'rana która nie zabliźni się sama', to jest bardzo konkretne zdanie. Czy mama powiedziała to przed śmiercią cioci, czy już po? Bo jeśli przed, to brzmi jakby miała jakieś przeczucie że coś będzie musiało się zmienić.
Wiesz, to co opisujesz to klasyczny schemat, który pojawia się w wielu relacjach z pogranicza. Ktoś odchodzi, a wokół tego odejścia zaczynają się domykać rzeczy, które były otwarte latami. Pytanie nie jest 'czy to ciocia to robi', tylko 'co właściwie uruchamia ten mechanizm'. Bo może to wcale nie chodzi o świadectwo jako papier.
Donat55 kontra Szaman od kilku stron i przyznam że obie strony mają rację w różnych wymiarach. Ale chcę wrócić do bransoletki, bo Andromeda pytała i Leokadia odpowiedziała że to był 'jednorazowy komunikat'. Skąd to poczucie? Co sprawiło że tak to odebrałaś, a nie np. że się po prostu zepsuł zapięcie?
Właśnie to pytanie o bransoletkę jest dla mnie kluczowe. Leokadia, pamiętasz w jakim momencie ją znalazłaś otwartą? Czy to był czas dziennego spokoju, czy akurat coś się działo, ktoś mówił o cioci, coś wspominałaś?
to jest ważny szczegół. Czy ta bransoletka należała do cioci, do mamy, czy do ciebie? Pytam bo to zmienia sposób odczytania.
Biżuteria przekazana jako dar niesie za sobą ślad relacji między dającym a biorącym. To nie jest metafora, to dosłowny mechanizm jaki opisywany jest w tradycjach od Bliskiego Wschodu po słowiańskie. Jeśli ta bransoletka była między siostrami, to sens otwierającego się zapięcia jest dość przejrzysty. Ale chcę zapytać, czy mama nosiła ją nieprzerwanie od śmierci cioci, czy był jakiś moment kiedy ją zdjęła lub zgubiła?
Nie wiem czy mama nosiła ją przez cały czas, chyba tak, ona rzadko ją zdejmowała. Co do innych dziwnych rzeczy w rodzinie, to brat mówił że miał bardzo żywy sen z ciocią, ale on w ogóle w takie rzeczy nie wierzy więc zbył to śmiechem. Powiedział nam o tym przy kolacji jakby to był żart.
Ten sen brata mnie zatrzymał. Dokładnie taka sytuacja jest w kilku opisach które czytałem, osoba sceptyczna dostaje bardzo wyraźny sen i bagatelizuje, a potem okazuje się że to był ważny moment. Leokadia, czy pamiętasz mniej więcej kiedy brat miał ten sen? Czy to było przed czy po tym jak dostaliście swój egzemplarz świadectwa?
To jest trzeci element obok bransoletki i telefonu siostry. Trzy rzeczy, każda w innej formie, każda w okolicach tego samego zamkniętego okna czasu. Arek97, wiem że podchodziłeś do tego sceptycznie, ale nawet z czysto statystycznego punktu widzenia, trzy niezależne zdarzenia skupione w jednym krótkim okresie i każde związane z tą samą relacją to jest coś, prawda?
Dobra, siedzę z tym co napisała Ewunia i nie wiem jak to rozgryźć. Bo z jednej strony mam w głowie że każda z tych rzeczy ma swoje logiczne wyjaśnienie, ale z drugiej strony te trzy rzeczy razem, w takim samym oknie czasowym, to naprawdę robi wrażenie. Leokadia, jeszcze jedno pytanie, bo mnie to nurtuje. Czy w tym czasie gdy działy się te rzeczy, bransoletka, sen brata, telefon mamy, czy to wszystko mieściło się w tym jednym miesiącu między śmiercią a świadectwem?
Tak, właśnie tak to wyglądało. Ciocia odeszła, potem był ten miesiąc, a potem przyszło świadectwo z miesięcznym opóźnieniem i jakby coś się domknęło. Te rzeczy były właśnie w tym środku.
To jest dokładnie ten punkt który mnie od początku zatrzymał w tym wątku. Ten miesiąc nie jest pusty. On jest wypełniony. I pytanie czy to przypadek czy coś trzyma otwarte okno, żeby zdążyły się wydarzyć właśnie te rzeczy.
To zmienia obraz sytuacji. Bransoletka, która była darem od siostry, leży otwarta właśnie po tym jak mama płakała przez telefon. Jeśli było między nimi coś niedomkniętego, to ten przedmiot jest w samym centrum tej relacji. Czy mama w ogóle mówiła co to był za telefon? Czy wiecie z kim rozmawiała?
To jest coś co powraca w wielu takich relacjach. Momenty w których mamy pytania i ich nie zadajemy, bo nie chcemy wchodzić za głęboko. A potem okazuje się że właśnie to pytanie byłoby kluczem. Leokadia, czy jest szansa żeby zapytać mamę teraz? Nie koniecznie wprost o ten telefon, ale może przez rozmowę o cioci?
Wróćmy na chwilę do tej bransoletki, bo Herga zadała wcześniej pytanie które mnie też interesuje i nie do końca padła pełna odpowiedź. Czy mama nosiła ją po śmierci cioci? Czy nadal ją nosi, czy odłożyła?
Fakt że mama wróciła do noszenia tej bransoletki jest w kontekście tej historii dość znaczący. Nie chcę tego nadinterpretować, ale jeśli wcześniej ją odkładała, a teraz znowu nosi, to coś w niej samej musiało się zmienić. Czy mama wygląda inaczej niż w tamtym miesiącu? Czy coś w niej się uspokoiło?
To co mówi Leokadia jest dla mnie bardzo spójne z obrazem całości. Zmiana w mamie zbiegła się z powrotem bransoletki. Nie twierdzę że jedno spowodowało drugie, ale te dwie rzeczy idą razem. Szaman, ty miałeś wcześniej tezę o zakotwiczeniu. Czy w takim razie jak zakończyłby się ten proces z twojej perspektywy? Czy coś wyznacza koniec tego okna?
Słucham was i rozumiem kierunek tej rozmowy, ale mam jedno zastrzeżenie. Budujemy tu narrację która jest spójna i wzruszająca, ale jej spójność nie jest dowodem. Leokadia, nie pytam żeby podważać twoje doświadczenie, bo ono jest realne. Pytam żeby być precyzyjnym. Czy w tamtym czasie działy się też rzeczy które nie pasują do tego obrazu, jakieś drobne incydenty których nie opisałaś bo nie pasowały do wzorca?
To jest uczciwa odpowiedź i właściwie trudno się spodziewać innej. W takich momentach mózg filtruje, to normalne. Ale właśnie dlatego mam pytanie do Donat55, bo rozumiem jego sceptycyzm, ale czy fakt że możemy mieć skrzywioną percepcję, automatycznie wyklucza że coś naprawdę się wydarzyło? Bo to są dwie różne sprawy.
Ja mam podobną historię, ale nie chcę jej wklejać tutaj tak po prostu, bo nie wiem czy to jest dobry moment. Leokadia, czy chcesz żebym się podzieliła? Nie chcę zagłuszać twojego wątku czymś swoim.
Moja babcia umarła kilkanaście lat temu. Świadectwo śmierci przyszło do rodziny z opóźnieniem, bo babcia mieszkała za granicą i były komplikacje formalne. Przez ten czas, zanim papier dotarł, mama znajdowała ciągle rzeczy babci w nieoczekiwanych miejscach. Raz zegarek, który był schowany od lat w szufladzie, leżał na stole. Nikt się do tego nie przyznał. Potem papier przyszedł i to się skończyło. Nie twierdzę że wiem co to było, ale ten wzorzec, miesiąc albo i dłużej, potem cisza, to mnie tutaj uderza.
I właśnie tu mam pytanie, bo to jest coś co łączy tę historię z historią Leokadii. W obu przypadkach mamy przedmiot który jest związany z relacją, nie z osobą pojedynczo, ale z relacją między dwiema osobami. Bransoletka od siostry. Zegarek od męża. Czy to może być klucz do tego dlaczego akurat te przedmioty się uaktywniają?
Okej, ale mam tu pytanie do Szamana i Hergi. Jeśli to jest kwestia ładunku relacyjnego, to jak to działa w przypadku gdy relacja była dobra i dopełniona? Czy wtedy przedmioty się nie poruszają, bo nie ma czego domykać? Czy może poruszają się w inny sposób?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i nie odzywałam się, ale to co Szaman teraz napisał trafia do mnie osobiście. Mam osobę bliską która odeszła i nasza relacja była dobra, ale był jeden temat o którym nigdy nie rozmawiałyśmy. Coś w rodzaju wspólnego sekretu, który zostawiłyśmy bez słów. Czy to jest coś o czym powinnam myśleć w tym kontekście?
Wracając do głównego pytania w tytule, bo trochę odeszliśmy. Leokadia zaczęła od tego że świadectwo śmierci przyszło miesiąc po czasie. I pytanie było: czy ktoś opóźnia? Mamy teraz kilka historii które układają się w podobny schemat. Ale czy ktoś próbował sprawdzić czy to opóźnienie jest faktycznie czymś ponadstandardowym, czy może po prostu urzędy często tak działają?
Mama mówiła że był jakiś problem z dokumentami po stronie szpitala. Podobno zdarzało się to częściej, nie tylko u nich. Więc sam fakt opóźnienia ma logiczne wytłumaczenie. Ale to co wydarzyło się w tym czasie, bransoletka, zmiana w mamie, to już jest oddzielna sprawa.
To jest właśnie to co mnie w tym wątku najbardziej zastanawia. Że możemy mieć dwa poziomy jednocześnie. Opóźnienie ma przyczynę urzędową, i to jest prawda. A jednocześnie ten czas coś wypełniał, i to też jest prawda. Jedno nie wyklucza drugiego, i chyba nie trzeba wybierać.
