Nie ma jednej odpowiedzi i każdy kto ci powie że ma przepis, kłamie. Ale jedna rzecz która mi pomogła: zaczęłam odróżniać medytację jako obserwację od medytacji jako zadania. 🙂 Jak siedzę żeby zobaczyć co jest, a nie żeby to naprawić, to zupełnie inna jakość. Łatwiej to powiedzieć niż zrobić, ale samo rozróżnienie już coś zmienia.
To jest ta różnica o której mówiłam wcześniej i cieszę się że ktoś to tak ładnie ujął. Medytacja jako obserwacja vs zadanie. Zapamiętam to bo sama wpadam w tę drugą pułapkę chyba co drugi raz jak siadam.
Właśnie o to mi chodziło - to rozróżnienie medytacja jako obserwacja vs zadanie. Bo jak teraz patrzę wstecz to wszystkie moje sesje wyglądały jak sprawdzenie-lista. Siadam, próbuję poczuć czakrę, nie czuję, zaczynam mocniej wizualizować, dalej nic, frustracja, wstaje. I tak w kółko. Nie wiem jak w ogóle wejść w tryb obserwacji jeśli cały czas mam z tyłu głowy że "powinnam coś poczuć".
Hej, ale jak konkretnie się "przestawić" na obserwację? Bo to brzmi pięknie w teorii ale jak siedzę i mówię sobie "obserwuję, nie wymuszam" to i tak gdzieś w środku czekam na wynik. To jest ten sam problem tylko w innym opakowaniu, nie?
Dobra, troche z boku: obserwuję że ta dyskusja kręci się wokół zalozenia że problem lezy wyłącznie w podejsciu do medytacji. A nikt nie zapytał - morze te "blokady" poprostu nie ustępują dlatego że niema w nich nic energetycznego, tylko jest jakis konkretny nierozwiązany stres albo sytuacja życiowa? Medytacja nie jest substytutem terapii ani rozwiązania realnych problemow.
Trochę mnie to pytanie Renii zastanawia jeszcze z innej strony. mówicie o przestawieniu się na obserwację - ale czy robicie w ogóle jakieś gruntowanie przed medytacją? bo ja odkryłam że bez porządnego uziemienia to każda medytacja czakrowa wychodzi mi jako latanie bez steru. Szczególnie przy ANAHATA i wyżej.
O właśnie, to mnie uderza. 😛 Nigdy nie robiłam nic z Muladharą, bo myślałam że mój problem jest w Anahata albo Vishuddha, więc po co mi praca z korzeniem. Może to jest ten brakujący element? Ale jak konkretnie wygląda uziemienie przed medytacją, czy chodzi o osobną praktykę czy coś w jej ramach?
To zależy od szkoły szczerze mówiąc. Jedni robią kilka oddechów z wizualizacją korzeni schodzących w ziemię, inni wychodzą boso na trawę przed sesją, inni używają dymu żywicznego albo kamieni jak hematyt. Nie ma jednej metody. Ale sam fakt że w ogóle o tym nie myślałaś pracując z wyższymi czakrami to jest istotna informacja.
Hm, ale czy brak uziemienia może dosłownie pogorszyć blokadę, czy tylko nie pomaga? Bo to by odpowiadało na pytanie z tematu inaczej niż dotąd - że problem nie jest w "za dużo medytacji" tylko w "zła kolejność pracy".
Pojęcie "korki energetyczne" jest dość metaforyczne i trudno je sprawdzić, ale jako opis subiektywnego doswiadczenia po nieudanej sesji brzmi rozpoznawalnie. To co Kunzyt.ka opisuje jako objawy fizyczne bóle głowy, rozdrażnienie, są też klasyczną reakcją na nieudaną probe relaksacji przy wysokim napięciu. Nie twierdzę że to samo, ale wartto mieć na uwadze że ciało reaguje na nieudany wysiłek i niezależnie od modelu który przyjmiemy objawy sa realne.
ojejciu, ciekawi mnie ta kolejność pracy o kturej Sliwkowa pisała. Czyli zawsze od dołu do góry? I nawet jak masz wyraźny objaw gdzieś wyżej to i tak zaczynasz od korzenia?
A nie jest tak że jesli ktoś ma bardzo silną blokadę w jakiejs czakrze to praca od dolu tylko odsuwa moment kiedy do niej dotrzesz i przy tym powoduje że inne czakry dostają energię której nie mogą przetworzyć bo ta zablokowana stoi na drodze?
ojoj, no więc wracajac do tego co pisała Kunzyt.ka - to pytanie o "ciśnienie z dołu na blokade" wydae mi się kluczowe dla calego tematu. Bo jeśli intensywna medytacja od kozrenia pcha energię w gore i napotyka np. mocno zablokowaną Anahatę, to czy to nie jest właśnie mechanizm ktury powoduje że "za duzo medytacji" pogarsza a nie poprawia sytuację?
Zatrzymajcie sie chwilę przy tym "system wie". To brzmi jak argument z autorytetu bez żadnego oparcia. Nie ma żadnego mechanizmu który by to gwarantował. To co opisujecie jako "ciśnienie od dołu" jest z punktu widzeniae doświadczenia subiektywnego jak nabjardziej realne i może byc po prostu narastającym napięciem somatycznym związanym z intensywną praktyką bez uziemienia. Nie trzeba od razu konstruować hydraulicznego modelu czakr żeby to wyjasnic.
Lechosława, tak. Miałam raz taki okres że bardzo intensywnie pracowałam z Muladharą przez kilka tygodni i zaczęły się u mnie napięcia w klatce piersiowej których nie miałam wcześniej. Zmniejszyłam częstotliwość sesji, przestałam wymuszać i po jakimś czasie minęło. Nie wiem czy to "blokada Anahaty reagowała na ciśnienie" czy po prostu przesadziłam z całościową intensywnością. Ale efekt był i to był znak że trzeba zwolnić. 😉
mogę się wtrącić z trochę innej strony? ^^ bo czytam tę dyskusję od początku i mam wrażenie że cały czas mówicie o tym że można przesadzić z medytacją i zaszkodzić blokadzie ale nikt jeszcze nie powiedział skąd właściwie wiadomo ze już "za dużo". Czy jest jakiś sygnał że czas odpuścić, poza tymi objawami fizycznymi?
no i tu wychodzi problem z tą "złą kolejnością pracy" o której mówiłam wcześniej. Bo jeśli nie masz uziemienia i medytujesz tylko na wyższe czakry, to to napięcie które opisuje Gertruda może się pojawiać praktycznie od początku, a ty interpretujesz je jako "opór blokady" i siedzisz dalej. I kółko się zamyka.
ale hwlia, to nie jets tak prosto. skoro bez uziemienia medytacja od razu daje napiecie, to jak ktos w ogole ma wytrwac tyle tygodni intensywnej praktyki? hyba że to napiecie narasta stopniowo i przez długi czas jest niezauważalne?
"Kryzys uzdrowienia" to jeden z tych terminów kture pozwalają kontynuować coś co morze po prostu nie działać i uzasadniać każdy negatywny efekt jako dowod postępu. To nie znaczy ze takich stanów niema, ale uzywany zbyt szeroko staje się immunizacją na blad. Lechoslawa, rozumiem że bylas u terapeutki ale mowilas o tym jej? O tych konkretnych objawach po medytacjach?
no właśnie i mnie zawsze trochę ten termin niepokoił. Bo ok, rozumiem że praca z czymś głębszym może wywoływać trudne stany ale skąd wiadomo kiedy to jest "naturalny etap" a kiedy "hej robiłam coś przez za długo i powinnam była wcześniej skończyć". Serio jak to odróżnić w praktyce? Bo opisy brzmią identycznie.
to jest chyba najlepsza rzecz powiedziana w tym wątku. Zmiana vs. stagnacja jako kryterium. Lechosława jak to wygląda u ciebie? Czy cokolwiek się realnie zmieniło przez te tygodnie intensive pracy czy tylko kręcisz się w tym samym miejscu z narastającymi objawami?
szczerze? chyba bardziej stagnacja. jakies malutkie momenty ale ogolnie wracam do tego samego miejsca. i mam wrazenie ze te objawy sie nasilaja a nie zmniejszają. chyba rzeczywiście czas zrewidować to co robię, i może zacznę od tego uziemienia i Muladhary o którym mówiłyście, a nie od Anahaty gdzie od razu wchodzę.
