Mnie to co Mimoza napisała trochę zaskoczyło bo rozumiem ten argument ale jednocześnie... jak mam to sprawdzić inaczej niż właśnie przez własne życie? Nie mam innego sposobu na testowanie tego. I nie to że kwestionuję, po prostu nie wiem jak podejść do tego inaczej.
Dziewanka, ale właśnie o to chodzi - nie mówię żebyś przestała ufać własnym doświadczeniom. Mówię tylko żeby je obserwować z pewnym dystansem. To nie są sprzeczne rzeczy. Można jednocześnie coś przeżywać i być ciekawą czy to co przeżywam jest tym czym myślę że jest. Właśnie o to pytanie mi chodziło, nie o negowanie.
Okej rozumiem ten argument ale mam takie poczucie że jak będę za bardzo się analizować to stracę kontakt z tym co czuję. Jakby myślenie zabijało samo doświadczenie. Czy ktoś ma takie wrażenie czy tylko ja?
Dziewanka dokładnie tak samo czułam przez długi czas. I wiesz co mnie z tego wyciągnęło? Zauważyłam że im więcej rozumiałam co się dzieje, tym intensywniej to przeżywałam, nie słabiej. Może ten lęk przed analizowaniem nie ma podstaw.
Taurus dotknął czegoś co mnie też od dawna zastanawia. Księżyc w aspekcie do Plutona podbija intensywność emocji, ale te emocje muszą mieć jakiś materiał do pracy. Jeśli nie masz nic stłumionego, to co miałoby wyjść?
Przepraszam że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy ktoś może mi powiedzieć jak sprawdzić czy mam taki aspekt w natalu? Bo na tym Astro.com widzę wykres ale nie do końca rozumiem co z nim robić.
Milenka04, na Astro-Seek jest opcja żeby pokazało ci opis aspektów tekstem, bez tych symboli. Ale szczerze? Ja na początku i tak nie rozumiałam co czytam. Może najpierw sprawdź czy masz kwadrat albo opozycję, bo to się najczęściej 'czuje'.
Hej, wracając do tego co Taurus mówił o wbudowanej energii Księżyc-Pluton - czyli rozumiem że ludzie z tym aspektem w natalu przeżywają emocje inaczej niż reszta? Bo jak to wygląda od środka? Pytam bo chyba mam opozycję ale nie wiem co to dla mnie znaczy.
Jagusia a ja bym powiedziała że może to jest po prostu inne spojrzenie na to samo, nie wymówka, ale kontekst. Przynajmniej mnie tak trochę pomaga jak wiem że coś ma jakąś strukturę a nie że jestem po prostu 'trudna'. Chociaż nie wiem czy to jest dobre podejście czy nie.
Dziewanka powiedziała coś ważnego. Jest różnica między użyciem astrologii jako kontekstu który pomaga zrozumieć siebie a użyciem jej jako wytłumaczenia które zdejmuje odpowiedzialność. Księżyc-Pluton nie sprawia że jesteś niestabilna, ale może oznaczać że masz większy dostęp do głębszych warstw emocji - co można rozwijać albo czemu można ulegać.
Mimoza, ale jak to odróżnić w praktyce? Tzn. kiedy wiem że to kontekst a kiedy już wchodzę w tryb 'ach to Księżyc-Pluton, nie moja wina'? Bo szczerze to się trochę boję że nieświadomie zaczne tego nadużywać.
To coś czego nie wiedziałam, że trygon może być 'trudniejszy' bo nie boli. Zawsze myślałam że pozytywne aspekty są dobre i koniec. To trochę wywraca moje rozumienie horoskopów do góry nogami, szczerze.
Czy ktoś może mi powiedzieć jak to wygląda gdy Księżyc przechodzi tranzytem przez aspekt do Plutona natale? Tzn. mam w natalu Plutona w Strzelcu i Księżyc w Pannie, to kiedy Księżyc tranzytowy jest w aspekcie do mojego Plutona, to co mam obserwować? Nie do końca wiem od czego zacząć.
A jak prowadzić taki kalendarz, o którym Mimoza pisze? Bo to brzmi sensownie ale nie wiem co dokładnie zapisywać. Samopoczucie, emocje, coś jeszcze?
Wróćcie na chwilę do Plutona bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Jeśli mam opozycję Księżyc-Pluton w natalu, to każdy tranzyt Księżyca przez pozycję mojego Plutona albo mojego Księżyca będzie tę opozycję aktywował? Czy to tak działa?
Dziewanka, tak, i to jest właśnie sedno. Dla osoby z silnym Księżyc-Pluton w natalu to nie jest okazjonalny przełom. To jest stały rytm. Pytanie brzmi nie 'kiedy to poczujesz' ale 'jak nauczyłaś się z tym żyć na co dzień'. I to chyba jest ten głębszy temat który tutaj krąży od początku.
To co Mimoza napisała na końcu - że pytanie nie brzmi kiedy to poczujesz tylko jak z tym żyć - to mi zostało w głowie. Ale jak to wygląda praktycznie? Bo to brzmi mądrze ale nie wiem co to znaczy 'nauczyć się żyć' z czymś takim.
Dla mnie to znaczyło dosłownie tyle, że przestałam się bać własnych emocji kiedy są za duże. Wcześniej jak coś mnie zalewało, panikwałam że coś jest ze mną nie tak. Teraz wiem że to mój rytm i mam swoje sposoby żeby przez to przejść bez robienia szkód sobie i innym.
A czy to nie jest trochę tak, że te intensywne emocje przy Księżyc-Pluton mają jakiś kierunek? Że nie chodzi tylko o to żeby je wyrzucić, ale żeby coś z nich wynieść? Bo inaczej to wychodzi na to że Pluton to po prostu problem a nie żadna transformacja.
Dziewanka, to jest właśnie paradoks Plutona. Perspektywa przychodzi dopiero po. W trakcie jest tylko intensywność. Ale jeśli po pewnym czasie patrzysz wstecz i widzisz że coś się faktycznie zmieniło - w tobie, w twoim podejściu - to Pluton robił swoje. Jeśli siedzisz w tym samym miejscu od lat i tylko cierpisz, warto zapytać co blokuje przemianę.
Ale co może blokować? Mam na myśli astrologicznie, czy chodzi o inne aspekty w natalu?
Przepraszam że wchodzę z innym pytaniem, ale chciałam się upewnić. Wcześniej Taurus pisał o aktywowaniu osi opozycji przez tranzyty Księżyca. To jak często taka osoba z opozycją w natalu ma te intensywne okresy? Raz w tygodniu? Częściej?
Czytam ten wątek od początku i właśnie zdałam sobie sprawę że mogę mieć Księżyc w aspekcie do Plutona a nigdy tego nie sprawdzałam. Jak to sprawdzić w natalu jeśli nie bardzo umie się czytać wykresu?
Dodam że seksyl to często pomijany aspekt przy Księżyc-Pluton bo jest uznawany za słaby, ale przy Plutonie nawet seksyl potrafi dawać całkiem wyraźne intensywności emocjonalne. Nie ignorujcie sekstyla tylko dlatego że nie jest konjunkcją.
A wracacjąc do tego co Mimoza mówiła o rytmie - czy da sie w ogóle 'lubić' ten rytm? Bo z tego co czytam, to brzmi jakby te osoby z silnym Księżyc-Pluton były skazane na ciągłe wzloty i upadki. I chciałabym żeby ktoś powiedział że można się z tym pogodzić a nawet traktować to jako zaletę, nie tylko jako krzyż.
Dziewanka, pogodzić się to za mało - i za dużo jednocześnie. Za mało, bo pogodzenie się brzmi jak rezygnacja. Za dużo, bo zakłada że trzeba ciągle walczyć z czymś co jest po prostu częścią ciebie. Znam osoby z bardzo silnym Księżyc-Pluton które mówią że z wiekiem przestały traktować te fale jako coś co im się przydarza, a zaczęły je czytać jak sygnały. Nie polubić - rozumieć. To trochę inna perspektywa.
Ale Mimoza, to 'czytać jak sygnały' - jak to wygląda w praktyce? Bo brzmi pięknie w teorii, ale co to znaczy kiedy jesteś w środku intensywnej emocji i masz to czytać?
