To bardzo dobre pytanie i odpowiem tak: tak, widać pewien wspólny mianownik, choć jest subtelny. Wenus w Byku i Wenus w Wadze mają podobny stosunek do estetyki i harmonii, jakby planeta czuła się 'w swoim żywiole' i może działać bez zakłóceń. Wenus w Strzelcu jest przykładowo w znaku Jowisza, co jest zupełnie obca jej natura, i wtedy miłość, uroda, relacje nabierają charakteru jupiteriańskiego, ekspansywnego, nieco niestałego. Różnica jest widoczna, ale trzeba patrzeć całościowo na wykres, bo sam jeden wskaźnik to za mało.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie, które cały czas mi krąży po głowie. Mówimy dużo o tym, jak domicilium wpływa na samą planetę, ale co z kwestią domów astrologicznych? Bo planeta może być w swoim domicilium zodiakalnym, ale jednocześnie stać w niekorzystnym domu, na przykład w domu dwunastym. Czy to się 'znosi', czy działa niezależnie?
Wracając do pytania Glozki o dom dwunasty, bo to jest temat sam w sobie. Mam znajomą z Marsem w Baranie, czyli w domicilium, ale Mars stoi jej w dwunastym domu. I rzeczywiście widać ten wzorzec, o którym mówi Skorpionica, że ta energia jest jakby skierowana do wewnątrz. Ona jest niesamowicie zdeterminowana, ale to bardziej wewnętrzna determinacja niż coś, co widać na zewnątrz na pierwszy rzut oka. Czy to pasuje do tej interpretacji?
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale właśnie próbuję sprawdzić swój horoskop i zgubiam się w tych wszystkich pojęciach. Jak mam Słońce w Lwie, to czy to znaczy, że Słońce jest w domicilium i automatycznie to jest silna pozycja? Czy muszę jeszcze coś sprawdzać?
A ja mam pytanie z innej strony. Rozmawiamy o tym, że domicilium to silna pozycja, ale czy silna zawsze znaczy dobra? Tzn. Mars w Baranie może być bardzo silny, ale czy to nie sprawia, że ta energia Marsa jest też bardziej intensywna, bardziej konfliktotwórcza?
To trochę zmienia moje myślenie o domicilium. Zawsze uważałam, że planeta w domicilium to jednoznacznie dobra wiadomość, a teraz widzę, że to bardziej jak... pełna moc bez filtra? Czy dobrze to rozumiem?
Chcę wróćic do watek domicilium i zapytac o Merkurego, bo jest on trochę inaczej niż reszta. Ma domicilium w Bliźniętach i w Pannie, ale to są bardzo różne znaki pod względem sposobu myślenia. W Bliźniętach Merkury to komunikacja, szybkość, asocjacje. W Pannie to anałiza, szczegół, porządek. Czy to nie znaczy, że Merkury ma tak naprawde dwa różne tryby domicilium?
Właśnie o to chodzi, że Merkury to jedyna planeta, która ma dwa domicilia w znakach żywiołu powietrza i ziemi, i moim zdaniem to nie przypadek. Bliźnięta to myślenie przez skojarzenia, sieć połączeń, szybka wymiana. Panna to analiza, klasyfikacja, rozkładanie na części. To jakby dwa różne tryby tego samego procesora, czy tak to można rozumiec?
Sodalitko, ten 'procesor' to dobra analogia, ale bym ją lekko skorygowała. W tradycji hellenistycznej Merkury jest planetą z natury neutralną, dostosowującą się do otoczenia. Dwa domicilia to dwa różne konteksty, w których ta neutralność działa najlepiej. W Bliźniętach Merkury zbiera i łączy. W Pannie selekcjonuje i porządkuje. To nie są dwa tryby jednej operacji, to dwa odrębne sposoby zarządzania informacją. Czy masz Merkurego w którymś z tych znaków?
To pytanie o mocniejszy kontra inny wraca w astrologii bardzo często i nie ma jednej odpowiedzi. W systemie godności esencjalnych oba domicilia są równorzędne, jeśli chodzi o ocenę mocy planety. Merkury w Pannie ma jednak dodatkową godność przez egzaltację, więc technicznie w tym znaku planeta ma podwójne wzmocnienie. Ale to już jest kolejna warstwa, o której nie mówiliśmy jeszcze w tym wątku.
poczekaj, czyli Merkury w Pannie to jednocześnie domicilium i egzaltacja? To jest w ogóle możliwe?
Właśnie, egzaltacja to wyższy poziom niż domicilium, to wiadomo. Merkury w Pannie jest więc mocniejszy niż Merkury w Bliźniętach, bo sama godność domicilium to mniej więcej połowa siły egzaltacji.
To rozróżnienie między gospodarzem a gościem honorowym jest mi jakoś bliskie intuicyjnie. Ale mam pytanie do Slawka83 albo Tekli: czy w praktyce w interpretacji horoskopu traktujesz te dwie godności osobno, czy szukasz jakiegoś wspólnego mianownika dla nich?
Wracając chwilę do Merkurego, bo Sodalitka poruszyła coś ważnego. Mam w praktyce kilka osób z Merkurym w Bliźniętach i kilka z Merkurym w Pannie i rzeczywiście widać różnicę w sposobie komunikacji. Te z Bliźniąt mówią szybko, skaczą między tematami, świetnie improwizują. Te z Panny zastanawiają się przed każdym słowem, wolą pisać niż mówić, bo mogą poprawić. Czy to jest ta różnica między dwoma domiciliami, którą widać gołym okiem?
Mam podobne pytanie, bo w ogóle nie rozumiem tego detrimentu. Czy to znaczy, że Merkury w Strzelcu jest słaby? Bo znam kogoś z Merkurym w Strzelcu i jest bardzo inteligentny, więc coś mi tu nie gra.
o, właśnie tak! Ona zawsze mówi o jakichś wielkich sprawach, ale jak ją prosisz o konkrety, to trochę się gubi. To teraz nagle ma sens.
Wróćmy może do głównego wątku, bo trochę odpłynęliśmy w stronę samego Merkurego. Mnie ciekawi coś, o czym jeszcze nikt nie powiedział: czy domicilium planety wpływa na to, jak ta planeta funkcjonuje w tranzytach? Tzn. czy tranzyt Wenus przez Byka albo Wagę jest 'mocniejszy' albo inaczej odczuwalny niż tranzyt przez inne znaki?
A czy to działa tak samo w przypadku planet wolnych, jak Saturn czy Jowisz? Bo one są w jednym znaku przez długi czas i ich domicilium ma chyba trochę inny ciężar niż tranzyt Wenus.
No dobra, ale jak Saturn jest przez dwa i pół roku w Koziorożcu, to czy to znaczy, że całe pokolenie urodzone w tym czasie ma jakiś specjalny Saturn w domicilium? I jak to się ma do indywidualnego horoskopu?
To mnie zawsze trochę przytłaczało w nauce astrologii, że tych zmiennych jest tak wiele jednocześnie. Ale rozumiem, o co chodzi. Mam pytanie do Oliwki albo Tekli: czy zdarzało wam się, że ktoś z Saturnem w domicilium, powiedzmy w silnym domu, ale z bardzo ciężkimi aspektami do niego, np. kwadratem od Marsa, funkcjonował gorzej niż ktoś z Saturnem bez godności, ale z trygonami?
Wracając jeszcze do tego, co Skorpionica mówiła o tranzytach, bo mam konkretne pytanie. Czy jeśli mam w natalu planetę, powiedzmy Wenus, w Rybach, czyli w egzaltacji, a nie w domicilium, to tranzyt Wenus przez Byka lub Wagę będzie dla mnie bardziej odczuwalny niż dla kogoś, kto ma Wenus w Bliźniętach?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale ja w ogóle nie wiedziałam, że planety mają dwa domicilia. Zawsze myślałam, że każda ma jeden znak. To jak to jest z tymi dwoma?
To jest właśnie jedno z poważniejszych spornych miejsc we współczesnej astrologii. W tradycji hellenistycznej i klasycznej, gdzie te planety po prostu nie istniały, domicilia były zamkniętym systemem opartym na siódemce. Współcześni astrologowie przypisali Uranowi Wodnika, Neptunowi Ryby, a Plutonowi Skorpiona, czyli znaki, których poprzednimi władcami były Saturn, Jowisz i Mars. Część astrologów pracuje z tymi nowymi przypisaniami, część trzyma się wyłącznie tradycyjnego systemu, a część próbuje łączyć obie warstwy. Nie ma jednej powszechnie uznanej odpowiedzi.
Dla mnie Pluton w Skorpionie zawsze miał sens, bo ta energia jest podobna. Ale nie rozumiem, czemu Uran miałby być lepiej dopasowany do Wodnika niż Saturn. Saturn w Wodniku jakoś pasował.
Nigdy nie słyszałem o teorii okraw, możesz w dwóch słowach powiedzieć, o co chodzi?
Mam wrażenie, że ta dyskusja o planetach transpersonalnych i domiciliach odchodzi trochę od głównego wątku. Ale żeby nie urwać bez pointy: dla kogoś, kto chce rozumieć domicilium i jego wpływ, polecam zaczynać od klasycznej siódemki planet. Tam system jest spójny i ma za sobą wieki weryfikacji. Transpersonalne planety to osobna dyskusja na osobny wątek.
Zgadzam się ze Slawkiem, wróćmy do sedna. Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz, o której nie było mowy: czy domicilium planety ma znaczenie w synastrii? Tzn. jeśli Wenus jednej osoby jest w Byku, a ta osoba wchodzi w relację z kimś, kto ma Słońce w Byku, to czy ta godność Wenus jakoś wpływa na dynamikę tej relacji?
