To jest naprawdę dobra synteza. Zastój - metody wspierające, kryształy, uziemienie, ogólna praktyka. Blokada - praca z tym, co blokadę stworzyło. Chociaż pewnie nie zawsze da się to tak czysto podzielić i te warstwy na siebie zachodzą.
Tak, to odpowiada na moje pierwotne pytanie lepiej niż cokolwiek wcześniej w tym wątku. Ale zostało mi jeszcze jedno - Fluorytka.1 napisałaś, że zastój może przykrywać blokadę. Czy to znaczy, że jeśli nie zaadresujesz najpierw zastoju, to blokady w ogóle nie zobaczysz? Bo to by tłumaczyło, dlaczego niektórzy latami pracują i nic, a dopiero po jakimś czasie zaczyna wychodzić to, co naprawdę siedzi.
Właśnie o to mi chodziło, ale nie byłam pewna czy to dobrze sformułowałam. Jak masz gęsty zastój wokół danej czakry, to jest taka warstwa energetycznego 'błota', przez którą trudno w ogóle wyczuć, co jest pod spodem. Dopiero jak to zaczyna się ruszać, blokada staje się wyraźna. Szeptucha, czy to ma sens z Twojej perspektywy, czy to uproszczenie?
Zaraz, zaraz. Żeby się upewnić, że dobrze rozumiem mechanizm - jeśli energia wraca do tego samego miejsca po medytacji, to znaczy, że coś to pole energetyczne 'ustawia' z powrotem? Jakby miało swoją domyślną pozycję? Bo to brzmi jakby blokada była czymś aktywnym, a nie tylko brakiem przepływu.
Tylko że ta metafora z pięścią sugeruje, że blokada jest czymś intencjonalnym, a niekoniecznie tak jest. Czasem po prostu pewne wzorce energetyczne się utrwalają i nie mają żadnej 'woli' trzymania. To chyba ważne rozróżnienie, bo inaczej można zacząć szukać jakiegoś głębokiego dramatu tam, gdzie go nie ma.
A ja mam pytanie trochę z boku - czy blokada może być w kilku czakrach jednocześnie? Bo jak słucham tej rozmowy, mam wrażenie, że u mnie może nie chodzić o jedną czakrę tylko o jakiś ciąg. Anahata i Vishuddha razem. Mam od lat problem z wyrazaniem sie i jednoczesnie z zamykaniem sie na relacje. Czy to by było dwie oddzielne blokady czy jedna układowa?
Wrodzonego albo wczesnego - to ciekawe. Bo jeśli blokada pochodzi z bardzo wczesnego etapu, to czy w ogóle jest szansa, że proste metody jak kamienie albo medytacja ją dosięgną? Szeptucha, pytam wprost, bo myślę, że to istotne dla wszystkich, którzy tu pracują od dawna bez efektów.
To co Szeptucha mówi o palimpseście - czy to znaczy, że diagnostyka w takim przypadku też jest trudniejsza? Bo jeśli wzorzec jest głęboki, to może się przejawiać jako kilka różnych objawów w kilku czakrach i trudno dojść do źródła samemu.
Sam miałem podobną myśl. Jak pracowałem z Manipurą, przez długi czas myślałem, że tam jest centrum problemu. Dopiero po czasie wyszło, że to Muladhara była pierwotnie zaburzona, a Manipura reagowała na brak fundamentu pod sobą. Wtedy zrozumiałem, że całe moje podejście do diagnostyki było od góry, a powinno być od dołu.
To wraca do oryginalnego pytania Sewera76 o rozróżnianie. Może jednym z kluczy jest właśnie praca od dołu do góry przy diagnostyce - jeśli nie jesteś pewien gdzie siedzi problem, sprawdzaj od Muladhary w górę, bo zaburzenia w niższych czakrach maskują się jako objawy wyżej. I wtedy i zastój i blokadę łatwiej zlokalizować, bo wiesz, gdzie szukać źródła.
Właśnie, bo przy wahadełku mam ten problem, że na przykład Anahata obraca się mocno, a Muladhara ledwo rusza i nie wiem, czy słaba reakcja Muladhary to blokada, czy po prostu mniejsza aktywność w danej chwili. Jak odróżnić niedoczynność od zastoju przy samym wahadełku?
Mała amplituda to jeden z tych sygnałów, które każda praktykująca interpretuje trochę inaczej i szczerze mówiąc nie ma tu jednej odpowiedzi. U mnie mała amplituda zawsze oznaczała coś innego niż brak ruchu - brak ruchu to twarda blokada, mały obrót to energetyczne zwolnienie, coś płynie, ale słabo. Ale to moja interpretacja.
To jest właśnie to, co mnie zawsze zastanawiało przy tym rozróżnieniu z tytułu wątku. Jeśli zastój i blokada wymagają innej pracy, to diagnostyka musi być precyzyjna. A wahadełko jest precyzyjne tyle, ile precyzyjna jest osoba, która je trzyma. Mam wrażenie, że tu leży pies pogrzebany.
A ja sie zastanawiam, czy nie jest tak, że zastoj energii jest po prostu wcześniejszym stadium blokady? Że jeśli nie przepracujesz zastoju, to z czasem staje sie on blokadam? Mam to na podstawie wlasnego doswiadczenia, bo chyba tak to wyglądało u mnie z Vishuddha.
Tylko że to jest trochę spłaszczanie - jakbyśmy mówili, że pole energetyczne jest tylko odbiciem życia zewnętrznego. A przecież może być też odwrotnie, że blokada energetyczna powoduje przyciąganie trudnych okoliczności. Który kierunek jest tu ważniejszy?
Ale czy one muszą się wykluczać? Zastanawiam się, czy nie jest tak, że przy zastoju praca na obu poziomach działa synergicznie, a przy blokadzie trzeba zacząć od pola, bo bez tego zmiany zewnętrzne nie utrzymają się. To by było jakieś praktyczne rozróżnienie.
to jest naprawdę ciekawy trop. Czyli zastój byłby bardziej podatny na zmiany zewnętrzne, a blokada - odporna na nie i wymagająca bezpośredniej pracy energetycznej lub głębszej. Czy ktoś to gdzieś testował na sobie?
U mnie coś podobnego. Przez długi czas próbowałam zmieniać okoliczności - inni ludzie, inne otoczenie - i Anahata wciąż wyglądała tak samo przy skanowaniu. Dopiero praca bezpośrednio z czakrą coś ruszyła. Nie wiem, czy to dowód na blokadę w tym sensie, o którym mówicie, ale pasuje do tego wzorca.
Trwała zmiana versus chwilowe otwarcie - to naprawdę dobre pytanie i chyba najważniejsze praktycznie w całej tej rozmowie. U mnie sprawdzałam to przez kilka dni po sesji. Jeśli po dwóch, trzech dniach nadal czułam tę lekkość w klatce i wahadełko dawało szerszy obrót, to uznawałam to za zmianę, nie tylko za chwilowy efekt. Ale to moje własne kryterium, nie wiem, czy metodologicznie trzyma się kupy.
To pytanie o trwałość zmiany jest kluczowe i właśnie tu różnica między zastojem a blokadą staje się bardzo konkretna. Przy zastoju zmiana po sesji bywa natychmiastowa i utrzymuje się, bo nie było głębszego wzorca do rozpracowania. Przy blokadzie często jest tak, że po sesji czujesz wyraźną ulgę, ale po kilku dniach pole wraca do poprzedniego stanu - i to właśnie jest sygnał, że praca poszła za płytko albo że blokada ma kilka warstw.
U mnie z tą Vishuddha właśnie tak było - kilka sesji z mantami i kolorem niebieskim, za każdym razem ulga na parę dni, potem wróz do stareo. Dopiero jak dodałam pisanie dziennika jako pracę na poziomie codziennym, coś sie zatrzasnęło na stałe. Jakby ta energetyczna praca potrzebowała zakotwiczenia w dziłaniu.
To, co Wikusia66 napisała, jest ciekawe bo wraca do tego, o czym mówiłem parę postów wcześniej - przy blokadzie sama praca energetyczna może nie wystarczyć, potrzebny jest ten odpowiednik na poziomie działania albo emocji. I chyba o to chodzi z tymi warstwami, o których Szeptucha mówiła.
Ale skąd wiadomo, który poziom jest tym 'zakotwiczającym'? Wikusia66 znalazła dziennik, ale ktoś inny mógłby potrzebować czego innego przy tej samej czakrze. Czy jest jakiś sposób, żeby to rozgryźć, zamiast metodą prób i błędów?
Wracając do głównego pytania Sewera76 - cały ten wątek o trwałości zmian daje chyba najbardziej praktyczne kryterium rozróżnienia zastoju od blokady. Zastój ustępuje szybko i nie wraca. Blokada wraca. Czy ktoś to ujmuje inaczej albo zna sytuacje, gdzie to kryterium zawodzi?
Wolę nie wchodzić w kategorię karmiczną jako osobną, bo wtedy łatwo wpaść w pułapkę tłumaczenia tym wszystkiego, co nie ustępuje szybko. Praktycznie rzecz biorąc, jeśli blokada wraca po wielokrotnej pracy, szukam jej zasilania tu i teraz - w aktualnych relacjach, przekonaniach, wzorcach zachowania. I to prawie zawsze coś daje. Karmika jako wyjaśnienie staje się potrzebna bardzo rzadko, jeśli w ogóle.
To jest uczciwe podejście. Ale skoro przy blokadach szuka się 'zasilania' - co to znaczy w praktyce? Jak wygląda to szukanie? Pytasz kogoś wprost, skanujesz samodzielnie, obserwujesz przez tydzień?
To jest może najlepsza podsumowująca odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, choć pojawiła się trochę od tyłu. Zastój nie ma zasilania - ustępuje kiedy warunki się zmieniają. Blokada ma zasilanie - wraca, bo jest do niej paliwo w aktualnym życiu albo w aktualnych wzorcach myślenia. Czy tak można to ująć w skrócie?
