Różny. Czasem ledwo wyczuwalny, jakby ktoś palił gdzieś dalej. Innym razem taki wyraźny, że prawie czuję dym. Nie ma w tym żadnej regularności jeśli chodzi o intensywność.
To jest właśnie to, co mnie zastanawia. Gdyby to było czysto fizyczne uwalnianie się nikotyny i smoły z tynku, natężenie byłoby raczej stałe i zależne od warunków - temperatury, wilgotności. Zmienność, o której mówisz, jest trudniejsza do wyjaśnienia w czysto mechaniczny sposób.
To jest trafna uwaga, ale prowadzi nas w kółko. Skoro nie mamy miernika i nie możemy zweryfikować, to może wróćmy do tego, co Gencjana sama w tym czuje. Bo ostatecznie to jej doświadczenie, nie laboratoryjny eksperyment.
To ciekawe, że pytasz. Tak, właśnie - raz jak poczułam, to od razu przypomniało mi się, jak jako dziecko siedziałam obok taty i on mi czytał coś na głos. Nie wiem czemu akurat to, ale to wspomnienie pojawiło się samo, natychmiast.
To jest bardzo charakterystyczne. Przy pracy z tarota też obserwuję, że sygnały z tej 'drugiej strony', nazwijmy to tak, często przychodzą właśnie jako skojarzenia, nie jako coś dramatycznego. Twoje wspomnienie z czytaniem - czy to było dla was ważne? Coś, co się często powtarzało?
Właśnie takie rzeczy mnie przekonują bardziej niż zapach sam w sobie. Zapach może mieć sto wyjaśnień. Ale to, że przy nim nagle wyłania się wspomnienie, które gdzieś leżało uśpione - to już jest inna jakość. Nie twierdzę, że wiem co to jest, ale to nie brzmi jak przypadek.
Właśnie nie daje mi spokoju ta kwestia z praniem. Mama piorała zasłony, wietrzono - i mimo to on wraca. Czy ktoś tutaj miał podobne doświadczenie w swoim domu? Chodzi mi o zapach kogoś bliskiego, który wraca po śmierci.
Miałam coś zbliżonego. Po śmierci babci przez kilka tygodni czułam jej perfumy w jednym konkretnym miejscu w korytarzu. Nic tam nie było, żadna buteleczka, żadna tkanina. W końcu zniknęło. Nie wiem co to było, ale byłam wtedy bardzo spokojna - podobnie jak Gencjana opisuje swój spokój.
To jest bardzo szczere i ważne, co właśnie napisałaś. Zastanawiam się, czy nie jest tak, że ten zapach stał się dla ciebie czymś więcej niż tylko zjawiskiem - czymś, przez co utrzymujesz łączność z tatą. I czy znikanie go miałoby oznaczać dla ciebie jakiś drugi rodzaj pożegnania?
Gencjana, nie bój się tego. Jeśli to rzeczywiście jakaś forma jego obecności, to jej zniknięcie nie oznacza, że on odchodzi - może oznaczać, że przestaje być potrzebne, bo coś w tobie się zmienia. To nie jest złe. Ale rozumiem, że teraz jeszcze za wcześnie, żeby o tym myśleć bez lęku.
Gencjana, myślę, że Lilka87 nie miała na myśli, że przestaniesz chcieć pamiętać. Chodzi raczej o to, że żałoba ma swoje fazy i coś, co teraz jest mostem do niego, może kiedyś nie być już potrzebne jako most - bo połączenie będzie już w tobie, nie na zewnątrz. Ale to tylko moja interpretacja, Lilka niech poprawi jeśli źle rozumiem.
Wracając do samego zjawiska - Gencjana, mam pytanie, które mi siedzi od dłuższego czasu w tej rozmowie. Czy zapach pojawia się zawsze w tym samym miejscu w domu, czy w różnych?
To z klatką schodową jest ciekawe. Bo salon można jeszcze tłumaczyć resztkami - tapicerka, ściany, cokolwiek. Ale klatka to już przestrzeń wspólna, nikt tam nie pali, trudniej o fizyczne ślady. Czy to był jednorazowy przypadek czy zdarzyło się tam więcej razy?
To jest ważna różnica, którą właśnie opisałaś. W salonie masz nastawienie, oczekiwanie - więc można by powiedzieć, że mózg jest w trybie 'szukam'. Na klatce byłaś zupełnie nieuzbrojona. To nieco utrudnia tłumaczenie przez samosugestię, prawda?
A jaki to był tytoń? Bo to chyba ważne - czy to był jakiś charakterystyczny zapach, który łatwo pomylić z innymi, czy raczej coś specyficznego, co od razu wiążesz tylko z nim?
To już mocno zawęża przestrzeń dla przypadkowego zbiegu okoliczności. Fajka to nie jest zapach, który unosi się z każdego balkonu. Gdyby chodziło o zwykłe papierosy, dyskusja byłaby prostsza.
Właśnie, fajka to jest dosyć specyficzna rzecz. Gencjana, a mama też to czuje czy tylko ty? Bo sie zastanawiam czy to jest coś co każdy może poczuć w tym mieszkaniu czy tylko ty.
To że mama też coś poczuła, nawet niepewnie, jest dla mnie znaczące. Bo gdyby to była czysto twoja sugestia, jej mózg nie miałby powodu tego konstruować - ona nie jest w tym samym nastawieniu co ty.
To jest uczciwe podejście - samodzielnie wskazujesz na możliwą lukę w tej obserwacji. Ale nawet jeśli mama miała sugestię z twojej strony, to twoje pierwsze doświadczenie tej sugestii nie miało. Skądś musiało się wziąć.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i jedno mi nie daje spokoju. Gencjana, czy przed tym jak zaczęłaś czuć ten zapach, miałaś jakiś wyraźny moment - sen, silne wspomnienie, coś co cię do niego mocno przybliżyło? Pytam, bo w mojej praktyce często zauważam, że tego rodzaju zjawiska pojawiają się wtedy, kiedy coś w środku jest szczególnie otwarte.
Pytam, bo w mojej praktyce często zauważam, że pojawienie się zapachu albo innego sygnału jest poprzedzone jakimś wewnętrznym otwarciem - momentem, kiedy osoba przestaje odpychać żal i pozwala sobie po prostu tęsknić. Czy coś takiego miało miejsce przed pierwszym razem?
To jest bardzo konkretna obserwacja. Gencjana, pamiętasz mniej więcej jak duży odstęp czasu minął między tym zdjęciem a pierwszym zapachem?
Gencjana, mam do ciebie pytanie, które może być trochę z innej strony. Czy ten zapach w jakikolwiek sposób zmienił twoje samopoczucie po tym jak go poczułaś? Nie mówię o wyjaśnieniu, tylko o tym co poczułaś w środku.
To co opisujesz brzmi jak coś bardzo łagodnego i nieagresywnego. Słyszałam o przypadkach gdzie obecność była odczuwana jako niepokój, ciężar. U ciebie jest odwrotnie - to chyba ważna wskazówka sama w sobie, prawda?
A czy można w jakiś sposób odpowiedzieć na taki sygnał? Mam na myśli - jeśli Gencjana chciałaby jakoś dać znać, że go czuje, że go pamięta - to czy jest jakiś sposób? Pytam bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji ale zastanawiam sie jak by to mogło wyglądać.
Właściwie to już raz tak zrobiłam. Powiedziałam coś cicho do niego, gdy poczułam ten zapach w salonie. Czułam się trochę głupio, ale też jakoś lżej potem. Nie wiem czy to 'działa' w jakimś sensie, ale nie żałuję że to zrobiłam.
To że czułaś się lżej - to już coś. Nie musisz wiedzieć co stoi za tym zapachem, żeby pozwolić sobie na tę chwilę. Myślę, że właśnie o to chodzi, niezależnie od tego jak kto to interpretuje.
