Córce nie pytałam, bo jakoś nigdy mi to nie przyszło do głowy. A teraz jak o tym myślę, to czuję się trochę dziwnie, że przez tyle miesięcy tego nie zauważyłam. Chyba za bardzo byłam skupiona na sobie i na tej szafie jako na swoim miejscu.
to że to zauważasz dopiero teraz nie jest żadnym problemem, odwrotnie. Ale mam pytanie - powiedziałaś, że córka 'omija' to miejsce. Czy to jest tak, że ona fizycznie idzie inną drogą przez pokój, czy chodzi raczej o to, że po prostu nigdy tam nic nie odkłada?
To jest znaczące. Dzieci nie budują sobie narracji o miejscach, po prostu reagują. Jeśli córka chodzi łukiem, to ona coś odbiera, tylko nie ma dla tego słów. Ale Lidzia, ile ma lat ta córka? Bo to trochę zmienia kontekst.
Sceptyczna szesnastolatka to niekoniecznie ktoś, kto nic nie czuje. Czasem sceptycyzm jest właśnie sposobem na zdystansowanie się od czegoś, co się czuje i co jest niewygodne. Choć oczywiście nie musi tak być, może po prostu omija szafę bo tam nie ma nic ciekawego dla niej.
Ale zaraz, czy my nie odpływamy trochę od tematu? Bo mam wrażenie że zaczęliśmy od przedmiotów które znikają, a teraz rozmawiamy o relacji matki z córką. Czy to jest nadal o tej szafie, czy już o czymś innym?
Właśnie, bo jak czytałam ten wątek od początku, to te dwa pytania cały czas się przeplatały i nigdy nie zostały naprawdę rozdzielone. Czy jest jakiś sposób żeby to rozróżnić? Mam na myśli konkretnie - jak sprawdzić czy miejsce 'samo z siebie' ma jakiś charakter, a nie tylko przez to co my na nie projektujemy?
U mnie z tym kątem po babci było tak, że poprosiłam koleżankę żeby usiadła w różnych miejscach pokoju i powiedziała które czuje inaczej. Ona nie wiedziała o co chodzi. I wskazała akurat tamten kąt, że czuje go jako 'cięższy'. Ale czy to coś dowodzi? Nie wiem. Może po prostu czuła moją własną energię wokół tego miejsca.
To jest pytanie, które wykracza poza ezoterykę i wchodzi w psychologię miejsca. I chyba dlatego jest tu tyle różnych odpowiedzi, bo każde z tych podejść chwyta inny kawałek tej samej rzeczy. Ale żeby wrócić do Lidzi - czy ty w ogóle byłaś kiedyś w tym pokoju z kimś, kto nie wiedział o tej półce, i obserwowałaś jak się zachowuje?
Czytam ten wątek i mam pytanie z trochę innej strony. Czy ktoś próbował kiedyś zwykłego pendla albo wahadelka nad takim miejscem? Nie chodzi mi o żadne wielkie rytuały, tylko o sprawdzenie czy jest jakaś odpowiedź z samego miejsca. Nie wiem jak to działa technicznie, ale słyszałam że niektórzy tak testują przestrzeń.
Albo zamiast wahadełka - rozłożyć karty z pytaniem o naturę miejsca, ale znowu, niech robi to ktoś bez kontekstu. Widziałem takie pytania w rozkładach i często dają ciekawy obraz, ale problem jest zawsze ten sam co z wahadłem - interpretacja jest podatna na to co już wiemy i czujemy.
Właśnie. I chyba dlatego wracam do tego co mówiłam o pudełku. Może zamiast próbować rozgryźć co to jest, zaczęłabym od przeniesienia go. I zobaczyła co się zmieni. To jest coś co mogę zrobić bez żadnej wiedzy o tym co tam siedzi.
Dobra, ale to pudełko - w sensie to pudełko z mamą, czy jakieś inne? Bo zgubiłam ten wątek gdzieś po drodze i chcę się upewnić że dobrze rozumiem o co chodzi.
Pudełko z rzeczami mamy, tak. Stoi właśnie na tej półce od lat. Mówiłam o tym na początku wątku, że to pierwsze co tam trafiło i potem jakby wszystko inne zaczęło za nim podążać. A może zawsze tak było i po prostu teraz to widzę, nie wiem.
To jest dla mnie kluczowe. Czy pudełko było tam zanim zaczęłaś tracić rzeczy, czy zaczęłaś tracić rzeczy i dopiero potem tam je znajdowałaś? Kolejność zdarzeń jest tu naprawdę ważna, bo zmienia całą interpretację.
A czy ktoś w ogóle zapytał wprost - czemu Lidzia chce to zmienić? Bo to jest pytanie, które cały czas kręci się wokół, a nie padło bezpośrednio. Czy chodzi o komfort, o coś praktycznego, czy o coś głębszego związanego z mamą?
Nie brzmi sprzecznie, brzmi jak żałoba. Nie żeby psychologizować za bardzo, ale to co opisujesz - nie mogę ruszyć, ale nie chcę żeby zostało - to jest bardzo charakterystyczne dla miejsc które są związane ze stratą. I teraz pytanie: czy przeniesienie pudełka to koniec, czy początek czegoś?
Ale Lidzia sama powiedziała że to jest coś z mamą. Więc chyba nie wkładamy jej w usta czegoś czego nie chce.
Wróćmy może do tego wahadełka - Lidzia, czy miałaś kiedykolwiek do czynienia z dowolnym sposóbm radiestezyjnym? Pytam bo jeśli nie, to może lepiej żeby ktoś inny to zrobił, ktoś kto jest trochę oswojony z tym jak to działa, żeby nie dostać wyłącznie własnych emocji z powrotem.
Czyli wracamy do punktu wyjścia - obserwacja bez kontekstu. Lidzia, skoro córka jest sceptyczna, czy ona w ogóle wie że śledzisz to miejsce? Bo jeśli nie wie, jej zachowanie jest może właśnie tą 'czystą' obserwacją o której mówi Heliotrop.
No to masz obserwatora którego szukałaś. Może zamiast wahadełka, kart, przestawiania - po prostu popatrz przez jakiś czas jak córka porusza się po tym pokoju. Bez mówienia jej nic, bez pytania. Tylko obserwacja. I zapisz co widzisz, konkretnie, bez interpretacji.
ja bym powiedziała że minimum dwa tygodnie, żeby wykluczyć przypadek. I jeszcze jedno - zapisuj nie tylko co ona robi przy szafie, ale też kiedy. Pora dnia może okazać się istotna, jeśli rzeczywiście jest tam jakiś punkt energetyczny, bo takie miejsca często działają inaczej rano i wieczorem.
Ale zanim Lidzia ruszy z obserwacją córki - wróćmy na chwilę do pudełka. Ciągle nie wiem czy ono tam nadal stoi. Czy cokolwiek w tej szafie zostało przestawione od ostatnich postów, czy wszystko jest tak jak było?
Pudełko stoi. Nic nie ruszałam. Właściwie to po tej rozmowie jakoś nie chcę tam wchodzić z zamiarem przestawiania, sama nie wiem czemu. Jakby to wymagało jakiejś decyzji której jeszcze nie podjęłam.
To co napisałaś o niechęci do przestawiania jest dla mnie ważniejsze niż cała dyskusja o metodach obserwacji. Lidzia, czy to jest uczucie że 'jeszcze nie czas', czy raczej że 'nie powinnam'? Bo to dwie różne rzeczy i prowadzą w zupełnie inne strony.
Nie brzmi głupio, brzmi bardzo ludzko. Ale mam pytanie do całego wątku, bo mi coś chodzi po głowie od jakiegoś czasu. Rozmawiamy tu dużo o emocjach Lidzii i jej relacji z mamą, co jest ważne, ale zupełnie odeszliśmy od początku. Czy to miejsce - ta konkretna półka - zaczęło 'działać' po śmierci mamy, czy może wcześniej też coś tam było i po prostu wtedy nie zwracałaś uwagi?
