Kanapa i droga do kuchni, to są klasyczne miejsca gdzie koty spędzają czas. Jeśli ten pan miał koty przez lata, to tam właśnie by były ich ulubione trasy. To bardzo pasuje do siebie. Habbia, idź do tej sąsiadki jak najszybciej, bo mam wrażenie że ona może mieć odpowiedź na połowę pytań z tej rozmowy.
Dobra, to chyba czas podjąć działanie. Jutro pukam do pani Krysi. Trochę mi głupio bo właściwie nigdy za bardzo nie rozmawiałyśmy, ale wymyślę jakiś pretekst. Zastanawiam się tylko jak to ugryźć - czy powiedzieć wprost że coś słyszę i czuję, czy najpierw delikatnie zapytać o poprzedniego lokatora?
Ja bym powiedziała wprost. Ludzie starsi często dobrze reagują na szczerość w takich tematach, szczególnie jeśli sami przeżyli różne rzeczy. A poza tym - jeśli ona coś wie o tym kocie i panu, to półsłówka jej nic nie dadzą. Musisz jej pokazać że traktujesz to poważnie, nie że zbierasz plotki.
Kościół to niekoniecznie problem. Mnóstwo ludzi wierzących ma swoje doświadczenia z tym co nie daje się wytłumaczyć i całkiem sensownie to sobie układa w głowie. Ale faktycznie bym nie zaczynała od słowa 'duch'. Można zapytać o poprzedniego lokatora jako sąsiada - że słyszałaś że długo tu mieszkał, że jesteś ciekawa historii mieszkania. I zobaczyć jak ona odpowiada.
A może w ogóle za bardzo komplikujemy ten temat z wizytą? Pójdź, zagadaj, zobaczymy co się okaże. Ale mnie bardziej zastanawia co Habbia zrobi z tą informacją jak ją zdobędzie. Dobra, był kot, był pan, oboje odeszli. I co wtedy? Jest jakiś plan?
Szczerze? Nie chcę tego kończyć. To znaczy... gdyby to było nieprzyjemne to tak, ale tak jak jest, to mi to właściwie nie przeszkadza. Chcę raczej wiedzieć co to jest. I może... nie wiem, czy to głupio brzmi, ale żeby ta obecność też wiedziała że ją czuję i że to jest okej.
To nie brzmi głupio, to brzmi bardzo ciepło! Jak myślisz, czy ona w ogóle może wiedzieć że ty ją czujesz? Znaczy - czy duch zwierzęcia ma taką świadomość? Bo to by tłumaczyło dlaczego to mruczenie było głośniejsze jak go głaskałaś 🙂
Tu wchodzimy w temat który jest mocno niejednorodny nawet w literaturze ezoterycznej. Część tradycji mówi że zwierzęta po śmierci zostawiają coś w rodzaju śladu energetycznego przywiązanego do miejsca, bez pełnej świadomości. Inne mówią że to świadoma obecność. Nie ma jednej odpowiedzi. Ale ta reakcja na dotyk którą opisujesz Habbia - to ciekawy detal. Czy to głośniejsze mruczenie pojawiało się od razu, w tej samej chwili co dotyk, czy z pewnym opóźnieniem?
Kalendarze księżycowe można sprawdzić online za dowolną datę, to nie problem. Ale Habbia, powiedz mi jedno - mam wrażenie że przez całą tę rozmowę jesteś bardzo spokojna w stosunku do tego czego doświadczasz. Czy to jest twój naturalny temperament czy to spokój który przyszedł z czasem, bo na początku może było inaczej?
To co mówisz o tym że stało się częścią wieczoru - u mnie z moją sytuacją u babci było podobnie. Najpierw uwaga na każdy detal, potem to się jakby normalizuje. Ale mam jedno pytanie które mi chodzi po głowie od dłuższego czasu w tej rozmowie: czy pani Krysia w ogóle wie że ty tu teraz mieszkasz, czy raczej trzymacie dystans? Bo od tego zależy czy wizyta będzie naturalna czy jednak trochę dziwna.
Może zamiast wpadać bez zapowiedzi to wrzuć kartkę do skrzynki albo zapukaj i powiedz że masz krótkie pytanie o mieszkanie, że chcesz wiedzieć coś o historii lokalu bo myślisz o jakichś zmianach. Ludzie chętniej otwierają drzwi jak jest konkretny powód. I wtedy sama zobaczysz czy jest otwarta na rozmowę czy nie.
Słuchajcie, mam wrażenie że bardziej planujecie tę rozmowę z panią Krysią niż ja 🙂 Ale na serio - to mi pomaga, bo sama bym pewnie zastygła przed drzwiami i nie wiedziała jak zacząć. Mam jeszcze jedno pytanie do was wszystkich: a gdyby się okazało że żadnego kota nie było? Że to zupełnie coś innego? Czy ktoś ma jakąś teorię alternatywną?
A no właśnie, bo przez całą rozmowę wszyscy zakładamy że to duch kota, a może to wcale nie jest zwierzę? Jakieś ślady energetyczne człowieka mogą chyba też dawać odczucia fizyczne, nie? Arbogi, bo ty się na tym znasz - czy da się odróżnić ślad energetyczny człowieka od zwierzęcia?
To co mówisz o spokoju bardzo do mnie przemawia. Energetyczne ślady miejsc po ludziach rzadko dają taki efekt - częściej zostawiają jakiś emocjonalny naddatek po tym co się tam przeżyło. Spokój jest dla mnie mocnym argumentem za tym że to jednak zwierzę. Koty właśnie to dają - tę konkretną ciszę bez oczekiwań.
A wracając do tego co mówiłam o wzorcu - Habbia, sprawdziłam w kalendarzu księżycowym te ostatnie tygodnie. Jeśli to było kilka dni temu i wieczorem, to może pasować do fazy rosnącej. Wiesz mniej więcej który to był dzień tygodnia?
To by pasowało - środa-czwartek ostatnio to był księżyc rosnący, zbliżał się do pierwszej kwadry. Niekoniecznie wyciągam z tego wielki wniosek, ale gdybyś mogła przez następny miesiąc notować kiedy to się pojawia, mogłabyś zobaczyć czy jest jakaś regularność. Nawet w notatniku na telefonie, żeby data i godzina były.
Mam pytanie do Habbi, które mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu w tej rozmowie: czy ta obecność zawsze pojawia się w tym samym miejscu w mieszkaniu? Tzn. czy to zawsze kanapa, czy zdarzyło się coś w sypialni, przy oknie, gdzieś przy drzwiach?
Pytam bo jeśli to jest związane z miejscem, a nie z tobą, to koncentracja w jednym obszarze miałaby sens - miejsca gdzie kot spędzał czas zostawiają silniejszy ślad. Kanapa to klasyczne miejsce dla kota. Ale to przy oknie mnie ciekawi - koty lubią okna. Może to nie jest jeden ślad, tylko kilka punktów?
To rozróżnienie które robisz jest ważne. Doświadczenia dotykowe i słuchowe są zazwyczaj bardziej stabilnym śladem niż wzrokowe. To co widać kątem oka to może być zupełnie oddzielna kwestia - przeciążenie wzrokowe, zmęczenie, albo po prostu inny rodzaj wrażliwości który u ciebie się ujawnia wieczorami. Nie wkładałbym tego do jednego worka z mruczeniem.
Albo to jest właśnie moment w którym kot próbował się pokazać i nie do końca mu wyszło. Słyszałam że manifestacje wzrokowe wymagają więcej energii niż dotykowe i dlatego są rzadsze i mniej wyraźne. Może to jest kwestia czasu.
Intuicyjnie... rozdzielam. Nie wiem czemu, ale to przy oknie czułam inaczej. Mruczenie i dotyk są jakieś - nie wiem jak to powiedzieć - bliskie? Przy oknie to było takie przelotne, zewnętrzne. Jakby coś co mnie minęło, a nie coś co do mnie przyszło.
To rozróżnienie które robisz ma sens energetycznie. Coś co jest 'twoje' i coś co jest 'z zewnątrz' to nie musi być ta sama sprawa. Habbia, czy okno w tym mieszkaniu jest od strony ulicy czy podwórka?
Bo zastanawiałam się czy to co było przy oknie może być zupełnie niezwiązane z kotem - coś przechodzącego, nie mieszkającego. Podwórka starych kamienic mają swoje własne... warstwy. Ale to może być za duże odejście od tematu, nie chcę mieszać.
Nie, myślę że warto to powiedzieć. Sama miałam kiedyś podobnie - coś regularnego w środku domu i coś jednorazowego przy oknie i to były dwie zupełnie różne energie. Tej od okna nigdy nie udało mi się zidentyfikować. Po prostu znikła. Habbia, to przy oknie powtórzyło się jeszcze?
Właśnie to powtarzalność czyni to wiarygodnym. Jednorazowe zjawiska można tłumaczyć wszystkim - zmęczeniem, złudzeniem. Ale kiedy to się powtarza w podobnych okolicznościach, to już trudniej to zbagatelizować. Habbia, czy mruczenie i dotyk zawsze pojawiają się razem, czy zdarzyło się mieć tylko jedno bez drugiego?
To jest ciekawe. Jeśli dotyk jest bazowy, a mruczenie pojawia się tylko przy intensywniejszych zdarzeniach, to sugerowałoby że mruczenie wymaga jakiegoś dodatkowego czynnika - albo ze strony źródła, albo ze strony odbierającej. Pytanie do Habbi: czy pamiętasz żebyś była w innym stanie podczas zdarzeń z mruczeniem? Bardziej zrelaksowana, senniejsza, coś w tym rodzaju?
Nie koniecznie jedno albo drugie. Twój stan może obniżać próg odbioru, a nie tworzyć zjawisko od podstaw. Różnica jest istotna - jeśli to drugie, to mruczenie i dotyk są realne, tylko odbierasz je lepiej kiedy jesteś spokojna. To by zresztą tłumaczyło dlaczego dzieci i zwierzęta podobno częściej takie rzeczy zauważają.
