Nie wiem do końca jak to opisać, ale od kiedy ojciec odszedł, w domu co jakiś czas pojawia się wyraźny zapach papierosów. Tata palił przez całe życie, konkretna marka, taki charakterystyczny dym. Nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia - w domu nikt nie pali, okna były zamknięte, sąsiedzi też nie. Czuję to głównie w jego dawnym pokoju albo na korytarzu. Czy to może być jakiś znak jego obecności? Czy ktoś miał coś podobnego?
To bardzo częste zjawisko opisywane przez osoby po stracie bliskich. Zanim cokolwiek więcej powiem - kiedy dokładnie zaczęłaś to czuć? Zaraz po jego odejściu, czy dopiero po jakimś czasie? I czy ten zapach pojawia się o konkretnych porach dnia, czy zupełnie losowo?
Zapachy jako sygnały od zmarłych to temat, który przewija się w bardzo wielu tradycjach. Nie tylko w ezoterce, ale też w zwykłych relacjach ludzi, którzy nie mają z tym środowiskiem nic wspólnego. Ciekawi mnie jednak jedno - czy czujesz to sama, czy inne osoby w domu też to potwierdziły?
Dobra, ale zanim wszyscy rzucimy się z interpretacjami - sprawdziłaś przyziemne rzeczy? Stare ubrania w szafie, fajczarska marynarka schowana gdzieś w szufladzie, może jakaś zapalniczka z resztką gazu? Pytam, bo zanim cokolwiek inne, warto to wykluczyć. Zdarzyło mi się słyszeć o podobnych przypadkach, gdzie źródłem był dosłownie stary sweter z szafy.
W wielu tradycjach zmysł węchu jest uznawany za najbliższy sferze między wymiarami, nazwijmy to jak chcemy. Nie bez powodu kadzidła i zapachy są używane w rytuałach kontaktu. Pytanie do ciebie - jak się czujesz, kiedy ten zapach się pojawia? Strach, spokój, coś innego?
Ten spokój, który opisujesz, to bardzo charakterystyczne. W relacjach, które znam, osoby doświadczające obecności bliskich po śmierci właśnie tak to opisują - nie strach, ale poczucie, że ktoś jest. Zapach tytoniu to zresztą jeden z najczęściej raportowanych przypadków tego rodzaju, pewnie dlatego że jest tak charakterystyczny i niepowtarzalny.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie - czy powinnaś jakoś odpowiedzieć na ten znak? Czy ignorowanie go to zły pomysł? Zastanawiam się, czy brak reakcji nie jest jakimś błędem.
Mam inne pytanie do autorki wątku - czy zapach pojawia się tylko tobie, czy ktoś z rodziny też go czuł? Bo to by naprawdę zmieniało interpretację. Jedno to subiektywne odczucie w żałobie, drugie to coś, co potwierdzają różne osoby niezależnie od siebie.
Ta reakcja mamy jest ciekawa sama w sobie. Zbagatelizowała, ale minę miałaś czas zauważyć. Czy ona w ogóle jest otwarta na takie rzeczy, czy raczej zamknięta? Czasem bliscy wyczuwają to samo, ale z różnych powodów nie chcą tego nazywać.
Dokładnie to samo miałam z moją mamą po śmierci babci. Czuła zapach, ale mówiła, że 'coś od sąsiadów'. Myślę, że dla niektórych ludzi przyznanie się do czegoś takiego jest trudne, bo otwiera temat, który boli. Łatwiej szukać wytłumaczenia niż siedzieć z tym co naprawdę czują.
Słucham tej rozmowy z ciekawością, bo sama nie wiem co o tym myśleć. Chcę zapytać wprost - czy ktoś z was ma jakiś konkretny powód, żeby wierzyć, że to naprawdę obecność ducha, a nie po prostu efekt żałoby i tęsknoty? Mózg w stresie potrafi płatać różne figle ze zmysłami.
Słucham was i rozumiem ten argument z mózgiem. Ale chcę powiedzieć jedno - ja nie jestem osobą, która widzi duchy za każdym rogiem. Jestem raczej sceptyczna z natury. I właśnie dlatego to mnie tak uderzyło, że nie potrafię tego zbyć. Gdybym od razu uznała, że to tata, tobyście mieli rację. Ale ja sama sobie nie ufam i dlatego pytam.
Ten fragment o braku zaufania do siebie jest ważny. Właśnie to jest uczciwe podejście. Ale powiem szczerze - ani psychiatryczne tłumaczenie, ani ezoteryczne nie dają ci pewności. Masz doznanie, które nie ma prostego wyjaśnienia. Może po prostu z tym posiedzieć, zamiast szukać kategorii?
Właśnie wróciłem do wątku i widzę, że rozmowa poszła w ciekawy kierunek. To pytanie - czy trzeba reagować - wraca tu jak bumerang. I za każdym razem odpowiedź jest ta sama: nie ma obowiązku. Ale jest coś innego. Czy ten zapach pojawia się tylko w tym konkretnym miejscu w domu, czy wszędzie?
Ten fotel mnie zatrzymuje. Nie w sensie złowrogim, ale - przedmioty bardzo mocno trzymają energię osób, które były z nimi związane. To jest coś, o czym się mówi w wielu tradycjach, nie tylko ezoterycznych. Czy zapach pojawia się właśnie przy nim? Czy może niezależnie od tego, gdzie jesteś w salonie?
Przepraszam że znowu pytam o praktyczną stronę, ale - czy myślałaś o tym, żeby coś zrobić z tym fotelem? Zostawić go, sprzedać, oddać? Zastanawiam się, czy on może w jakiś sposób 'trzymać' tatę w miejscu i czy to jest dobre, czy nie.
Wracam do czegoś, co powiedziała Gencjana wcześniej - że mama widziała minę, ale zbagatelizowała. Czy po tym jednym razie mama nigdy więcej nie wspomniała? Nie powiedziała nic mimochodem, nie zmieniła tematu kiedy zapach pojawił się znowu?
Wiesz, w wielu tradycjach ludowych uważano, że zmarli wracają do domów właśnie przez zapachy i dźwięki, ale robią to przez pewien czas po śmierci, zanim 'odejdą' dalej. U mnie w rodzinie babcia zawsze mówiła, że przez rok nie wolno ruszać rzeczy po zmarłym, bo to go niepotrzebnie niepokoi. Może ten fotel warto zostawić jeszcze trochę.
Myślę, że kluczowe zostało powiedziane, ale nie zostało domknięte. Masz doznanie powtarzalne, lokalizowalne i wywołujące spokój - nie strach. To jest bardzo spójny obraz. Niezależnie od tego, jak to nazwiemy, to nie jest coś, z czym powinna walczyć ani co powinna rozwiązywać. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy od momentu, kiedy zaczęłaś to notować, coś się zmieniło? Czy czujesz to częściej, rzadziej, mocniej?
To rozróżnienie między smutkiem a strachem jest ważne. Ale chcę zapytać o coś innego - czy ten zapach pojawia się o konkretnych porach? Wieczorami, rano, w środku nocy? Bo jeśli tak, to ma to dodatkowe znaczenie niezależnie od interpretacji.
Wieczory, fotel, zapach tytoniu - i spokój zamiast lęku. To jest dość klasyczny obraz tego, co różne tradycje opisują jako 'pozostanie śladu'. Mam jednak pytanie do Gencjany - czy ktokolwiek inny z rodziny przebywa wieczorami w tym salonie? Mama, ktoś z rodzeństwa?
To, że mama unika salonu wieczorami, jakoś mnie zatrzymuje. Czy ona w ogóle wie, że ty czujesz ten zapach? Powiedziałaś, że raz widziała twoją minę, ale czy jest między wami rozmowa o tym, co dzieje się w tamtym pokoju?
Rozumiem, że nie chcesz jej ranić, ale zastanawiam się - czy nie jest tak, że przez to milczenie oboje nosicie coś oddzielnie, zamiast razem? Nie mówię, że musisz to robić. Pytam, czy to ci przyszło do głowy.
To jest interesujące. Zapach nie pojawia się w grupie, tylko kiedy jesteś sama lub prawie sama. Czy to może mieć znaczenie? Albo odwrotnie - może po prostu kiedy jest więcej ludzi, jest gwar, ruch i po prostu nie zauważasz?
Właśnie o to chciałam zapytać. Bo może to nie jest kwestia tego, kto jest w pokoju, tylko uwagi. Kiedy jesteś sama, jesteś bardziej skupiona, ciszej - i wtedy to wyłapujesz. Kiedy jest ktoś obok, rozmawiasz, nie zwracasz uwagi na tło.
Czytam ten watek od poczatku i jedno mnie zastanawia - czy tata pali jeszcze przed smiercia, czy rzucil? Bo jak rzucil to skad ten zapach w ogole, jezeli nie ma fizycznego zrodla?
Właśnie ta kwestia z wietrzeniem i praniem mnie interesuje. Tytoń naprawdę głęboko wchodzi w tkaniny i tynk, i potrafi się uwalniać latami przy zmianach temperatury i wilgotności - zwłaszcza wieczorami, kiedy spada temperatura. To nie jest wykluczone fizycznie. Ale jest coś, o czym nikt jeszcze nie zapytał - jak ty się czujesz z tą odpowiedzią, jeśli to byłoby tylko to?
