To co mówisz o tym lżej, Gencjana - to mnie zastanawia. Bo jeśli efekt jest powtarzalny, to znaczy że coś tu działa, nawet jeśli nie wiadomo co. Pytanie tylko czy ten spokój pojawia się wyłącznie przy zapachu, czy też zdarzało ci się go czuć w innych momentach związanych z tatą - na przykład przy oglądaniu zdjęć albo przy miejscach, które lubił?
Przy zdjęciach raczej płakałam, więc to inaczej. Spokój był właściwie tylko przy zapachu. Raz jeszcze przy jego kurtce, która wisi w szafie, ale to już coś fizycznego, więc może się nie liczy.
A ta kurtka - wciąż pachnie tytoniem, czy to był raczej inny rodzaj zapachu? Pytam, bo jeśli to był ten sam aromat, to warto by ustalić czy masz w domu inne potencjalne źródła, żeby mieć pełniejszy obraz sytuacji.
To może być coś do zaobserwowania w kolejnych tygodniach - nie po to, żeby coś udowodnić, ale żeby mieć lepsze wyczucie wzorca. Czy to się pojawia cyklicznie, czy raczej losowo? Czy wiąże się z jakimiś konkretnymi sytuacjami w domu?
Obserwacja i poczucie spokoju niekoniecznie sobie przeszkadzają. Można jedno i drugie naraz. To nie jest tak, że jak zaczniesz notować, kiedy zapach się pojawia, to przestanie on być czymś ważnym emocjonalnie.
Słuchajcie, a czy ktoś z was miał podobne doświadczenie - nie z tytoniem, ale z jakimkolwiek charakterystycznym zapachem po stracie kogoś bliskiego? Zastanawiam się jak często to się w ogóle zdarza, bo słyszałam o tym od kilku osób z różnych środowisk.
Z czysto neurologicznego punktu widzenia węch jest mocno powiązany z układem limbicznym, czyli tym co odpowiada za emocje i pamięć. Więc zapach jako 'brama' do wspomnień - to ma podstawy. Ale to nie wyklucza niczego innego, tylko dodaje warstwę. Zawsze wolę mieć kilka wyjaśnień naraz niż jedno.
a mnie sie zdarzylo ze po śmierci babci przez kilka tygodni czułam jej olejek do ciała jak wchodziłam do jej dawnego pokoju, ale tam juz nikt nie spał. mozliwe ze zapach sie trzymał w zasłonach ale wydawał mi sie zbyt silny jak na kilka tygodni. nie wiem czy to to samo co Gencjana opisuje
był zamknięty przez większość czasu, uchylałam go tylko do przewietrzenia. i właśnie to mnie dziwiło - im rzadziej wchodziłam, tym silniejszy był ten zapach jak już weszłam. jakby się zbierał. nie wiem czy to ma sens
słuchając was obu zaczynam się zastanawiać czy mam może pojechać do rodziców i po prostu zobaczyć jak tam jest. tata palił głównie w jednym pokoju, ale też na balkonie. może tam coś zostało w ścianach albo tapetach. choć z drugiej strony w moim salonie on właściwie nie palił, bo wiedział że mi przeszkadza
Gencjana, właśnie to jest ten fragment który mnie zatrzymuje - napisałaś że w twoim salonie on nie palił. To poważnie komplikuje wyjaśnienie 'resztek w tapetach'. Czy ktoś z rodziny, kto pali, niedawno u ciebie był?
Wieczór to ciekawa pora. Nie mówię że to cokolwiek rozstrzyga, ale w wielu tradycjach opisuje się wieczór jako czas gdy granica między tym co widzialne i niewidzialne jest cieńsza. To oczywiście nie dowód niczego, ale wzorzec jest warty odnotowania.
no właśnie, i to też mówi coś o tym jak ludzie zawsze opisywali te doświadczenia - nie w środku dnia, nie przy ostrym słońcu. Gencjana, czy ty masz w domu jakieś zapalane świece, kadzidła, cokolwiek co mogłoby wpływać na to jak odbierasz zapachy wieczorami?
A czy w momencie kiedy ten zapach się pojawia, ty akurat o nim myślisz - o ojcu, o tamtym czasie - czy raczej zajmujesz się czymś zupełnie innym i to cię zatrzymuje z zaskoczenia?
właśnie to mnie w tej rozmowie najbardziej trzyma - ten kierunek. Że nie ona wywołuje zapach myślami, tylko zapach wywołuje w niej coś. Czy ktoś z was ma doświadczenie gdzie to działało odwrotnie, czyli gdzie ktoś próbował zapach przywołać i mu się udało?
Gencjana, mam do ciebie jedno konkretne pytanie, bo chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu - czy od momentu kiedy zaczęłaś rozmawiać o tym tutaj, zmieniło się coś w tym jak to przeżywasz? Czy nazywanie tego zmienia twój odbiór?
To co opisałaś, Gencjana - że mniej się boisz że jesteś przewrażliwiona - wydaje mi się ważniejsze niż cały wątek o zapachu. Bo niezależnie co myślimy o źródle tego zjawiska, fakt że możesz to komuś powiedzieć i nie zostać wyśmiana, to jest też coś. Ale wracając do samego zapachu - czy on jest zawsze tak samo intensywny, czy bywają razy kiedy ledwo czujesz i nie jesteś pewna?
Różnie. Raz było bardzo wyraźnie, jakby ktoś stał obok z papierosem. Innym razem tylko chwila, jakby powiew, i potem nic. Te krótkie momenty to te gdzie potem sama się zastanawiam czy nie wymyśliłam.
właśnie ta różnica w intensywności mnie ciekawi. Czy zauważyłaś jakiś wzorzec - czy te mocniejsze momenty były bliżej rocznicy śmierci, albo jakiegoś ważnego dla ciebie dnia? Albo odwrotnie - kiedy byłaś bardziej zmęczona, przygnębiona?
nie pamiętam czy byłam zmęczona przy każdym razie. ale ten najsilniejszy - to był wieczór kiedy przeglądałam jego zdjęcia. więc może to coś mówi, nie wiem.
poczekaj - mówiłaś wcześniej że zapach przychodzi kiedy robisz coś zupełnie innego i cię zaskakuje. A teraz mówisz że ten najsilniejszy był kiedy przeglądałaś zdjęcia. To są dwa różne schematy, nie?
czy to możliwe że właśnie wtedy byłaś bardziej otwarta i dlatego dotarło mocniej? Nie mówię o wywoływaniu, tylko o tym że może kiedy jesteś już w tym nastroju, to jakby kanał jest drożniejszy?
o właśnie. i to jest ten moment kiedy trzeba po prostu siąść z tym i zaakceptować że nie wszystko da się zamknąć w jednej odpowiedzi. Gencjana, a co ty sama o tym myślisz - jeśli miałabyś powiedzieć co to jest, bez oglądania się na to co powiemy, to co byś powiedziała?
szczerze? czuję że to on. wiem że to brzmi po prostu i może naiwnie, ale tak to odbieram. nie straszne, nie niepokojące. ciepłe. jak gdyby zaglądał.
to co mówisz - że jest ciepło, że nie ma strachu - to jest w tym wszystkim chyba najważniejszy sygnał. Nie dlatego że rozstrzyga co to jest, ale dlatego że mówi coś o tobie i o tej relacji. Strach przy takich zjawiskach często mówi o konflikcie, o nieoddanej sprawie. Brak strachu też coś mówi.
nie brzmi dziwnie. brzmi jak coś co ma dla ciebie sens, niezależnie od wyjaśnienia. Chcę się cofnąć o krok - czy ktoś inny w twojej rodzinie, ktoś kto też go stracił, mówił o czymkolwiek podobnym? Mama, siostra?
rozumiem tę ostrożność wobec mamy. Ale zastanawiam się - czy jest ktoś bliski poza tym forum, z kim możesz o tym swobodnie porozmawiać? Nie mówię że tu nie możesz, tylko że to co przeżywasz to jest też żałoba, i to wymaga kogoś kto jest fizycznie przy tobie.
