To mnie trochę otwiera oczy, bo ja chyba przez całe swoje doświadczenie z wahadełkiem myślałam, że robię to drugie, a może robiłam to pierwsze. I teraz nie wiem, czy to zmienia coś w praktyce, czy tylko w nazewnictwie. Jak wy to rozróżniacie w sesji?
A wracajac do tego co mowil Pankracy o gubineniu rzeczy - ja raz probowalam wahadełko do znalezienia etui od okularów i wyszło mi coś kompletnie innego niż myslałam. I faktycznie etui było gdzies indzej. Tylko teraz nie wiem czy to był sygnał czy po prostu trafiony losowo raz na kilka prob. Bo innych razzy nie szło tak dobrze.
Myślę, że warto tu powiedzieć jedno - to, że czegoś nie da się łatwo zweryfikować, nie znaczy, że jest bez wartości. I odwrotnie - to, że coś jest użyteczne, nie znaczy, że działa tak, jak myślimy. Przy diagnostyce czakr wahadełkiem najuczciwszym podejściem jest chyba traktowanie wyników jako hipotez, nie diagnoz. Czyli: 'to sugeruje, że warto się przyjrzeć Manipurze' - i sprawdzamy to innymi metodami albo przez obserwację siebie.
Może właśnie nie chodzi o metodę bez sugestii, ale o kilka metod, z których każda sugeruje nieco co innego, i patrzymy na to, gdzie się pokrywają. Nigdy nie wyjdziemy z subiektywności całkowicie - ani przy wahadełku, ani przy skanowaniu dłonią, ani przy obserwacji objawów fizycznych. Ale trzy różne metody wskazujące na to samo to już coś innego niż jedna.
To chyba najbardziej praktyczna konkluzja z całej dyskusji, przynajmniej dla mnie. Triangulacja zamiast szukania jednej obiektywnej metody. Zostaje mi jednak jedno pytanie, bo wróciło mi do głowy po komentarzu Wiezowej - jeśli stosujemy wahadełko do lokalizacji czegoś fizycznego, jak zgubiony przedmiot, a nie do diagnostyki czakr, to czy mechanizm jest inny? Tam nie ma miejsca na interpretację 'blokady' - albo trafisz, albo nie.
To jest inne zastosowanie i warto je odróżnić. Przy czakrach wahadełko jest jedną z metod odczytu stanu pola, które i tak możemy sprawdzić innymi drogami. Przy lokalizacji przedmiotów - co wahadełko ma 'czytać'? Nie ma subtelnego pola energetycznego etui, które by się komunikowało z ciałem badającego.
Ale czy to nie zmienia całkowicie sensu szukania? Jeśli wahadełko sięga tylko do tego, co już wiemy nieświadomie - to przy czymś, czego naprawdę nie wiemy, bo nigdy nie widzieliśmy, nie zadziała. Czy dobrze rozumiem?
Albo - i to jest trzecia opcja, którą słyszałam - każdy z nich wchodzi w kontakt z inną warstwą pola tej osoby. Prowadząca warsztaty, o której wspominałam, mówiła, że pole jest wielowymiarowe i dwóch badających może trafić na różne 'poziomy'. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale ona to mówiła całkiem serio jako opis mechanizmu.
Ale Kartomanta, przy runach też nie ma jednej 'poprawnej' interpretacji i nikt nie mówi, że runy są bez wartości. Może konsekwencja wymaga albo odrzucenia wszystkich systemów symbolicznych, albo zaakceptowania, że weryfikowalność nie jest jedynym kryterium.
I tu wracamy do pytania Pankracego z początku wątku, bo myślę, że ta rozmowa zatoczyła koło w dobrym sensie. Obiektywność wahadełka może być złym pytaniem. Lepsze pytanie to: czy ten odczyt uruchamia coś użytecznego? Czy po sesji masz kierunek pracy? To nie eliminuje sugestii, ale nadaje jej sens.
Może te dwa zastosowania nie wykluczają się, ale trzeba wiedzieć, w którym trybie pracujemy. I może to jest właśnie odpowiedź na tytuł wątku - obiektywny wynik wahadełka to może być cel niemożliwy do osiągnięcia, ale świadomy, oparty na wielu metodach obraz stanu czakr - to jest coś, do czego można dążyć.
A co z lokalizacją przedmiotów, bo Pankracy o to też pytał i jakoś to zostało z boku? Wydaje mi się, że tam nawet ta ścieżka do 'użyteczności' jest krótsza - albo etui jest tam, gdzie wahadełko wskazało, albo nie. To chyba jedyny kontekst, gdzie mamy twardy wynik.
A co z lokalizacją przedmiotów, bo Pankracy o to też pytał i jakoś to zostało z boku? Wydaje mi się, że tam nawet ta ścieżka do 'użyteczności' jest krótsza - albo etui jest tam, gdzie wahadełko wskazało, albo nie. To chyba jedyny kontekst, gdzie mamy twardy wynik i można powiedzieć coś konkretnego.
No właśnie, bo pytałem o dwie rzeczy i dyskusja poszła głównie w stronę czakr. Ale różdżkarstwo i szukanie przedmiotów to dla mnie podobna wątpliwość - jeśli wahadełko sięga do mojej własnej wiedzy nieświadomej, to przy zgubionym przedmiocie znaczyłoby, że gdzieś w podświadomości już wiem, gdzie on jest. Czy to w ogóle sensowna hipoteza?
To nie jest tak absurdalne jak brzmi. Kiedy gubisz klucze, twój mózg rejestruje ruchy, kontekst, miejsce - ale nie zawsze przenosi to do świadomości. Możesz 'nie wiedzieć' gdzie klucze, ale twoje ciało może mieć tę informację zapisaną. Pytanie czy wahadełko jest w stanie to wydobyć, czy raczej łączy losowy ruch z pierwszym skojarzeniem, które akurat wypłynęło.
Ale wtedy szukanie czegoś wahadełkiem miałoby sens tylko przy rzeczach, które sami zgubiliśmy, nie? Jeśli ktoś mi coś zabrał i nie mam pojęcia gdzie to jest - to skąd moje nieświadome ciało miałoby wiedzieć? Czy jest jakaś różnica między 'zgubiłam sama' a 'ktoś zabrał' w kontekście teg jak wahadło ma działać?
Testowałem podobnie z kamieniami - różne kamienie pod tkaninami i wahadełko nad każdym. Wyniki były... nierówne. Raz trafiałem, raz nie. Ale nie robiłem z tego statystyki, bo to nie był dla mnie cel. Pytanie czy taki test w ogóle mierzy to, co chcemy zmierzyć - bo może samo nastawienie do testu zmienia wynik?
Czekajcie, ale to samo można powiedzieć o każdym systemie, który zależy od intencji. Przy runach też mówię, że zdenerwowanie lub brak skupienia wypacza odczyt. Czy to znaczy, że runy są nieweryfikowalne i nie warto ich używać? Może kryterium jest po prostu inne niż w eksperymencie.
No i znowu wracamy do tego samego podziału co przy czakrach - czy wahadełko mówi coś o mnie czy o świecie zewnętrznym. Przy czakrach pytaliśmy czy wynik mówi o badającym czy badanym. Tutaj pytamy czy wynik mówi o moim nieświadomym przekonaniu co do miejsca czy o rzeczywistym miejscu. To naprawdę jeden problem w dwóch odsłonach.
A czy jest w ogóle jakaś technika, żeby to rozróżnić? Że wiem, że wynik pochodzi 'z zewnątrz' a nie z własnej głowy? Bo jeśli nie, to może to rozróżnienie nie ma praktycznego sensu dla osoby, która chce po prostu pracować z czakrami.
Ja bym do tego podeszła ostrożnie, bo z własnego doświadczenia wiem, że im bardziej zaczynam 'testować' i analizować w trakcie, tym bardziej tracę kontakt z tym subtelnym odczuciem, które w ogóle sprawia, że coś chce mi powiedzieć. Może lepiej robić to po sesji, z notatkami, a nie w środku.
Mnie to zależy od dnia, szczerze. Kiedy jestem wypoczęty i spokojny, mogę trochę obserwować siebie bez przerywania odczytu. Kiedy jestem zmęczony albo naładowany emocjami - wtedy każda próba analizy w trakcie to prosta droga do kręcenia wahadełkiem według własnych życzeń, tylko bardziej świadomie. Może to jest też wskazówka - stan badającego jest zmienną, którą łatwo zapomnieć przy dyskusji o obiektywności.
To trochę zmienia obraz całej tej dyskusji. Jak słucham, to wychodzi ze tak naprawde jeden z wazniejszych czynnikow to nie samo wahadłko, ale kto je trzyma i w jakim jest stanie. I to może wyjaśniać, dlaczego dwie osoby dostają rózne wyniki u tej samej osoby - bo oba odczyty są prawdziwe, tylko mówią o różnych stanach badających.
I tu właśnie wracam do swojego pierwotnego pytania - bo jeśli wynik wahadełka zależy tak mocno od stanu osoby, która trzyma wahadełko, to jak w ogóle można mówić o obiektywnym odczycie czakry? Czy nie jest tak, że zawsze mierzymy siebie, nawet jeśli chcemy mierzyć kogoś innego?
No i właśnie - to jest chyba sedno. Jeśli wahadełko mierzy relację między dwojgiem ludzi, a nie stan czakry jako taki, to interpretacja całkowicie się zmienia. I może właśnie dlatego dwie różne osoby dostają różne wyniki nad tą samą czakrą - bo obydwie mierzą coś innego.
Z mojej strony - po kilku latach pracy z wahadełkiem doszedłem do tego, że traktuję wynik jako punkt wyjścia do rozmowy, nie jako diagnozę. Kiedy widzę zamknięty ruch nad czakrą serca, nie mówię 'masz zablokowaną Anahatę', ale pytam, jak się czujesz z bliskością, co się dzieje w relacjach. I często wtedy otwiera się coś ważnego.
Szczerze? Różnie. I to jest faktyczny problem w tej branży. Ale to nie jest problem z wahadełkiem - to problem z tym, jak je prezentują.
