Dziewczyny (i chłopaki), muszę to komuś napisać bo zaczynam myśleć że tracę rozum. Od jakichś trzech tygodni czuję bardzo wyraźny dotyk na prawym ramieniu. Nie jak mrowienie czy dreszcz, tylko naprawdę jak czyjaś dłoń - ciepła, lekko uciskająca. Zawsze z prawej strony, zawsze o podobnej porze, między 21 a 22. Nigdy nic nie widzę. Żadnej sylwetki, cienia, nic. Mój kot też wtedy dziwnie się zachowuje, siada naprzeciwko pustego krzesła i wpatruje się w nie bez mrugania. Miałam kiedyś podobne doświadczenia jako dziecko w domu babci, ale tam przynajmniej raz widziałam zarys postaci przy drzwiach. Tutaj nic. Czy ktoś spotkał się z czymś takim, że duch jakby nie ma siły żeby się pokazać, ale dotyk jest?
o matko, czytam to i mi ciarki po plecach. u mnie bylo cos podobnego rok temu, tez dotyk ale na glowie, jakby ktos gladzil po wlosach. nigdy nic nie widzialam, ale bylo poczucie ze ktos stoi za mna. pytanie do ciebie - czy w tym miejscu gdzie teraz mieszkasz cos sie kiedys wydarzylo? albo czy ktos bliski ci zmarl? bo mi sie wydaje ze to roznica czy to duch miejsca czy ktos kogo znałas
Opisujesz coś, co w tradycji spirytystycznej nazywa się kontaktem sensorycznym bez manifestacji wizualnej. To wcale nie musi oznaczać, że 'duchowi brakuje mocy', jak to często się ujmuje. Dotyk jest jedną z najłatwiejszych form kontaktu dla istot niematerialnych, bo nie wymaga skupienia energii w jednym miejscu przestrzennym. Materializacja wizualna to zupełnie inny rodzaj wysiłku energetycznego. Powiedz mi - czy czujesz przy tym jakąś emocję? Coś jak spokój, smutek, niepokój?
hej! ja tez przechodzilem przez cos takiego i od razu myslalem ze to duch bliskiej osoby. ale potem sie okazalo ze to moglo byc co innego. mam pytanie, czy to zawsze w tym samym miejscu w mieszkaniu czy roznymi? bo podobno duchy miejsca dzialaja w konkretnym punkcie, a duchy ludzi chodza za czlowiekiem
zaraz zaraz. słuchajcie, nie mówię że to na pewno nie jest żaden duch, ale czy ktoś sprawdzał przyziemne wyjaśnienia? stres po stracie mamy, fotografie które wywołały silne emocje, konkretna godzina (czyli prawdopodobnie podobna pora dnia, podobne zmęczenie i napięcie) - to wszystko razem może powodować bardzo wyraźne sensoryczne złudzenia. mózg potrafi generować dotyk ze sporą precyzją. nie mówię żeby od razu rezygnować z szukania paranormalnych przyczyn, ale najpierw warto wykluczyć to co tłumaczalne
Chcę tu wrócić do pytania Lutobora, bo to ważne. Ulka, napisałaś że fotografie mamy pojawiły się niedługo przed tymi odczuciami. Jakie emocje towarzyszą temu dotykowi w momencie gdy go czujesz? Czy to coś spokojnego, czy raczej niepokojącego? Pytam bo to dużo mówi o naturze kontaktu. Jeśli to jest spokój albo nawet coś ciepłego, to jest duże prawdopodobieństwo że ta obecność nie ma złych intencji. Coś próbuje dać znak, ale na razie tylko tyle ile może.
numerologicznie to bardzo ciekawe! mama odeszła wiosną, teraz mamy jesień, to jest czas kiedy zasłona między światami jest cienka. dodatkowo prawe ramię to strona aktywna, yang, strona działania - duch który dotyka z prawej strony chce ci coś przekazać, popychać cie do jakiegoś działania. czyżby mama miala coś niezałatwionego, jakąś sprawę do ciebie?
przepraszam że sie wtrącam ale mam może głupie pytanie - skąd wiadomo że to dotyk a nie np. problem neurologiczny? bez urazy, pytam serio. bo czytalem gdzies ze niektore zaburzenia czucia daja podobne objawy
o kurczę, ja się boję nawet czytać to w nocy, ale właśnie te łzy które nie są twoje brzmią dla mnie jak coś bardzo konkretnego. mam wrażenie że jak czytam o duchach bliskich to właśnie tak bywa - nie straszą, tylko jakoś smutnieją obok ciebie. moja babcia zanim umarła mówiła że jak ktoś umrze to jeszcze przez jakiś czas chodzi i pilnuje. może mama po prostu sprawdza czy dajesz radę?
czytam i mam pytanie bo jestem tu nowy w tematyce duchow. czy istnieja jakies przedmioty ktore pomagaja w takim kontakcie? slyszalem o krysztale ale nie wiem czy to prawda czy tylko mit z filmów
słuchajcie a ja mam takie skojarzenie - Ulka napisała ze to zaczelo sie po fotografiach mamy. moze to zdjecia jakos przyciagnely jej energię? gdzies czytalam ze stare fotografie moga byc nośnikiem energii osoby. czy te zdjecia sa teraz w tym samym pokoju gdzie czujesz ten dotyk?
To jest kluczowy szczegół. Stałe miejsce, stałe źródło energii. Ulka, nie ruszaj tych fotografii na razie, chyba że same odczucia staną się dla ciebie ciężkie do zniesienia. Jeżeli to jest kontakt, to obecność jest zakorzeniona w tym miejscu, w tym przedmiocie, i prawdopodobnie ma jeden cel - żebyś wiedziała że jest. Próba materializacji wizualnej wymaga znacznie więcej, i nie każdy duch tego potrafi albo chce.
dobra wracam bo musiałem sprawdzić coś w notatkach. Ulka, masz zdjęcia mamy na komodzie i tylko w salonie czujesz dotyk - to jest superważne. jak u mnie było coś podobnego, to zjawisko bylo związane z konkretnym miejscem gdzie osoba najczęściej przebywała. czy twoja mama często siedziała w tym salonie? bo to mogłoby wiele wyjaśniać
tak, mama uwielbiała siadać właśnie w salonie, miała swoje ulubione miejsce na kanapie. i to właśnie na tej kanapie ja teraz siadam i właśnie tam czuję ten dotyk. wcześniej jakoś nie łączyłam tych faktów razem ale teraz jak piszę to dosłownie mi ciarki przeszły
to jest bardzo istotna informacja. miejsce długo nasycone czyjąś obecnością, codziennymi nawykami, emocjami, może przez lata budować coś w rodzaju energetycznego śladu. to nie musi być nawet świadomy kontakt ze strony mamy, czasem miejsca po prostu 'pamiętają'. czy siadasz na tej kanapie o podobnych porach? wieczorem, rano?
wieczorami głównie. po pracy, jak jest już cicho. może to dlatego że wtedy jestem bardziej… otwarta? nie wiem jak to nazwać. za dnia w pracy nic takiego nie czuję oczywiście
wieczorne wyciszenie to rzeczywiście moment gdy bariera między naszym codziennym trybem a głębszą percepcją jest cieńsza. to nie jest żaden mistycyzm, to po prostu fizjologia uwagi. ale w tym kontekście - Ulka, proszę żebyś spróbowała jutro wieczorem po prostu powiedzieć głośno, niekoniecznie modlitwą, zwykłymi słowami, że jesteś tu i słuchasz. i potem zostań z ciszą przez chwilę. bez oczekiwań
okej ale zaraz. siedzisz wieczorami zmęczona po pracy, na kanapie, w ciszy, myślisz o mamie, masz jej zdjęcia przed oczami i dziwisz się że czujesz coś specyficznego? to nie zarzut, naprawdę, ale mówię wprost: ludzki mózg w takich warunkach potrafi generować odczucia dotyku z niczego. to się nazywa pareidolia sensoryczna i to jest całkowicie normalne po stracie bliskiej osoby
no właśnie ciekawy spór tu macie ale chcę dorzucić coś od siebie. czytałem że czakra serca po utracie bliskiej osoby robi się bardzo czuła, jakby bardziej przepuszczalna. i może właśnie dlatego Ulka odbiera coś czego wcześniej nie czuła, bo żałoba otworzyła ją na inny rodzaj percepcji. to by tłumaczyło dlaczego przez trzy lata nic i nagle to. nie musimy od razu zakładać że to niemożliwe
to co mówi Anastazy ma sens w szerszym kontekście. żałoba zmienia sposób w jaki ludzie doświadczają przestrzeni i czasu, to jest udokumentowane nawet poza ezoteryką. ale wracając do sedna sprawy - Ulka, jeszcze jedno pytanie. czy te łzy które poczułaś po dotyku, pojawiły się od razu? czy może po chwili, jakby z opóźnieniem?
to co opisujesz z tymi łzami z opóźnieniem przypomina mi coś o czym czytałam w kontekście przekazów. jakby informacja musiała przejść przez kilka warstw zanim trafi do świadomości. najpierw ciało czuje, potem emocja, potem rozum zaczyna to przetwarzać. sekwencja jest tu podobna
o tak, to jest bardzo typowy schemat dla kontaktu z wyższymi wibracjami! najpierw fizyczne, potem emocjonalne, to jest kolejność od gęstszego do subtelniejszego. Ulka masz naprawdę klasyczny przypadek
klasyczny przypadek czego? przepraszam, ale to zdanie nie znaczy nic konkretnego. każde ludzkie doświadczenie można dopasować do 'klasycznego schematu' jeśli schemat jest wystarczająco ogólny. ciało reaguje przed rozumem, tak działa układ nerwowy, to neurologia a nie nic nadprzyrodzonego
hej, mam inne pytanie do całej grupy bo mnie to nurtuje. Ulka powiedziała że dotyk jest ciepły i spokojny. ale skąd wiemy jak powinien czuć się dotyk ducha? czy macie jakieś źródła, świadectwa, cokolwiek konkretnego? bo zauważam że w tej rozmowie dużo się zakłada bez podstaw
to jest dobre pytanie i chętnie odpiszę. w tradycjach które znam, doznania kontaktu są bardzo różne i zależy to od kilku czynników: od tego czy duch jest zakorzeniony w miejscu czy przyszedł intencjonalnie, od czasu jaki upłynął od odejścia, od emocjonalnej więzi za życia. ciepłe odczucie przy spokojnym kontakcie jest opisywane w wielu relacjach jako charakterystyczne dla kogoś kto chce zapewnić a nie niepokoić. ale to nie jest żadna gwarancja czegokolwiek, to tylko wzorzec
a te kryształy co pytałem wcześniej to nikt nie odpowiedział. czy to w ogóle działa przy takich sytuacjach jak Ulki?
wracam do tego co powiedziała Wieszczka, bo to ważne. Ulka, ta sekwencja którą opisałaś, dotyk potem emocja potem łzy, brzmi jak coś co nie miało na celu przestraszyć ani zaszokować. jeśli to kontakt, to jest to kontakt ostrożny. może ta obecność też się uczy jak do ciebie dotrzeć?
