Historia miejsca jest tu naprawdę istotna. Ale chcę dopytać o jedną rzecz, bo to mi nie daje spokoju - Habbia, czy te zjawiska zaczęły się od razu jak się tu wprowdziłaś, czy dopiero po jakimś czasie?
Ten opóźniony start jest ciekawy. U mnie z przedmiotami było podobnie - najpierw nic, a potem nagle jakby coś się przebudziło. Jakiś czas musi minąć zanim energia miejsca oswoi się z nowym człowiekiem, albo na odwrót.
To jest bardzo ważna obserwacja. Cisza i samotność otwierają zupełnie inaczej. Nie mówię, że to tłumaczy wszystko, ale zmysły działają inaczej, gdy nie masz wokół siebie codziennego szumu drugiego człowieka.
Ale też w wielu opisach takich zjawisk pojawia się właśnie ten wątek - samotność jako stan, w którym takie rzeczy zaczynają być dostępne. Jakby pewne energie łatwiej nawiązywały kontakt z osobą, która jest otwarta i nierozproszona.
To co mówisz o spokoju mnie zastanawia. Bo to jest dość specyficzna reakcja - nie strach, nie niepokój, właśnie spokój. Habbia, czy masz jakieś skojarzenia z kotami w ogóle? Lubisz je, boisz się, obojętna jesteś?
To nie brzmi dziwnie wcale. Twoje nastawienie do kotów jako takich może mieć znaczenie. Coś, co nas nie przeraża z założenia, nie uruchamia defensywnej reakcji, a przez to odbieramy to wyraźniej.
Ale chwila - czy to nie jest przypadkiem zbyt proste? Lubię koty, więc duch kota do mnie przychodzi? Mam wrażenie, że trochę za szybko to poskładaliśmy w całość.
To jest właśnie pytanie, które powinniśmy sobie zadać zanim pójdziemy dalej. Mruczenie i ocieranie to koci wzorzec, ale czy to znaczy, że to KOT? Czy może coś, co przyjęło taką formę bo to forma znana temu miejscu?
Miałam kiedyś podobną sytuację z mieszkaniem babci - czuło się wyraźnie obecność, ale forma była... niejednoznaczna. Dopiero jak zaczęłam drążyć historię miejsca, okazało się, że to co czułam odpowiadało czemuś bardzo konkretnemu. Habbia, naprawdę porozmawiaj z tą sąsiadką.
Dobra, przekonałyście mnie. Wpadnę do pani Krysi. Tylko co dokładnie mam próbować od niej wyciągnąć? Sama historia kota, czy coś jeszcze o tym panu?
O panu też. Ile tu mieszkał, jak się nazywał, kiedy przestał - i co się stało z kotami. Czy który zdechł w domu, czy oddał, czy może coś było z nim nie tak. Każdy szczegół może się okazać ważny albo zupełnie nieważny, ale nie wiesz tego zanim nie zapytasz.
Ja bym jeszcze zapytała o to, czy on sam był przywiązany do tych kotów. To znaczy - czy to były dla niego ważne stworzenia, czy po prostu mieszkały w tle. Bo jeśli ktoś żyje długo z kotem i bardzo go kocha, a potem umiera, to intuicyjnie rozumiem dlaczego ta energia mogłaby zostać. Ale to tylko moje myślenie na głos, nie twierdzę że tak jest.
Można by to też sprawdzić zostawiając jakiś fizyczny predyktor - miskę z wodą albo kawałek materiału w miejscu gdzie najczęściej czujesz to ocieranie. Jeśli poziom wody spada albo materiał jest jakoś inaczej ułożony rano, to coś fizycznie tam jest.
Ja miałam kiedyś etap, że szukałam takich 'dowodów' i to był błąd, bo zaczęłam wszystko nadinterpretować. Szklanka przesunięta o centymetr, bo pewnie coś, kot sąsiadów przez ścianę - duch. Habbia, lepiej idź z czymś bardziej bezpośrednim, czyli właśnie ta rozmowa z sąsiadką.
I jeszcze jedno zanim pójdziesz do pani Krysi - postaraj się zapamiętać dokładnie gdzie to się dzieje. Która pora dnia, które miejsce w mieszkaniu, co robiłaś tuż przed. Bo po rozmowie z sąsiadką możesz nagle zacząć łączyć kropki i wtedy te szczegóły będą ważne.
O, to świetna rada z tym zapisywaniem! Habbia, może nawet zacznij robić notatki już teraz, przed wizytą? Żeby mieć to czarno na białym jak coś sobie przypomnisz? Naprawdę się cieszę że tu piszesz bo ta historia jest niesamowita, czekam co sąsiadka powie 🙂
Zanim wszyscy skupimy się na sąsiadce - chcę wrócić do czegoś. Habbia mówiła, że to się zaczęło rok, może półtora po wprowadzeniu. To dość specyficzny czas. Czy ktoś brał pod uwagę, że to mogło się zacząć nie wtedy gdy coś 'się przebudziło', ale wtedy gdy Habbia zaczęła być na to gotowa? Bo to dwie zupełnie różne rzeczy i mają inne implikacje.
Chodzi mi o to, że są dwie różne rzeczy: zjawisko, które istnieje od dawna i czeka aż ktoś je zauważy, oraz zjawisko, które zaczyna się manifestować dlatego, że konkretna osoba osiągnęła pewien próg wrażliwości albo otwarcia. W pierwszym przypadku pytasz: co tu było? W drugim pytasz: co się zmieniło we mnie? I to nie jest to samo pytanie, bo prowadzi do zupełnie innych tropów.
Dobra, czyli rozumiem tak: mam zapytać panią Krysię o historię kota i pana, ALE też zastanowić się co rok, półtora temu się u mnie zmieniło? Tylko szczerze - nie pamiętam żadnego przełomowego momentu z tamtego okresu. Był przeprowadzka, praca, codzienna rutyna.
A przeprowadzka to był duży stres? Pytam bo w numerologii zmiana miejsca zamieszkania często oznacza otwarcie na nowe cykle energetyczne. Nie musisz pamiętać konkretnego zdarzenia - czasem samo wejście w nową przestrzeń robi swoje po pewnym czasie, jakby organizm potrzebował roku żeby się zaaklimatyzować na głębszym poziomie.
Poczekajcie, bo znowu trochę za szybko idziemy. Habbia, te odczucia - mruczenie i ocieranie - czy one są codziennie? Raz na tydzień? Bo jeśli to nieregularne, to może jednak warto sprawdzić czy nie ma jakiegoś zewnętrznego rytmu, pora roku, pora dnia, coś takiego.
Mam pytanie może trochę z boku, ale wydaje mi się ważne. Habbia, jak ty sama to czujesz - to jest przyjemne, neutralne czy jest w tym jakiś niepokój? Bo jeśli chodzi o energie i czakry, to ciało bardzo konkretnie reaguje na to czy coś jest dla nas bezpieczne. Co czujesz fizycznie kiedy to się dzieje?
To chyba jeden z ważniejszych sygnałów w tej całej rozmowie. Reakcja ciała jest często lepsza wskazówką niż próba logicznego poukładania zjawiska. Habbia, czy to uczucie ciepła jest zawsze w tym samym miejscu ciała, na nogach, na rękach, czy różnie?
A słyszysz to mruczenie jednocześnie z ocieraniem, czy to są dwa oddzielne zdarzenia? Bo zastanawiam się, czy to zawsze jest 'pełny pakiet' czy czasem jedno bez drugiego.
To co mówisz o mruczeniu oddzielnie - to mnie zastanawia. Bo jak u babci miałam tę swoją sytuację, to właśnie dźwięk przychodził jakby niezależnie od reszty. Jakby obecność 'komunikowała się' inaczej niż tylko przez dotyk. Nie wiem jak to ująć, ale mruczenie osobno brzmi dla mnie jak... bardziej aktywny sygnał?
Oj to jest naprawdę ciekawa rozmowa! Habbia, czy próbowałaś kiedyś odpowiedzieć na to mruczenie? To znaczy pogłaskać powietrze tam gdzie czujesz ocieranie? Ciekawa jestem co by się stało 🙂
Jeśli to co opisujesz jest prawdziwe, to ta reakcja na dotyk jest akurat bardzo spójna z tym co wiemy o przywiązaniu zwierząt do konkretnych gestów. Ale mnie bardziej interesuje coś innego - czy to się dzieje w tym samym miejscu mieszkania za każdym razem? Czy 'wędruje'?
