To bardzo ważne, co teraz opisałaś. Odpowiedź i dłuższy kontakt w tej samej chwili. To nie musi być zbieg okoliczności. Bylica, co o tym myślisz, bo ty masz więcej doświadczenia z takimi kontaktami niż ja.
To, co opisujesz z wypowiedzeniem imienia, jest ważne. Nie dlatego, że to jakiś rytuał, ale dlatego, że po raz pierwszy zrobiłaś coś aktywnie, a nie tylko odbierałaś. I dotyk trwał dłużej. Czy ty wtedy też coś poczułaś inaczej, nie tylko długość, ale jakość tego odczucia? Bo to może dużo powiedzieć.
Byłam bardziej spokojna niż za pierwszym razem. Jakby... mniej przestraszona, a bardziej skupiona. I dotyk był jakby cieplejszy, chociaż to brzmi dziwnie, bo przedtem też był ciepły. Trudno to porównać słowami.
Nie brzmi dziwnie. U mnie w snach też było tak, że ta sama obecność raz była zimna i przytłaczająca, a raz po prostu bliska. I to zależało właśnie od mojego stanu, nie od niej. Kenta, czy ty wtedy myślałaś o tej osobie spokojnie, czy z tęsknotą, czy z lękiem?
Raczej z tęsknotą. I z czymś w rodzaju ulgi, że w ogóle to poczułam. Że to nie zniknęło.
Ta ulga jest bardzo istotna. Bo lęk zwęża percepcję, a tęsknota ją otwiera, przynajmniej tak to rozumiem z tego, co obserwowałam u siebie i u innych. Bylica, czy ty myślisz, że Kenta powinna teraz coś zrobić świadomie, czy raczej tylko być i obserwować?
Nie codziennie. Najczęściej wieczorami, ale nie każdego. Czasem nie ma nic przez kilka dni i zaczyna mi się wydawać, że to się skończyło. A potem wraca.
Przerwy są tu dla mnie równie ciekawe jak same odczucia. Czy te kilkudniowe przerwy zbiegają się z czymś konkretnym u ciebie, z większym stresem, zmęczeniem, może wyjazdami albo gośćmi w domu?
Teraz jak myślę wstecz, to chyba tak. Kiedy miałam gorszy tydzień w pracy, to przez kilka dni nic nie czułam. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi.
To bardzo konkretna obserwacja i dużo tłumaczy. Stres nie tylko zamyka ciebie, ale może też utrudniać sam kontakt po drugiej stronie, jeśli można to tak nazwać. Judytka, czy w swoich notatkach masz coś o regularności kontra przerwach w takich przypadkach?
A czy ktoś myślał, że może te przerwy to nie stres Kenty, tylko cykl po tamtej stronie? Znaczy czy duchy też mogą mieć swój rym i przerwy? Nie wiem jak to działa, pytam poważnie.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie, które mnie dręczy. Zegarki się psują, dotyk jest bardziej wyraźny gdy brat jest w pobliżu, przerwy przy stresie, imię wypowiedziane na głos i dłuższy kontakt. Czy ktoś tu widzi, że te kawałki zaczynają tworzyć coś spójnego, czy jeszcze za wcześnie?
Jeszcze nie dzwoniłam, ale zadzwonię w tym tygodniu. Obiecuję, że tu napiszę co powie. Choć jedno mnie zatrzymuje, elektryk nie sprawdzi dlaczego dotyk trwa dłużej, gdy wypowiadam imię.
Masz rację i to akurat nie jest kwestia elektryczna. Ale zegarki są. Chcę wiedzieć, czy pole elektromagnetyczne odpada jako wyjaśnienie dla tej konkretnej rzeczy, bo wtedy łatwiej mi skupić się na reszcie bez ciągłego wracania do tego punktu.
Dobrze, że to rozdzielasz. Bo zegarki i dotyk to mogą być dwie osobne warstwy tego samego zjawiska albo dwie niezwiązane ze sobą sprawy. Kenta, czy zegarki zaczęły się psuć mniej więcej w tym samym czasie co pierwsze odczucia dotyku, czy wcześniej?
Pierwsze zegarki chyba przed dotykiem, ale nie jestem pewna. Wtedy nie łączyłam tych rzeczy. Dotyk zauważyłam wyraźnie dopiero po kilku tygodniach od pierwszych awarii zegarków.
To jest ważna kolejność. Jeśli zegarki były pierwsze, to może to był sposób na zwrócenie uwagi, zanim kontakt stał się bezpośredni. Albo po prostu zbieg okoliczności. Ale warto to mieć z tyłu głowy, kiedy będziesz rozmawiać z elektrykiem.
To ciekawe co mówi Bylica o kolejności, bo ja się nigdy nie zastanawiałem czy zjawiska się budują jakoś stopniowo. Kenta, a czy w tym czasie gdy były pierwsze awarie zegarków, coś innego się zmieniło w domu? Nie wiem, zapachy, dźwięki, cokolwiek?
Dźwięków nie pamiętam. Ale teraz jak pytasz, to w tamtym czasie miałam wrażenie, że coś mnie obserwuje wieczorami. Nie strasznie, bardziej jak ktoś bliski, co stoi za tobą. Nie łączyłam tego z zegarkami w ogóle.
To wrażenie obserwowania to nie jest rzadkie przy takich kontaktach. Mnie też poprzedzało właściwy dotyk, zanim pojawiło się coś bardziej namacalnego. Ale Kenta, czy to było niepokojące, to patrzenie? Czy raczej neutralne albo nawet przyjemne?
Raczej spokojne. Nie chciałam, żeby to znikło, jak poczułam. To chyba odpowiada na pytanie.
Spokój przy takim wrażeniu to naprawdę coś, bo strach pojawiałby się instynktownie gdyby coś było nie w porządku z tą energią. Marzanka, ty pisałaś wcześniej o zimnej obecności kontra bliskiej, czy to poczucie obserwowania u ciebie było podobne do tego, co opisuje Kenta?
Chcę wrócić do zegarków, bo trochę nam odpłynęło. Kenta, powiedziałaś, że przed dotykiem, ale nie byłaś pewna. Czy pamiętasz który zegarek się zepsuł jako pierwszy i czy był on czymś dla ciebie znaczący, np. prezent od kogoś konkretnego?
Pierwszy był zegarek mojej mamy, który nosiłam. Ona żyje, to nie ten wątek, ale zegarek był stary i bardzo lubiany. Potem psuły się już inne, u gości też. Ale ten mamy był pierwszy.
To bardzo konkretny szczegół. Zegarek z ładunkiem emocjonalnym, a nie przypadkowy przedmiot. Mam w notatkach kilka przypadków, gdzie pierwsze zakłócenia dotyczyły właśnie rzeczy znaczących, nie nowych ani neutralnych. Czy ten zegarek dalej psuje się, czy tylko tamten raz?
Przestał działać całkowicie. Oddałam go do naprawy, zegarmistrz powiedział, że mechanizm jest sprawny, ale coś z baterią, wymieniał trzy razy i dalej nic. W końcu dałam spokój.
Trzy baterie to już jest poza normą i to warto sprawdzić. Czy zegarmistrz próbował go poza twoim domem? Bo jeśli baterie padają u ciebie, a mechanizm jest sprawny, to właśnie o to mi chodziło od początku z tym elektrykiem.
