Słońce w Skorpionie to temat, do którego wracam co roku, kiedy wchodzimy w ten sezon. I za każdym razem mam wrażenie, że wikszość opisów w sieci spłyca ten znak do "tajemniczości" i zazdrości. Tymczasem Slonce w Skorpionie to coś znacznie głębszego - to pozycja, która opisuje tożsamość budowaną przez rozpad i odbudowe. Nie tajemniczość dla efektu, ale tajemniczość jako naturalna konsekwencja procesów, których większość ludzi woli nie dotykać. Skorpion jest władany przez Plutona, planetę całkowitej przemiany, i Marsa, który nadaje tej przemianie energię i kierunek. Słońce tutaj nie swieci jasno i spokojnie jak w Lwie czy Byku - ono pulsuje, gaśnie i zapalla się na nowo. Chciałam zapytać, czy ktoś z Was, majac Słońce w tym znaku albo pracując z horoskopamikogoś bliskiego, zauważył te cykle "śmierci i odrodzenia" w bardzo konkretnych, życiowyh momentach? Bo w teorii to brzmi pieknie, ale mnie interesuje jak to wygląda w praktyce.
To, co napisałaś o pulsowaniu bardzo mnie uderzyło. Znam kilka osób ze Słońcem w Skorpionie i faktycznie - każda z nich ma za soba jakis moment, który mozna opsac jako "przed" i "po". jedno jest zanim to sie wydarzyło, drugie potem. Jkby jedno żyice konczylo się i zaczynało nowe co ciekawe, te momenty często nie są z zewnątrz dramatyczne - nie zawsze chodzi o wielka tragedię. Czasem to była choroba, czasem rozstanie ale czasem po protsu peewne przebudzenie wewnętrzne które dla otoczenia wyglądało niepozornie, a dla tej osoby zmienilo wszystko. Zastanawiam sie tylko, czy to jest specyfika Słońca w Skorpionie, czy moze tez domu ósmego bo te dwa tematy często się mieszają w interpretacjach i ludzie je myla. 🙂
Czytam i myślę o swojej mapce, bo mam Słońce w Skorpionie i dokładnie ten opis z "pulsowaniem" pasuje. Ale mam pytanie, bo mnie to nurtuje od dawna - czy ta transformacja jest zawsze bolesna? Bo ja słyszę czesto że Skorpion "musi przejść przez ogień" i tak dalej, ale zastanawiam się czy to nie jest troche mit ktory nakładamy na ten znak. Może niektóre Skorpiony transformują się łagodnie, bez dramatow?
Hej, mam pytanko trochę z boku ale w temacie - mówicie o transformacji i stratach, ale co z tą słynną tajemniczością Skorpiona? Czy to jest jakiś mechanizm ochronny wynikajacy z tej głębokości co opisujecie, czy po prostu taki charakter? Bo moj kumpel ma Słonsce w Skorpionie i serio nigdy nie wiesz co myśli, totalnie nieprzenikniony 🙂
No tak dokładnie! Wszystko zapamieta, po miesiącach wróci do jakiegoś drobiazgu który powiedziałeś i zrobi z tego użytek 🙂 Ale czy to jest cecha Słońca w Skorpionie, czy może to bardziej Merkury albo cos innego w mapie odpowiada za pamieć i obserwacje?
Ojoj za pamiec i szczegolowosc obserwacji odpowiada raczej Merkury i jego aspekty, ewentalnie Ksiezyc jeśli chodzi o pamiec emocjonalna. ale Slonce w Skorpionie nadaje temu obserwowaniu specyficzny cel - gromadzenie wiedzy o ludziach i sytuacjach nie z ciekawości ale z potrzeby kontroli nad otoczeniem. To jest mechanizm bezpieczenstwa. Informacja to dla Skorpiona wladza, a władza to bezpieczeństwo nie w złym sensie - to nie jest manipulacja dla zabawy to jest głęboka potrzeba nigdy nie byc zaskoczonym ani zranionym z zaskoczenia.
Przeglądam tę rozmowę i bardzo mi ona odpowiada. Sama mam Słońce w Skorpionie i to co Ferdek napisał o "informacja to bezpieczeństwo" - nigdy tego tak nie sformułowałam, ale to jest dokładnie to. Ja zbierałam przez lata takie wewnętrzne dossier na każdą ważną osobę w moim życiu. Nie po to żeby kogoś zniszczyć, ale żeby wiedzieć na czym stoję. I teraz mam pytanie do reszty - czy to jest coś, co można z siebie "przetransformować"? Znaczy, czy praca z tym wzorcem w astrologii ma sens, czy to jest tak zakodowane w naturze tej pozycji Słońca, że to część tożsamości, z której nie należy rezygnować?
Mam tu pewna notatke z badania tej kwestii - czytałem kilka powazniejszych opracowan astrologicznych i Liz Greene pisała o tym że Słońce w Skorpionie to jedyny znak, w ktorym proces indywiduacji Jungowskiej odbywa się przez katabaze - zejście w dół w ciemność, zanim możliwy jest jakikolwiek prawdziwy wzrost. Czy ktoś pracował z tym podejściem? Bo mnie interesuje jak to się przeklada na praktykę - na przyklad przy analizie powrotow Słońca dla Skorpionów, czy te cykle maja jakis szczególny wzorzec? 🙂
Mam notatki z kilku map, w tym dwie osoby ze Słońcem w Skorpionie ktore dały mi zgodę na analize. w obu przypadkach rok z powrotem Słońca w dmu dwunastym był rokiem dużego wewnętrznego przesilenia. Jedna osoba opisala to jako "rok w którym rozpadlam się na kawalki i złożyłam na nowo". druga nie uzywala tak dramatycznego języka ale przyznała że wtedy zrewidowala swoje całe zycie zawodowe. Interesujące jest to że obie te przemiany były dla otoczenia praktycznie niewidoczne. Zewnętrznie nic się nie zmienilo. Czy to jest tez charakterystycze dla Slonca w Skorpionie - ta wewnętrzność transformacji?
Przepraszam że się wtrącę, jestem tu nowa w tym temacie, ale czytam i mam głupie pytanie pewnie - znaczy, ten Skorpion to jest zawsze "ciemny" czy to tylko taki stereotyp? Bo mam przyjaciółkę Skorpiona i ona jest jedną z najcieplejszych osób jakie znam, nie ma w niej nic mrocznego. To może jej mapa jest inna?
Zerkam na tę dyskusję i jest naprawdę ciekawa, choć muszę powiedzieć że jestem z natury dość sceptyczna wobec astrologicznych twierdzeń o "tożsamości". Ale to co mnie zastanawia - czy nie jest tak, że te cechy które przypisujecie Słońcu w Skorpionie to po prostu cechy ludzi introwertycznych i emocjonalnie głębokich, niezależnie od znaku? Skąd wiecie że to akurat pozycja Słońca, a nie na przykład typ osobowości w psychologii?
A nie jest tak, że ta cala "tajemniczosc" Skorpiona to może byc po prosttu lęk przed odrzuceniem? Takie typowe attachment issues? Pytam serio, bo jakbym patrzyl na opisy Skorpiona przez pryzmat teorii przywiązania, to wszystko by się zgadzało bez odwolywania sie do astrologii.
Coś mnie tu uderzyło w tym co mówi Filomena - "transformuje ból w wiedzę i siłę". Czy to nie jest właśnie ta różnica między Skorpionem a na przykład Ósemką w numerologii, bo też mówi się o niej jako o znaku transformacji i władzy? Pytam bo interesuję się oboma tematami i zastanawiam się gdzie są granice między tymi systemami.
To pytanie o Ósemkę w numerologii mnie samą nurtuje, bo jak zerkam na tę rozmowę o Słońcu w Skorpionie, to mam wrażenie że mówicie o czymś bardzo podobnym do tego co czytałam o Ósemce. Ale czy to możliwe, że dwie różne systemy tak samo opisują tę samą energię? Albo może raczej - czy to jest ta sama energia, tylko widziana z innego kąta?
Numerologia i astrologia to rozne systemy i nie powinno sie ich wprost przekladac jeden do jeden. Osemka mowi o wladzy, materializmie i karmie - to jest inny wymiar niz transformacja Skorpiona. Skorpion idzie w głąb psychiki, Osemka bardziej operuje na poziomie struktury i zasobow. Mozna znalesc punkty styczne, ale to nie jest to samo.
Wracajac do głównego tematu bo trochę odeszliśmy - mam w notatkach coś co może dotyczyć kwestii ktora Pustelka poruszyła wcześniej o powrotach Słońca przy Słońcu w Skorpionie w powrocie w domu czwartym albo ósmym Howard Sasportas pisał o "wymuszonej introwersji" jako mechanizmie ochronnym ale mnie bardziej interesuje co Filomena mówiła o Ascendencie w Skorpionie jako podobnym doświadczeniu - jak bardzo to jest podobne do Słońca w tym znaku?
Dokładnie to samo u mnie - to poczucie że "widze za dużo" i nie wiedzieć co z tym zrobić. Przez lata myslałam ze to jest jakas wada, ze za bardzo analizuję, za dużo zapamiętuje, za intensywnie przeżywam. Nikt mi nie powiedział że to może być właśnie energia Słońca w Skorpionie która szuka ujścia. Jak to trafiło do świadomości, zmieniło perspektywę.
To co Pustelka napisała o transformacji przez relacje jest dla mnie kluczem do calej dyskusji. bo to wyjaśnia dlaczego Skorpion jest tak bardzo zaangazowany w innych - nie z powodu zaleznosci emocjonalnej tlko dlatego że drugi czlowiek jest materiałem do pracy. Ale to brzmi dosc zimno jak to pisze, wiec chce zapytać - czy to nie jest po prostu sposob na instrumentalizowanie relacji?
Mam znowu pytanie może naiwne, ale właśnie o tej asymetrii co Sylwek mówi - czy ta "transformacja przez relację" oznacza że Skorpion nie może mieć równorzędnych relacji? Bo jeśli zawsze jest tym który zmienia, to czy może być zmieniony przez kogoś innego?
To jest jedno z lepszych pytań w tej dyskusji i nie jest wcale naiwne. Skorpion może być głęboko transformowany przez relacje - ale wymaga do tego kogoś kto nie przestraszy się jego głębi i odpowie własną. Dlatego Skorpiony często szukają partnerów o dużej intensywnosci wewnętrznej niekoniecznie tego samego znaku, ale o podobnej głębi. I tak, jest to możliwe jako relacja równorzędna - ale jest rzadka bo niewielu ludzi jest gotowych na taki poziom odsłonięcia.
Potwierdzam to z własnego doswiadczenia. Miałam relacje gdzie czułam się jakbym cały cazs dawała a ta osoba się nie zbliżała na prawdziwy poziom. I mialam jedną relacje gdzie wreszcie ktoś przyszedł na ten sam poziom i to bylo totalne odwrocenie - ja nie wiedziałam jak sie zachowac kiedy ktos naprawde sie otworzył na tyle smao co ja. To bylo bardziej dezorientujące niz ulga, prznajmniej na początku.
I tu wracamy do sedna tytulu tego watku - tożsamość transformera. Bo jesli tożsamość Skorpiona jest zbudowana wokół bycia tym ktory "widzi więcej", "wytrzymuje wiecej", "przemienia więcej" - to kim jest kiedy to odpada? Myślę że to jest wlasnie ta katabaza o której pisał Aleksy - zejście do miejsca gdzie nie ma już tych tarcz. I to jest moment prawdziwej transformacji tozsamosci, nie zasobow ani relacji
To pytanie Runiarski mnie zatrzymało - kim jest Skorpion kiedy odpada ta tożsamość transformera? Ale mam wątpliwość czy to naprawdę "odpada" czy może raczej... schodzi głębiej? Pytam naiwnie, bo z zewnątrz wygląda jakby te osoby nigdy nie przestawały być w jakimś procesie, nawet kiedy nic nie robią.
To nie jest naiwne pytanie, to jest właśnie sedno katabazy jako procesu. W tradycji hermetycznej zejście do podziemi nie jest zniszczeniem tożsamości - to jest jej oczyszczenie z warstw które nie są prawdziwym "ja". Kiedy Skorpion traci poczucie że jest "tym który widzi więcej" - zostaje coś co jest wcześniej niż ta rola. Problem polega na tym że to "wcześniej" jest bardzo trudne do zniesienia, bo nie ma kształtu, nie ma nazwy nie daje się opisać przez relację. To jest właśnie ten moment który w astrologii bywa nazywany "pustynią Plutona" - zanim pojawi się Feniks jest czas w którym nie ma nic.
A jak długo trwa ta "pustynia Plutona" w praktyce? Pytam bo to brzmi jak coś bardzo konkretnego - czy jest jakaś tranzytowa sytuacja planetarna która to wywołuje i która sygnalizuje koniec?
Śledzę tę rozmowę i mam wrażenie że opisujecie coś co ja przeżyłam jakieś dwa lata temu i wtedy absolutnie nie wiedziałam jak to nazwać. To poczucie że "nie ma mnie" - nie depresja w klinicznym sensie, ale jakby wszystkie punkty oparcia zniknęły jednocześnie. Czy to może być właśnie ta "pustynia"?
To co Serafinka opisuje to jest bardzo specyficzne - ta "nieobecnosc ktora daje lepszy widok" w astroloigi byloby to coś bliskiego przejściu przez neptunowe rozpuszczenie, ale przy Plutonie chodzi o coś innego - nie o rozmycie granicy "ja", ale o zejscie ponizej tej granicy. skorpion nie przestaje widzieć, ale przestaje wizieć z pozycji ego. Ciekawe czy to czujesz jako utratę czy jako jakis rodzaj ulgi.
