Może ktoś mi powiedzieć czy to normalne? Pracowałam przez kilka miesięcy u starszego pana, który mieszkał sam w dużym domu po rodzicach. Opiekowałam się nim, sprzątałam, gotowałam. Pan Józef umarł dwa miesiące temu i jakoś nie mogę przestać o tym myśleć, bo działo się tam coś dziwnego. Każdego ranka jak przychodziłam, na stoliku nocnym koło jego łóżka był mały dołek albo ślad w kurzu. Nie wiem jak to opisać - jakby ktoś dotknął palcem i zostawił wgłębienie, ale kształt był inny za każdym razem. Pan Józef nigdy o tym nie mówił, a ja nie śmiałam pytać. Czy ktoś coś takiego widział albo wie co to może być?
To ciekawe, bo takie ślady bez wyraźnego źródła często mają związek z energią miejsca. Ale mam pytanie - czy ten stolik stał cały czas w tym samym miejscu, czy czasem był przesuwany? I czy pan Józef coś na nim trzymał, jakieś przedmioty, które mogły zostawiać taki ślad od spodu?
Ile czasu minęło między twoim wyjściem wieczorem a przyjściem rano? Pytam serio, bo to istotna kwestia - mamy do czynienia z regularnym zjawiskiem w konkretnym cyklu dobowym, a to coś mówi.
To co opisujesz z tym śladem mnie zastanawia. Mówiłaś że kształt był inny za każdym razem - czy cokolwiek w tych kształtach przypominało litery, symbole, cokolwiek rozpoznawalnego? Czy to były po prostu losowe wgłębienia?
A czy w pokoju były okna wychodzące na jedną stronę? Zastanawiam się czy to nie mógł być jakiś owad, który regularnie siadał w tym samym miejscu. Wiem że to przyziemne wyjaśnienie, ale zanim pójdziemy w duchy...
To echo energetyczne o którym mówi Perun80 to ma sens w tym kontekście. Ale zastanawiam się - czy te ślady pojawiły się już kiedy zaczęłaś u niego pracować, czy może dopiero jakiś czas później? I czy były też kiedy on był chory, czy raczej kiedy czuł się lepiej?
Miesiąc przed śmiercią to ciekawy czas. W różnych tradycjach słowiańskich mówiono, że gdy człowiek zaczyna odchodzić, jego dusza już częściowo 'odchodzi' na próbę, wędruje, a ciało zostaje. Takie ślady mogły być właśnie tym - próbą kontaktu z przestrzenią, oswajaniem się ze stanem przejścia. Ale to interpretacja, nie fakt. Co czułaś wchodząc rano do tego pokoju?
No ale czy te ślady są nadal po jego śmierci? Bo jeśli tak to to jest dopiero clou tej historii. Nikt nie zapytał o to wprost.
To jest właśnie problem z takimi relacjami - mamy fragment, a nie całość. Ale nawet ten fragment jest wymowny. Czy jest jakaś szansa że skontaktujesz się z rodziną i zapytasz czy ktoś tam teraz bywa i czy cokolwiek się dzieje? Nie musisz mówić dlaczego pytasz.
Właśnie napisałam do siostrzenicy pana Józefa, jedynej osoby z rodziny z którą miałam kontakt. Zobaczymy czy odpisze. Sama też nie wiem jak to ująć żeby nie wyszło że jestem nienormalna.
A może po prostu napisz że zostawiłaś tam jakąś rzecz osobistą i chciałabyś wejść po odbiór? To da ci pretekst żeby wejść i sprawdzić stolik. Serio, to najprostsze wyjście z sytuacji.
Czekajcie, wróćmy do czegoś co mnie nurtuje od kilku postów. Ten cykl dobowy - ślad pojawiał się w nocy, znikał w ciągu dnia, tak? Czy mógłbyś mi ktoś powiedzieć czy w tradycjach w których działanie dusz jest związane z porą nocną mamy do czynienia z czymś analogicznym do regularnego 'odwiedzania' konkretnego miejsca?
O żonie nigdy za wiele nie mówił, ale trzymał jej zdjęcie na tej samej komodzie co leki. Nie na stoliku, ale blisko. Czy to może mieć jakieś znaczenie dla tej interpretacji?
Moment, to teraz mówimy że to może być duch żony a nie jego własne coś? Całkowicie inna sprawa. Konwalia, jak długo żona nie żyła kiedy ty tam pracowałaś?
Dwadzieścia lat to długo, ale ślady mogły istnieć przez cały ten czas i nikt nie zwracał uwagi bo nie miał powodu. Konwalia zauważyła dopiero kiedy stan pana Józefa się pogorszył. Pytanie czy to przypadek że wtedy właśnie zaczęła dostrzegać.
Dobra ale wróćmy do ziemi na chwilę. Czy ta siostrzenica w ogóle bywała w domu kiedy pan Józef żył? Bo może ona po prostu wie o jakimś normalnym wytłumaczeniu tych śladów i od razu rozwieje sprawę.
A czy jest możliwość że pan Józef sam ci o czymś nie powiedział? Mam na myśli że może wiedział o tych śladach i traktował to jako coś normalnego dla siebie, coś osobistego. Starsi ludzie czasem mają przekonania których nie dzielą z opiekunkami.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne - czy ktoś próbował kiedyś robić seans lub tarota żeby zapytać o coś takiego z perspektywy osoby która odeszła? Nie wiem jak to działa w praktyce, ale widziałam że robi się takie rzeczy.
Wracając do sedna - Konwalia, ty pracowałaś tam codziennie przez pewien czas. Czy poza tymi śladami na stoliku cokolwiek innego wyglądało inaczej rano niż zostawiłaś wieczorem? Nie tylko w sypialni, w całym domu.
Zapach to bardzo ważna informacja, której nie padła wcześniej. Jaki to był zapach? Kwiaty, ziemia, coś konkretnego? Zapytam wprost bo w różnych tradycjach zapach jest jednym z pierwszych sygnałów obecności.
Zapach... trudno mi to opisać. Nie był to coś nieprzyjemnego. Trochę jak stare kwiaty, może fiołki, ale nie świeże tylko jakby suszone, z szafy. Rano czułam to w korytarzu kiedy wchodziłam, potem w ciągu dnia znikało. Nie kojarzę żeby pan Józef miał jakieś perfumy ani odświeżacze.
Fiołki to bardzo konkretna wskazówka. Czy żona pana Józefa mogła mieć perfumy o takim zapachu albo uprawiać takie kwiaty? Bo to by mocno wzmacniało ten wątek o jej obecności, a nie jego własnej energii.
Konwalia, a kiedy czułaś ten zapach - tylko rano przed otwarciem okien, czy też wieczorem kiedy wychodziłaś? Pytam bo to ważne żeby wiedzieć czy narastał w nocy czy był stały.
Zapach fiołków rano, ślad na stoliku, zdjęcie żony na komodzie... to zbyt dużo zbieżności żeby pominąć. Konwalia, czy pan Józef kiedy mówił o żonie - mówił o niej z tęsknotą czy raczej spokojnie, jakby pogodził się z jej odejściem?
To co opisujesz - zapach, nocna aktywność, drobny ślad - wpisuje się w stary wzorzec który w różnych tradycjach opisuje się jako odwiedziny duszy bliskiej. Nie straszy, nie ostrzega, po prostu wraca do miejsca i osoby z którą jest związana. Dwadzieścia lat to nie ma znaczenia w tym kontekście.
Mam inne pytanie do Konwalii - ten ślad, opisywałaś go jako dołek. Czy miał jakiś kształt czy był po prostu okrągły, nieregularny? I czy był zawsze w tym samym miejscu na stoliku czy w różnych miejscach?
Moneta pięciozłotowa to całkiem konkretny rozmiar. Czy na tym stoliku leżało cokolwiek zazwyczaj? Szklanka wody, tabletki, coś co mogło samo się przesunąć? Próbuję zrozumieć czy to miejsce gdzie coś normalnie stało.
