A czy ta nauka przychodzi sama czy trzeba coś robić żeby ją przyspieszyć? Bo mam wrażenie że ja mam Księżyc w aspekcie do Plutona i po prostu reaguję tak samo od lat. Nic się nie zmienia.
Ja właśnie o to samo pytałam wyżej i nie mam odpowiedzi 🙂 ale mnie zastanawia czy mozna w ogóle obserwować siebie w trakcie emocji czy to jest możliwe tylko po fakcie. Bo Mimoza mówi o tej chwili przed zalewem ale ja takiej chwili nie czuję. Idzie do mnie bez zapowiedzi.
Dziewanka, ta chwila o której mówi Mimoza to nie jest coś co masz od razu. To się buduje przez lata i często przez świadomą pracę - medytację, terapię, po prostu prowadzenie obserwacji siebie. Nie zakładaj że powinna być dostępna automatycznie. Przy silnym Plutonie w aspekcie do Księżyca ta intensywność często latami jest odczuwana jako całkowita utrata gruntu pod nogami. Dystans to efekt pracy, nie wrodzona cecha.
Ale czy nie ma tu ryzyka że terapeuta będzie próbował 'naprawić' coś co nie jest zepsute? Że zobaczy intensywność emocjonalną i zacznie ją patologizować, a to jest po prostu plutońska natura tej osoby?
Zgadzam się z Taurusem w tym miejscu. Miałam kiedyś fazę gdzie tłumaczyłam wszystkie swoje wybuchy Księżycem w aspekcie do Plutona i to był wygodny schemat. Dopiero jak przestałam go używać jako wyjaśnienie to zaczęło się dziać coś innego. Mapa nie jest wymówką.
Sprawdziłam swój natal po tym co pisała Teodozja - mam trygon Księżyc-Pluton. Czy to oznacza że te rzeczy o których piszecie dotyczą też mnie? Bo trygon to aspekt harmonijny, prawda?
Właśnie to mi trochę otwiera oczy - że intensywnosc nie musi być dramatem. Że moze byc taka emocja ktora jest po prostu bardziej gęsta niż normalna ale nie rozbija cię całkowicie. I to tez jest Pluton? Czy tylko te ekstremalne wersje się liczą?
Właśnie to mi trochę otwiera oczy - że intensywnosc nie musi być dramatem. Że moze byc taka emocja ktora jest po prostu bardziej gęsta niż normalna ale nie rozbija cię całkowicie. I to tez jest Pluton? Czy tylko te ekstremalne wersje się liczą?
To bardzo dobre pytanie i myślę że tu jest duże nieporozumienie w tym jak opisujemy plutońskie emocje. Nie chodzi o to że zawsze jest wybuch. Gęstość którą opisujesz - to jest to. Ta emocja która siada głębiej niż powinna, która zostaje dłużej niż logicznie by wynikało z sytuacji, która coś w tobie porusza na poziomie gdzie normalnie nie ma dostępu. To jest właśnie ten aspekt w działaniu.
To co opisujesz Teodozja brzmi znajomo. Mam podobnie od lat. I właśnie przez to szukanie po fakcie zaczęłam pisać dziennik - bo inaczej te rzeczy mi uciekają i zostaje samo poczucie zmiany bez żadnej treści.
Wracając do tego co pisała Dziewanka o gęstości - mi to słowo bardzo pasuje. Lata temu opisałabym swoje emocje jako 'za duże', jakby były większe niż pojemnik. Teraz myślę że to nie chodzi o wielkość tylko właśnie o gęstość. Bardziej skoncentrowane niż u innych.
Nie wiem tego na pewno, masz rację. To bardziej z obserwacji - że jak opisuję komuś co czuję to często słyszę 'nie rozumiem po co to tak przeżywać'. I na początku brałam to jako krytykę, potem zaczęłam traktować jako informację że nasze skale są inne.
Myślę że to porównanie jest jednym z najtrudniejszych elementów przy silnym Księżyc-Pluton. Przez długi czas możesz nie wiedzieć że twoje emocjonalne doświadczenie jest inne niż większości, bo nie masz punktu odniesienia. Dopiero kontakt z ludźmi którzy mają podobny aspekt daje jakieś rozpoznanie.
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem - mówimy cały czas o aspekcie w natalu tak? Bo trochę zgubiłam wątek czy ktoś mówił też o tranzytach. Bo chyba to są dwie różne rzeczy i inaczej działają?
