Nie wiem jak zacząć, bo to brzmi dziwnie nawet jak to piszę. Moja ciocia zmarła w marcu. Świadectwo zgonu dostaliśmy dokładnie miesiąc po śmierci, choć podobno urząd powinien to wystawić w ciągu kilku dni. Urzędniczka powiedziała, że 'coś się zawiesiło w systemie'. Ale to nie jest jedyna rzecz. W dniu, kiedy ciocia odchodziła, bransoletka którą mi dała lata temu sama się otworzyła i spadła z ręki. Leżałam wtedy na kanapie, nie ruszałam ręką, nic. Po prostu klaśnięcie i bransoletka na podłodze. Zamek był sprawny, sprawdziłam potem. Czy ktoś miał coś podobnego z biżuterią albo z tym opóźnieniem dokumentów? Zastanawiam się czy to przypadek czy coś więcej.
To z bransoletką to nie jest rzadkie, słyszałam o tym wielokrotnie. Przedmioty mają pamięć, szczególnie te noszone latami blisko ciała. Ale bardziej mnie teraz zastanawia to świadectwo. Miesiąc to naprawdę dużo. Pamiętam podobną sytuację u znajomej, też był miesięczny poślizg z dokumentem i ona twierdziła, że przez cały ten czas czuła obecność matki w domu. Jakby dusza nie mogła odejść, bo formalności nie były domknięte. Czy ty też coś czułaś w tym czasie po śmierci cioci?
Zatrzymajcie się chwilę. Zanim wejdziemy w temat odejścia duszy to chciałbym zapytać o tę bransoletkę konkretniej. Leokadia_A, czy to był zwykły zapięciowy zamek sprężynowy czy coś innego? Bo to ma znaczenie przy ocenie czy mamy do czynienia z czymś wartym uwagi czy nie.
A może po prostu zamek się zużył? Pytam bo sam nie za bardzo wierzę w te rzeczy, ale jestem ciekaw jak wy odróżniacie co jest paranormalne a co zwykła mechanika. Serio pytam, bez złośliwości.
No właśnie, synchroniczność to słowo klucz. Ale wróćmy do dokumentu bo to mnie bardziej intrygu... to mnie bardziej zastanawia. Miesiąc opóźnienia w urzędzie to nie jest norma. Leokadia_A, czy w tym czasie działo się coś jeszcze w domu? Pytam bo ta data na dokumencie może mieć znaczenie numerologiczne, albo coś blokuje zamknięcie cyklu.
Cztery i cztery, to nie jest przypadkowe zestawienie. Czwórka to w wielu tradycjach liczba przejścia, cyklu, domknięcia. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem sytuację. Czy ta bransoletka leżała potem gdzieś konkretnie, czy coś ci się z nią jeszcze wydarzyło po tym jak spadła?
Moment. Dwa tygodnie po śmierci otworzyłaś szufladę i bransoletka była rozięta. Czy pamiętasz czy ją wtedy zamknęłaś wkładając do szuflady? Możliwe że po prostu ją odłożyłaś otwartą i nie pamiętałaś.
Warto nie zlewać dwóch różnych spraw w jedno. Biżuteria i opóźnienie dokumentu to mogą być zupełnie niezwiązane zdarzenia. Jedno to osobiste przeżycie emocjonalne, drugie to urzędnicze zamieszanie. Łączymy je, bo chcemy widzieć wzorzec. Ale co jeśli nie ma połączenia i każde z nich ma osobne wyjaśnienie?
Warto nie zlewać dwóch różnych spraw w jedno. Biżuteria i opóźnienie dokumentu to mogą być zupełnie niezwiązane zdarzenia. Jedno to osobiste przeżycie emocjonalne, drugie to urzędnicze zamieszanie. Łączymy je, bo chcemy widzieć wzorzec. Ale co jeśli nie ma połączenia i każde z nich ma osobne wyjaśnienie?
U mnie coś podobnego było lata temu po śmierci ojca. Zegarek który mu dałem, a który wrócił do mnie po pogrzebie, raz się zatrzymał dokładnie o tej godzinie kiedy odszedł. Codziennie przez trzy tygodnie. Potem przestał. Myślę, że to jest jakiś sposób dawania znaku, zanim dusza w pełni przejdzie. I to się zgadza z tym co mówisz o tym miesięcznym opóźnieniu, bo te trzy tygodnie to był podobny czas zawieszenia.
Wracam do pytania Leokadii bo ono jest w tytule i trochę nam odpływa dyskusja. Czy ktoś jeszcze spotkał się z tym że dokumenty po śmierci kogoś bliskiego przychodziły z konkretnym powtarzającym się opóźnieniem, nie losowym? Bo miesiąc co do dnia to zbyt precyzyjne żeby machać ręką.
Znam jedną taką historię z opóźnieniem, ale nie chcę mówić szczegółów żeby nie naprowadzać na gotowe wnioski. Zapytam tylko, czy ktoś z was spotkał się z poglądem że dusza potrzebuje określonego czasu żeby formalnie 'puścić' więzy ze światem żywych? I że ten czas może się jakoś manifestować właśnie przez opóźnienia w sprawach ziemskich?
Tak, spotkałam się z tym poglądem. Mówi się że dusza potrzebuje czterdziestu dni żeby ostatecznie odejść, ale to nie jest stały wzorzec we wszystkich tradycjach. Miesiąc to inny rytm. I zastanawiam się czy to opóźnienie dokumentu jest właśnie wyrazem tego, że coś wstrzymuje formalne zamknięcie.
Cztery i cztery, czyli 4.03 i 4.04. W numerologii czwórka to liczba ziemi, materii, ale też porządku i zakończenia cyklu. Dwie czwórki razem to domknięcie na dwóch poziomach, jakby jeden etap kończył się w wymiarze duchowym, a drugi w materialnym z miesiącem odstępu. Leokadia_A, czy ciocia miała jakieś niedokończone sprawy, o których wiesz?
Szczerze? Miała. Była pokłócona z siostrą od kilku lat, nie rozmawiały. I właśnie ta siostra dostała ten dokument pocztą jako pierwsza, bo była zameldowana jako najbliższa. Nigdy nie pomyślałam że to może mieć coś wspólnego.
to jest bardzo ważna informacja i dziwię się że nie padła wcześniej. Nienaprawnione relacje to jeden z najczęstszych powodów, dla których dusze, mówiąc umownie, nie odchodzą od razu. Pytam wprost, czy ta siostra cioci zrobiła coś po otrzymaniu dokumentu, skontaktowała się z kimś z rodziny?
Moment, to układa się w całość. Dokument dociera do osoby z niedokończoną relacją, ta osoba w końcu dzwoni. To jakby łańcuch. I bransoletka, i opóźnienie, i ten telefon, wszystko idzie w jednym kierunku. Ale chcę się upewnić, jaka to była kolejność? Najpierw mama dostała dokument czy siostra zadzwoniła, zanim on w ogóle trafił do mamy?
To jest naprawdę dziwne bo urząd wysyła zazwyczaj jedną przesyłkę albo przy okazji wydania na wniosek. Jak to w ogóle możliwe, że dwie kopie dotarły w różnym czasie do różnych osób? Czy ktoś składał wniosek osobno, czy wy i ta siostra dostałyście z urzędu z urzędu automatycznie?
Okej, więc mamy racjonalne wyjaśnienie czemu kopie przyszły w różnym czasie, błąd we wniosku i dwa adresy. Ale to nie wyjaśnia czemu pierwsza kopia dotarła dokładnie miesiąc co do dnia od śmierci, a nie np. dwadzieścia pięć dni albo trzydzieści trzy. Ta precyzja mnie zastanawia bardziej niż sam fakt opóźnienia.
Ale chwila, skoro był błąd we wniosku i trzeba było poprawiać, to czas poprawki plus czas urzędowego przetwarzania mógł akurat wynieść te trzydzieści dni. To że wyszło dokładnie miesiąc to może być po prostu procedura trwająca standardowo cztery tygodnie od złożenia poprawnego wniosku. Czy ktoś sprawdzał kiedy ten poprawiony wniosek trafił do urzędu?
Herga, ale to już jest rozumowanie, gdzie każdy element potwierdzający wzorzec się zatrzymuje, a każdy element obalający się tłumaczy jako 'część wzorca'. Błąd we wniosku to część wzorca, opóźnienie to część wzorca, wszystko pasuje bo wszystko może pasować. To nie jest metoda dochodzenia do prawdy.
Wchodzę w temat bo czytam od początku i mam pytanie do Ewunia_J albo Szamana. Czy w tarot albo jakimkolwiek systemie, którym się znacie, jest coś co opisuje właśnie tę fazę między śmiercią a formalnym zamknięciem? Jakiś rodzaj stanu zawieszenia, który mógłby wyjaśnić dlaczego coś lub ktoś opóźnia, jak jest w tytule wątku?
Słucham tego wątku i mam jedno zastrzeżenie do kierunku rozmowy. Bardzo szybko przeszliśmy do interpretacji symbolicznej, zanim ustaliliśmy fakty. Leokadia_A, wróćmy na chwilę do bransoletki, bo to jest ten konkretny fizyczny element. Czy po tym jak ją znalazłaś otwartą w szufladzie, dotknęłaś jej, zamknęłaś zamek, czy zostawiłaś jak była?
Czytam ten wątek od początku i jakoś nie mogę przestać myśleć o tym co napisałaś o mamie, że była cicha po tym telefonie. Czy mama powiedziała ci potem cokolwiek o tej rozmowie? Zastanawiam się czy może ta cisza to był jej sposób na przetworzenie czegoś co siostra jej powiedziała o cioci.
Mene też to zastanowiło, to z tą mamą. Czasem jak ktoś odchodzi i zostają urazy to dopiero po śmierci wychodzi co naprawdę było między ludźmi. I może ten dokument który przyszła z opóźnieniem był potrzebny właśnie żeby ten telefon w ogóle nastąpił? Trochę jakby coś zarządziło kolejność zdarzeń.
Monisia, to co napisałaś jest bardzo bliskie temu, o czym mówię od kilku postów. Dokument jako pretekst, nie cel. Ale chcę zapytać Leokadię, bo to ważne, czy mama wiedziała przed tym telefonem o konflikcie siostry cioci ze swoją siostrą? Czy to był temat otwarty w rodzinie, czy raczej coś co wszyscy udawali że nie istnieje?
Wszyscy wiedzieli, ale nikt nie mówił wprost. Taka rodzinna zmowa milczenia. Mama wspominała raz że to jest rana która nie zabliźni się sama, ale nie drążyła.
