To zmienia trochę obraz całości. Jeśli zjawisko jest ukierunkowane - i to na kobiety w tym domu - to trudno tłumaczyć to samą energią miejsca. Energia miejsca działa na wszystkich równo. Tu mówimy o czymś bardziej selektywnym. Heliotrop, co o tym myślisz? Bo masz więcej doświadczenia z przedmiotami z historią.
To co opisuje Lidzia jest naprawdę rzadkim układem i nie chcę tego zbagatelizować. Selektywność zjawiska - wyłącznie kobiety, wyłącznie ta półka - to nie jest typowy obraz nagromadzonej energii. Zanim cokolwiek zasugeruję, chcę zapytać wprost: czy babcia męża miała córki? Bo jeśli szafa przechodziła przez pokolenia po linii żeńskiej, to może tu być ciągłość zupełnie innego rodzaju.
Nie wiem dokładnie. Mąż mówił że babcia miała syna - jego ojca - i chyba córkę, ale ta córka mieszkała za granicą. Nie znam szczegółów tej rodziny, za dobrze nie mieliśmy kontaktu zanim babcia odeszła. Dlaczego pytasz o linie żeńską?
bo jeśli przedmiot przez pokolenia był w rękach kobiet, albo był świadkiem ważnych momentów kobiecych - choroba, śmierć, narodziny - to przedmiot może przechowywać coś w rodzaju wzorca. Nie energię w sensie New Age, ale realny ślad. Stare lustra i stare szafy to kategoria, którą traktuję inaczej niż inne meble. Ale to tylko hipoteza robocza, za wcześnie na wnioski.
Podchwytuję ten wątek z linią żeńską, bo to ciekawe. Ale chcę dodać inny kąt: skoro mąż znał tę szafę z dzieciństwa i nigdy nic mu nie znika, to może to nie jest kwestia płci jako takiej, tylko kwestia oswojenia? On traktuje ją jak neutralny mebel bo zawsze ją znał. Wy jesteście wobec niej 'obce' w jakimś sensie. Heliotrop, czy to w ogóle ma znaczenie przy takich obiektach?
Właśnie o to mi chodziło w poprzednim poście. Odczuwanie to jedno - to można zrzucić na sugestię, zmęczenie, czyjąś wrażliwość. Ale znikanie przedmiotów jest weryfikowalne. Lidzia, czy kiedykolwiek te zaginione rzeczy się potem znalazły? I jeśli tak, to gdzie?
Bransoletka po mamie - to jest konkretna strata, nie żarty. Lidzia, czy mama żyje? Pytam bo zastanawiam się czy w tym wszystkim nie ma jakiegoś wzoru - czy to co znika ma związek emocjonalny z konkretnymi osobami.
Chwila, bo to jest naprawdę ciekawy trop. Bransoletka po babci, rzeczy córki gdy była mała, rzeczy mamy gdy odwiedzała. A twoje rzeczy Lidzia - te które znikają, czy mają jakiś ładunek emocjonalny? Czy to losowe przedmioty, czy jednak takie, które coś znaczą?
Sweter po babci, bransoletka po babci. Lidzia, to nie brzmi jak przypadek. Czy masz w tej szafie jeszcze inne rzeczy które należały do kogoś z rodziny, kto już nie żyje?
Zatrzymajmy się na chwilę. Bo rozumiem że budujemy tu pewien obraz, ale chcę zadać proste pytanie: czy ktokolwiek tu bierze pod uwagę że szafa ma nieregularną półkę - na przykład trochę się przechyla, jest głęboka, ma dziury w tylnej ściance - i przedmioty po prostu wypadają albo wpadają za nią? Zanim przejdziemy do babci i linii żeńskiej, czy to zostało wykluczone?
To jest pytanie które Lidzia powinna sprawdzić zanim pójdziemy dalej z interpretacjami. Lidzia, czy szafa stała kiedykolwiek odsunięta od ściany? Czy ktoś patrzył co jest z tyłu i od spodu?
To może warto zrobić to raz jeszcze, już świadomie - odsunąć szafę, obejrzeć półkę od spodu, sprawdzić tylną ściankę. Nie dlatego że nie wierzę w to co opisujesz, ale dlatego że jeśli wykluczysz wytłumaczenie fizyczne, to to co zostanie będzie dużo trudniejsze do podważenia. Heliotrop, czy przy przedmiotach z ładunkiem pamiątkowym jest jakaś praktyka którą warto byłoby przeprowadzić przy okazji takiego sprawdzania?
Dobra, to chyba faktycznie powinnam to zrobić - odsunąć szafę, obejrzeć półkę od spodu, tylną ściankę. Mąż będzie w weekend, to go poproszę. Ale już teraz mam takie dziwne uczucie na samą myśl o tym. Jakby niechęć. Nie wiem skąd.
Ta niechęć jest ważna. Nie ignoruj jej. Nie mówię że to coś paranormalnego - może to zwykły lęk przed tym co możesz znaleźć albo nie znaleźć. Ale zapamiętaj to uczucie i powiedz nam potem, czy gdy stanęłaś przy szafie faktycznie coś poczułaś, czy może minęło.
Dobrze że w ogóle zdecydowałaś się sprawdzić. Ale mam jedno pytanie zanim to zrobisz - czy ta półka w szafie, ta konkretna na której znikają rzeczy, jest na jakimś określonym poziomie? Na wysokości oczu, wyżej, niżej? Bo to może mieć znaczenie zarówno dla wyjaśnienia fizycznego jak i dla pewnych interpretacji energetycznych.
Pudełko ze starymi zdjęciami na tej samej półce co torebka po babci. Lidzia, czy w tym pudełku są zdjęcia babci? Pytam serio, bo to jest jeden z tych szczegółów, które zmieniają całą interpretację sytuacji.
Chcę tu wtrącić trochę chłodniejszy głos - bo słyszę narastającą narrację i martwię się że budujemy piękną, spójną historię zanim mamy jakiekolwiek fakty. Lidzia, czy kiedyś policzyłaś ile rzeczy naprawdę zniknęło z tej półki na przestrzeni lat? Bo jeśli przez dekady to jest kilkanaście przedmiotów, to może być po prostu normalna statystyka gubienia.
Osiemnaście lat, kilkanaście przedmiotów. Przepraszam że muszę to powiedzieć wprost - to nie jest statystycznie niepokojące. Jedna czy dwie rzeczy rocznie to jest normalne dla każdego domu. To co sprawia że to wydaje się tajemnicze to właśnie ta szafa, ta półka - bo pamięć inaczej koduje zdarzenia z konkretnego miejsca.
Właśnie to mnie cały czas kręci w tej historii. Ten mąż. Lidzia, on w ogóle zauważa że coś się dzieje? Czy traktuje znikanie twoich rzeczy jak twój problem z nieorganizowaniem?
To jest nowy, bardzo ważny szczegół. Rok w gabinecie - zero zaginięć. Przeprowadzka do sypialni - zaczyna się. Lidzia, to brzmi jakby sama lokalizacja w sypialni coś zmieniła, albo jakby bliskość do ciebie - do twojej przestrzeni, twojego snu - uruchomiła coś w tej szafie.
Albo odwrotnie - może sypialnia to miejsce gdzie rzeczy leżą luźniej, mniej zorganizowanie, łatwiej coś zawieruszyć. Lidzia, czy gabinet męża był bardziej 'porządkowy' niż wasza sypialnia? Pytam serio, bez złośliwości.
To co powiedziałaś o kluczach zmienia postać rzeczy. Klucze zapasowe to nie jest coś co się samo przesuwa - kładzie się je świadomie, w konkretnym miejscu, i się o tym wie. To nie jest efekt nieporządku. Lidzia, a kiedy przenosiłaś szafę z gabinetu do sypialni, czy coś konkretnego się wtedy wydarzyło w rodzinie? Coś ważnego, jakaś zmiana?
Tak, mama wtedy zaczęła chorować. Przestawiłam szafę do sypialni bo chciałam mieć jej rzeczy bliżej siebie. Nie wiem czy to coś znaczy, ale sama to teraz zauważam - to był trudny rok.
Nie chcę budować zbyt szybko narracji, ale - kontekst emocjonalny przeniesienia szafy jest tu naprawdę istotny. Jeśli obiekt był przenoszony w stanie wysokiego napięcia emocjonalnego, z intencją bliskości z chorą osobą, to te okoliczności mogą być zapisane w przedmiocie inaczej niż rok spokojnego stania w gabinecie. Alchemik, jak ty to rozumiesz od strony ładunku - czy taki moment przeniesienia mógł coś zmienić?
A torebka babci była wtedy już na tej konkretnej półce, czy pojawiła się tam później?
Czyli w jednym momencie: przeniesienie szafy z intensywną intencją emocjonalną, ułożenie torebki babci, pudełka ze zdjęciami, i - jak rozumiem - to właśnie od tego momentu zaczęły się zaginięcia. Lidzia, czy możesz sobie przypomnieć, co zginęło jako pierwsze i kiedy to było w stosunku do przeniesienia?
Słucham tego wszystkiego i rozumiem że to dla ciebie znaczące odkrycie. Ale proszę, zostańmy chwilę przy faktach - czy bransoletka faktycznie zniknęła z tej półki, czy tylko z pokoju? Bo to ważna różnica. Przedmioty ze szaf trafiają w inne miejsca na wiele sposobów, niekoniecznie mistycznych.
