Hej, mam pytanie bo trochę mnie to gnębi od jakiegoś czasu. Medytuję już chyba z pół roku, skupiam się głównie na Anahata bo mam wrażenie że tam mam największy zastój, no i z relacjami u mnie krucho ostatnio. Ale jakoś tak z miesiąc temu wzięłam się za to z dużym rozmachem, codziennie po 45 minut, wizualizacje, mantry YAM, no wszystko. I zamiast lepiej, to mi jakby gorzej - poczułam się bardziej odcięta emocjonalnie niż wcześniej, takie wręcz znieczulenie. Zaczęłam się zastanawiać czy to możliwe, ze za dużo medytacji na jedną czakrę POGARSZA blokadę zamiast ją uwalniać?? Czy ktoś miał coś podobnego?
O, to bardzo interesujące co piszesz. U mnie kiedyś było podobnie z Manipurą, napierałam na nią intensywnie i zamiast poczucia mocy to mialam przez chwilę jakiś totalny marazm, jakby splot słoneczny się zamknął jeszcze bardziej. Mój bioenergoterapeutka mówiła mi że czakra przy zbyt intensywnej stymulacji może się niejako "cofnąć", jakby mechanizm obronny. Energia nie lubi być wpychana siłą. Może to jest ten przypadek?
To co opisuje Kunzyt.ka to nie jest jakiś mechanizm obronny czakry, to trochę naciągane sformulowanie. Bardziej prawdopodobne wyjasnienie jest takie że przy bardzo intensywnej pracy z jedną czakrą bez równoważenia pozostalych możesz zaburzyc cały przepływ. Anahata nie działa w oderwaniu, zależy od tego co dzieje sie w Manipurze i Vishuddha. Jeśli forsowałaś tylko serce a reszta siedziała zamknięta, to przepływ energii sie rozregulował a nie udrożnił. To dosyć klasyczny błąd początkujących przy pracy z czakrami. Mam pytanie, czy robiłaś też cokolweik z pozostalymi czakrami w tym czasie czy tylko Anahata?
właśnie to jest ciekawe pytanie bo słyszałam różne podejścia. Jednia mówią żeby zawsze zaczynać od dołu, od Muladhara i iść w górę, inni że najpierw pracuj z tym co boli. co ty o tym sądzisz Lipowa00? Bo sama nie jestem pewna które podejście ma sens.
Z mojego doświadczenia to zdecydowanie od podstawy. ^^ Jak nie masz uziemienia to żadna wyższa czakra nie bedzie działała stabilnie. Mam to zapisane w notatkach z sesji u bioenergoterapeuty - u mnie też był kiedyś zastój w Anahata i okazało się że korzeniowa była tak przymknięta że dosłownie nic nie mogło płynąć do góry. Bez względu na to ile bym wkładała energii w serce.
A skąd wiadomo że korzeniowa jest przymknięta a nie nadaktywna? pytam serio bo czytałam że i jedno i drugie daje podobne objawy lęku i takiego chaosu wewnętrznego. Sama niewiem jak to u siebie rozróżnić.
Przepraszam że wejdę z boku ale ten wątek z wahadełkiem to zawsze mnie trochę smieszy. Wahadelko obraca sie przez ideomotoryke, czyli podswiadome mikruchy miesni. Innymi słowy mierzysz swoje wlasne przekonania, nie jakiś obiektywny stan czakry. Nie mówię że praca z czakrami nie ma sensu ale diagnostyka wahadełkiem jako twarda metoda? Serio?
Hej, mogę zapytać głupie pytanie? Jak w ogole rozumieć to że medytacja może pogorszyć blokade? Myslalam ze medytacja zawsze pomaga. Jak ona miałaby zaszkodzić?
No właśnie sama chciałam zapytać bo sama zaczynam z tym wszystkim i trochę się teraz boje że narobię sobie biedy. Bo jak to - medytuję za dużo i będzie gorzej? Ile to jest za dużo? 45 minut codziennie brzmi dla mnie jak mega dużo ale może się mylę
To nie chodzi o to że medytacja szkodzi sama w sobie. Chodzi o to co sie robi podczas medytacji i z jaką intencją. Forsowanie jednego punktu przez długi czas, szczególnie gdy nie masz podstawowej równowagi w systemie, morze nasilić napięcie zamiast je rozluźnić. Trochę jak masowanie jednego miejsca tak mocno że się robi zasinienie. Technika i proporcje mają znaczenie. 45 minut codziennie samo w sobie nie jest złe, ale jeśli wszystkie 45 minut to próba "przebicia" jednej zablokowanej czakry to mogę rozumieć dla czego efekt był odwrotny od zamierzonego.
ojej no, ja słyszałam że są medytacje które przechodzą przez wszystkie siedem po kolei, od dołu do góry,po kilka minut na każdą. Próbowałam raz takiej z YouTube i faktycznie po niej czułam się inaczej niż po zwykłej medytacji skupionej na jednym miejscu. Trudno mi powiedzieć lepiej czy gorzej poprostu inaczej - mniej naładowana spokojniej.
Wracając do oryginalnego pytania - to znieczulenie emocjonalne które opisałaś to może być też po prostu naturalna faza procesu, nie koniecznie pogorszenie blokady. Ciało czasem najpierw się zamyka zanim się otworzy. Ile czasu minęło od kiedy to poczułaś? Jeśli to kilka dni to bym nie panikował, jeśli trwa tygodniami to faktycznie warto przemyśleć metodę.
Trzy tygodnie to dość długo jak na naturalną "fazę". U mnie jak coś się blokuje podczas pracy energetycznej to poczucie było intensywne ale krótkie, max kilka dni. Trzy tygodnie emocji za szybą to jednak brzmi jakby coś wymaga innego podejścia. Czy próbowałaś w tym czasie robić coś uziemiającego? Nie medytacji, ale dosłownie - spacery boso, kontakt z naturą, cokolwiek co przyciąga energię do dołu?
ojejku, właśnie to mnie uderzyło w tym co piszesz, że skupiłaś się na czakrze serca a masz problemy z relacjami. Ale czy te problemy z relacjami nie mogą wynikać bardziej z czakry gardła albo sakralnej? Bo relacje to nie tylko Anahata. Zastanawiam się czy nie trafiłaś w złe miejsce od samego początku.
Wlasnie to jest pułapka w której utknęło wiele osób na początku drogi. Każda czakra ma swój zakres ale one przenikaja się i wzmacniają nawzajem. Anahata bez wsparcia Vishuddhy jest jak serce które czuje ale nie ma głosu. Bez Manipury z kolei brakuje siły żeby cokolwiek z tym poczuciem zrobic. Ten cały obraz za szybą który opisujesz może być wlasnie takim zamrożeniem w srodku systemu, nie blokada jednego punktu. sam nie wiem.
Hej, wracam do tematu z tymi wahadełkami bo Wizjoner79 coś powiedział wcześniej i zostało mi to w głowie. Powiedzmy że faktycznie mierzysz własne przekonania, nie obiektywny stan. Ale skoro twoje ciało i twoja podświadomość w to wierzy i reaguje, to czy wynik nie jest i tak użyteczny? Mam wrażenie że tu jest jakieś nieporozuienie między "obiektywny pomiar" a "coś co ma znaczenie praktyczne".
Wracając do oryginalnego pytania Lechosławy bo chyba sie zagubiliśmy - to znieczulenie emocjonalne po intensywnej pracy z Anahata może mieć kilka źródeł i nie musimy od razu zakladac że coś poszło bardzo źle. Pierwsze co bym sprawdziła: czy w trakcie tych medytacji byłaś w stanie wyjść z niej spokojnie czy może mialas poczucie urwanego kontaktu ze sobą? To dość ważna różnica diagnostyczna.
no nie, nie brzmi głupio, brzmi jak bardzo typowy błąd. To "siłowanie się" żeby poczuć coś konkretnego to jest właśnie coś co może zamrażać zamiast otwierać. Medytacja nie jest zadaniem do zaliczenia. Jeśli przez kwadrans napinasz uwagę żeby wywołać z siebie ciepło, to ciało dostaje sygnał że jest egzamin a nie odpoczynek.
O matko to ja też to robię! Jak nie czuję nic to zaczynam się zastanawiać czy robię coś źle i próbuję mocniej się skupić i... właśnie to co Martynka_W opisuje. Czyli de facto robię odwrotność tego co powinna robić medytacja. Ale jak się nie skupiać na czakrze podczas medytacji czakrowej? Nie rozumiem tego paradoksu.
To trochę brzmi jak ta zasada z zen, że jak się starasz to właśnie dlatego nie wychodzi. Ale łatwo powiedzieć żeby się nie starać kiedy się bardzo chce coś poczuć. Macie jakiś sposób żeby w to wejść bez tego nacisku?
U mnie pomogło przesunięcie intencji z "muszę otworzyć czakrę" na "obserwuję co jest". Brzmi banalnie ale naprawdę zmienia jakość. Zamiast walczyć z blokadą siedzisz z nią. I to jest inna praca energetyczna niż forsowanie. Zresztą przy blokadach często właśnie to forsowanie je utrwala, bo ciało reaguje napięciem na naciąganie.
Dobra, ale ja mam inne pytanie bo strasznie mi zaprząta głowę to co pisała Lechosława o emocjach za szybą. bo ja mam coś podobnego tylko trochę odwrotnego - emocje za dużo, nie za mało, takie wylewanie się bez kontroli. I zastanawiam się czy to nie jest ta nadaktywna czakra zamiast zablokowanej. czy ktoś miał jedno i drugie po sobie?
Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie że tu wychodzi coś ważnego - że to silne pole energetyczne o którym mówi temat może właśnie tak wyglądać: nieprzewidywalnie. Nie zawsze będzie cudownie i spokojnie. Może mocne pole to też takie ekstremalne wahania i reakcje? Zawsze myślałam że silna energia = stabilność ale teraz nie jestem pewna.
eh, o, Kupala trafia w cos istotnego. Silne pole energetyczne nie musi oznaczać równowagi, wręcz przeciwnie, intensywnosc przepływu przy zablokowaniu daje właśnie takie turbulencje. Wyobraź sobie rzekę z dużym przepływem i tamą. Im wiecej wody tym bardziej wypiętrzony zastój. To nie jest dowód na słabe pole, to dowód na to ze jest co blokować.
Ok,ta metafora z rzeka i tamą jest calkiem niezla. Ale rzeby nie było że tylko neguje - macie jakiś konkretny sposób na sprawdzenie czy to co ktoś czuje to zastoj energii czy poprostu dysregulacja emocjonalna z zupełnie innych powodow? Bo te opisy są bliźniaczo podobne i nie wiem jak odróżnić jedno od drugiego.
Właściwie to chodzę do psycholożki od jakiegoś czasu, jest tego świadoma. Ona nie pracuje bezpośrednio z czakrami ale powiedziała podobną rzecz co tu słyszę - że moje staranie się żeby poczuć jest wzorcem który mam w wielu miejscach życia, nie tylko w medytacji. Więc może to nie jest kwestia tylko energetyczna.
To jest bardzo wartościowa obserwacja i dobrze że ją masz. I serio dobrze że masz psycholożkę. Ten wzorzec forsowania żeby poczuć zamiast pozwolić se poczuć, to jest coś co praca energetyczna może wspierać ale nie zastąpi głębszej pracy ze sobą. Nie mówię że jedno wyklucza drugie, bo nie wyklucza. Ale dobrze wiedzieć co leczy co
