Nie wiem od czego zacząć, bo to brzmi dziwnie nawet jak to piszę. Tata umarł pięć lat temu, rak, dość szybko odszedł. Przez pierwsze dwa lata śniło mi się często, ale to były takie chaotyczne sny - bardziej wspomnienia niż cokolwiek innego. A teraz nagle zaczęły się sny zupełnie inne. Rozmawiamy. Normalnie, spokojnie, jakby siedział przy stole. Nie mówi nic spektakularnego, ale dokładnie pamiętam każde zdanie po przebudzeniu - a to mi się zdarza bardzo rzadko. I teraz to co mnie naprawdę wystraszyło: rano znalazłam na biurku ułożone w rządek trzy książki, których nie ruszałam od tygodni. Środkowa była otwarta na stronie z cytatem, który tata powtarzał za życia. Mieszkam sama. Nikt tu nie wchodził. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to możliwe, że on rzeczywiście jakoś... przychodzi?
Czytam to i mam ciarki, serio. Takie sny, gdzie pamiętasz każde słowo po przebudzeniu, to nie są zwykłe sny - o tym się mówi od dawna w kontekście kontaktu z bliskimi po śmierci. Ale te książki mnie bardziej zastanawiają niż sny. Piszesz, że mieszkasz sama - ale czy na pewno nikt nie mógł wejść? Okno, sąsiadka ze spare key, cokolwiek? Pytam, bo zanim pójdziemy dalej, warto to wykluczyć.
Ja bym od razu chciała wiedzieć co to był za cytat! I ile tych książek dokładnie i jak były ułożone - bo to może być jakiś sygnał, może symbol, może coś co trzeba odczytać. Napisz więcej, bo to może być ważne.
Poczekajcie chwilę z tymi symbolami i odczytywaniem, bo Bernadka87 trochę za szybko jedzie do interpretacji. Najpierw - Celestyna, te sny zaczęły się nagle czy stopniowo? I czy coś się wcześniej wydarzyło, jakaś rocznica, coś co przypomniało ci o ojcu bardziej niż zwykle? Pytam, bo timing takich snów zwykle nie jest przypadkowy.
Te dwa wątki - sny i fizyczne przedmioty - to są jednak dwie różne sprawy i dobrze byłoby je rozdzielić, bo mogą mieć różne wyjaśnienia. Celestyna, powiedz mi: w tym śnie tata mówił coś konkretnego, dawał jakiś przekaz, czy to była raczej zwykła rozmowa - o niczym szczególnym, o codzienności?
to nie brzmi banalnie. To brzmi jak coś, co ma konkretny adres - twój lęk o matkę. Sny kontaktowe, jeśli je tak nazwiemy, rzadko są dramatyczne. Zwykle są właśnie takie - spokojne, konkretne, krótkie. Ale chcę się upewnić: jak się czułaś po przebudzeniu? Ulga, lęk, neutralnie?
Czytam i zastanawiam się - czy takie sny mogą być po prostu życzeniem? Że skoro martwiłaś się o mamę, to mózg stworzył ojca żeby cię pocieszyć? Nie mówię że tak jest, naprawdę pytam. Jak odróżnić?
No i do tego te książki. Mózg we śnie nie przestawia książek z górnej półki. Moim zdaniem to ewidentny znak, że duch ojca jest aktywny i próbuje nawiązać kontakt. Cytat który wybrał jest potwierdzeniem - chce żebyś wiedziała że nadal istnieje. Można spróbować świadomego snu żeby pogłębić kontakt.
Ja miałam coś podobnego po śmierci babci - nie książki, ale rano znalazłam jej ulubiony różaniec na środku stołu, a byłam pewna że leży w szufladzie. I też miałam sny gdzie mówiła konkretne rzeczy. Nigdy nie wiedziałam co o tym myśleć, ale było mi po nich dobrze, nie strasznie. Celestyna, co ty czujesz po tych snach? Bo to chyba ważne.
Po snach - spokój. Niemal fizyczny. Jakby ktoś zdjął mi ciężar z ramion. Ale przy tych książkach to było już zupełnie inaczej - stałam przy tym biurku i trzęsły mi się ręce. To są sprzeczne uczucia i nie wiem co z nimi zrobić.
Przepraszam że wchodzę, ale chcę zapytać o te książki jeszcze raz - bo piszesz że były ułożone w rządek. Czy to był jakiś konkretny porządek, np. według rozmiaru, koloru, czy całkiem losowo? I czy to były książki ojca, twoje, czy kupione razem? Może to głupie pytanie ale wydaje mi się że to może mieć znaczenie.
Ta konfiguracja z książkami - środkowa jego, po bokach twoje - to jest trochę jak układ: on w centrum, a po bokach twoje życie. Nie mówię że to zaplanowany symbol, bo nie wiem. Ale jeśli szukamy sensu, to można go tam znaleźć. Celestyna_B a te notatki na marginesach - patrzyłaś co tam napisał przy tej konkretnej stronie?
Dobra, to jest już całość która składa się w coś spójnego - spokojny sen z konkretnym przekazem, fizyczny przedmiot z jego notatką na właściwej stronie, i słowo które może być odpowiedzią na twój lęk o mamę. Nie twierdzę że wiem co to jest. Ale czy ty sama, Celestyna, masz poczucie że to on?
Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Jak to piszę - 'pamiętaj', jego pismem, ta konkretna strona, środkowa półka - to czuję że coś się tu domyka. Ale boję się myśleć że wiem, bo co jeśli się mylę? Co jeśli to jest tylko moje myślenie życzeniowe i za bardzo chcę żeby to był on?
To jest właśnie to pytanie, które warto sobie zadać. Ale zwróć uwagę - stawiasz je spokojnie, nie panicznie. To też coś mówi. Czy kiedyś wcześniej, przed tymi snami, zdarzało ci się kwestionować takie rzeczy, czy raczej przyjmujesz je intuicyjnie?
No ale to słowo 'pamiętaj' - on to napisał za życia, prawda? To nie pojawiło się teraz samo z siebie. Książka po prostu leżała tak, że to było widoczne. Celestyna, czy ta notatka była na tej samej stronie co cytat Miłosza, czy gdzie indziej?
To brzmi jakby ta ksiązka czekała na właściwy moment. Pięć lat to długo nosić coś w sobie - może zarówno ona, jak i ty byłyście gotowe dopiero teraz. Nie wiem czy to ma sens co piszę, ale te okoliczności - rozmowa z mamą, sen, a potem to - to jest zbyt ułożone żeby pominąć.
Przepraszam, bo jestem sceptyczna z natury, ale mam pytanie - czy jest możliwe że ta notatka była zawsze widoczna jak się otworzyło książkę na tej stronie i po prostu nikt nie zwracał uwagi? Nie kwestionuję całości, naprawdę pytam o ten konkretny szczegół.
Wchodzę tu po raz pierwszy w tym wątku - czytałem od początku. Mam jedno konkretne pytanie do Celestyny: czy w tym śnie ojciec w jakikolwiek sposób nawiązał do tej książki, do Miłosza, do czegokolwiek co potem zobaczyłaś rano? Nawet pośrednio?
to jest interesujące rozróżnienie. Bo jeśli by nawiązał do książki, można by powiedzieć że podświadomość połączyła wątki. A skoro nie - to te dwa zdarzenia są od siebie niezależne, co paradoksalnie czyni je bardziej... nie wiem jak to ująć. Mniej konstrukcją mózgu, powiedzmy.
Właśnie to chciałam powiedzieć. Sen bez odniesienia do fizycznego znaku, a fizyczny znak bez odniesienia do snu. Gdyby to był tylko sen, można by zostawić jako przetwarzanie emocji. Gdyby były tylko książki, można by szukać logicznego wyjaśnienia. Ale razem, tej samej nocy?
Słuchajcie, ale ja nadal mam to pytanie z wcześniej - jak odróżnić? Bo Konwalia pisała o szczegółach i pamięci po przebudzeniu. Celestyna, czy po tym śnie pamiętałaś dosłowne słowa od razu po przebudzeniu, czy to się ułożyło dopiero jak zaczęłaś sobie przypominać?
Myślę że nie powinniście tego dłużej analizować bez działania. Takie zbieżności - sen z przekazem, fizyczny przedmiot, słowo od ojca - to jest wyraźne wołanie o kontakt. Można zapalić świecę przy tej książce i po prostu zapytać wprost czy to był on.
Wega ma rację i to jest pytanie, nad którym siedzę od rana. Nie wiem czego chcę. Część mnie chce żeby to był naprawdę on. Część się boi że jeśli uwierzę i się mylę, to... nie wiem. Że coś stracę. Nie mam pojęcia jak to nazwać.
To co piszesz, Celestyna, o tym strachu przed utratą - to jest chyba najważniejsza rzecz w tym wątku. Bo tutaj nie chodzi już o to czy to był on, tylko o to czego ty naprawdę potrzebujesz. I to jest pytanie, na które nikt poza tobą nie odpowie.
Chyba chodzi o to... że teraz mam pewien obraz ojca. Taki który jest mój. I jeśli zacznę szukać kontaktu, budować z tego coś więcej, i to nie będzie prawda - to boję się że skażę ten obraz. Że zamiast jego - będę miała coś, co sobie ułożyłam. Nie wiem czy to ma sens.
Ma ogromny sens. I powiem ci - to jest chyba najzdrowsze podejście jakie widziałam na tym forum od dawna. Większość ludzi albo od razu wierzy w sto procent, albo odrzuca. A ty mówisz: chcę, ale się boję. To jest uczciwe.
