Nie wiem czy to jest właściwe miejsce na taki temat, ale nie mam gdzie indziej napisać bo mnie to naprawdę niepokoi. Mam partnera od prawie trzech lat i kilka dni temu miałam z nim poważną rozmowę o naszej relacji, o tym co chcemy, dokąd zmierzamy. Konkretna rozmowa, siedziałam na kanapie z kubkiem herbaty, pamiętam każde zdanie. A on następnego ranka mówi że nie było żadnej rozmowy. Że rozmawialiśmy może przez pięć minut o tym co zjeść na kolację i tyle. Nie zrobił tego złośliwie, widziałam jego minę, on naprawdę tego nie pamiętał. Jakby żył w innej wersji tego wieczoru. To mnie przeraziło bardziej niż jakikolwiek sen czy zjawisko.
To brzmi niepokojąco i rozumiem to uczucie, bo mi coś podobnego przydarzyło się z koleżanką. Rozmawiałyśmy o czymś ważnym, byłam pewna każdego słowa, a ona kompletnie zaprzeczała. Ale powiedz mi więcej, bo to ważne: czy on generalnie ma problemy z pamięcią, czy to była jednorazowa sytuacja? Bo to może oznaczać różne rzeczy.
Znam takie uczucie z własnego doświadczenia. Kilka razy w życiu byłem absolutnie pewien jakiegoś zdarzenia, a okazywało się że nikt wokół nie miał o tym pojęcia. Przez lata myślałem że to moja pamięć płata mi figle. A potem zacząłem czytać o tak zwanym efekcie Mandeli i wiele zaczęło mi pasować. Nie mówię że tak jest w pani przypadku, ale warto to rozważyć.
Efekt Mandeli to chyba trochę na wyrost, nie? Ja nie jestem przekonany do tłumaczeń w stylu 'równoległe rzeczywistości'. Mam pytanie do autorki: czy on mógł po prostu być rozkojarzony albo zmęczony tego wieczoru? Serio pytam, bo zanim pójdziemy w kierunku innych wymiarów, może warto sprawdzić zwykłe wyjaśnienia.
To co opisujesz z tym brakiem całego wątku rozmowy a nie tylko szczegółów, to jest właśnie to co mnie zastanawia. Zwykłe zapominanie wygląda inaczej, człowiek mówi 'nie pamiętam dokładnie' albo 'chyba coś mówiliśmy'. A tu masz do czynienia z całkowitym zaprzeczeniem. Spotkałam się z opisami przypadków gdzie dwoje ludzi w tej samej chwili przeżywało jakby dwie warstwy tej samej rzeczywistości. Jedna osoba funkcjonuje na jednej, druga na drugiej.
Dziękuję że opisałaś to tak szczegółowo bo to naprawdę pomaga zrozumieć. Sam czytałem sporo o tym jak różne osoby mogą zajmować tę samą przestrzeń fizyczną ale różne przestrzenie świadomości i zawsze myślałem że to teoria, a tu masz żywy przykład. Czy w tamtej wcześniejszej sytuacji, pół roku temu, też chodziło o rozmowę czy o coś innego?
W dawnych słowiańskich przekazach mówiono o ludziach, którzy potrafili przebywać jakby na pograniczu dwóch stanów obecności, coś w rodzaju błądzenia między warstwami. Nie zawsze chodziło o duchy czy opętanie, częściej o naturalne predyspozycje pewnych osób do niekotwiczenia się mocno w jednej rzeczywistości. Czy twój partner ma w ogóle jakieś skłonności do zamyślenia, do życia trochę jakby na odległość?
To brzmi trochę jak opisują dysocjację, nie? Że człowiek jest tu ale nie jest tu. Ale nie chcę diagnozować, pytam tylko czy takie zjawisko może mieć też duchowe lub energetyczne przyczyny, bo o tym nie wiem nic.
Czytam ten wątek od początku i jedno mi chodzi po głowie: a co jeśli to nie on jest 'po drugiej stronie', tylko ty byłaś przez chwilę w innym stanie kiedy ta rozmowa się odbywała? Nie mówię że to na pewno tak, ale takie pytanie też warto sobie zadać.
No i tutaj sęk. Bez żadnego zewnętrznego śladu to jest sytuacja zamknięta, nie da się jej rozstrzygnąć. Oboje mogą mieć rację w swoich głowach i jednocześnie oboje mogą się mylić. To nie jest zarzut wobec nikogo, po prostu tak to działa z pamięcią.
Mnie interesuje co innego. Apolonia, powiedziałaś wcześniej że może pół roku temu było coś podobnego. Czy tamto zdarzenie też dotyczyło rozmowy czy czegoś zupełnie innego?
Bardzo dziękuję za tę odpowiedź, to naprawdę dużo wyjaśnia. Chciałem zapytać, czy te dwa zdarzenia były podobne tematycznie, tzn. czy rozmowy dotyczyły podobnych spraw, czy to zupełnie inne tematy?
To co mówisz o ważności tematu rozmowy nie jest bez znaczenia. W wielu tradycjach uważano że pewne treści wypowiedziane na głos mają ciężar który nie każda osoba jest w stanie utrzymać w pamięci w ten sam sposób. Nie mówię że to wyjaśnienie, ale wzorzec jest ciekawy. Czy on w ogóle lubi rozmawiać o rzeczach osobistych?
Tak, o to mi chodziło. Nie żeby podważać jej przeżycie, bo wierzę że ona tę rozmowę pamięta. Ale może warto rozróżnić: czy on był w tej rozmowie naprawdę obecny, czy tylko fizycznie siedział obok?
To pytanie mnie zatrzymuje. Bo on odpowiadał, zadawał pytania, reagował. To nie był człowiek który siedzi z pustym wzrokiem. Dlatego właśnie to jest takie dezorientujące, bo z zewnątrz wyglądało jak normalna rozmowa.
Czy pamiętasz co on mówił w trakcie? Tzn. czy cokolwiek z jego strony zostało ci w pamięci, czy pamiętasz głównie siebie?
To co powiedziałaś o jego reakcjach jest ważne, ale pozwól że zapytam inaczej. Czy pamiętasz w którym momencie rozmowy był zaskoczony? Czy to była konkretna rzecz którą powiedziałaś, czy raczej ogólne wrażenie że jakoś zareagował?
Pamiętam że powiedziałam mu coś o tym jak się czuję w związku z pewną sytuacją między nami, i on się zatrzymał, patrzył na mnie chwilę. To był wyraźny moment. Ale faktycznie, jak teraz próbuję sobie przypomnieć co on wtedy odpowiedział, to jest jakaś mgła.
Ta mgła to jest coś. Czy to mgła dotyczy tylko jego słów, czy też miejsca, pory dnia, tego co było dookoła? Bo jeśli tylko jego słowa wypadły z pamięci, a wszystko inne zostało, to jednak coś dziwnego.
Mnie to mocno przypomina coś z własnego doświadczenia. Miałam sytuację gdzie rozmawiałam z osobą bliską i po czasie okazało się, że ona nie tyle nie pamiętała, co pamiętała zupełnie inną wersję. Nie brak, tylko alternatywna historia. Czy u ciebie on mówi że w ogóle nie ma wspomnienia tej rozmowy, czy że pamięta ją inaczej?
Słuchajcie, wiem że to forum ezoteryczne i nie chcę być tym, który psuje atmosferę, ale naprawdę muszę zapytać. Czy w związku z tą rozmową mógł zajść jakiś powód dla którego on świadomie twierdzi że jej nie było? Tzn. czy to mogła być rozmowa z której coś wynikało, jakaś decyzja, zobowiązanie?
Myślałam o tym. Nie padły żadne konkretne obietnice, nie było deklaracji. To była raczej rozmowa o uczuciach, o tym co między nami. Ale... no właśnie, może dlatego dla niego łatwiej że jej nie ma?
To co teraz napisałaś to już jest zupełnie inny ślad. Bo jeśli rozmowa dotyczyła uczuć i czegoś trudnego między wami, i on twierdzi że jej nie było, to ja bym nie szukał od razu równoległych rzeczywistości. Znam to z życia. Starsze pokolenie tego nie nazywało paranormalnym, tylko nazywało to milczeniem.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, naprawdę to rozjaśnia. Chciałem tylko dodać że czytałem gdzieś o przypadkach gdzie ludzie w bliskich relacjach zaczynają dosłownie żyć w różnych wersjach tej samej rzeczywistości i żadna ze stron nie kłamie. Czy ktoś z was miał coś podobnego nie z partnerem, ale z kimś innym, może z rodziną?
Ja miałam, ale z matką. I przez lata myślałam że kłamie albo manipuluje. Dopiero dużo później zrozumiałam że ona naprawdę nie pamiętała pewnych rozmów, i to akurat tych które dla mnie były kluczowe. Nie mówię że to samo tutaj, ale wzorzec jest podobny.
Właśnie, i mnie to zastanawia od początku. Czy te rozmowy których on nie pamięta to są rozmowy ważne tylko dla ciebie, czy też takie które ty sama oceniałaś jako ważne dla was obojga? Bo to może być różnica.
I tu dochodzimy do miejsca, gdzie warto się zatrzymać. Bo możemy rozmawiać o równoległych rzeczywistościach, o dysocjacji, o pamięci selektywnej, ale jest jedno pytanie które dotychczas nie padło wprost. Czy rozmawiałaś z nim o tym wzorcu, tzn. czy powiedziałaś mu że to już drugi raz?
