Coś dziwnego mi się przydarzyło na imprezie u znajomych i nie wiem, jak to interpretować. Siedzieliśmy w salonie, nas bylo może osiem osób, i przez jakieś pół godziny rozmawiał z nami facet, którego nikt nie znał. Spokojny, normalny, gadał o muzyce, o pogodzie, o czymś tam jeszcze. Nic szczególnego. W pewnym momencie go nie było. Myślałem, że wyszedł do łazienki albo po prostu sobie poszedł. Ale kiedy po jakimś czasie zapytałem 'a ten gość, co z nami siedział' - dosłownie wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariata. Nikt nie wiedział, o kim mówię. Nawet ci, którzy siedzieli tuż obok niego. Mam wrażenie, że ja jeden go widziałem, ale to niemożliwe, bo prowadził rozmowę z innymi. Ktoś miał podobne doświadczenie?
Czytam to i robi mi się jakoś nieswojo. Masz pewność, że to nie był po prostu ktoś zaproszony przez kogoś innego, kogo wszyscy zapomnieli? Pytam serio, bo pamięć bywa zawodna, szczególnie na imprezach.
Zanim zaczniemy mówić o duchach, jedno pytanie: ile wypiliście? Nie pytam złośliwie, po prostu to jest pierwsza rzecz, którą trzeba odsiać, zanim przejdziemy do innych interpretacji.
To brzmi jak coś, co w różnych tradycjach opisuje się jako zjawę lub projekcję. Mam jedno pytanie zanim cokolwiek powiem: czy ten gość w jakikolwiek sposób odbiegał od normy? Temperatura w pomieszczeniu, jakiś dziwny zapach, może miałeś wtedy dziwne odczucia fizyczne - ucisk w klatce, szum w uszach?
A czy to nie mogło być coś w stylu zbiorowej amnezji wywołanej obecnością jakiegoś bytu? Czytałam, że niektóre duchy potrafią 'zamazywać' swoją obecność w pamięci ludzi i tylko jedna osoba, bardziej wrażliwa, jest w stanie ich zapamiętać. Może ty jesteś po prostu bardziej otwarty na te rzeczy?
Mnie zastanawia coś innego. Czy gospodarz imprezy cokolwiek wie o historii tego miejsca? Bo jeśli mieszka tam od niedawna, może po prostu nie zdaje sobie sprawy z czegoś, co mogło się tam wydarzyć. Takie rzeczy często zaczynają się właśnie od 'przypadkowych gości'.
No dobra, ale co z tym teraz zrobić? Takie rzeczy opisujesz, ale żadnej konkretnej odpowiedzi nie ma. Czy to jest niebezpieczne czy nie? Bo jak coś się dzieje, to warto wiedzieć, czy trzeba reagować.
To zdanie zmienia postać rzeczy. 'Zawsze było wesoło' sugeruje, że ma ciągłość obserwacji tego miejsca, coś, czego żaden żyjący gość nie powiedziałby przy pierwszym spotkaniu. Mam jednak pytanie do ciebie: czy ktoś inny słyszał akurat tę konkretną wypowiedź? Czy możesz się upewnić, że to pamiętasz dokładnie?
Chcę wrócić do jednej kwestii, bo mi to nie daje spokoju. Mówisz, że ten ktoś prowadził rozmowę z innymi. Co to znaczy konkretnie, odpowiadali mu, zwracali się do niego bezpośrednio? Czy może ty pamiętasz jego słowa, ale nie pamiętasz, czy ktokolwiek faktycznie mu odpowiadał?
To jest bardzo dobre pytanie. Bo pamięć potrafi płatać figle i czasem uzupełniamy luki, których nie pamiętamy, czymś co sami dopowiadamy. Nie mówię, że tak było, ale to ważne, żeby to przemyśleć.
To już jest naprawdę ciekawe. Bo to oznacza, że albo twój Krzysiek kłamie, albo naprawdę wymazał tę osobę z pamięci. A jeśli to drugie, to pytanie brzmi: dlaczego akurat ty jesteś wyjątkiem? Co cię różniło od reszty?
Albo odwrotnie, może właśnie skupienie było mniejsze i coś przez tę lukę przeszło. Nie zawsze chodzi o większą wrażliwość w sensie nadprzyrodzonej predyspozycji. Czasem to kwestia zwykłego stanu skupienia w danej chwili. Norbert, jak się czułeś tamtego wieczoru ogólnie?
Mnie jednak nie opuszcza kwestia historii tego miejsca. Norbert, napisałeś, że to stary blok w centrum. Nie wiem w jakim mieście, ale stare bloki mają swoje dzieje. Czy gospodarz cokolwiek kiedykolwiek wspominał, nawet przy okazji, o jakichś dziwnych rzeczach w mieszkaniu?
Kroki w korytarzu i teraz tajemniczy gość, którego nikt nie pamięta. To chyba nie jest przypadek, nie?
Norbert, mam teraz inne pytanie, trochę z innej strony. Ten gość, jak wyglądał? Tzn. czy coś w jego wyglądzie było, nie wiem, anachroniczne? Ubranie, fryzura, cokolwiek, co może się wydawać teraz dziwne, a wtedy nie zwróciłeś na to uwagi?
Poczekaj chwilę. Mówisz, że był ciepły wieczór, a on miał gruby sweter i nikt nie skomentował? To akurat mogłoby być zapamiętane przez kogoś, no bo to dość rzucający się w oczy detal.
To jest dobry trop, wróć do tych ludzi i zapytaj konkretnie. Nie 'czy pamiętasz kogoś obcego', tylko 'czy pamiętasz kogoś w grubym swetrze'. Szczegół może odblokować wspomnienie, jeśli ono w ogóle gdzieś tam jest.
Czytam tę rozmowę od początku i jedno mi nie daje spokoju. Norbert, czy ten gość wyszedł czy po prostu go nie było, kiedy zacząłeś go szukać? Bo to jest chyba kluczowe, a jakoś nie padło.
No to już w ogóle jest dziwne. Bo żeby wyjść z imprezy, trzeba przejść przez jakiś korytarz, powiedzieć do widzenia, ktoś musi otworzyć drzwi. A tu zero.
No właśnie. I tutaj zaczyna się to, co mnie niepokoi bardziej niż sama obecność. Odejście bez śladu, bez dźwięku, bez żadnej reakcji otoczenia, to jest w zasadzie równie istotne jak to, że się pojawił. Norbert, a co czułeś, kiedy to zauważyłeś? Że go nie ma, mam na myśli.
To co opisujesz, to jest właśnie ten element, który mnie zastanawia najbardziej. Nie samo zniknięcie, bo może wyszedł w momencie, kiedy byłeś nieobecny myślami. Ale to wytrącenie z rytmu i szybkie zapomnienie, jakby coś aktywnie przykryło tamten moment.
Norbert, wróćmy do swetra. Powiedziałeś, że był gruby, wełniany, i to w ciepły wieczór. Czy pamiętasz kolor? Bo to może być ważne, jeśli chodzi o identyfikację, ale też dlatego, że niektóre przekazy mówią o bardzo konkretnych kolorach przypisanych różnym rodzajom zjawisk.
Ciemny sweter, ciepły wieczór, zniknięcie bez drzwi. To wszystko razem brzmi naprawdę poważnie. Czy ktoś z was miał kiedyś coś podobnego, gość na imprezie, którego potem nikt nie kojarzył?
Miałem coś zbliżonego, choć nie identycznego. Nie impreza, ale spotkanie w kilka osób, i jeden znajomy po czasie twierdził, że w ogóle nie było go w tamtym miejscu, chociaż rozmawiałem z nim przez dobrą chwilę. Różnica jest taka, że on istnieje, po prostu ma lukę w pamięci. Tutaj mamy kogoś, kogo nikt nie potrafi zidentyfikować.
Norbert, a czy próbowałeś rozmawiać z gospodarzem mieszkania po tym wszystkim? Nie chodzi mi o to, żeby go niepokoić, ale właśnie te kroki w nocy, o których wspomniałeś wcześniej, plus to, co się wydarzyło podczas imprezy, to są dwa punkty. Gospodarz może mieć ich więcej, tylko nie mówił.
To wahanie jest zrozumiałe, ale powiem ci wprost, jeśli tam naprawdę coś jest, to oni żyją z tym na co dzień i pewnie sami mają jakieś pytania bez odpowiedzi. Czasem ludzie są wdzięczni, że ktoś pyta, bo sami nie wiedzą jak zacząć ten temat.
A jak się okaże, że oni też nie pamiętają nikogo takiego? Co wtedy, Norbert idzie do mediów? Bo co konkretnie możesz zrobić z tą informacją?
