No właśnie, to pudełko ze zdjęciami. Lidzia - kiedy myślisz o otworzeniu go, co czujesz? Pytam o konkretne odczucie, nie interpretację.
Przeczytałam cały wątek i przez chwilę chciałam tylko obserwować, ale to pudełko które leży lata nieotwarte na tej samej półce gdzie znikają rzeczy - to mnie zatrzymało. Czy to pudełko może mieć zamek albo jakieś zamknięcie? Pytam bo gdzieś czytałam o przedmiotach które 'zatrzymują' energię przez to że są zamknięte.
Czekajcie, bo mam wrażenie że za szybko idziemy w kierunku otwierania pudełka jako magicznego aktu. A co jeśli najpierw po prostu sprawdzimy fizycznie czy w tej szafie nie ma czegoś co wyjaśnia gubienie rzeczy, zanim przejdziemy do rytuałów i ładunków? Taka prosta kwestia - czy ktoś kiedykolwiek zdjął z tej półki wszystko i dokładnie obejrzał jej spód i boki?
Bo mi się wydaje że wszyscy tutaj od razu skoczyli do ładunków emocjonalnych i otwierania pudełka, a nikt nie sprawdził najprostszych rzeczy. Lidzia, czy ta półka jest pozioma? Czy szafa stoi równo? Bo zaginięcia drobnych rzeczy z półek bywają bardzo prozaiczne.
Dobra, to usuwa najprostsze wyjaśnienie. Ale zostaje jeszcze jedno - czy na tej środkowej półce jest coś co mogłoby przyciągać magnetycznie małe metalowe przedmioty? Bransoletka, klucze, inne rzeczy które znikały - czy to były w większości rzeczy metalowe?
To jest istotny szczegół i nie chcę go zbagatelizować. Ale zanim ktokolwiek wyciągnie wniosek - czy te numery zapisałaś gdzie indziej, czy po zaginięciu kartki musiałaś ich szukać? Pytam bo to może nam powiedzieć coś o tym jak ta strata była przez ciebie przeżyta.
To co opisujesz to brzmi jak przedmioty które były w jakimś zawieszeniu - ani ważne w sensie praktycznym, ani gotowe do pożegnania. Nie twierdzę nic konkretnego, ale miejsca w domach bywają wrażliwe na właśnie takie stany pośrednie. Czy inne rzeczy które zniknęły też miały ten charakter?
Klucze do mieszkania które już nie istnieje w tamtym sensie, numery do lekarzy, bransoletka. To się układa w pewien obraz. Lidzia, a to pudełko ze zdjęciami - czy uważasz że ono też jest takim przedmiotem w zawieszeniu?
Przerwijcie na chwilę. Widzę że budujemy tu coraz bardziej spójną narrację, ale spójność narracji to nie jest dowód na jej prawdziwość. Lidzia - ja mam do ciebie jedno konkretne pytanie. Czy kiedykolwiek zostawiłaś na tej półce coś neutralnego, bez ładunku emocjonalnego, i też zginęło?
No właśnie. I to jest albo argument za waszą teorią, albo argument za tym że pamiętamy selektywnie. Gubimy mnóstwo codziennych rzeczy i nie zwracamy uwagi, bo to nie boli. A rzeczy po bliskich pamiętamy każdą do ostatniej. Nie mówię że się mylisz - mówię że to pytanie zostaje otwarte.
To zdanie które napisałaś na końcu - że pudełko to jedyna rzecz która nigdy nie zniknie - jest według mnie kluczem do całej tej rozmowy. Nie jako dowód na cokolwiek nadprzyrodzonego, ale jako opis twojego wewnętrznego stanu wobec tej półki. Mam jedno pytanie: czy ta pewność że pudełko zostanie jest dla ciebie spokojna, czy niepokojąca?
właśnie tego słowa użyłaś - przechowywała. Czy masz poczucie że ta półka coś robi aktywnie, czy raczej że to miejsce się stało jakimś centrum twojej uwagi związanej z mamą?
to zmienia trochę obraz. Mówimy o miejscu które jest w twoim codziennym otoczeniu, nie o miejscu do którego chodzisz specjalnie. To raczej sugeruje że uwaga skupia się tam naturalnie, nie intencjonalnie. Ale powiedz mi - czy w tym pomieszczeniu coś się zmieniło odkąd mamy nie ma? Meble, ustawienie, cokolwiek?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie że krążymy wokół pytania o to czy ta półka jest miejscem energetycznie szczególnym, czy po prostu miejscem naładowanym wspomnieniami. A to nie musi być alternatywa. Czy ktoś tu kiedyś miał podobną sytuację gdzie jedno przenikało się z drugim?
Tranzytowe - czyli kładłaś tam rzeczy tymczasowo, między jednym a drugim miejscem docelowym? Bo jeśli tak, to może ta półka jest miejscem zawieszenia właśnie dlatego że sama ją tak urządziłaś. I może przedmioty które tam trafiały też były w zawieszeniu - i nie tylko te po mamie.
Czyli to mogło działać w obie strony - ty kładłaś tam rzeczy bo były nierozstrzygnięte, i ta nierozstrzygniętość jakoś się z miejscem zintegrowała. Nie twierdzę że to tłumaczy znikanie, ale może tłumaczy dlaczego akurat te przedmioty?
Boisz się że zostanie i to obali teorię, czy boisz się że zniknie i ją potwierdzi? Bo to są dwa różne lęki.
To jest bardzo szczere i myślę że w tym zdaniu jest serce całej sprawy. Niezależnie od tego co dzieje się fizycznie na tej półce - jest w tym doświadczeniu coś czego nie chcesz jeszcze nazwać. I może ta półka, to pudełko, ta cała sytuacja istnieje właśnie po to żebyś nie musiała jeszcze. Nie jako działanie zewnętrznej siły - ale jako twój własny sposób na utrzymanie czegoś otwartego.
To co powiedziałaś na końcu, Lidzia, jest właściwie gotowym celem. Nie chcesz rozwiązać zagadki - chcesz żeby ta półka przestała być miejscem, przy którym czujesz się niepewnie. Czy myślałaś w ogóle o tym, żeby ją fizycznie przeorganizować? Nie chodzi mi o żaden rytuał - mówię dosłownie o przestawieniu rzeczy, żeby zmienić to co widzisz kiedy na nią patrzysz.
To jest interesujące że obie strony tej rozmowy, i ta bardziej psychologiczna i ta bardziej ezoteryczna, zgadzają się w jednym punkcie - że sama zmiana fizyczna bez zmiany relacji do miejsca niewiele da. Różnią się tylko co do tego co tę relację tworzy. Lidzia, co ty o tym myślisz? Czy dla ciebie to w ogóle ważne skąd to pochodzi?
Szczerze? Chyba nie. Jak o tym myślę to czuję że bardziej zależy mi na tym żeby to przestało być takie ciężkie, niż na tym żeby wiedzieć dlaczego jest. Ale boje się że jak nie wiem dlaczego, to nie będę umiała tego zmienić.
To co mówisz, Lidzia, trafia w coś, o czym mało się mówi w kontekście miejsc naładowanych - że rozumienie i zmiana to dwa osobne procesy, które niekoniecznie muszą iść razem. Są miejsca, z którymi ludzie pracowali przez lata bez pełnego rozumienia ich historii i dochodzili do spokoju. I są miejsca, które ktoś rozumiał bardzo dobrze, ale rozumienie samo w sobie nic nie zmieniło. Pytanie jest inne - czy chcesz się pożegnać z tym miejscem jako miejscem związanym z mamą, czy chcesz je zachować, tylko w innej postaci?
Ja kiedy miałam podobną sytuację z kątem po babci, przez długi czas nie wiedziałam co chcę. I właśnie ta niewiedzą była chyba największym problemem, nie samo miejsce. W pewnym momencie zdecydowałam że chcę żeby to kąt był ciepły, nie ciężki. I zrobiłam drobne rzeczy - zamiast starych rzeczy babci dałam tam coś co mi kojarzy się z nią dobrze, nie boleśnie. Nie wiem czy to był 'rytuał', ale coś zmieniło.
To brzmi jak bardzo konkretny i nieagresywny krok. Nie zamknięcie, nie rozstrzygnięcie - tylko zmiana dystansu. Jak się czujesz myśląc o tym?
Smutno i ulżywie razem to chyba najuczciwszy opis żałoby jaki tu padł w całym tym wątku. I myślę że ta półka - cokolwiek się tam fizycznie dzieje z przedmiotami - stała się miejscem, gdzie ta żałoba siedziała od dłuższego czasu. Nie mówię że to tłumaczy znikanie rzeczy, bo to jest osobne pytanie. Ale może tłumaczy dlaczego ten temat jest taki ciężki.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i zastanawiam się nad czymś. Mówimy dużo o półce i o mamie, ale pierwsze pytanie w tym wątku było też o tym że inni w domu tracą tam rzeczy, nie tylko Lidzia. Czy ktoś z domowników reaguje na tę półkę podobnie, czy to doświadczenie jest wyłącznie jej?
to jest coś, co warto sprawdzić. Jeśli córka omija to miejsce bez pytania, to znaczy że coś w tym miejscu ona też odbiera, nawet jeśli tego nie nazywa. Dzieci często reagują na naładowanie miejsca bez żadnej narracji wokół tego.
