Mam Wenus kwadrat Mars w natalu i szczerze mówiąc, przez długi czas myślałam, że to przekleństwo. Każdy związek zaczynał się jak pożar - intensywność, magnetyzm, ta chemia której nie da się opisać słowami - a potem przychodziło zderzenie. Dosłownie zderzenie dwóch woli. Zastanawiam się, czy to jest reguła dla tego aspektu, czy może zależy od tego, w jakich znakach leżą te planety? Bo u mnie Wenus w Koziorożcu, Mars w Wadze i to napięcie jest jakieś takie... przewlekłe. Chciałam zapytać, czy ktoś z was ma podobny natywny aspekt i jak to u was wygląda w praktyce?
To jest jeden z tych aspektów, które astrologowie często traktują zbyt jednostronnie - albo jako czystą destrukcję, albo romantyzują jako 'namiętność'. Prawda jest gdzieś pomiędzy i mocno zależy od całego kontekstu wykresu. Kwadrat Wenus-Mars to napięcie między tym, czego pragniemy w relacji (Wenus), a tym, jak działamy i czego pożądamy fizycznie (Mars). W znakach kardynalnych, jak u ciebie Adeptka, to napięcie ma tendencję do przybierania formy otwartego konfliktu o władzę w związku. W znakach stałych bywa bardziej tłumione, ale wybucha gwałtowniej. Mam jedno pytanie do ciebie - czy te zderzenia woli dotyczą głównie sfery decyzji w związku, czy bardziej fizycznej dynamiki?
Czytam i myślę o sobie, bo mam tranzyt Marsa do mojej Wenus teraz, nie natywny aspekt, ale podobnie czuję. Czy tranzyt może dawać podobne efekty jak aspekt w natalu, tylko przejściowo? Pytam bo ostatnio w moim związku zrobiło się bardzo intensywnie i zastanawiam się czy to właśnie to.
A ja w ogóle nie rozumiem dlaczego kwadrat jest taki zły. Mój kumpel ma kwadrat Wenus-Mars i jego związek wygląda na całkiem normalny. No i co z tego że ma kwadrat?
No ale to kiedy to w końcu przestaje dawać te konflikty? Bo czytam i wychodzi mi że nigdy. To po co w ogóle wiedzieć że się ma taki aspekt jeśli i tak nic nie można z tym zrobić?
Guslarz, świadomość aspektu nie po to jest, żeby go 'usunąć'. To trochę jak z charakterem - wiesz że jesteś wybuchowy, więc uczysz się rozpoznawać moment przed wybuchem. Z Wenus kwadrat Mars chodzi o to samo - rozpoznajesz wzorzec, widzisz kiedy zaczyna się ta spirala napięcia i możesz świadomie wybrać inną reakcję. Przynajmniej część czasu. To nie jest magia, to praca.
A czy to możliwe, że ktoś nie wie że ma ten aspekt i przez całe życie wpada w te same schematy w związkach i nie rozumie dlaczego? Bo jak słucham, to opisujecie dokładnie coś co znam z własnego życia, a nigdy wcześniej nie patrzyłam na swój horoskop pod tym kątem.
Ja też chciałam się dowiedzieć czegoś konkretnego - czy jeśli oboje partnerów ma Wenus kwadrat Mars natywnie, to w związku to się podwaja? Czy może jakoś wchodzą ze sobą w interakcję i efekt jest inny?
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że aspekt aspektem, ale zawsze można wspomóc się energetycznie. Przy napięciach Wenus-Mars polecam pracę z różą - dosłownie, różane rzeczy. Herbata z płatków, olejek, nawet sama świeża róża w przestrzeni. To wenus-owa roślina, ale pomaga właśnie wtedy gdy Wenus jest w trudnym aspekcie, jakoś łagodzi to napięcie. Ktoś z was próbował czegoś takiego?
Dziewczyny, zioła to zioła i mogą być pomocne, ale nie w oderwaniu od diagnozy. Laurka, to co mówisz brzmi trochę jak schemat 'leczymy objaw, nie przyczynę'. Problem z tym aspektem nie jest taki, że jednej planety jest za mało - jest taki, że obie planety ciągną w różne strony jednocześnie. Werbena ma rację że Marsa w kwadracie zwykle nie trzeba wzmacniać, ale nie wiem czy sama róża wystarczy. Raczej szukałabym czegoś co wspiera Wenus w jej funkcji łączenia, a nie tylko uspokajania.
przepraszam ze się wtrącam ale chciałam zapytac - czy ten aspekt w progressiach też tak działa jak w natalu? bo gdzieś czytałam że progresje to taki 'rozwinięty' horoskop i zastanawiam sie czy jak mi Wenus progresowana doszła do kwadratu z natalnym Marsem to to samo co mieć to od urodzenia
Ja nie jestem za bardzo z astrologii, bardziej z tarota, ale to co tu opisujecie o tym aspekcie Wenus-Mars to brzmi jak karta Kochanków odwrócona trochę. To znaczy energia jest, ale coś blokuje harmonię. Czy astrologia i tarot mogą się tak uzupełniać w opisaniu tej samej sytuacji, bo mnie to ciekawi?
To co mówię o Kochankach odwróconych - czy to jest moje skojarzenie czy naprawdę te systemy się jakoś przenikają? Bo jeśli astrologia mówi 'napięcie między Wenus a Marsem' a tarot mówi 'energia jest, ale harmonia zablokowana' - to czy to ten sam opis tylko innym językiem?
Wracając do pytania Cisowej - to nie jest przypadkowe podobieństwo. Wenus i Mars to para archetypiczna, która pojawia się w większości systemów symbolicznych. W tarota, w mitologii, w alchemii. Kwadrat między nimi to po prostu napięcie tych samych archetypów opisane innym językiem. Ale każdy system ma swoje niuanse i nie polecam mechanicznego przekładania jeden do jeden. Co innego inspiracja, co innego dosłowne tłumaczenie.
Ojej, mam godzinę urodzenia na szczęście. Właśnie weszłam i widzę... chyba mam ten aspekt. Wenus w Byku, Mars w Lwie. Czy to jest ten kwadrat o którym mówicie?
No i właśnie - to jest ta 'świadomość aspektu' o której pisała Czesia61 wcześniej? Bo Teodozja teraz wie, ale co dalej? Dalej będzie mieć ten wzorzec, tylko teraz będzie wiedziała dlaczego jest nieszczęśliwa. Przepraszam że tak ostro, ale nie rozumiem co ta wiedza daje praktycznie.
Ja to rozumiem co Czesia mówi. Jak zobaczyłam tranzyt Marsa do mojej Wenus i zrozumiałam dlaczego ostatnio jest tak intensywnie - to nie zmniejszyło intensywności, ale przestałam się bać że coś złego się dzieje. To była ulga.
Dobra ale Teodozja powiedziała Wenus w Byku Mars w Lwie - a mój kumpel co mi mówiłem wcześniej, on ma jak Wenus w Rybach i Mars w Strzelcu albo coś takiego. To to w ogóle inny kwadrat czy ten sam?
Wracam do tego co mówiła Jarzyna o ziołach - zrozumiałam jej argument o balansowaniu obu planet. Ale przy ziołach marsjańskich do kogoś kto i tak ma nadaktywnego Marsa... czy nie można zamiast ziół użyć kamieni? Przy kwadraturach często poleca się coś co działa łagodząco, a nie pobudzająco.
Przepraszam że wchodzę w ten zioło-kamień wątek, ale mam konkretne pytanie do Adeptki - napisałaś wcześniej że dopiero jak zobaczyłaś to w wykresieniu to 'kliknęło'. Ile czasu minęło od kliknięcia do realnej zmiany w twoich związkach? Bo to mnie bardziej interesuje niż zioła.
A czy ten aspekt daje coś dobrego? Bo czytam i prawie wszystko to opis problemów. Mam Wenus kwadrat Mars i zastanawiam się czy to znaczy że skazana jestem na trudne związki czy jest jakaś strona tego, która naprawdę działa na plus?
Właśnie chciałam to samo powiedzieć co Slawek. Trygon Wenus-Mars jest harmonijny, ale przy trygonie bywa leniwie - energia płynie za łatwo i ludzie jej nie doceniają. Kwadrat zmusza do pracy z tymi archetypami, ale ta praca daje rezultaty których ktoś z łatwym aspektem nie wypracuje. Nie mówię że kwadrat jest lepszy, mówię że ma swoją wartość.
A wróćcie do tego magnetyzmu bo to mnie bardziej interesuje. Mój kumpel z tym kwadratem dosłownie przyciąga kobiety, ale każda relacja kończy się dramatycznie. Czy to właśnie ten aspekt robi? Bo jakby usunąć dramat to zostałby sam magnetyzm i byłoby idealnie.
Ja to rozumiem intuicyjnie przez to co powiedział Slawek o Wenus w Byku i Marsie w Lwie. Mój magnetyzm jest stabilny i spokojny, a attrahuję osoby które są dramatyczne i intensywne. Czy to znaczy że mój Mars w Lwie jakoś 'wyciąga' taki typ na zewnątrz zamiast w środku?
Teodozja właśnie opisała klasyczny mechanizm tego kwadratu. Własna energia Marsa jest zahamowana, więc szuka się jej na zewnątrz, a potem jest zaskoczenie dramatem. Ale to wymaga pracy z samą sobą, nie z wyborem partnera.
W rytuałach jest kilka podejść do tego. Marsjańska praca - konkretna, fizyczna, coś gdzie Mars może się wyrazić bez partnera. I to nie musi być sport, może być coś twórczego gdzie jest element walki, oporu, przezwyciężania. Rzeźba w glinie lepiej niż malowanie, wspinaczka lepiej niż joga. Coś z tarciem.
Zatrzymałabym się przy pytaniu Dobrusi, bo Laurka trafiła w coś ważnego mimo że skróciła. Ta praca nie polega na wyeliminowaniu wzorca, tylko na stopniowym budowaniu świadomości w momencie kiedy wzorzec się aktywuje. I to jest codzienna praktyka, nie jeden rytuał. Czy ktoś z was próbował prowadzić dziennik aspektów - zapisywać kiedy coś się odpala i co wtedy czujesz w ciele?
