Wieża jako pęknięcie mgły - to jest ciekawy obraz. U mnie zawsze ten moment był właśnie wieżowy: nagły, gwałtowny, nieprzyjemny. Nigdy łagodne przejście. Zastanawiam się, czy przy Neptunie w siódemce w ogóle możliwe jest łagodne przebudzenie, czy ta energia zawsze działa przez jakiś wstrząs.
Czytam to i myślę, że może to nie jest tylko kwestia Neptuna, ale w ogóle tego, jak bardzo człowiek jest przywiązany do obrazu, który sobie stworzył. Mam wrażenie, że im silniejsza miłość do tej wyobrażonej wersji, tym boleśniejsze musi być przebudzenie. Czy to ma sens?
Właśnie - mam Saturna w opozycji do Neptuna i przez lata myślałam, że to go 'przyciemnia'. A w relacjach wcale tak nie było. Saturn dawał mi trzeźwość po przebudzeniu, ale nie chronił przed wejściem w mgłę. Jakby te dwie energie działały na różnych etapach. Neptun wciągał, Saturn potem zbierał szczątki.
'Saturn zbierał szczątki' - to zdanie coś we mnie poruszyło. W runach powiedziałabym, że to Nautiz - runa potrzeby, trudnego uczenia się, oporu. Neptun to może być Laguz, czyli woda, zanurzenie, utrata granic. I te dwie runy razem w rzucie często pokazują właśnie taki cykl: najpierw utonięcie, potem bolesna odbudowa. Czy to pasuje do tego, jak ty to czujesz?
Słucham tej wymiany o Saturnie i Neptunie i zastanawiam się - czy w ogóle jest sens pytać, które planety 'chronią' przed neptunowym zagubieniem? Bo słyszę tutaj, że Saturn niby powinien, a jednak nie chroni przy wejściu w relację. To znaczy, że żadna inna pozycja w mapie nie jest prawdziwą ochroną?
Wracając do tego, co Szaman pisał wcześniej o pytaniach sprawdzających - próbowałam tego u siebie przez jakiś czas i mam mieszane odczucia. Bo faktycznie sprowadzanie do konkretu pomaga, ale też odkryłam, że potrafię reinterpretować nawet konkretne zachowania tak, żeby pasowały do obrazu, który mam w głowie. Czy to jest właśnie to, o czym mówi ta cała neptunowa projekcja?
To co opisuje Derenka to bardzo istotny szczegół - przekonanie o wyjątkowym, głębszym rozumieniu partnera. To jedna z bardziej charakterystycznych cech tej pozycji. I co ciekawe, to przekonanie nie jest fałszywe w stu procentach - osoby z Neptunem w siódemce często rzeczywiście wyczuwają coś, czego inni nie widzą. Problem polega na tym, że razem z tym prawdziwym wglądem idzie też spora ilość dopowiedzenia sobie. Jak oddzielić jedno od drugiego - tego żaden podręcznik astrologiczny nie powie wprost.
Trochę sie gubie w tym wszystkim ale mam pytanie bo mam Neptuna w siódemce i dopiero staram sie go zrozumiec - czy to znaczy, że zawsze bede przyciagac takich niewyrazistych partnerów, czy to mze też być tak, że przyciagnę kogoś normalnego ale JEGO zacznę widziec przez mgłe? Bo z tego co czytam wychodzi że to może dzaiłac w obie strony i nie wiem która opcja mnie dotyczy?
To co Dziewanka pyta to jest właściwie pytanie o kierunek energii Neptuna - czy on płynie od nas na zewnątrz, czy przyciąga z zewnątrz. I odpowiedź jest taka, że przy tej pozycji zazwyczaj oba kierunki są aktywne jednocześnie, co robi z tego bardzo trudny węzeł do rozplątania. Runa Pertho przychodzi mi tutaj do głowy - to jest runa tajemnicy, ale też losu, tego co ukryte. Nie mówi, skąd pochodzi mgła, tylko że mgła jest częścią doświadczenia tej duszy.
Ale poczekajcie - wracając do tego co pisałam wcześniej, bo nie dostałam jasnej odpowiedzi. Mam Neptuna w 7 ale też mam Saturna w Kaprykoornie w 3 domu. Czy to w ogóle coś zmienia, ten Saturn w swoim znaku? Bo czytałam że wtedy działa mocniej i zastanawiam sie czy to nie bedzie przynajmniej trochę równoważyło tej mgły w relacjach.
Dziewanka opisuje coś, co znam aż za dobrze. To opóźnienie wglądu jest chyba jedną z bardziej bolesnych cech tej pozycji - rozumiesz relację już po jej zakończeniu, więc to rozumienie niewiele pomaga temu konkretnemu związkowi. Pytanie, które mnie nurtuje od lat: czy ten wgląd post factum rzeczywiście cokolwiek uczy, skoro przy następnej relacji Neptun znowu przejmuje stery?
To pytanie Eleonorki jest kluczowe i nie ma na nie prostej odpowiedzi. W mojej obserwacji - nie uczy bezpośrednio, bo Neptun nie uczy przez informację. On uczy przez nasycenie doświadczeniem. Dopiero kiedy człowiek ma dość ilości tych cykli, coś się zmienia na głębszym poziomie - nie wiedza, ale jakiś rodzaj wewnętrznego zmęczenia wzorcem. Pytanie tylko czy to jest uzdrowienie, czy wypalenie.
Wracając do tego, co pisał Szaman o Saturnie w trójce u Dziewanki - zastanawiam się, czy liczba życia jako nakładka na tę konfigurację cokolwiek by tu pokazała. Bo jeśli ona ma, powiedzmy, życiówkę 2 albo 6, to ten analityczny Saturn z trójki mógłby być w ogóle przykryty przez emocjonalną warstwę numerologii i wtedy ta trzeźwość analityczna byłaby naprawdę dostępna tylko retrospektywnie.
Słucham tej wymiany o Dziewance i myślę, że warto byłoby się zastanowić nad czymś innym - czy my, które mamy tę pozycję, w ogóle rozpoznajemy u siebie ten mechanizm idealizacji w momencie gdy działa? Bo ja dopiero po kilku latach i kilku relacjach zaczęłam mieć przebłyski w trakcie, a nie tylko po. I te przebłyski są nieprzyjemne, bo oznaczają że widzisz iluzję ale i tak nie chcesz jej puścić.
To co Eleonorka opisuje jako 'drugi głos' to jest właśnie ta warstwa, gdzie neptunowa projekcja się bronić zaczyna. I to jest ważny sygnał diagnostyczny - jeśli przy próbie trzeźwego spojrzenia na partnera od razu pojawia się wewnętrzny opór w formie 'ale ty tego nie widzisz co ja widzę', to jesteśmy głęboko wewnątrz wzorca. Pytanie do osób tu obecnych z tą pozycją: czy kiedykolwiek zdarzył wam się partner, wobec którego tego oporu nie było? Ktoś, kogo widzieliście od razu względnie jasno?
To co Krysia opisuje - że jasność widzenia kończyła relację szybciej - to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Neptun w siódemce może dosłownie sabotować związki, które byłyby zdrowe, bo one nie dają tego specyficznego napięcia. Mam pytanie do tych, które to znają z własnego życia: czy ta 'płaskość' zdrowej relacji to była kwestia braku uczucia, czy raczej braku poczucia, że coś jest stawką?
Tadek dotyka czegoś bardzo ważnego. U mnie to było dokładnie to drugie - uczucie było, ale brakowało tego specyficznego lęku, tej niepewności, która przy neptunowych partnerach była właściwie stałym tłem. I wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy ja w ogóle wiem jak wygląda spokój w relacji, czy tylko interpretuję spokój jako brak zainteresowania.
Właśnie to. Ja to samo myślałam. Że jak jest za spokojnie, to znaczy że nic się nie dzieje. A teraz myślę, że może po prostu nie byłam przyzwyczajona do tego, żeby ktoś był po prostu obecny i przewidywalny. Neptun chyba uczy nas kojarzyć miłość z niepokojem?
Słuchajcie, wtrącę się z numerologicznej strony - Derenka mówiła wcześniej, że ma życiówkę 3. Koziorożec w siódemce to taka potrzeba formy, ale trójka daje tę tendencję do upiększania i dopowiadania. Mogłoby to oznaczać, że ona dosłownie konstruuje narrację wokół partnera, nawet przy Neptunie w znaku, który z natury jest bardziej surowy. Czy to ma sens z astrologicznego punktu widzenia?
Tadek i Siodemka mówią o czymś, co mnie bardzo zajmuje od początku tego wątku. Ten mechanizm wytwarzania dowodów - czy wy uważacie, że Neptun w siódemce może sprawić, że partner dosłownie zaczyna dopasowywać się do naszej projekcji? Pytam poważnie, bo kilka razy miałam wrażenie, że ludzie przy mnie stawali się trochę inni niż poza mną.
To jest temat, który wraca w tarocie bardzo często przy takich kartach jak Kapłanka i Kielich Dwójka w relacyjnych układach - ta karta sugeruje wzajemne odzwierciedlenie. Widziałam rozkłady, gdzie osoba z silnym Neptunem dosłownie wyciągała z partnera to, co chciała zobaczyć. Ale nie wiem czy to Neptun 'zmienia' partnera czy raczej wybiera tych, którzy są podatni na takie kształtowanie.
Zapisuję to co Betalia mówi o tych konkretnych kartach, bo to jest obserwacja, którą chcę sprawdzić przy kolejnych rozkładach. Ale mam pytanie do całej dyskusji - czy ktokolwiek z was miał moment, w którym świadomość tej neptunowej dynamiki faktycznie coś zmieniła w aktywnej relacji? Nie po jej zakończeniu, ale w trakcie?
To co Krysia opisuje to jest właśnie ten moment, o którym mówiłem wcześniej - świadomość nie wystarczy, jeśli po drugiej stronie jest ktoś, kto aktywnie korzysta z neptunowej przestrzeni. Ale chcę zapytać o coś konkretnego: czy ten partner Krysi był kogoś, kto w pewnym sensie sam był nieuchwytny, zmienny, trudny do sprecyzowania?
Krysia opisała to tak dokladnie że mam gęsią skórę. To zdanie o warstwach które nigdy nie przychodzą - to jest to. I teraz myslę, czy to my wybieramy takich partnerów bo nieświadomie potrzebujemy tej mgły, czy Neptun w siódemce jakoś przyciąga takich ludzi jak magnes?
To co Eleonorka napisała o tych dwóch mechanizmach działających jednocześnie jest według mnie kluczem do całej tej dyskusji. Ale chcę się upewnić, że rozumiemy to samo. Czy mówisz o tym, że Neptun w siódemce działa jak rodzaj pola elektromagnetycznego, które jednocześnie filtruje to co widzimy I przyciąga określony typ energii z zewnątrz? Bo to są jednak dwie różne rzeczy, nawet jeśli zachodzą równolegle.
A może to jest pytanie źle postawione? Może przy Neptunie w siódemce te dwa procesy są tak splecione, że nie da się ich rozdzielić na poziomie pracy z horoskopem. Mogłoby to oznaczać, że każda próba pracy tylko z jednym aspektem i tak skończy się tym, że dotkniesz obu.
Słucham was i trochę mi się głowa kręci, bo to jest dużo naraz. Ale chcę zapytać o coś bardziej konkretnego - jak wy w ogóle zaczęliście rozpoznawać u siebie ten mechanizm? Bo ja teraz widzę w tej rozmowie, że to do mnie pasuje, ale jak miałam te relacje, to kompletnie tego nie widziałam. Co musiało się stać, żebyście zaczęli to dostrzegać?
