pewnie powiedział 'przymus powtarzania', ale w astrologii mówimy po prostu o energii Urana, która musi gdzieś wybrzmieć.
Muszę powiedzieć jedno - słuchajcie, te wszystkie interpretacje są spójne i jakoś tam opisują rzeczywistość, ale warto się też zastanowić, ilu ludzi bez Urana w domu 4 ma równie chaotyczne rodziny. Bo statystycznie dużo. Nie twierdzę, że astrologia jest bez sensu, ale zbyt łatwo nam przypisywać wszystko planetom. Co jeśli po prostu były trudne okoliczności życiowe?
Właśnie, to mnie zawsze zastanawia w tych rozmowach. Skąd wiadomo, że to planeta 'powoduje' ten chaos, a nie że po prostu szukamy potwierdzenia dla czegoś, co już wiemy o sobie? Pytam szczerze, bo znam astrologię powierzchownie i ta kwestia mnie blokuje.
W dawnych tradycjach nie mówiono o przyczynowości tak jak my dzisiaj. Gwiazdy nie 'powodują' - one są lustrem, symbolem. Hermes Trismegistos i zasada 'jak na górze, tak na dole' mówi o korespondencji, nie o mechanicznym wpływie. Uran w domu 4 to symbol pewnego wzorca energetycznego - czy się w nim rozpoznajesz, czy nie, to już twoja sprawa. Nikt ci nie każe.
Dobra, ale to trochę ucieczka od pytania Grazynki. Jeśli każdy przypadek można wytłumaczyć, bo albo chaos jest widoczny albo ukryty, albo aspekty go łagodzą albo zaostrzają - to kiedy układ mógłby się nie potwierdzić? Pytam serio, bo to jest kwestia falsyfikowalności.
U mnie to było i jedno i drugie szczerze. Wyrosłem w chaosie i teraz sam tworzę środowisko, które inni mogą uznać za chaotyczne - często się przeprowadzam, mam przyjaciół z bardzo różnych środowisk, nie mam typowego 'domu rodzinnego' do którego wracam na święta. Czy to wybór czy wzorzec? Chyba nie wiem.
Feliks73, właśnie to mnie uderza w tym, co napisałeś. Też się często przeprowadzam i też nie mam jednego miejsca, które czuję jako 'dom'. I przez lata myślałam, że to moja wada, że nie umiem się zakorzenić. A może to jest po prostu moja natura, zapisana właśnie w tym Uranie?
Lunarna, też tak długo myślałam że ze mną coś nie tak, bo nie potrafiłam sie zakorzenić tak jak inne osoby w moim otoczeniu. Dopiero jak zaczełam patrzeć na to przez pryzmat horoskopu, to przestałam sie za to biczować. Choć przyznam, że czasem wracała ta myśl - a może to tylko wygodne wytłumaczenie?
Przepraszam, że wchodzę w rozmowę, bo dopiero uczę się tych rzeczy. Ale słyszałam, że afirmacje mogą pomóc przepisać te wzorce z dzieciństwa, nawet jeśli są zakodowane w układzie planet. Czy ktoś próbował łączyć pracę z horoskopem z afirmacjami albo jakąś świadomą pracą nad sobą?
A propos Urana w 4 i korzeni - zaciekawił mnie jeden wątek, który gdzieś umknął. Kostroma pisała o ojcu, który zniknął i wrócił. Czy ktoś bada, czy takie konkretne zdarzenia - zniknięcie rodzica, zmiana domu - są statystycznie częstsze u osób z tym układem? Bo to by było coś konkretnego.
Wracając do tego co Lunarna pisała wcześniej o sabotowaniu własnej stabilności - czy to może też dotyczyć domu, dosłownie? Bo ja ostatnio mam takie poczucie, że nie mogę usiedzieć w jednym miejscu, ciągle chcę coś zmieniać w mieszkaniu, przestawiać meble. To może mieć związek z czymś w horoskopie?
Dobra, a skoro mówimy o przestrzeni i przestawianiu mebli - czy to może być też coś z energią miejsca? Bo ja mam wrażenie, że jak nie przestawię czegoś, to dosłownie nie mogę spać. Nie wiem, czy to Uran w 4 robi swoje, czy może jakiś blok w czakrze korzenia.
To jest bardzo stare pytanie w ezoteryce - czy różne systemy opisują tę samą rzeczywistość innymi językami, czy każdy z nich wychwytuje coś innego. Przy Uranie w 4 i czakrze korzenia można argumentować w obie strony. Mnie bardziej interesuje to, czy ktoś tu ma konkretne doświadczenie z pracą nad tym układem, nie tylko teorię.
Ja próbowałem medytacji na uziemienie przez jakiś czas i szczerze - pomagało na krótko, ale po tygodniu znowu ta sama potrzeba ruchu i zmiany. Nie wiem, czy to oznacza, że praca energetyczna jest nieskuteczna przy Uranie w 4, czy po prostu trzeba jej więcej. Seid, ty masz zdanie na ten temat?
Kanalizowanie Urana w 4 mogłoby oznaczać zamienienie chaosu domowego w świadomą transformację przestrzeni. Znam to z tradycji słowiańskiej - dom nie był nigdy czymś stałym, ale żywym. Przeprowadzki i zmiany były rytualizowane właśnie po to, żeby chaos nie przejmował kontroli. Może brakuje nam dziś tych rytuałów przejścia.
To co mówi Dziewanna o ogniu bardzo mi przemawia, bo właśnie szukam czegoś, co mogłoby mi pomóc w akceptacji częstych zmian. Ale mam pytanie - czy taki rytuał działa niezależnie od układu planet, czy trzeba dobierać go do konkretnej osoby?
Hej, ale wróćmy na chwilę do tego, co Seid mówił. Bo mnie bardziej chodzi o tę granicę między niekonwencjonalnością a chaosem. Ta osoba, o której mówiłem, jest teraz w związku, który większość rodziny uważa za dziwny. Czy Uran w 4 może dosłownie przyciągać do niekonwencjonalnych relacji, bo rodzina jest wzorcem?
Schematy bez świadomości to ciekawy temat. Ale mam takie natrętne pytanie, które mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu w tej dyskusji - czy ktoś z was miał sytuację, że horoskop wskazał schemat, ale praca nad nim nic nie dała? Bo dużo tu mówimy o tym, że astrologia pomaga, ale chciałbym usłyszeć też o przypadkach, gdzie nie pomogła.
