Mąż śpi przez to wszystko. Próbowałam go budzić żeby posłuchał, raz się obudził i stwierdził że nic nie słyszy. Nie wiem czy to kwestia tego że on śpi bardzo głęboko, czy może to jest coś co słyszę głównie ja.
A czy jest możliwe że to właśnie ty jesteś odbiorcą tych sygnałów, a nie dom jako taki? Mam na myśli że może ten ktoś po drugiej stronie komunikuje się konkretnie z tobą, bo ty jesteś wrażliwsza. Czy wcześniej, w innych miejscach, też zdarzały ci się takie doświadczenia?
To ciekawe pytanie. Raz, wiele lat temu, w starym mieszkaniu czułam podobne rzeczy ale nigdy nie byłam pewna czy to wyobraźnia. Nigdy wcześniej nie traktowałam tego poważnie.
Nie jestem pewna. Wydaje mi się że tak, jakby zawsze ta sama trasa, ale w nocy trudno to oceniać. Nigdy nie słuchałam na tyle uważnie żeby to stwierdzić na sto procent.
To jest kluczowa obserwacja do zrobienia przy następnej okazji. Stały kierunek to mocny argument za zapisem residualnym, czyli czymś co się po prostu powtarza jak pętla, bez żadnej świadomości. Zmienny kierunek albo reagowanie na bodźce, tak jak tamto milknięcie gdy podeszłaś do ściany, sugeruje coś innego. Obie te rzeczy są ze sobą sprzeczne i chciałabym wiedzieć co tak naprawdę tu mamy.
Właśnie, bo to milknięcie po dotknięciu ściany... to mi nie daje spokoju. Zapis residualny nie reaguje na obecność żywych, prawda? To by znaczyło że cokolwiek tam jest, ma jakąś świadomość tego że Lena jest w pokoju.
Prawie jednocześnie. Może sekundę po. Nie mogę przysiąc że to nie był zbieg okoliczności, ale tak to zapamiętałam. I to właśnie to sprawia że cały czas o tym myślę.
Dobra, wróćmy do tego milknięcia bo to jest według mnie najważniejszy punkt całej rozmowy. Lena, jak dokładnie to wygląda - dotykasz ściany i kroki urywają się od razu, czy jest jakiś moment zanim ucichną? Bo to naprawdę robi różnicę.
Urywają się dość szybko. Nie wiem czy natychmiast, bo zawsze jestem trochę oszołomiona w środku nocy, ale nie ma żadnego stopniowego cichnięcia. Po prostu jest i nagle nie ma.
Chcę tylko dorzucić że reaktywność to nie zawsze oznacza świadomość w ludzkim sensie. W tradycji spirytystycznej mamy całą klasę zjawisk które reagują na obecność żywych zupełnie instynktownie, jak zwierzę które słyszy krok. Czy to czyni je świadomymi? To jest pytanie bez prostej odpowiedzi.
Ja bym tu uwazala z za szybkim wyciaganiem wnioskow. Lena, ile razy łącznie to sie zdarzyło ze dotykalas sciany i koki sie urwaly? Bo jesli raz, to moze byc przypadek i nie powinniśmy tego traktowac jako pewnik.
Dwa razy dotykałam ściany świadomie, pamiętając żeby sprawdzić czy zareaguje. Oba razy ucichło. Wcześniej mogło być raz albo dwa przypadkowo, ale wtedy nie byłam skupiona na obserwowaniu.
Trwają różnie. Czasem kilka minut, czasem jakby dłużej. Raz wstałam po szklankę wody i kiedy wróciłam już ich nie było, ale nie wiem o której ucichły.
To że ucichły kiedy wstałaś jest dla mnie znaczące. Czy ruch, wstanie z łóżka, mogło je spłoszyć tak samo jak dotknięcie ściany? Jakbyś swoją aktywnością zakłócała coś co normalnie zachodzi gdy leżysz nieruchomo?
To jest dobry trop. Są przekazy mówiące że pewne rodzaje obecności są aktywne właśnie w momencie gdy śpiący jest w stanie między jawą a snem, coś w rodzaju odbioru pasywnego. Ruch fizyczny go przerywa. Lena, jak się czujesz zaraz przed tym jak zaczynasz słyszeć kroki - senna, rozbudzona, gdzieś pomiędzy?
Przeważnie budzę się z tych kroków, więc nie wiem co było wcześniej. Ale są noce kiedy leżę i nie sypiam i wtedy też je słyszę. Chyba nie muszę być półśpiąca żeby to wystąpiło.
Chciałem zapytać o coś co trochę pominęliśmy. Lena, jak ty się z tym czujesz? Mam na myśli nie intelektualnie, tylko fizycznie w ciele po tych nocach. Rano, następnego dnia. Bo to też jest rodzaj informacji.
Zmęczona. Choć trudno powiedzieć czy to przez same kroki czy przez to że źle sypiam od dłuższego czasu. Nie czuję żadnego bólu ani czegoś niepokojącego fizycznie. Raczej takie ogólne wyczerpanie i głowa trochę ciężka.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale czytam ten wątek i trochę się niepokoję. Czy próbowanie nawiązania kontaktu, dotykanie ściany, obserwowanie - to nie może czegoś zachęcić do intensywniejszego działania? Pytam serio, bo jeśli tam coś jest, czy angażowanie się nie jest ryzykowne?
Nie zamierzam próbować żadnej komunikacji, żeby było jasne. Chcę rozumieć co się dzieje, a nie zapraszać czegokolwiek. To uczucie gęstniejącego powietrza wystarczy mi na razie żeby zachować duży dystans.
Lena, dziękuję że to napisałaś, bo właśnie tego się trochę bałam. To uczucie gęstniejącego powietrza - czy ono pojawia się tylko w nocy przy krokach, czy też w ciągu dnia, kiedy jesteś w tym samym miejscu?
Właściwie to uczucie gęstniejącego powietrza jest dla mnie bardziej zastanawiające niż same kroki. Kroki można jakoś racjonalizować, ale ten opis fizycznego odczucia w przestrzeni to już coś innego. Czy to jest zawsze przy tej samej ścianie?
Przy tej samej, tak. I w ciągu dnia też czasem mam wrażenie że w tym kącie coś jest cięższe, ale nie wiem jak to inaczej opisać. Nie słyszę kroków za dnia, to wyłącznie nocna sprawa.
Ten podział na aktywność nocną i dzienną jest klasyczny dla pewnego rodzaju obecności. Czy w tym kącie, o którym mówisz, jest jakiś mebel, przedmiot który stał tam zanim się sprowadziłaś? Coś co zostało po poprzednich lokatorach?
Jest stara szafa, tak naprawdę nie moja. Zostawił ją poprzedni najemca, właściciel powiedział że można zostawić albo wyrzucić. Zostawiłam bo była wygodna. Nie łączyłam jej z niczym.
Drewniana, ciemne drewno, dosyć stara. Ma metalowe okucia i pachnie czymś specyficznym w środku, takim starym drewnem i czymś jeszcze. Nie złym, po prostu starym.
Przepraszam, ale nie rozumiem - mówicie że szafa może coś zatrzymywać. Czy to znaczy że to jest niebezpieczne? Bo jeśli Lena z tego korzysta, wkłada tam ubrania, to czy to jest bezpieczne?
