Nie wiem czy to najlepsze miejsce żeby to opisać, ale coś się dzieje w moim domu i już trochę za dużo tego. Mam piwnicę pod domem, wejście z kuchni, i od jakiegoś czasu słyszę stamtąd coś w rodzaju śpiewu albo nucenia. Cicho, ale wyraźnie. Sprawdzałam kilka razy - tam nikogo nie ma, nic nie gra, żadnego radia, żadnych urządzeń. Ale to nie wszystko. Zaczęłam zauważać, że niektóre rzeczy w domu zmieniają temperaturę bez powodu. Metalowa klamka od piwnicy potrafi być lodowata nawet latem, a drewniana deska przy wejściu raz była tak gorąca, że prawie się cofnęłam. Ceramiczny dzbanek w kuchni - ten stary, po babci - kilka razy czułam, że jest zimny jak z lodówki, choć stał w temperaturze pokojowej. Czy ktoś miał coś podobnego? Bo szukam jakiegoś sensu w tym wszystkim.
Ten opis z temperaturą bardzo mnie zaciekawił. Zimno przy klamce od piwnicy to jedno - to może być kwestia cyrkulacji powietrza albo materiału - ale ten dzbanek po babci to już inna sprawa. Przedmioty z silnym ładunkiem emocjonalnym, przekazywane z pokolenia na pokolenie, potrafią być nośnikami obecności. Czy babcia dużo używała tego dzbanka? I czy śpiew zaczął się mniej więcej w tym samym czasie kiedy pojawiły się te zmiany temperatury, czy to osobne rzeczy?
Zatrzymałam się przy tym śpiewie z piwnicy. Nucenie, śpiew - to bardzo konkretny rodzaj zjawiska. Czy rozróżniasz to jako melodię, którą znasz? Czy może to bardziej taki bezładny dźwięk, który tylko przypomina śpiew? Bo to robi dużą różnicę w interpretacji.
@Obserwatorka to jest właśnie to co mnie najbardziej niepokoi - brzmi jak melodia, którą gdzieś słyszałam, ale nie potrafię jej zidentyfikować. Nie jest bezładna, jest rytmiczna, jakby ktoś sobie nucił przy robocie. Trwa może kilkanaście sekund, potem cisza, potem znowu. Babcia często śpiewała w kuchni przy gotowaniu, moja mama mi to mówiła. Ale babcia nie żyje od wielu lat.
Czytam to i mam ciarki. To co opisujesz z babcią i dzbankiem - ta kombinacja - brzmi dla mnie bardzo spójnie jako jedno zjawisko. Obecność, która jest związana z konkretnym przedmiotem albo miejscem. Mam pytanie: czy to słyszysz o konkretnych porach? Rano, wieczorem, czy losowo?
Zanim wszyscy przeskoczą do wniosków o duchach - chcę zapytać o samą piwnicę. Jak stary jest dom? Piwnice w starych budynkach, szczególnie tych z kamienia albo z cegły, mają specyficzną akustykę i cyrkulację powietrza, która potrafi robić absolutnie niesamowite rzeczy z dźwiękami. Słyszałem o przypadkach gdzie dźwięki z odległości kilkuset metrów były słyszalne w piwnicy jakby ktoś stał dwa metry dalej.
A wentylacja? Rury w starym budownictwie potrafią generować dźwięki które brzmi dosłownie jak śpiew. Szczególnie jak jest różnica ciśnień. Nie mówię że tak jest, ale czy budynek ma stare instalacje? Bo zanim cokolwiek tutaj orzekniemy, warto to wykluczyć.
Mnie w tym wszystkim uderza coś innego. Napisałaś że to dzbanek po babci i że babcia śpiewała w kuchni. Zastanawiam się nad czymś - czy ostatnio byłaś jakoś szczególnie myślami przy babci? Rocznica, wspomnienie, coś co ją przypomniało? Czasem takie rzeczy otwierają pewne kanały, nawet bez świadomego zamiaru.
O mój Boże, to jest niesamowite. Ta zbieżność ze zdjęciami i listami... Czy bałaś się kiedy to usłyszałaś po raz pierwszy? Bo ja chyba bym nie spała.
Mam pytanie do opisów temperatury, bo to mnie faktycznie interesuje bardziej niż śpiew. Mówiłaś o drewnianej desce - gorącej przy wejściu do piwnicy. Drewno nie nagrzewa się samo z siebie. Czy w tym miejscu jest jakieś źródło ciepła? Rura, grzejnik, cokolwiek? I czy ta gorąca deska i zimna klamka były w tym samym momencie?
Coraz bardziej skomplikowane. Równoczesna zmiana temperatury w sąsiednich przedmiotach - jeden gorący, drugi lodowaty - to już jest trudniejsze do wyjaśnienia fizycznie. W tradycjach słowiańskich wierzono że obecność przodka w domu często objawia się właśnie poprzez temperaturę i dźwięk. Nie przypisuję ci od razu konkretnej interpretacji, ale ten wzorzec jest dosyć charakterystyczny.
Czytam to i szczerze nie wiem co myśleć. Czyli mówicie że babcia wraca i śpiewa w piwnicy? To trochę smutne, że akurat w piwnicy, nie w salonie. Przepraszam jeśli to głupie pytanie, ale dlaczego duchy wybierają takie miejsca a nie, no, bardziej przytulne?
To co napisałaś o piwnicy i przetworach - to jest ważny element układanki. Czy pamiętasz, czy ten śpiew brzmi jak coś roboczego, rytmicznego - jak przy pracy? Czy może raczej spokojniejszego, takiego jakby dla siebie?
Zdecydowanie jakby przy pracy. Taki spokojny, miarowy rytm. Właśnie jak się coś robi rękoma i nieświadomie nucisz. Nie jest głośny, żeby usłyszeć słowa - tylko melodia.
W kontekście słowiańskim to co opisujesz przypomina mi koncepcję duszy, która wraca do miejsc swoich codziennych czynności. Nie ma w tym nic dramatycznego - to nie jest żadne nawiedzone miejsce w hollywoodskim sensie. Bardziej jak echo nawyku. Czy ten dźwięk jest zawsze z tego samego miejsca w piwnicy, czy jakby się przemieszcza?
Zatrzymuję się tutaj, bo to jest dość konkretna informacja. Półki stoją, ale puste. Czy cokolwiek na nich leżało zmieniło temperaturę, czy tylko te przedmioty w kuchni i przy wejściu do piwnicy?
Powiem wprost - te puste półki to jest właśnie to miejsce, które trzeba sprawdzić pod kątem temperatur. Bo jeśli tam też coś jest ciepłe albo zimne bez powodu, to mamy do czynienia ze zjawiskiem, które ma jakiś wzorzec przestrzenny. A wzorzec to już coś konkretnego do analizy, niezależnie od interpretacji.
Okno jest jedno, małe, od podwórza, ale jest w nim szyba i jest zamknięte od lat. Co do innych miejsc - dzbanek w kuchni był zimny, ale kuchnia jest dokładnie nad piwnicą. Nie wiem czy to przypadek.
Kuchnia nad piwnicą i dzbanek po babci - to nie brzmi jak przypadek. Mam takie skojarzenie: babcia pracowała między tymi dwoma miejscami, między kuchnią a piwnicą. To był jej krąg. Czy jeszcze jakieś rzeczy po niej są w kuchni oprócz dzbanka?
Właśnie to jest takie niesamowite w tej historii - te dwa poziomy domu jakby połączone. Trochę jak gdyby ta przestrzeń była dla niej jednym miejscem, nie dwoma.
Słuchajcie, to może głupie ale - czy ktoś w ogóle próbował po prostu zejść do tej piwnicy i sprawdzić te półki? Rozumiem że to nieprzyjemne, ale to by chyba rozwiązało część pytań. Albo chociaż wytłumaczyło.
Zgadzam się że wejście tam ma sens, ale z odpowiednim przygotowaniem. Nie mówię o żadnym rytuale - mówię o tym żeby mieć przy sobie coś, co daje ci poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Coś swojego. I żeby nie wchodzić w panice, bo strach wyostrza percepcję w sposób, który potem trudno odróżnić od faktycznych zjawisk.
Mam jedno pytanie zanim ktokolwiek będzie cokolwiek doradzał w kwestii wchodzenia - Akacja, jak długo trwa to zjawisko łącznie? Ile razy słyszałaś ten śpiew? Bo to jest różnica czy mówimy o trzech razach przez tydzień czy o kilkudziesięciu przez dwa miesiące.
Sześć, siedem razy przez trzy tygodnie to już jakiś rytm. Nie losowe incydenty. Akacja, mam pytanie - czy zauważyłaś o której to bywa? Mam na myśli porę dnia, nie dokładną godzinę.
Zazwyczaj późnym popołudniem albo wieczorem. Dwa razy chyba około szesnastej, pozostałe raczej po osiemnastej. Choć nie zawsze byłam w domu przez cały dzień, więc mogłam coś przeoczyć.
to pokrywa się z tym, co w tradycji słowiańskiej nazywano czasem 'między' - między dniem a nocą. Nie robię z tego od razu wniosku, ale warto wiedzieć że takie pory były uważane za szczególne właśnie w kontekście kontaktu z tym co niematerialne. Czy babcia miała jakieś swoje zwyczaje związane z tą porą dnia?
Chwila - zanim pójdziemy w kierunek symboliczny, chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Akacja, te kilkanaście sekund śpiewu - to jest ciągłe, czy urywane? Bo to ma znaczenie przy ocenie czy mamy do czynienia z czymś wibracyjnym w ścianach czy czymś innym.
