Wpadł mi w ręce kawałek o bönie i siedzę z tym od kilku dni. To jedna z tych tradycji, których nie da się tak po prostu umieścić na półce – ani z buddyzmem, ani osobno. Z jednej strony słyszy się, że bön to coś starszego od buddyzmu tybetańskiego, korzeniami sięgającego królestwa Zhang Zhung, gdzie była własna kosmologia, własne pismo, własny kanon. Z drugiej – współczesny bön (ten yungdrung bön z klasztoru Menri, który po 1959 odtwarzano w Indiach) ma dziewięć ścieżek, swoją wersję dzogczen, kanon Kandżur i Tendżur, mnichów w bordowych szatach. Patrząc z boku, ktoś nieprzygotowany weźmie to za odłam buddyzmu i się nie pomyli, ale i nie trafi.
I właśnie to mnie zatrzymało. Bo dochodzi jeszcze trzecia warstwa – ta najstarsza, przed-Szenrabowa, którą czasem nazywa się "czarnym bönem" albo bönem rytualnym. Tam są ofiary ze zwierząt, prowadzenie duszy zmarłego, łapanie demonów chorób, pogrzeby królów z całym sztabem kapłanów odprawiających obrzędy przez kilkanaście dni. Świat zupełnie inny od mnicha siedzącego nad sutrą.
Mam w głowie kilka pytań, na które sam nie mam odpowiedzi i może ktoś z Was rzuci światło. Czy waszym zdaniem yungdrung bön to autentyczna kontynuacja tej archaicznej tradycji, czy raczej buddyzm w drugiej skórze, który przejął nazwę i kilka rytuałów dla kamuflażu? Czy dzogczen w bönie i dzogczen w niyngmie to ta sama nauka z dwóch źródeł, czy jedna pożyczyła od drugiej (i która od której)? I co dokładnie wiadomo o Zhang Zhung – bo mam wrażenie, że za tą nazwą kryje się więcej legendy niż faktów.
Trafił ktoś z Was na sensownie napisane teksty na ten temat, najlepiej coś poza Wikipedią? Pisma Namkhaiego Norbu znam, Snellgrove'a "The Nine Ways of Bon" też, ale czuję, że to dopiero wstęp.
