Mam kogoś, tak. Przyjaciółkę z którą rozmawiałam parę razy o tacie, ale nie konkretnie o tym zapachu. Może właśnie powinam jej powiedzieć. Trochę się obawiałam reakcji - że powie 'to psychologiczne' i na tym skończymy rozmowę.
Rozumiem tę obawę, sama tak miałam. Ale wiesz co - nawet jeśli ona tak powie, to nie przekreśla tego co ty czujesz. Możesz jej powiedzieć i jednocześnie nie potrzebować od niej potwierdzenia. Czy ona w ogóle wie jak bardzo przeżywasz tę żałobę?
To co napisałaś - że nie udajesz - to jest ważne. Zapach daje ci coś czego nie daje normalny dzień po stracie. Niezależnie od tego skąd pochodzi, pełni jakąś funkcję. Zastanawiam się czy gdybyś miała pewność że to 'tylko' zjawisko fizyczne, to ten spokój by znikł?
To żałowanie że nie porozmawialiście - masz poczucie że to zostało niedokończone? Pytam bo czasem ten ciężar żałoby ma w sobie warstwę takich urwanych wątków, których nie można już domknąć. I zastanawiam się czy to może mieć związek z tym jak mocno poszukujesz sensu w tym zapachu.
Czy ktoś wie - jeśli chce się jakoś odpowiedzieć na ten kontakt, jeśli to jest kontakt - czy jest coś co można zrobić? Nie żeby go przywołać, tylko żeby jakoś powiedzieć że się słyszy? Pytam bo sama mam coś podobnego z babcią i nie wiem jak to traktować.
czasem. przy tych momentach z zapachem właśnie. Mówię 'hej tato' i nic nie odpowiada oczywiście, ale jakoś inaczej jest niż kiedy tylko myślę o nim w głowie.
To 'nic nie odpowiada' - czy to cię smuci czy to jest dla ciebie naturalne? Bo mam wrażenie że oczekiwania wobec tych momentów mogą się zmieniać z czasem żałoby.
I właśnie dotarłaś do sedna sama, bez żadnej pomocy. Wiesz co to znaczy? Że ta relacja z tatą jest na tyle silna że daje ci spokój nawet w niepewności. Niekoniecznie każde zjawisko musi być rozwiązane żeby miało sens.
To nie jest głupie. I zauważam że to pytanie wraca u ciebie niezależnie od tego czy rozmawiamy o zapachu, o rytuałach, o tradycjach. Jakbyś cały czas do niego wracała od innej strony. Czy kiedyś poczułaś że masz na nie odpowiedź, nawet na chwilę?
To pytanie - czy on wie - jest zresztą jednym z najstarszych. Praktycznie każda tradycja grzebalana, od starożytnego Egiptu po słowiańskie dziady, zakładała że tak. Że ci którzy odeszli mają jakąś formę świadomości tego co zostawili. Nie mówię że to dowód, ale że to nie jest głupie pytanie - to pytanie ludzkości.
Chyba tak. Na początku bardziej czekałam. Teraz... nie wiem. Może po prostu chcę żeby ten zapach trwał trochę dłużej kiedy się pojawia. Żebym zdążyła coś powiedzieć zanim znika.
To 'żebym zdążyła' jest ciekawe. Co byś powiedziała gdybyś miała te kilka sekund więcej? Wiesz to czy to też jest otwarte?
Sama sobie zadaję teraz to samo pytanie z moją babcią. I nie wiem co bym powiedziała. Chyba po prostu 'jestem'. Czy to wystarczy?
Słucham tej rozmowy i myślę - czy wy w ogóle zakładacie że zapach pojawia się wtedy kiedy ona ma coś ważnego do powiedzenia? Albo kiedy jest w jakimś konkretnym stanie emocjonalnym? Czy to jest losowe czy jest jakiś wzorzec?
