Mam taki dziwny problem i nie wiem co o tym myśleć. Kilka razy już zdarzyło mi się położyć klucze na stole, odejść do drugiego pokoju, wrócić i ich nie ma. Po chwili okazuje się, że leżą w szufladzie, którą sama zamknęłam rano. Albo buty - ustawiam je równo przy drzwiach, a potem stoją krzywo albo jeden but jest odwrócony przodem do ściany. Mieszkam sama, kota nie mam. Czy to może być poltergeist? Czy ktoś miał coś podobnego?
Zanim od razu skoczysz na poltergeista, powiedz mi - jak długo to trwa i czy wiążesz to z jakimś konkretnym momentem, odkąd się zaczęło? Bo poltergeist to jedna z możliwości, ale niekoniecznie pierwsza.
Przemeblowanie to ważna wskazówka. Zmieniasz układ przestrzeni, możesz naruszyć miejsca gdzie energia stała latami. To nie zawsze skutkuje czymś złym, ale bywa że coś, co dotąd spokojnie siedziało w kącie, nagle zaczyna dawać znaki. Pytanie do ciebie - czy w tym mieszkaniu czujesz się jakoś inaczej niż wcześniej? Mam na myśli ogólny klimat, nie konkretne zdarzenia.
A ja mam podobne rzeczy i też nie wiem co myśleć. U mnie to głównie okulary - odkładam je na komodę, a rano są na półce z książkami. Za pierwszym razem myślałem że sam je tam położyłem i zapomniałem, ale powtórzyło się to chyba ze cztery razy. Czy to już wystarczy żeby mówić o zjawisku paranormalnym, czy to jeszcze za mało?
Jeśli te same przedmioty - to niektórzy mówią o przywiązaniu ducha do konkretnych rzeczy, albo o tym że dana energia skupia się w pewnych obiektach. Ale równie dobrze może to być coś z tobą samym, nie z mieszkaniem. Są takie teorie, że ludzie w stanach silnego stresu lub rozproszenia sami przemieszczają rzeczy i tego nie pamiętają. Nie mówię, że tak jest, ale warto to wziąć pod uwagę.
Czytam ten temat i mam pytanie, bo sama mam coś podobnego od jakiegoś czasu. Skąd wiadomo, że to nie jest po prostu roztargnienie? Jak odróżnić prawdziwe zjawisko od zwykłego zapomnienia? Bo sama zaczęłam się zastanawiać czy mam po prostu złą pamięć, czy coś rzeczywiście się u mnie dzieje.
Słyszałam, że poltergeisty są szczególnie aktywne przy osobach w jakimś napięciu emocjonalnym. To znaczy że jeśli ktoś jest w trudnym okresie, to może jakby przyciągać taką aktywność? Czy tak to działa?
Klasycznie mówi się o kilku elementach: zjawisko musi być powtarzalne, obserwowane przez więcej niż jedną osobę, i nie może mieć racjonalnego wyjaśnienia po uczciowym wykluczeniu alternatyw. Jedna przesunięta szklanka to nie poltergeist. Seria zdarzeń w tym samym miejscu, przez tygodnie, bez logicznego wyjaśnienia - to już inna rozmowa. Ale nawet wtedy nie rzucałbym od razu tej nazwy.
Czyli rozumiem, że jeśli to trwa od miesięcy i dotyczy różnych przedmiotów, to raczej nie jest przypadek? Bo u osoby, która zaczęła temat, to brzmi jakby było regularne.
Właśnie, to jest regularne. I dzieje się głównie wieczorami, chociaż nie zawsze. Raz zdarzyło się w środku dnia. I zawsze w tych samych dwóch pomieszczeniach - kuchni i przedpokoju. Do salonu jak dotąd nic.
Kuchnia i przedpokój to ciekawe. W wielu tradycjach te miejsca uważane są za tzw. strefy przejścia - kuchnia jako miejsce przemiany, przedpokój jako próg między tym co zewnętrzne i wewnętrzne. Nie twierdzę, że to wyjaśnienie, ale to nie jest przypadkowe, że właśnie tam a nie w salonie.
to zależy od tego, co tam siedzi i czy w ogóle coś siedzi. Zanim cokolwiek robisz, spróbuj przez kilka dni zapisywać: kiedy dokładnie, co, gdzie i jak się czułaś tuż przed. Taki dziennik daje zupełnie inny obraz niż luźne wspomnienia.
Wtrącę się bo mam pytanie do wszystkich - czy ktoś z was próbował rozmawiać z tym, co ewentualnie tam jest? Nie mówię o wywoływaniu, tylko o zwykłym powiedzeniu na głos 'daj spokój' albo zapytaniu czego chce? Słyszałam różne opinie na ten temat, jedni mówią żeby nie zachęcać, inni że to pomaga.
Właśnie o tym mówię. Mnie bardziej chodzi o efekt psychologiczny tego czy jest tam coś czy nie. Jak już czujesz że coś się dzieje, to siedzenie cicho i ignorowanie chyba nie jest lepsze?
Tu jest jedno ważne rozróżnienie. Mówienie do przestrzeni to co innego niż wywoływanie. Jedno jest bierną próbą komunikacji, drugie aktywnym zaproszeniem. I nie, nie polecam tego drugiego bez wiedzy co się robi.
A ja się zastanawiam czy to co opisuje Niezapominajka musi być w ogóle duchem. Może to jakaś energia miejsca, nie konkretna istota? Czy to robi różnicę w tym jak podejść do tematu?
Blok z lat siedemdziesiątych, gdzieś tak. Mieszkam tu od trzech lat, ale nie wiem nic o poprzednich lokatorach. Czy to w ogóle można jakoś sprawdzić?
Sprawdzenie historii mieszkania jest możliwe, ale rzadko kiedy daje konkretne odpowiedzi na takie pytania. Bardziej przydatne bywa wyczucie samego miejsca, i nie mówię tu o niczym mistycznym - chodzi o to, jak się czujesz w tych konkretnych pomieszczeniach niezależnie od zdarzeń z przedmiotami.
A jak właściwie powinno się czuć w takim miejscu gdzie dzieje się coś podobnego? Pytam bo sama nie zawsze wiem czy to co czuję jest subiektywne czy coś sygnalizuje.
Czyli to jest tak, że nigdy nie ma pewności? Zawsze można powiedzieć że to przeciąg albo wyobraźnia?
Ale jest granica ile razy można mówić sobie 'to na pewno pamięć' albo 'to przeciąg'. Jak coś się powtarza kilkadziesiąt razy, to chyba w pewnym momencie trzeba dopuścić inne opcje?
No i tu właśnie jest sedno chyba. Jak mieszkasz sam i nie chodzisz przez sen, to co innego mogłoby to robić? Czy są jeszcze jakieś opcje poza duchem albo własną nieświadomością?
Jest jeszcze możliwość którą rzadko się rozważa na takich forach, a która jest całkiem poważnie traktowana w niektórych tradycjach. Mianowicie że sami to robimy w stanach granicznych, między snem a jawą, albo w silnym zamyśleniu. I nie pamiętamy. To nie jest zwykłe roztargnienie, to jest coś głębszego. Ale to też nie jest duch w tradycyjnym rozumieniu.
...żeby to opisać precyzyjniej, chodzi o stany gdzie ciało już odpoczywa ale umysł jeszcze przetwarza. Lunatycy przesuwają meble i nie pamiętają. Ktoś kto nie lunatykuje w klasycznym sensie też może robić drobne rzeczy automatycznie. Ale to wymaga dość konkretnych warunków. Niezapominajko, czy te sytuacje zdarzają się o podobnych porach dnia, czy losowo?
Szczerze to nie wiem, nie prowadziłam żadnych notatek. Ale teraz jak myślę wstecz, to chyba częściej rano albo wieczorem. Nie w środku dnia. Czy to coś znaczy?
A propos wzorców, czy ktoś z tych co mają podobne doświadczenia próbował prowadzić dziennik? Chodzi mi o dosłownie zapisywanie co, gdzie, kiedy. Bo może przy większej ilości danych da się zobaczyć coś czego nie widać przy pojedynczych przypadkach.
Ale czy to znaczy że jak przestanę się bać to zjawisko zniknie? To trochę tak jakby powiedzieć że samo myślenie o tym to powoduje, nie?
