Konwalia, a czy pan Józef wstawał w nocy? Mógł po prostu kłaść tam rękę odpoczywając albo coś odkładał. Wiem że to powtarzane pytanie, ale chcę się upewnić że naprawdę nie ma zwykłego wytłumaczenia zanim pójdziemy dalej tym tropem.
Czytam ten wątek od początku i jakoś boję się zapytać... Konwalia, czy ty sama czułaś się tam bezpiecznie? Nie tylko przez ten ślad i zapach, ale tak ogólnie, czy to miejsce sprawiało nieprzyjemne wrażenie?
Spokój który opisujesz jest dla mnie bardzo znaczący. Czakra serca kiedy jest otwarta na kogoś bliskiego nie budzi lęku, wręcz przeciwnie. Jeśli żona pana Józefa rzeczywiście tam bywała, to z miłości nie z niepokoju i stąd ten spokój który czułaś.
Wróćmy do tego śladu - Konwalia, skoro byłaś tam rano jako pierwsza, to czy kiedykolwiek zdarzyło się że go nie było? Pyta dlatego że jeśli był każdego ranka bez wyjątku to jest to zupełnie inny rodzaj sprawy niż gdyby pojawiał się nieregularnie.
Nie było go przez pierwsze tygodnie pracy u pana Józefa. Zaczął się pojawiać mniej więcej wtedy kiedy jego stan się pogorszył, może z rok przed końcem. Wcześniej nic takiego nie zauważyłam, choc pewnie bym zauważyła bo sprzątałam ten stolik codziennie.
To bardzo istotna informacja której wcześniej nie padła. Konwalia, mówisz że zaczęło się kiedy jego stan się pogorszył - czy to mogło być związane z tym że on sam zaczął bardziej myśleć o żonie? Takie okresy słabości to często czas gdy ludzie wracają myślami do tych których stracili.
To co opisuje Gituska ma pokrycie w tym jak dawne tradycje interpretowały moment bliski śmierci - obecność zaczynała być odczuwalna wcześniej, jakby coś przychodziło zanim było potrzebne. Nie straszy, nie zwiastuje, po prostu jest bliżej. Ale mam pytanie do Konwalii - czy pan Józef w tym ostatnim roku zmieniał coś w pokoju? Przestawiał meble, wyciągał stare rzeczy?
Konwalia, to naprawdę coś. Jakby on sam nieświadomie tworzył przestrzeń na jej obecność. Czakra korony przed odejściem bardzo często się otwiera, ludzie zaczynają czuć to co wcześniej było dla nich niedostępne. Czy on był religijny? To mogło mieć wpływ na to jak to przeżywał.
Konwalia, nie obwiniaj się że nie zapytałaś. Takie momenty kiedy ktoś mówi coś ważnego, a my nie wiemy że to ważne, to jest chyba najbardziej ludzka rzecz na świecie. Mnie bardziej zastanawia czy on mówił to z radością czy jakoś inaczej.
Spokój przed odejściem i sny z bliskimi są odnotowane w bardzo różnych tradycjach, niezależnie od siebie. Nie chcę tego nadinterpretować, ale to że mówił o tym tak po prostu, bez dramatyzmu, to jest akurat szczegół który z perspektywy historycznej robi wrażenie. Czy wiedział że końca bliskie?
Syn za granicą, córka... to nie padło wcześniej. Czy rodzina wiedziała co się dzieje w tym domu, mam na myśli te poranne ślady i zapach? Czy Konwalia mówiła im cokolwiek?
To zrozumiałe. Niektóre rzeczy dzieją się w przestrzeni która należy do konkretnych osób i nie trzeba ich rozdawać każdemu. Słowiańskie pojęcie 'domowego' zakłada właśnie taką kameralność - to nie jest spektakl, to jest obecność dla konkretnego człowieka. Ale wróćmy do stolika - czy po śmierci pana Józefa ślad jeszcze się pojawił, zanim dom został zamknięty?
Czysty stolik po jego odejściu... to mnie bardzo uderza. Jakby to nie był dom który potrzebuje czyjejś opieki, tylko ona przychodziła do niego. Kiedy jego już nie było, nie było po co przychodzić. Konwalia, czy to nie daje ci jakiegoś dziwnego spokoju mimo wszystko?
Konwalia, to co mówisz o tym pusto - to nie jest tylko metafora? Mam na myśli, czy to było coś co poczułaś fizycznie, taki brak, czy po prostu dom wyglądał na opuszczony?
To co opisuje Konwalia pasuje do tego co w starszych przekazach nazywano 'odejściem domostwa' - nie chodzi o złego ducha ani stracha, tylko o obecność która była przywiązana do konkretnej osoby żywej, nie do miejsca. Kiedy tej osoby nie ma, nie ma też powodu żeby być. Ale mam pytanie - czy cokolwiek było ruszane? Zdjęcia Marty, te które pan Józef wyłożył?
Konwalia, to że cię ucieszyło chyba wszystko mówi. Nie przestraszyłaś się, nie poczułaś że coś jest nie tak - tylko ulgę. Myślę że twoje odczucia są tu bardzo ważną informacją, nie mniej niż ten fizyczny ślad na stoliku.
Kilka centymetrów i okrągły. Konwalia, czy stolik miał jakieś inne ślady od normalnego użytkowania? Mam na myśli czy ogólnie było tam widać zarysowania, obicia, czy to był zadbany mebel? Zastanawia mnie czy ten ślad w ogóle odróżniał się od reszty powierzchni.
Ten detail z odcieniem jest istotny. Starsze opisy odcisków związanych z obecnościami niematerialnymi wspominają właśnie o chwilowym przebarwieniu drewna lub kamienia, nie o trwałym uszkodzeniu. Pytanie które mnie nurtuje: czy pan Józef w ogóle kiedykolwiek skomentował ten stolik, wspomniał o nim, coś tam przesuwał, poprawiał? Czy miał do tego miejsca jakiś stosunek?
O. To jest coś. Woda zostawiana przez nią w zwyczaju, ślad w tym samym miejscu... Konwalia, czy ta szklanka stała na stoliku kiedy znajdowałaś ślad rano, czy ślad był zamiast szklanki, obok niej, jak to wyglądało przestrzennie?
Konwalia, nie musisz teraz wszystkiego układać naraz. Piszesz o tym pierwszy raz, dopiero teraz to składasz w całość - to naturalne że nowe rzeczy wychodzą w trakcie. Mnie zastanawia jedno: czy pan Józef kiedykolwiek wyglądał jakby widział coś przy tym stoliku, przy oknie, cokolwiek?
Właśnie chciałam zapytać o to samo co Anesja5. I jeszcze jedno - to okno, czy wychodziło na ogród, na ulicę? Pytam bez konkretnego powodu, po prostu stronę świata i czy było tam coś istotnego za oknem.
Ten obraz który składacie jest naprawdę poruszający. Jabłoń jej, woda jej, rutyna jej, ślad od strony okna gdzie wschód... Gituska, Perun80, czy to ma dla was jakiś jeden spójny kierunek interpretacyjny, czy każde z was widzi to inaczej? Ciekawa jestem czy jesteście zgodni.
Tak. Raz - raz tylko - powiedział do jabłoni 'zostaw te gałęzie, mówię ci'. Zaśmiał się potem i machnął ręką jakby żartował. Ale nie byłam pewna czy żartował. Stałam wtedy z grabiami i udawałam że nie słyszałam bo nie wiedziałam jak zareagować. Teraz mi głupio że udawałam.
Konwalia, nie ma czego się wstydzić, to był jego prywatny moment i dobrze że dałaś mu przestrzeń. Ale to zdanie do jabłoni... czy on w ogóle był typem człowieka który żartuje sam ze sobą na głos, czy to było dla niego niezwykłe zachowanie?
Zatrzymuję się przy tym że ślad był od strony okna, nie od strony gdzie spał. Jeśli ktoś - cokolwiek to było - stawiało coś na tym stoliku, to stawiało od strony ogrodu. To nie jest detall który chcę odpuścić. Konwalia, czy kiedykolwiek widziałaś ten ślad w innym miejscu niż ta strona stolika od okna? Choćby raz?
To jest ważne co Kappi zauważył. Noc to czas kiedy świadomość się wycisza i - czy ktoś się ze mną zgodzi - to zazwyczaj kiedy takie obecności są bardziej aktywne albo kiedy my jesteśmy po prostu mniej zamknięci na ich odczuwanie. Gituska, Perun80 - czy wasza interpretacja zmienia się w zależności od pory? To znaczy czy 'ona' mogła pojawiać się o konkretnej godzinie?
Jedno mnie zastanawia od dłuższego czasu w tej rozmowie. Mówimy dużo o żonie, o jabłoni, o kierunku wschodnim. Ale czy ktoś zapytał o datę śmierci żony pana Józefa? W wielu tradycjach europejskich - nie tylko słowiańskich - aktywność po śmierci bliskiej osoby jest intensywniejsza w okolicach rocznicy albo w określonych porach roku. Konwalia, jeśli to wiesz - kiedy ona odeszła?
