To mnie trochę niepokoi. Bo jak dobrze rozumiem, to albo boję się i nakręcam, albo ignoruję i może coś przez to przegapię? Nie ma złotego środka?
Jest, ale wymaga trochę pracy. Chodzi o to żeby być uważnym bez bycia napiętą. Obserwować bez emocjonalnego zaangażowania w to co się obserwuje. To brzmi jak frazesy, ale w praktyce chodzi o zwykłe spokojne notowanie faktów. Klucze były tu, teraz są tu. Tyle. Bez interpretacji na gorąco.
Teraz jak tak pytasz, to chyba głównie przedpokój i kuchnia. Salon rzadziej, sypialnia prawie w ogóle. Nie wiem czy to coś mówi.
Mówi tyle, że to miejsca przejścia i miejsca codziennej krzątaniny. Przedpokój i kuchnia to te części mieszkania gdzie jesteśmy najbardziej automatyczni, robimy rzeczy nie myśląc. To akurat pasuje zarówno do wyjaśnienia racjonalnego jak i do niektórych teorii o energii. Tak czy inaczej, warto to zanotować.
No i to jest właśnie ten problem z całą tą dyskusją. Nie wiemy co obserwujemy, więc nie wiemy co miałoby zmienić obserwowanie. Niezapominajko, czy w tej kuchni i przedpokoju jest jakiś jeden konkretny przedmiot który się przesuwa regularnie, czy to są różne rzeczy za każdym razem?
Różne rzeczy, ale klucze to chyba najczęściej. I jeszcze takie drobiazgi, ładowarka, długopis, raz kubek. Nie ma jednego przedmiotu który by się wyróżniał, no może poza tymi kluczami.
Ale to że klucze i ładowarka, czyli w zasadzie przedmioty których szukamy kiedy nam znikają, to ciekawe. Nie gubimy sobie sofy albo stołu. Może chodzi o to co w danej chwili potrzebujemy znaleźć?
Mnie bardziej uderza to co Niezapominajka powiedziała o sypialni, że tam prawie w ogóle. To trochę odwraca perspektywę. Zamiast pytać dlaczego w kuchni i przedpokoju, może warto zapytać dlaczego nie w sypialni?
Hmm, szczerze to chyba nie sprawdzałam tak samo. W sypialni mam mniej rzeczy w ogóle i wszystko ma swoje miejsce. Ale czy aktywnie szukałam zmian? Nie. Może Liki ma rację i po prostu tam nie patrzę.
To może być klucz do całej sprawy. Obserwujemy miejsca w których oczekujemy że coś się stanie, albo w których już raz to zauważyłyśmy. A sypialnia to taka martwa strefa uwagi.
Przepraszam że się wtracam, ale czytam ten temat od jakiegoś czasu i mam podobną sytuację w domu. U mnie to głównie rzeczy z kuchni i one zawsze lądują gdzieś indziej w kuchni, nie w innym pokoju. Czy tak też jest u Niezapominajki, że to zostaje w tym samym pomieszczeniu, czy przenosi się dalej?
A to mnie zastanawia, czy to zasięg fizyczny, czyli po prostu niedaleko, czy zasięg funkcjonalny, tzn. przedmiot trafia tam gdzie też mogłoby go być normalnie, jak klucze w szufladzie zamiast na blacie?
To jest ważne rozróżnienie które zrobiłaś. Jeśli przedmioty trafiają w miejsca sensowne dla tych przedmiotów, to jest jeden wzorzec. Gdyby klucze lądowały na przykład w łazience albo pod łóżkiem, to byłoby zupełnie coś innego. Niezapominajko, miałaś kiedyś takie przesunięcie które było zupełnie bez sensu, nie pasowało do żadnej logiki?
Hmm, muszę pomyśleć. Ten długopis w przedpokoju był może trochę dziwny, bo długopisy to jednak kuchnia albo biurko. Ale przedpokój to pierwsze wejście, może ktoś go tam po prostu zabrał? Nie wiem. Nic naprawdę absurdalnego mi się nie przytrafiło.
To jest akurat warte odnotowania. Brak absurdalnych przesunięć może być argumentem po obu stronach. Albo że to my sami robimy bo działamy logicznie i odkładamy w logiczne miejsca, albo że jakaś obecność też ma jakiś rodzaj logiki. Nie da się na tej podstawie rozstrzygnąć.
Właśnie, mnie zawsze uczono że te głośne i filmowe przypadki to są ekstrema, a większość tego co ludzie faktycznie przeżywają jest dużo spokojniejsza i przez to częściej ignorowana albo przypisywana sobie. Kappi, skąd masz to wyobrażenie że to musi być chaos?
Czytam to i z jednej strony myślę, że wy wszyscy chcecie żeby to był poltergeist, a z drugiej te opisy z tymi kluczami i zasięgiem są naprawdę spójne. Ale właśnie ta spójność, czy to nie jest argument za tym, że to sami przesuwacie? Bo ludzkie nawyki są spójne i powtarzalne.
To ciekawe, bo Niezapominajka jest sama, Justi85 w praktyce też. Czy ktoś jeszcze w tym wątku miał podobne zdarzenia i mieszka z wieloma osobami? Zastanawiam się czy obecność innych ludzi coś zmienia.
To co Niezapominajka mówi o pewności ma sens. Jak jesteś sama, to masz pełną kontrolę nad tym co się dzieje z przedmiotami. Ale mam pytanie do wszystkich, którzy mieszkają sami i mieli podobne zdarzenia, czy sprawdzaliście ile czasu mija między tym kiedy widzicie przedmiot na miejscu, a kiedy go brakuje? Bo może to jest jakiś wzorzec czasowy.
Nie mierzyłam tego. Szczerze mówiąc, nigdy mi to nie przyszło do głowy. Zazwyczaj odkrywam to przypadkowo, bo szukam czegoś i nie ma tego tam gdzie powinno być. Trudno powiedzieć kiedy dokładnie to się stało.
Hmm, nie jestem pewna. Jest jeden przypadek, z tym szklankami w szafce, gdzie wydawało mi się że to naprawdę krótki czas. Ale czy kilka minut? Nie powiedziałabym. Bardziej godzina, może dwie. Nigdy nie złapałam tego na gorącym uczynku.
A to właśnie jest trochę niepokojące, nie? Że zawsze to jest poza zasięgiem wzroku, poza bezpośrednią obserwacją. Jakby coś wiedziało kiedy nie patrzysz.
Obserwacja ciągła to brzmi jak eksperyment który przeprowadziłbym z nudów. Niezapominajko, miałaś kiedyś coś w rodzaju aparatu czy kamery w domu? Nagranie mogłoby dużo wyjaśnić albo bardziej skomplikować.
Nie mam kamery, ale teraz myślę że może by warto. Choć z drugiej strony trochę się boję czego mogłabym się dowiedzieć. To brzmi głupio, wiem.
Nie brzmi głupio, to bardzo ludzka reakcja. Jak długo masz ten lęk przed weryfikacją? Bo to może być osobny wątek do przemyślenia. Czasem nie chcemy wiedzieć bo nie jesteśmy gotowi na którąkolwiek odpowiedź.
Ja bym się bała nagrywać. Serio. Wiem że to nielogiczne, ale wolę żyć z niepewnością niż zobaczyć coś na ekranie. Niezapominajka, rozumiem cię w stu procentach.
To jest interesujące zestawienie. Niezapominajka, klucze i szklanki. Justi85, talerze. Wszystko naczynia albo drobne przedmioty codziennego użytku. Ktoś tu wspominał wcześniej że żaden z tych przypadków nie dotyczył mebli ani ciężkich rzeczy. Czy to wzorzec masy i rozmiaru, czy wzorzec kategorii przedmiotu?
