Znała go, ale niezbyt dobrze. Widzieli się kilka razy, nie było między nimi żadnej szczególnej chemii ani antypatii. Średnia znajomość.
To jest ciekawe. Mama, przyjaciółka, dwóch kolegów z pracy, rzadki znajomy, zegarki padają. Siostra, z którą tamten nie miał szczególnej więzi, zegarek działa. Tarotowa, czy nie przypomina ci to trochę klasycznego wzorca selektywnej reakcji, który opisywano w tym wątku o domu na Pradze sprzed roku?
Mnie interesuje mama. Mama to osoba bliska Kencie, pewnie znała też tę obecność. Zegarek mamy padł. To przeczy teorii, że obecność reaguje negatywnie na obcych. Może reaguje na kogokolwiek z silnym ładunkiem emocjonalnym wobec Kenty?
Był kiedyś pewien krótki etap, nic poważnego, ale był. Nie myślałam o tym w tym kontekście. Może to jednak ma znaczenie.
Czyli zaczynamy rysować coś w rodzaju mapy, zegarki psują się przy osobach, które łączyła lub łączy z Kentą jakaś emocjonalna nić. To nie jest przypadkowe. Ale czy to na pewno celowe działanie obecności, czy po prostu efekt uboczny czegoś, co i tak byłoby aktywowane bliskością emocjonalną?
Froen, to jest ważne pytanie, bo zmienia zupełnie co z tym robić. Kenta, kiedy czujesz ten dotyk, czy masz poczucie że ta obecność jest spokojna, czy raczej coś się w niej napina? Nie wiem jak to opisać inaczej, ale czy to różni się w zależności od tego kto wcześniej był w domu?
Nigdy tak nie patrzyłam na to. Ale teraz jak się zastanawiam, to chyba tak. Po wizycie tej przyjaciółki był spokój. Po tym kolegu z rzadkiego kontaktu był dotyk, ale jakiś inny, cięższy. Mogę się mylić, retrospektywne ocenianie jest zawodne.
Kenta, to co mówisz o ciężkości, to jest coś co u mnie też pojawiało się po pewnych spotkaniach w ciągu dnia. Jakby nastrój otoczenia wpływał na to co czułam nocą. Nie umiem powiedzieć czy to zjawisko czy własna psychika to przenosiła. Czy masz wrażenie, że ten dotyk jest reakcją na ciebie, na twój stan, czy dzieje się niezależnie?
Chcę tu wejść z czymś, bo ta rozmowa bardzo ładnie się rozwinęła, ale żebyśmy nie zgubili wątku zegarków zupełnie. Kenta ma dwa osobne zjawiska, zegarki i dotyk, i my teraz wrzucamy je do jednego wora. Czy faktycznie mamy dowody, że to jedno źródło? Bo może jedno jest powtarzalnym zjawiskiem energetycznym, a drugie czymś osobistym, i niekoniecznie to musi być spójne.
Tak, zdarzało się. Nie potrzebowałam odwiedzin, żeby to poczuć. Ale teraz zastanawiam się czy to nie były dni, kiedy coś emocjonalnego się działo, jakiś telefon, wspomnienie, rocznica. Naprawdę nie notowałam, ale mam takie przeczucie.
Kenta, to co piszesz o rocznicach i emocjonalnych dniach jest bardzo istotne. Mam wrażenie, że zbliżamy się do czegoś. Ale zanim pójdziemy dalej, chcę zapytać wprost: czy pamiętasz, kiedy po raz pierwszy poczułaś ten dotyk? Czy to był dzień zaraz po stracie, czy minęło trochę czasu?
Minęło kilka tygodni. Pamiętam, że byłam zaskoczona, bo przez ten czas nic nie czułam. Pustka. A potem pewnej nocy ten dotyk, i od razu wiedziałam. Nie umiałam tego wytłumaczyć, ale wiedziałam.
To kilka tygodni pustki mnie zastanawia. Jakby coś potrzebowało czasu, żeby zaistnieć. Albo ty potrzebowałaś czasu, żeby być gotowa to poczuć. Kenta, czy w tamtym czasie dużo płakałaś, czy raczej byłaś w takim zamrożeniu?
Zamrożenie to dobre słowo. Nie płakałam prawie wcale przez pierwsze tygodnie. A ten dotyk pojawił się właśnie gdy zaczęłam w końcu coś czuć, nie pamiętam dokładnie co, ale coś puściło.
Dobra, muszę się zastanowić. Chyba zegarki pojawiły się później. Dotyki były pierwsze. Zegarki zauważyłam dopiero gdy kilka osób zaczęło wspominać przy mnie, że coś im się popsuło właśnie po wizycie. Nie skojarzyłam od razu.
To jest ważna obserwacja, bo jeśli jedno pojawiło się przed drugim, to niekoniecznie muszą mieć to samo źródło. Albo jedno wywołało drugie. Mam tutaj jeden powód do ostrożności, bo często na forach mieszamy dwa oddzielne zjawiska i budujemy z nich całą historię, która potem ma sens tylko dlatego, że ją sami skleiliśmy.
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do zegarków, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy. Kenta, powiedz mi jedno: czy kiedykolwiek zdarzyło się, że zegarek się popsuł, ale ty nie czułaś nic tego dnia? Żadnego dotyku, żadnego szczególnego nastroju?
Właściwie tak. Ten mechaniczny zegarek kolegi, o którym mówiłam, że padł, ten dzień nie był jakoś szczególny. Przynajmniej nie pamiętam, żeby był. Ale to było kilka miesięcy temu, mogłam zapomnieć.
Kenta, a ten kolega, powiedziałaś że był między wami krótki etap. Czy podczas tej wizyty było jakieś napięcie między wami? Niekoniecznie złe, po prostu coś w powietrzu? Pytam bo to mogłoby tłumaczyć reakcję bez twojego subiektywnego odczucia w tym dniu.
Pewnie było. Jak się kogoś zna w taki sposób, to zawsze jest jakieś tło, nawet jeśli się o nim nie myśli. Nie pomyślałam o tym wtedy, ale teraz jak pytasz, to tak, to nie była neutralna wizyta.
A wie ktoś czy ta selektywność wobec ludzi jest opisywana w jakichs konkretnych przypadkach? Bo czytałem trochę o poltergeistach i tam zazwyczaj jest chaos, nie selekcja. To co Kenta opisuje brzmi bardziej jak coś innego, bardziej ukierunkowanego.
Jest jedno miejsce. Kanapa w salonie. Stamtąd najczęściej. To było jego miejsce, dosłownie, siadał tam zawsze. Nigdy o tym nie napisałam, bo wydawało mi się oczywiste, ale teraz widzę że nie mówiłam tego głośno.
Kanapa. To zmienia obraz. Miejsce naładowane jego zwyczajem, jego ciałem przez lata. Kenta, czy goście, którym psują się zegarki, siadają tam? Czy to może być jakieś centrum tego wszystkiego?
Siadają, bo to naturalne miejsce w salonie. Ale moja siostra też tam siadała, więc nie wiem czy to jedyna odpowiedź. Choć może to nie chodzi o samo siedzenie, może chodzi o coś więcej.
To interesujące. Miejsce plus osoba plus ładunek emocjonalny. Może żaden z tych elementów sam w sobie nie wystarczy. Kenta, czy kiedy siedzisz tam sama, czujesz coś innego niż gdy siedzisz gdzie indziej w domu?
Mam wrażenie, że powoli zbieramy się do czegoś konkretnego. Bylica, bo ty masz doświadczenie w takich sprawach, co byś w tym momencie doradziła Kencie? Czy po prostu obserwować dalej, czy jest coś, co mogłaby zrobić, żeby to lepiej zrozumieć?
To trudne pytanie, bo nie ma jednej słusznej drogi. Ale jeśli miałabym coś zaproponować, to najpierw obserwacja z uwagą, ale bardziej świadoma. Kenta, zacznij notować. Data, kto był, gdzie siedział, jak się czułaś przed wizytą i po, czy zegarek padł. Nie po to, żeby udowodnić, tylko żeby zobaczyć czy wzorzec się potwierdzi, czy może się rozpadnie. Bo na razie masz wspomnienia, a pamięć jest zawodna, sama to powiedziałaś.
