Nie wiem jak to opisać, ale od jakiegoś czasu mam tak, że za każdym razem kiedy przechodzę przez konkretny kąt w salonie, przy oknie od strony podwórka, puls mi przyspiesza. Nie biegę, nie jestem zdenerwowany, po prostu idę i nagle serce zaczyna walić mocniej. Za każdym razem to samo miejsce. Żadne inne miejsce w mieszkaniu tak nie działa. Ale to nie wszystko. Ostatnio stałem przy lampce nocnej w sypialni i zauważyłem, że mój cień na ścianie... no jakby robił coś innego niż ja. Stałem nieruchomo, a cień jakby się lekko poruszał. Może to przez migotanie lampki, nie wiem. Ale połączenie tych dwóch rzeczy zaczyna mnie niepokoić. Czy ktoś miał podobne sytuacje?
To z cieniem przy lampce to pierwsze pytanie jakie mam - czy to była żarówka tradycyjna, ledówka czy może świeczka? Bo każda z nich inaczej rzuca cień i inaczej reaguje na drgania powietrza. Ale to co opisujesz z pulsem w konkretnym miejscu, to już ciekawsze. Jak długo to trwa i czy zawsze o tej samej porze dnia, czy bez znaczenia kiedy?
Ja też od razu bym zapytała o tę lampkę, bo migotanie potrafi naprawdę robić dziwne rzeczy z cieniami. Natomiast ten kąt przy oknie... czy to jest stałe miejsce, w sensie czy zawsze stoisz dokładnie w tym samym punkcie, czy przyspieszenie pulsu następuje też gdy tylko wchodzisz w tę strefę, nawet z innej strony?
Ojej, to brzmi naprawdę niepokojąco, dziękuję że się podzieliłeś, bo sama nie wiedziałabym co z tym zrobić. Czy w tym kącie przy oknie stało kiedyś jakieś duże meble, łóżko albo fotel, może ktoś spędzał tam dużo czasu? Czasami miejsca przesiąkają energią po ludziach którzy tam przebywali.
Ledówki potrafią migotać z częstotliwością której oko nie rejestruje świadomie, ale mózg to odbiera. Tak samo cień może drgać przez minimalne zmiany natężenia prądu. Nie mówię, że tak jest, ale zanim człowiek wejdzie w interpretacje paranormalne, to warto sprawdzić rzeczy przyziemne. A co do pulsu - czy mieszkasz tam od dawna, czy to się zaczęło po jakimś konkretnym zdarzeniu?
Cztery lata i dopiero teraz? To jest ważna informacja. Czy coś się zmieniło w mieszkaniu albo w twoim życiu w okolicach kiedy to się zaczęło? Przeprowadzka czegoś, remont, coś nowego co się pojawiło, albo coś odwrotnie - ktoś odszedł, coś się skończyło?
Czytam to uważnie i mam takie skojarzenie - opisujesz granicę energetyczną, coś jakby miejsca gdzie energia stoi a nie przepływa. U mnie w domu był podobny punkt, też przy oknie co ciekawe. Nie robiłam tam nic specjalnego, ale po pewnym czasie sama zaczęłam go omijać instynktownie. Czy ty też zacząłeś omijać ten kąt?
To omijanie instynktowne to jest sygnał który ja bym potraktowała poważnie. Ciało reaguje zanim głowa zrozumie. Ale mam pytanie do ciebie - ten kąt jest na zewnętrznej ścianie budynku, tak? I od strony podwórka. Czy wiesz coś o historii tego miejsca, samego budynku albo działki?
Hej, przepraszam że się wtrącam, ale jestem ciekaw tej sprawy z cieniem. Bo ja bym to raczej wytłumaczył fizyką - ledówki mają ten problem z migotaniem, a cień przy źródle punktowym nigdy nie jest idealnie ostry. Czy ten cień robił coś konkretnego, jakiś gest, ruch, czy po prostu wyglądał jakby drżał?
A ja chcę się zapytać o coś innego - czy w tym mieszkaniu mieszkał ktoś przed tobą? I czy pytałeś kiedyś sąsiadów albo właściciela o historię lokalu? Bo niektóre mieszkania mają za sobą rzeczy o których nikt nie mówi wprost, a które zostawiają ślad.
Wróćmy na chwilę do tego cienia, bo mnie to nie daje spokoju. Ledówka punktowa przy lampce nocnej rzuca cień który jest mocno uzależniony od kąta padania. Czy lampka stoi nieruchomo, czy może jest na elastycznym ramieniu? Bo minimalne drganie samej lampki mogłoby przesunąć cień bez żadnego udziału sił nadprzyrodzonych. Ale też nie twierdzę że tak jest - pytam, bo warto to wykluczyć zanim wyciągniemy dalsze wnioski.
Słuchajcie, mnie najbardziej zastanawia ta regularność. Dwa miesiące, zawsze to samo miejsce, zawsze ta sama reakcja ciała. To nie jest coś co się zdarza raz i człowiek się zastanawia czy mu się nie przywidziało. To jest wzorzec. Czy ktoś inny, kto był w tym mieszkaniu, reagował podobnie w tym kącie? Jakiś gość, znajomy?
Nagraj koniecznie, i to najlepiej z dwóch kątów jeśli masz możliwość. A ten kolega co powiedział że jest mu zimno - czy stał dokładnie w tym samym miejscu co ty czujesz przyspieszenie pulsu? Bo jeśli tak, to masz już drugiego świadka zjawiska, tylko że jego ciało zareagowało inaczej niż twoje.
Ten zimny punkt to klasyczny sygnał który pojawia się w opisach miejsc gdzie coś się dzieje. Ale zanim ktoś powie że to duch - czy to okno jest szczelne? Zimno przy oknie to może być po prostu nieszczelna rama. Natomiast jeśli zimno jest w głębi pomieszczenia a nie przy samym oknie, to już inna rozmowa.
To co opisujesz z tym kolegą - dwóch różnych ludzi, dwie różne reakcje w tym samym miejscu - to już nie jest przypadek. U mnie przy tym oknie o którym mówiłam wcześniej też mój mąż raz powiedział że go coś ścisnęło w klatce piersiowej. Nie powiązał tego z niczym, ale ja zapamiętałam. Czy ten kolega wiedział wcześniej o tym miejscu, czy powiedział to spontanicznie?
Dobra, ale teraz mam pytanie które może być trochę z innej strony - czy ty w ogóle czujesz jakieś emocje w tym miejscu, poza samym przyspieszeniem pulsu? Bo puls może przyspieszyć z ekscytacji, ze strachu, ze stresu, ale też z czegoś co ciężko nazwać. Czy jest tam jakieś konkretne uczucie towarzyszące?
To co opisujesz jako czujność bez obiektu - to jest bardzo konkretny sygnał. Ciało rejestruje obecność której umysł jeszcze nie zakwalifikował. Czy to napięcie narasta kiedy stoisz tam dłużej, czy jest stałe od momentu wejścia w to miejsce?
Wtrącę się bo mnie ta dyskusja wciąga - Ninka_S ma rację że odruch jest możliwy, ale Magicwoman też ma punkt z tym wygaszaniem. Jest jeszcze trzecia opcja: coś fizycznego w tym miejscu stale oddziałuje na organizm i przez to reakcja jest stała. Infradźwięki, pole elektromagnetyczne, coś co jest tam cały czas. Czy w pobliżu tego miejsca jest skrzynka elektryczna, licznik, cokolwiek technicznego?
Pion instalacyjny to może być coś. Stare budownictwo ma czasem przewody bez właściwego ekranowania i pole może być spore. Ale wiesz co - to dalej nie tłumaczy cienia. Bo pion w ścianie nie rzuca cienia w sypialni. Te dwie rzeczy razem to jest albo zbieg okoliczności, albo mają wspólną przyczynę której jeszcze nie widzimy. Udało ci się coś nagrać w końcu?
To wcale nie brzmi głupio, dziękuję że to powiedziałeś otwarcie, bo myślę że wiele osób by się nie przyznało. Ja bym pewnie też się bała. Ale właśnie dlatego że się boisz to może warto mieć kogoś przy sobie przy tym nagraniu? Żeby nie być z tym sam?
Hej, a wróćmy na chwilę do tego co pytałam wcześniej - czy dowiedziałeś się czegoś o poprzednich lokatorach? Bo całą tę rozmowę prowadzimy bez tej informacji i ona naprawdę może wszystko zmienić albo nic, ale warto wiedzieć.
No i mamy nową informację. Śmierć w mieszkaniu sama w sobie nie znaczy automatycznie że coś zostało, ale w połączeniu z tym co opisujesz - konkretne miejsce, reakcja ciała, cień - to jest kontekst który trzeba wziąć pod uwagę. Czy sąsiadka mówiła coś o tej osobie, jak żyła, czy miała jakieś nierozwiązane sprawy?
Czekajcie, bo mam pytanie - czy to miejsce w salonie gdzie czujesz przyspieszenie pulsu jest blisko jakiegoś mebla który był w mieszkaniu przed tobą? Czasem ludzie zostawiają rzeczy i nowy lokator ich nie rusza. Przedmioty też mogą trzymać energię.
No właśnie, tez o tym mysłałam - może cos zostało po tym panu i daltego to w tym miejscu a nie innym. Czy meble w salonie sa twoje czy bylo cos z poprzedniego mieszkania? Bo to jest ważne bardzio.
Meble są moje, przywiozłem wszystko z poprzedniego miejsca. W salonie nie zostało nic od poprzednich lokatorów, sprawdziłem to przy wprowadzaniu. Więc przedmioty raczej odpada.
A na pewno nic? Żadnej półki, wieszaka, czegokolwiek? Bo czasem zostają takie drobiazgi i człwoiek nawet nie pamięta że to nie jego.
Dobra, ale wróćmy do tej informacji o poprzednim lokatorze, bo ona jest ważniejsza niż meble. Mężczyzna, starszy, zmarł w mieszkaniu. Sewer - wiesz w jakich okolicznościach? Czy to był spokojny koniec, czy coś nagłego?
