Nie wiem od czego zacząć, bo sama jestem w szoku. Od jakichś trzech tygodni w moim pokoju dzieją się dziwne rzeczy. Zaczęło się od tego, że znalazłam na podłodze przy szafie stos starych rachunków, które trzymałam w szufladzie - były nadpalone z jednej strony, jakby ktoś je podpalił i szybko ugasił. Żadnego śladu sadzy na podłodze, żaden inny papier w pobliżu nie był naruszony. Ale to nie wszystko. Mój materac ma teraz wyraźne wgłębienie po jednej stronie łóżka, tam gdzie ja NIE sypiam. Jakby ktoś tam regularnie siedział. Sprawdzałam sprężyny, wszystko wydaje się ok. Czy ktoś miał coś podobnego?
Zanim wyciągniemy jakiekolwiek wnioski - te rachunki były nadpalone tylko z jednej strony? Czy miały jakiś charakterystyczny układ, np. leżały równo, czy były pomieszane? I to wgłębienie na materacu - jest świeże czy mogło powstawać przez dłuższy czas?
Samozapłon papieru bez źródła ciepła to naprawdę rzadka sprawa. Czytałam o kilku udokumentowanych przypadkach poltergeistów, gdzie przedmioty ulegały zniszczeniu przez ogień w zamkniętych pomieszczeniach. Ilonko, czy w tym czasie działo się coś szczególnego w twoim życiu? Duży stres, zmiana, coś się kończyło lub zaczynało? Pytam, bo poltergeist często jest powiązany z emocjami osoby mieszkającej w danym miejscu.
Nie chcę od razu mówić o duchach, bo pewnie zaraz ktoś powie że jestem sceptyczna - ale czy sprawdziłaś, czy to nie mogło być zwykłe tlenie się? Czasem papier blisko kaloryfera albo przy starej instalacji elektrycznej może zacząć się powoli przypalać. A materac traci kształt też z różnych powodów. Pytam serio, nie żeby podważać.
Zielarka ma rację, że warto wykluczyć prozaiczne przyczyny, ale te dwa zdarzenia razem to już trochę za dużo jak na przypadek. Ilonka, a czy czujesz w tym pokoju jakąś zmienioną atmosferę? Chodzi mi o to, czy jest jakiś moment dnia lub nocy kiedy masz wrażenie że nie jesteś sama?
To już jest kluczowy szczegół - były w zamkniętej szufladzie i znalazłaś je na podłodze. Czy szuflada była wyciągnięta, otwarta? Czy może wyglądało to tak, jakby rachunki same się przesunęły na zewnątrz bez otwierania szuflady? I jeszcze jedno - czy jesteś jedyną osobą mieszkającą w tym miejscu?
Ja miałam kiedyś coś trochę podobengo - nie ogień, ale rzeczy same się przesuwały po blacie. I też miałam takie uczucie że coś jest w pokoju. Ostatecznie okazało się że to był duch osoby bliskiej. Ilonko, czy niedawno straciłaś kogoś bliskiego?
To, że mieszkasz sama, jest bardzo ważne. Wyklucza to najprostsze wyjaśnienia. Druidka zadała dobre pytanie - czy w rodzinie lub bliskim otoczeniu ktoś niedawno odszedł? Ale też, czy te rachunki należały do konkretnej osoby albo były związane z jakąś ważną sprawą życiową? Czasem przedmioty o ładunku emocjonalnym przyciągają pewne energie.
Czytam i mam ciary. U mnie w sypialni też mam czasem takie uczucie że łóżko jest zajęte, ale nie miałam nigdy nic z ogniem. To wgłębienie w materacu to mnie przeraża szczerze mówiąc. Ilonka, czy śpisz normalnie? Czy budzisz się w nocy?
Budzę się, tak. Zazwyczaj między drugą a czwartą w nocy, bez konkretnego powodu. Leżę i mam takie dziwne wrażenie że po drugiej stronie łóżka jest jakiś ciężar. Ale kiedy zapalam światło, oczywiście nic tam nie ma. Co do pytania Helenki - tak, moja babcia odeszła jakieś dwa miesiące temu. Ale nie wiem czy to ma związek.
To może mieć bardzo duży związek. Babcie często wracają do wnuczek, szczególnie jeśli więź była silna. Wgłębienie po jej stronie łóżka, przebudzenia w nocy, zniszczone rachunki - może chce ci coś przekazać. Czy masz jakiś przedmiot po babci, który trzymasz w tym pokoju?
Zanim jednak pójdziemy w kierunku kontaktu z babcią - wróćmy do tych rachunków. To są rachunki twoje, czy mogły należeć kiedyś do babci? Albo mogły być z nią jakoś związane? Ten szczegół z ogniem to nieprzypadkowe zjawisko, ogień w tradycjach słowiańskich i nie tylko jest komunikatem, nie zniszczeniem.
Te rachunki były moje, ale część z nich była ze wspólnego konta z babcią, jeszcze z czasów kiedy jej pomagałam prowadzić sprawy. Jest tam kilka starych faktur za jej mieszkanie. Jarylo, powiedz więcej o tym co mówisz - ogień jako komunikat, nie zniszczenie. To brzmi inaczej niż to co sobie wyobrażałam.
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie do autorki wątku zanim pójdziemy dalej - czy na tych nadpalonych rachunkach zostały jakieś czytelne fragmenty? Jakieś słowa, liczby, daty? Czasem to co przetrwało ogień jest ważniejsze niż to co spłonęło.
Czytam od początku i mam takie podstawowe pytanie, pewnie głupie, ale chcę zrozumieć - skoro rachunki były w zamkniętej szufladzie i znalazłaś je na podłodze nadpalone, to czy mogło być tak, że najpierw się zapaliły w środku szuflady, a szuflada jakoś wylądowała otwarta? Czy może na szufladzie, wokół niej, był jakiś ślad nadpalenia?
Grudzień sprzed trzech lat - Ilonka, czy ta data coś ci mówi? To może być kluczowe. Czy coś się wtedy działo z babcią albo z tymi rachunkami wspólnymi?
Data i numery kont. To nie przypadek, że akurat to przetrwało. Ogień w takich historiach rzadko niszczy wszystko - jakby coś zostawiało to, na co mamy zwrócić uwagę. Ilonka, a czy te numery kont są ci znane, czy może któryś jest obcy?
Ta data... grudzień sprzed trzech lat to był ostatni miesiąc kiedy babcia mieszkała samodzielnie. Wtedy właśnie zaczęło się jej pogarszać i zaczęłam przejmować jej sprawy. Numery kont - jeden jest znajomy, to jej stare konto. Ale jest jeszcze jeden fragment, nie wiem czy to numer konta, wyglada jak ciąg cyfr, może połowa numeru. Nie kojarzę go.
Nieznany ciąg cyfr na rachunku ze wspólnego konta babci - to mnie zastanawia. Czy to może być coś, czego nie wiedziałaś o jej finansach? Nie mówię o niczym złym, ale może jakieś zobowiązanie, o którym nie miałaś pojęcia?
Zatrzymajmy się chwilę, bo ta rozmowa bardzo poszła w stronę finansów babci, a wątek zaczął się od ognia i wgłębienia w materacu. Czy to nie jest trochę za dużo racjonalizowania? Mam wrażenie, że skupiamy się na tym co zostało, a powinniśmy zapytać Ilonkę o to co czuje kiedy jest w tym pokoju.
Mnie bardziej przeraża to wgłębienie niż rachunki, szczerze. Bo rachunki można jakoś wytłumaczyć, ale materac który się zapada w miejscu gdzie nikt nie leży... Ilonka czy to wgłębienie jest głębsze niż po stronie gdzie ty śpisz?
Romcia, tak, jest wyraźniejsze niż po mojej stronie, a ja śpię na tym materacu od kilku lat. To mnie samą dziwiło. Co do pytania Jarylo - wieczorami czuję się dziwnie napięta jak wchodzę do sypialni, szczególnie po zmroku. Nie boję się, ale jest jakieś oczekiwanie, nie wiem jak to inaczej opisać. Jakbym wchodziła do pokoju gdzie ktoś na mnie czeka.
To 'oczekiwanie' które opisujesz - czy ono jest przyjemne, neutralne, czy raczej nieprzyjemne? Pytam, bo różnie to bywa i nie chcę zakładać z góry że to musi być coś złego albo coś dobrego. Czasem wystarczy zidentyfikować czy to ciepłe czy zimne uczucie.
Nie wiem czy to sugestia czy naprawdę, ale teraz jak myślę o tym... raczej ciepło. Albo przynajmniej nie zimno. To oczekiwanie też nie jest złe, to dziwne uczucie ale nie strach. Bardziej jak kiedy wiesz że ktoś bliski zaraz zadzwoni.
To jest bardzo istotna odpowiedź. Ciepło i poczucie kogoś bliskiego to zupełnie inny rejestr niż zimno i lęk. Mam jedno pytanie, trochę z innej strony - czy babcia miała jakiś zwyczaj związany z ogniem? Świece, kadzidło, cokolwiek?
Ja też o to chciałam zapytać. Czasem takie przyzwyczajenia za życia zostawiają jakiś ślad.
To zmienia obraz całej sytuacji. Wieloletni rytuał, codzienna intencja ognia, nagle przerwana nie z własnej woli. Ogień może być tutaj kontynuacją tego co robiła, nie komunikatem finansowym. Ilonka, czy zabrałaś kiedyś coś z jej ołtarzyka? Świecę, obrazek, cokolwiek?
