Słyszałam ostatnio od koleżanki historię o czymś, co nazywa Ribuanią. Podobno to duch albo jakaś zjawa w postaci dziewczyny z włosami zaczesanymi wysoko do góry. Koleżanka twierdzi, że widziała ją w swoim domu kilka razy, zawsze późno w nocy, zawsze w tym samym miejscu przy oknie. Zaczęłam szukać w internecie i nie mogę za bardzo nic znaleźć. Czy ktoś w ogóle słyszał o czymś takim? Czy to jakaś polska legenda, czy może coś więcej?
O, to ciekawe bo ja też ostatnio słyszałam tę nazwę, ale od zupełnie innej osoby. Moja sąsiadka mówiła że w jej domu coś jest i jedna znajoma jej powiedziała że to może być właśnie Ribuania. Podobno można ją rozpoznać po tym, że najpierw czuć zimno, a dopiero potem ją widać. Ale nie wiem skąd ta nazwa pochodzi, nie brzmi po polsku.
Przyznam, że nie spotkałam się wcześniej z tą nazwą w żadnym źródle, które znam. I znam całkiem sporo. Skąd ta koleżanka wie, że to akurat Ribuania, a nie zwykłe zjawisko odbijające się w szybie albo coś innego? Pytam, bo bardzo często tego typu duchy dostają nazwy od ludzi, którzy sami je wymyślają, a potem historia krąży dalej jak plotka.
Ribuania to na pewno nie jest polska nazwa. Brzmienie jest obce, może słowiańskie z pogranicza albo wymyślone. Tego typu duchy domowe jak to opisujesz, czyli dziewczyna przy oknie, zazwyczaj są przywiązane do miejsca a nie do osoby. Mogło się coś wydarzyć w tym domu dawno temu. Czakra serca potrafi wyczuć obecność takich istot, jeśli ktoś jest wrażliwy energetycznie.
Zatrzymajmy się chwilę przy tym co koleżanka widziała. Włosy zaczesane do góry to szczegół, który pojawia się w kilku tradycjach. W starych polskich wierzeniach ludowych duchy kobiet, które umarły gwałtownie, często były opisywane z rozczochranymi albo dziwnie upiętymi włosami. To nie jest przypadkowy szczegół. Czy koleżanka powiedziała, jak ta postać była ubrana?
To co opisuje koleżanka, biała postać kobieca, smutne spojrzenie, stałe miejsce przy oknie, jest dość klasycznym opisem zjawy rezydującej. Nie musi to być coś złośliwego. Ale też nie powiedziałabym że jest bezpieczna tylko dlatego że wygląda na smutną. Czy koleżanka wie coś o historii tego domu? To jest pierwszy krok żeby w ogóle rozmawiać o tym co tam może być.
Mnie zastanawia ta nazwa. Zrobiłam szybkie szukanie i nie znajduję nic konkretnego, żadna wikipedia, żadne znane mi źrodło. Więc albo to bardzo niszowa tradycja, albo ktoś to wymyślił i puszcił w obieg. Takie rzeczy zdarzają się czesciej niż myślimy. Ale to nie znaczy że koleżanka nic nie widziała, tylko może ta konkretna nazwa jest fałszywa.
A czy ktoś się kiedyś spotkał z czymś podobnym osobiście? Mam na myśli nie ze słyszenia, tylko żeby naprawdę ktoś widział taką postać w swoim domu? Bo mi się wydaje że to jest klucz do tego czy ta Ribuania to coś realnego czy tylko miejska legenda z internetu.
Ja powiem tak, bo widziałam coś w moim poprzednim mieszkaniu. Nie dziewczynę z włosami, ale kobiecą sylwetkę przy drzwiach balkonowych. Kilka razy, zawsze o podobnej porze. Nie miałam nazwy na to i nawet nie szukałam, ale to doświadczenie było jak najbardziej realne. Więc nie skreślałabym koleżanki jako kogoś kto to wymyśla, bo te rzeczy się zdarzają niezależnie od tego jak się je nazywa.
Przy oknach to chyba często. Słyszałam że okno w starych wierzeniach to było przejście, granica między tym co zewnętrzne a domem. Nie wiem czy to ma związek z tą Ribuanią, ale może dlatego zawsze przy oknie.
Boże, czytam to wszystko i dostaję gęsiej skórki. Ale dziękuję wam że tak spokojnie o tym rozmawiacie, bo sama mam w domu dziwne rzeczy i zawsze mnie to stresowało. To że koleżanka mówi że postać wygląda smutnie a nie złośliwie to dla mnie trochę uspokajające. Czy to znaczy że nie trzeba się jej bać?
Wróćmy do tej nazwy jeszcze, bo mnie to nie daje spokoju. Czy ktoś z was zna jakiekolwiek regionalne podania, w których pojawia się podobnie brzmiące słowo? Pytam bo mam wrażenie że może to być zniekształcona nazwa czegoś istniejącego, może z południa Polski albo z pogranicza. Malinowa, Kapturek, wy to możecie wiedzieć lepiej niż ja.
Właśnie, bo to jest clue całej sprawy. Jeśli ktoś usłyszał np. 'rybania' albo 'rybanki' i przepisał fonetycznie, to po kilku obiegach w internecie może z tego być wszystko. Malinowa, a czy w materiałach które znam, w kontekście południowej Polski albo Podkarpacia, pojawia się coś związanego z kobiecymi zjawami przy oknach? Bo mam wrażenie że tamte tereny mają o wiele bogatszą lokalną demonologię niż myślimy.
Hej, ale to że nie ma dokumentacji nie znaczy że to nie istnieje, no nie? Wiele rzeczy nie jest udokumentowanych bo nikt się nie kwapi żeby jeździć po wsiach i pytać starszych ludzi. A koleżanki Klimci tu opisane doświadczenie jakoś pasuje do tego co mówi Malinowa, przynajmniej jeśli chodzi o 'przy oknie'. Tylko ta nazwa nadal mnie uwiera.
Słuchajcie, wróćmy może do pytania z tytułu, bo od kilkunastu postów kręcimy się wokół etymologii. Rozumiem że to ciekawe, ale jest tu dziewczyna, której koleżanka boi się w swoim własnym mieszkaniu. Czy ktoś powiedział już coś konkretnego w kwestii: co robić jeśli taka postać regularnie się pojawia?
to jest ważna informacja. Jeśli ona nie chce interweniować, to pierwsze pytanie jest inne: czy postać jej w czymś przeszkadza? Czy zakłóca sen, powoduje niepokój fizyczny, coś się przesuwa, pęka, psuje się? Bo samo 'widzenie czegoś' przy oknie to jedno, a 'postać która wpływa na życie' to drugie.
No właśnie, bo ja się zastanawiam od jakiegoś czasu jak to w ogóle rozgraniczyć. Bo skoro koleżanka jest przestraszona, to to już wpływa na jej życie, nawet jeśli sama postać nic nie 'robi'. Czy sam strach to wystarczający powód żeby coś z tym zrobić?
Dobrze że Klimcia dopyta, bo bez tej informacji naprawdę ciężko cokolwiek ocenić. Zjawy rezydujące, jeśli rzeczywiście o to chodzi, zazwyczaj mają pewien rytm. Jeśli pojawia się coraz rzadziej, to może być naturalne wygaszanie. Jeśli częściej, zwłaszcza jeśli wiąże się z konkretnymi momentami w życiu koleżanki, to już inny sygnał. Ktoś wie czy były jakieś zmiany w jej życiu przed pierwszym pojawieniem się?
Słyszałam kiedyś że runy mogą pomóc w rozeznaniu czy coś jest groźne czy nie. Ktoś robi takie odczyty? Bo może warto by spróbować dla koleżanki, żeby przynajmniej wiedzieć z czym ma do czynienia.
Zapytałam ją dziś rano. Mówi że widziała to może trzy razy od kiedy się wprowadziła, czyli w ciągu miesiąca. Zawsze przy tym samym oknie, wieczorem albo w nocy. I za każdym razem to samo, ta postać z włosami zaczesanymi do góry. Czy trzy razy w miesiąc to dużo czy mało?
Trzy razy w miesiąc to nie jest mało, ale nie jest też sygnałem alarmowym samym w sobie. Ważniejsze jest to, czy ona sama czuje że te sytuacje mają jakiś rytm, czy raczej są losowe. Bo jeśli zawsze o podobnej porze i w tym samym miejscu, to może to być bardziej związane z warunkami zewnętrznymi niż z aktywnością samej postaci.
Klimcia, czy koleżanka pamięta jak się czuła tuż przed tym widzeniem? Zmęczona, zestresowana, może po kłótni albo po bardzo intensywnym dniu? To może mieć znaczenie, bo pewne stany sprzyjają percepcji tego co normalnie pozostaje w tle.
Stres to naprawdę ważna zmienna tutaj. Nie dlatego że 'tłumaczy' zjawisko i je unieważnia, tylko dlatego że może wpływać na to jak intensywne są te doświadczenia i jak często się pojawiają. Koleżanka powinna przynajmniej mieć tę informację, żeby móc ocenić czy po spokojniejszym tygodniu coś się zmienia.
A czy koleżanka wie w ogóle kto mieszkał w tym mieszkaniu przed nią? Bo tarot wskazuje że postacie z wyraźnym wyglądem, no te szczegóły jak włosy, to zazwyczaj konkretna osoba, nie jakiś ogólny ślad energetyczny. I historia miejsca może tu duzo powiedzieć.
Nie, nie wie nic. Wzięła to mieszkanie przez agencję, krótki kontakt, nikt nic nie mówił. Ale to ciekawy trop, może warto byłoby zapytać sąsiadów?
Sąsiedzi to nie zawsze dobry pomysł, bo albo nic nie wiedzą, albo wiedzą i nabijają strachu zanim ktokolwiek cokolwiek przemyśli. U mnie kiedyś sąsiadka opowiedziała mi całą historię o poprzedniej lokatorce i przez tydzień nie mogłam spać normalnie, a potem się okazało że połowę zmyśliła albo przekolorowała.
To że patrzy w okno jest ciekawe. Postaci które są 'zaabsorbowane' własnym działaniem, niereagujące na obecnych, to często ślad po czymś co się działo, nie aktywna obecność. Trochę jak powtarzające się nagranie. Czy koleżanka ma wrażenie że to coś żywego, czy raczej coś jakby... nierzeczywistego, odległego?
