Dwa miesiące to długo. Leokadia, jak długo trwało u was to opóźnienie ze świadectwem, bo miesiąc to miesiąc, ale czy po tym miesiącu wszystko wróciło do normy czy były jeszcze inne sprawy które się wlekły?
Świadectwo to był jedyny dokument który przyszedł tak późno. Inne rzeczy, sprawy po cioci, szły normalnie. Dlatego właśnie ten jeden dokument tak nam siedział.
To jest ważne co powiedziałaś. Jeden dokument z opóźnieniem przy normalnym przebiegu reszty spraw sugeruje zwykły błąd administracyjny bardziej niż wzorzec. Gdyby wszystko się blokowało jak u znajomego Kazika, czytałabym to inaczej.
Prawie równo miesiąc, ale nie równo. Czy to jest istotna różnica? Pytam serio, bo przy interpretacji znaków nie wiem czy ta precyzja ma znaczenie czy nie.
Zastanawia mnie jedna rzecz. Cztery tygodnie i trzy dni to jest czas który mógłby odpowiadać terminowi przesyłu w przypadku poczty z zaległościami albo błędnie skierowanej koperty. Czy ktoś dzwonił do urzędu żeby zapytać co się stało z tym dokumentem?
Barni ma rację w tym sensie że mama już to zamknęła dla siebie. Ale Leokadia chyba sama nie ma tej pewności co mama, skoro tu pisze. Leokadia, czy ty szukasz potwierdzenia dla siebie, czy chcesz zrozumieć co mama przeżywa?
To jest uczciwa odpowiedź. Niepokój córki o interpretację mamy to też jest coś do rozpatrzenia. Leokadia, czy mama rozmawiała z tobą o tym spokojnie, czy raczej czułaś że ona nie chce żebyś w to wątpiła?
To akurat brzmi zdrowo. Kiedy ktoś ma prawdziwe wewnętrzne przekonanie, rzadko potrzebuje żeby inni to potwierdzali.
Ale Leokadia, powiedz mi jedno, czy od kiedy zaczęłaś tu pisać o tym wszystkim, zmieniło sie coś w tym jak ty sama patrzysz na tę bransoletke i to świadectow? Bo czasem samo napisanie o tym coś przesuwa.
To co napisałaś na końcu jest właściwie kluczem do całej tej rozmowy. Nie traktujesz już świadectwa jak problem do rozwiązania. A bransoletka, ta która sama się otwierała, czy od tamtego momentu też coś się zmieniło w tym jak ją postrzegasz? Bo dla mnie te dwa symbole, opóźnienie i biżuteria, są ze sobą połączone i ciekawi mnie czy ty to też tak czujesz.
To jest ciekawy moment który opisujesz. Ten rodzaj zjawisk często ma swój czas, krótki, intensywny i potem się kończy. Jakby coś chciało być zauważone, zostało zauważone, i tyle. Czy mama wspominała kiedy dokładnie ta bransoletka przestała się otwierać?
Jeśli bransoletka milknie w tym samym czasie co dokument dociera, to jest to wzorzec, który trudno zignorować nawet sceptykowi. Kazik, twój znajomy z zegarkiem, pamiętasz czy podobnie, jedna rzecz, potem koniec, czy to się ciągnęło długo?
Mam pytanie do was obu bo to mnie zastanawia. Czy w obu przypadkach, u mamy Leokadii i u znajomego Kazika, bliska osoba sama nazwała te zdarzenia znakiem, czy to ktoś z zewnątrz zasugerował interpretację? Bo to chyba ma znaczenie dla tego jak to potem żyje w człowieku.
To jest właśnie ten rodzaj odczytu który jest najczystszy. Kiedy interpretacja przychodzi sama, bez podpowiedzi z zewnątrz, znaczy że człowiek jest w kontakcie z czymś swoim. Barni, ty wcześniej mówiłeś że mama zamknęła to dla siebie, ale teraz myślę że to nie jest zamknięcie, to jest po prostu spokój który przyszedł z własnego rozumienia.
