Budzę się od trzech tygodni o 3:33 w nocy. Nie alarm, nie hałas z zewnątrz, po prostu otwieram oczy i patrzę na telefon - 3:33. Pierwsze kilka razy myślałem, że to przypadek, ale teraz jest to już na tyle regularne, że zacząłem prowadzić notatki. I tu zaczyna się dziwna część. Kilka osób z mojego otoczenia powołuje się na rzeczy, które podobno im mówiłem - rozmowy, których absolutnie nie pamiętam. Nie śnię o nich, nie mam żadnej luki w pamięci, po prostu nie mam pojęcia o czym mówią. Żona wspomniała dziś rano, że 'w nocy znowu coś do niej mówiłem'. Zapytałem co - powiedziała, że coś o świetle i że muszę wyjść. Nie mam pojęcia co to znaczy. Czy ktoś miał coś podobnego? Szukam jakiegoś punktu zaczepienia.
To brzmi naprawdę niepokojąco z tą godziną. Czytałam gdzieś, że 3:33 to godzina duchów albo coś takiego, ale nie wiem czy to prawda czy internetowe bajki. A te rozmowy których nie pamiętasz - to było tylko z żoną czy inne osoby też to potwierdzają?
Ja miałam coś takiego z budzeniami, chociaż nie o tej akuratnie gozdinie. Ale to z tymi rozmowami mnie bardziej zastanawia. Mówisz że kilka osób - ile dokładnie? I co one mówią że im powiedziałeś, czy to były jakieś normalene zdania czy dziwne rzeczy?
Poczekaj, bo to co opisujesz z tymi rozmowami to już jest coś zupełnie innego niż samo budzenie. Budzenie o stałej godzinie można tłumaczyć na wiele sposobów - rytm ciała, podświadomy stres, cykl snu. Ale te relacje innych ludzi - masz jakiś dowód, że te rozmowy w ogóle się odbyły? Pytam serio, bo jeśli kolega twierdzi, że rozmawiał z tobą przez telefon, a ty nie masz śladu w historii połączeń, to jest albo kłamstwo z jego strony, albo coś wymaga naprawdę uważnego przyjrzenia się.
Ale czy nie jest tak, że właśnie o tej godzinie, między 3 a 4, jest tzw. godzina demona albo godzina czarownicy? Bo słyszałem, że 3:00 to jest jakiś czas kiedy zasłona między światami jest cienka i różne rzeczy mogą się dziać z człowiekiem. Może ktoś lub coś przez ciebie mówi?
3:41 - czyli osiem minut po 3:33. To jest szczegół, który coś znaczy. Budzisz się o 3:33, a wiadomość wychodzi o 3:41. Czy masz jakiś ślad w telefonie, że w ogóle go brałeś do ręki o tej godzinie? Odblokowania ekranu, cokolwiek w logach systemowych?
Dobra, ale skąd pewność, że to naprawdę ten sam czas każdej nocy a nie tylko tak to pamiętasz? Ludzie mają tendencję do zapamiętywania wzorców, które potwierdzają to czego szukają. Mówię to bez złośliwości - prowadzisz notatki od kiedy dokładnie?
Słuchajcie, ja bym się skupił na tej warstwie energetycznej, bo to budzenie o tej samej godzinie to może być sygnał, że coś w twoim polu energetycznym jest otwarte bez kontroli. Mam labradoryt, który trzymam przy łóżku specjalnie na takie sytuacje - ale najpierw chciałem zapytać, czy masz w domu jakieś nowe przedmioty? Coś co ostatnio przyniosłeś, dostałeś?
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale czy brałeś pod uwagę żeby sprawdzić to medycznie? Chodzenie i mówienie przez sen, brak pamięci o nocnych aktywnościach - to są rzeczy, które neurolog powinien ocenić. Nie mówię, że wyklucza to inne wyjaśnienia, ale najpierw chyba warto wiedzieć co jest, a co nie jest.
Mnie w całej tej historii uderza jedna rzecz - Celestyn napisał, że kilka osób cytuje mu to co powiedział, a on nie ma pojęcia o tych rozmowach. To jest kluczowe. Bo to nie jest tylko budzenie. Masz wrażenie, jakby ktoś używał ciebie jako przekaźnika i nie zostawiał w tobie śladu. To wzorzec, który w różnych tradycjach jest opisywany jako mediumiczność niekontrolowana. Ale żeby to ocenić - co czujesz rano po tych nocach? Jesteś wypoczęty, zmęczony, cokolwiek innego?
To co opisujesz z tym zmęczeniem - to nie brzmi absurdalnie w tym kontekście. Ale zanim zrobimy z tego wielką sprawę, chcę zapytać o jedno: czy w tych rozmowach, o których mówią te trzy osoby, treści były spójne ze sobą? Czy to przypadkowe tematy, czy może jest jakiś wspólny mianownik tego co podobno mówiłeś?
Też jestem ciekawa tego co pyta Krysztal. Bo jeśli te rozmowy są o podobnych rzeczach to by wskazywało na jakiś cel albo przekaz. A jeśli losowe to inna historia.
Dobra, to teraz mam już konkretny obraz. Żona - światło i wyjście. Siostra - żeby nie czekała za długo. Kolega - żeby zajął się ojcem. To nie są przypadkowe tematy. To są wiadomości o końcu czegoś, o pożegnaniu, o sprawach które trzeba domknąć. Celestyn, muszę zapytać wprost - czy ktoś z twoich bliskich jest poważnie chory albo jest jakaś nierozwiązana sprawa rodzinna, o której zazwyczaj nie mówisz?
Ojciec kolegi ma od jakiegoś czasu poważne problemy zdrowotne. O tym wiedziałem. Ale to co mówiłem żonie o świetle i wyjściu - tego nie rozumiem. I ta wiadomość do siostry, żeby nie czekała za długo - ona zinterpretowała to jako odniesienie do jej sytuacji zawodowej, bo od miesięcy odkłada jakąś decyzję. Ale czy ja wiedziałem co ona przeżywa? Wiedziałem ogólnie. Nie rozmawialiśmy o tym szczegółowo.
To co opisuje Lucyda zgadza się z tym co znam z praktyki. Klasyczny somnambulizm jest chaotyczny, nielogiczny. To co tutaj mamy to jest ukierunkowane. Każda wiadomość trafia w konkretny czuły punkt konkretnej osoby. Celestyn, masz jakiś kontakt z kimś bliskim kto już nie żyje? Kogoś, z kim te relacje - żona, siostra, kolega i jego ojciec - były jakoś połączone?
Mnie przechodzą ciarki od tej rozmowy. Czyli te wiadomości to jakby ktoś znał te osoby od środka i wiedział co im powiedzieć? To jest naprawdę niesamowite. Albo straszne. Albo jedno i drugie.
Zatrzymajcie się na chwilę. Zanim pójdziemy w kierunku duchów znających czyjeś tajemnice - jest prostsze wyjaśnienie tej spójności. Celestyn zna te osoby. Zna ich sytuacje. Jego podświadomość podczas snu może przetwarzać to co wie i generować komunikaty, które brzmią trafnie, bo są zbudowane z realnej wiedzy. To nie wymaga nadprzyrodzonego tłumaczenia. Celestyn, czy te rzeczy które 'powiedziałeś' każdej z tych osób - czy to było coś czego mogłeś się domyślać na podstawie normalnych rozmów?
No właśnie, bo ten monolog do żony o jej matce to już nie jest coś co można tłumaczyć podświadomością. Skąd podświadomość miałaby te konkretne rzeczy? Chyba że Celestyn pamięta te dawne rozmowy i jakoś je przetwarza. Ale to by znaczyło że w nocy jest jakimś medium dla tej konkretnej osoby, nie?
Celestyn, musisz zapytać żonę o szczegóły tego monologu. Konkretnie - czego dotyczyły te rzeczy o jej matce? Czy to były rzeczy które żona ci wcześniej opowiadała, nawet dawno, nawet mimochodem? Czy może coś czego ona sama ci nigdy nie mówiła?
Przepraszam że wchodzę, ale mam pytnaie - czy żona nagrała ten monolog albo chociaż coś zapisała? Bo jakby miała nagranie to byłby dowód że to naprawde Celestyn mówił, no i byłoby wiadomo dokładnie co.
To spotkanie z żoną to jest chyba najważniejszy krok jaki teraz możesz zrobić. Będę ciekawa co z niego wyjdzie. I to pytanie Lucydy jest naprawdę ważne - czy cokolwiek z tego monologu to były rzeczy których nie mogłeś wiedzieć.
Celestyn, jedno jeszcze - co czujesz rano kiedy słyszysz od tych osób co mówiłeś? Czy jest jakaś reakcja emocjonalna, jakiś cień rozpoznania, czy kompletna pustka? Bo to też jest ważna informacja o tym z czym mamy do czynienia.
To déjà vu przy koledze i ta reakcja fizyczna przy żonie to nie są przypadkowe. Jedno i drugie sugeruje że jest jakaś pozostałość, nie pełna pamięć, ale ślad. Pytanie brzmi - ślad czego dokładnie. Rasphul, ty masz więcej doświadczenia z takimi przypadkami - czy znasz sytuacje gdzie osoba jest nośnikiem przekazu i zachowuje fragmenty?
Albo że to faktycznie jest jego własna podświadomość i te fragmenty pamięci są właśnie dowodem na to, że sam to robi podczas snu. Nie mówię że tak jest. Mówię że ta interpretacja też pasuje do déjà vu i reakcji fizycznej. Celestyn, kiedy to spotkanie z żoną?
Ja tylko chce powiedzieć że czekam na ten update po rozmowie z żona. Bo to co ona powie o tym monoloug może dużo wyjaśnić albo kompletnie wszytko skomplikować. Celestyn, daj znać jak już porozmawiacie, dobeze?
Rozmawialiśmy. Siedziałem i słuchałem żony przez prawie godzinę. Ona mówiła, ja zapisywałem. Nie wiem jak to opisać inaczej niż - to nie były moje słowa. To znaczy moje, bo z moich ust wyszły, ale treść... Mówiłem jej o kłótni jej matki z siostrą, o której żona nigdy mi nie wspominała. Mówiłem o konkretnym przedmiocie, który matka chciała zostawić córce, a rodzina to zignorowała po śmierci. Żona wybuchła płaczem jak o tym mówiłem. Powiedziała że to była jej największa ukryta pretensja do rodziny i że nikomu o tym nie mówiła. Nikomu. Włącznie ze mną.
Poczekaj - ona to potwierdziła wprost, że tobie nigdy tego nie mówiła? Żadnej aluzji, żadnej rozmowy przy kolacji po kilku kieliszkach, nic?
