Kurcze, to co teraz napisała Lechosława i Martynka_W to jest hyba najważniejszy wątek w tej dyskusji. Że ten sam wzorzec który blokuje czakrę może być też wzorcem psychicznym. Czy to oznacza że praca z czakrą bez pracy z tym wzorcem na poziomie psychologicznym nie przyniesie trwałego efektu? Tak to rozumiem?
To co napisała Lechosława i Martynka_W - że ten sam wzorzec blokuje czakrę i jest wzorcem psychicznym - to mnie trafia bardzo mocno. Ale mam pytanie: czy w takim razie praca tylko z psycholożką wystarczy żeby czakra się odblokowała sama z czasem? Czy koniecznie trzeba robić obie rzeczy równolegle?
no wiesz, na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, różni praktycy mają różne zdania. Moja obserwacja po kilku latach: praca psychologiczna i energetyczna mogą się wspierać ale żadna nie zastępuje drugiej automatycznie. Znam osoby które latami były w terapii i czakry nadal zablokowane, i osoby które robiły tylko energetykę i emocjonalnie chodziły w kółko. Najczęściej jednag jedno odblokowanie pomaga drugiemu ruszyć.
Ale skąd w ogóle wiadomo że jedno pomaga drugiemu? To chyba bardzo trudno odróżnić, bo zmieniasz dwie rzeczy naraz i nie wiesz co zadziałało.
I tu doceniam szczerość bo przynajmiej nie ma "energetyka uzupelnia terapię i vice versa" bez żadnego oparcia. To co mówi Klatwa jest uczciwe - obserwacja, nie twierdzenie. Na tym forum to rzadkość.
Wracając do pytania Lechosławy o forsowanie w medytacji i do tego co wyszło w tej dyskusji - mam wrażenie że gdzieś po drodze zgubiłyśmy jeden ważny wątek z początku. Czy to znieczulenie emocjonalne po tych intensywnych sesjach nadal trwa, czy coś się zmieniło od kiedy piszesz ten wątek?
Trochę lepiej szczerze mowiąc. Po tej rozmowie spróbowałam inaczej podejść do medytacji, bez tego nacisku żeby coś poczuć. Siedziałam i po prostu oddychałam w kierunku serca, bez oczekiwań. I zamiast nic, poczułam takie... ściśnięcie? Nie wiem czy to dobry znak czy zły ale coś było.
Ściśnięcie to sygnał, nie diagnoza. Może to blokada, może wzruszenie które zaczyna wychodzić, może napięcie mięśniowe bo siedzisz w nienaturalnej pozycji. Nie interpretuj tego od razu jako coś konkretnego, po prostu odnotuj i obserwuj czy wraca, czy zmienia się przez kolejne sesje.
Dobra, a ja wracam do swojego tematu bo tu cały czas mówi się o niedoczynności, a moje pytanie wisi w powietrzu. Ten nadmiar emocji, to wylewanie się - jeśli Anahata jest nadaktywna a nie zablokowana, to inne techniki? bo czytałam gdzieś że do nadaktywnej nie stosuje się tych samych mantr co do zamkniętej.
To jest właśnie to pytanie na które uczciwa odpowiedź brzmi: trudno to rozróżnić samodzielnie, szczególnie w środku trudnego okresu. Emocje są informacją ale nie zawsze mówią o czakrach. Czasem po prostu masz trudny czas. Nie każde przeżycie emocjonalne to blokada lub nadczynność - to jest mit który bardzo łatwo się wkrada w takie dyskusje. zobaczymy
No ale przecież emocje i czakry są ze sobą powiązane więc skąd to wyraźne rozgraniczenie że "albo trudny czas,albo czakra"? ^^ Czy to nie może być jedno i drugie jednocześnie?
Właśnie to jest coś z czym sama się zmagam - jak ustalić tę kolejność. Bo jak mi jest źle emocjonalnie to najbardziej chce mi się robić medytację i pracę z czakrami, bo to daje poczucie że coś robię. A może właśnie wtedy powinnam najpierw po prostu posiedzieć ze sobą bez żadnych technik?
U mnie to wygląda tak że medytacja w trudnym momencie bywa ucieczką. Nie zawsze, ale bywa. Wiem po tym że wychodzę z niej "oczyszczona" ale za godzinę wszystko wraca tak samo mocno. To nie jest głęboka praca, to jest chwilowe oderwanie. I mam wrażenie że forsowana praca z czakrami może być właśnie tym - odwracaniem uwagi od czegoś co wymaga innego podejścia.
Ale czy nie ma czegoś wartościowego w tym chwilowym oderwaniu? Jak mi jest ciężko to wolę siedzieć na medytacji niż np. objadać się albo scrollować fejsa przez trzy godziny. Przynajmniej w tym czasie jestem z sobą, nawet jeśli nie do końca rozwiązuję problem.
ojej no, no dobra, ale wracam jeszcze do tego co Martynka napisała - że intensywna praca z czakrami w trudnym momencie może nie być odpowiednim momentem. to mnie zastanawia,bo jak nie wtedy, to kiedy? jak mi jest dobrze to przecież nie mam motywacji żeby cokolwiek grzebać w sobie energetycznie.
aaa, to jest naprawdę dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam. Bo z jednej strony logika podpowiada żeby pracować kiedy coś boli, a z drugiej może właśnie wtedy pole jest zbyt turbulentne żeby cokolwiek sensownie poczuć albo zobaczyć. Jak Lechosława próbowała na siłłę otworzyć serce w środku emocjonalnego chaosu to właśnie to się stało - nic albo ściśnięcie którego nie umiała zdekodować.
Ściśnięcie po odpuszczeniu nacisku jest znacznie bardziej wiarygodnym sygnałem niż cokolwiek co czujesz kiedy aktywnie czegoś szukasz. Samo w sobie nie mówi nic konkretnego, ale fakt że pojawiło się kiedy przestałaś wymuszać - to jest informacja. Obserwuj czy wraca w innych sytuacjach, nie tylko podczas medytacji
Hej, mam pytanie trochę z boku tej dyskusji - Lechosława na początku wątku wspominała o silnym polu energetycznym i o tym że może to właśnie przez to medytacje ją "rozbijają" bardziej niż innych. Czy ktoś miał doświadczenie z rozpoznawaniem własnego pola? Bo nigdy nie widziałam żeby ktoś to tu rozwinął a temat jest w tytule.
hmm, przepraszam, ale skąd wogóle wiadomo że ktoś ma "silne pole energetyczne"? Co to znaczy operacyjnie? Że intensywniej odczuwa? To może być poprostu wysoka wrażliwość emocjonalna, nadwrażliwość na bodźce sensoryczne, albo zwykly lek. Nie kloce się że cos takiego jak pole istnieje ale określenie "silne pole" brzmi jak wytłumaczenie z sufitu.
No Wizjoner jak zwykle rozbija na czynniki pierwsze ale trochę ma rację. Używamy tego terminu jakby wszyscy wiedzieli co znaczy. Ja rozumiem przez silne pole to że osoba wyraźnie wpływa na otoczenie, inni to czują, wahadełko nad taką osobą reaguje wyraźniej. Ale to nadal nie jest precyzyjna definicja.
Eee, właśnie nie wiem jak to opisać inaczej. Bioenergoterapeuta u której byłam powiedziała że moje pole jest "rozległe i żywe" i że to wymaga ostrożności przy pracy. Nie wiem czy to komplement czy ostrzeżenie 🙂 wzięłam to jako wyjaśnienie dlaczego te intensywne sesje mnie tak rozbijają.
Hm, to co opisuje bioenergoterapeuta jako "rozległe pole" może byc różnie interpretowane w zależności od szkoły. Nie twierdzę że to nieprawda ale warto się zapytać wprost: co konkretnie ta osoba przez to rozumie i jakie ma implikacje dla pracy. Bo "ostrożność przy pracy" to bardzo ogolna wskazówka z której trudno coś praktycznego wyciągnąć.
A ja chciałam zapytać - czy to "silne pole" to coś z czym się można urodzić czy to coś co się rozwija przez praktykę? Bo jakoś zawsze zakładałam że to drugie.
Dobra uwaga i zgadzam się że się to miesza. Myślę że warto wrócić do sedna pytania z tematu, bo ono jest naprawdę konkretne: czy przesada w medytacji może pogorszyć blokadę? Bo ta dyskusja zaczęła odpływać w kierunku definicji pola energetycznego i to jest osobny temat.
Na to konkretne pytanie - tak, myślę że może. I nie chodzi mi o jakąś energetyczną teorię, ale o coś prostszego: jeśli medytujesz intensywnie z pozycji lęku i kontroli, to te stany emocjonalne się wzmacniają podczas sesji. Blokada może nie tyle się powiększyć, co bardziej się utrwalić, bo ją aktywnie reinforcujesz niepokojem.
O, tego jeszcze w wątku nie było i to brzmi sensownie. Więc to nie jest kwestia "za dużo energii" tylko "zła jakość intencji podczas medytacji"? 🙁 Że to z jakim nastawieniem siadasz robi różnicę?
okej więc jak to przełożyć na praktykę? Bo ja też mam tendencję do siadania do medytacji z listą rzeczy do zrobienia w głowie, jakby to był obowiązek. Co konkretnie zmienić żeby nie wpaść w tę pułapkę forsowania?
