Ostatnie kilka miesięcy to była dla mnie czarna dziura. Diagnoza depresji, leki od psychiatry, terapia - wszystko razem. I gdzieś w środku tego wszystkiego zaczęłam też pracować z czakrami, bo czułam że coś jest zatkane 'od góry'. Głowa jak watą wypełniona, zero sensu w tym co robię, totalnie odcięta od jakiegokolwiek poczucia duchowości czy czegoś wyższego. Bioenergoterapeuta powiedział mi że Sahasrara prawie nieaktywna, a Ajna też mocno przymknięta. Robiłam medytacje, afirmacje, medytowałam przy ametystach - i coś drgnęło, ale... to ciągle za mało. Wracam do punktu wyjścia co kilka dni. Zastanawiam się czy w depresji ta czakra korony w ogóle może się otworzyć kiedy cała reszta jest też w nieładzie. Czy ktoś przez to przechodził? Jak to wyglądało u Was?
To bardzo ważne pytanie i dobrze, że je zadajesz. Ale zanim odpowiem - chcę się upewnić, że dobrze rozumiem sytuację. Ten bioenergoterapeuta który zbadał Sahasrarę - jak diagnozował? Wahadełkiem, ręcznie, jakimś skanowaniem? Bo od metody dużo zależy jak interpretuję to co mówisz.
Chcę tu coś powiedzieć wprost, bo myślę że to ważne w tym wątku. Depresja kliniczna to choroba, którą leczysz z psychiatrą i psychoterapeutą - i bardzo dobrze że to robisz. Praca z czakrami może być dla Ciebie czymś wspierającym, ale nie zastąpi leczenia. Nie mówię, że jedno wyklucza drugie - ale kiedy ktoś pisze 'to za mało' mam zawsze odruch żeby zapytać: czy leczenie konwencjonalne idzie właściwym torem? Jak długo już na lekach? Depresja potrafi dawać dokładnie to poczucie odcięcia, braku sensu i 'watowej głowy' całkowicie niezależnie od stanu czakr.
Ja się nie do końca zgadzam z tym 'od fundamentów'. Słyszałam że przy depresji duchowej, takiej właśnie z odcięciem od sensu, czasem impulsy z góry - właśnie z korony - mogą uruchomić cały system. Że Sahasrara to jakby główny włącznik i jak coś tam zaskoczy, reszta sama zaczyna przepływać. Nie mówię że zawsze tak jest, ale czy to nie jest opcja?
To co mówi Malachitka98 o dysocjacji - to mnie trochę mrozi, bo właśnie coś takiego mi się zdarzyło po jednej z medytacji na czakrę korony. Siedziałam z ametystem na czole, wizualizacja fioletowego światła, bodajmantry OM - i zamiast ulgi poczułam się jakby mnie jeszcze bardziej wyrwało z ciała. Trwało to ze dwie godziny. Mówiłam o tym terapeucie ale on oczywiście zupełnie inaczej to interpretuje.
To co opisujesz po tej medytacji - to ważny sygnał. Dysocjacja przy próbie pracy z górną czakrą to dla mnie czerwona flaga że dolne czakry naprawdę wymagają uwagi najpierw. Mam pytanie do Ciebie - czy pracowałaś kiedykolwiek stricte z Muladharą? Uziemienie, kontakt z ziemią, korzeniowe praktyki? Jak to wyglądało jeśli próbowałaś?
Przepraszam że się wtrącę bo pewnie zaraz mnie poprawicie - ale właśnie nie rozumiem jednej rzeczy. Czakra korony to ta 'duchowa' tak? I depresja to choroba mózgu. Czy to nie są jednak dwie zupełnie oddzielne rzeczy? Jak to w ogóle ma się łączyć? Pytam bo naprawdę nie wiem, nie ironizuję.
Wrócę do wątku technicznego bo nikt tego jeszcze nie rozwinął. Hematytka80, wspomniałaś o diagnozowaniu wahadełkiem. Kiedy robisz taki pomiar czakry wahadełkiem, potrzebujesz czegoś do korekty odczytu - czyli tak zwanego świadka. Bez świadka wahadełko łapie twoje własne pole i możesz mierzyć samą siebie, nie czakrę. Przy tak silnym zaburzeniu jak depresja twoje własne pole jest mocno skrzywione i wynik może być kompletnie nieuchwytny. Czy ten terapeuta używał jakiegoś świadka przy pomiarze?
Świadek na mapie radiestezyjnej to obiekt który 'zakotwicza' pomiar - może to być próbka substancji, zdjęcie, a przy diagnozie czakr często używa się diagramu samych czakr narysowanego na papierze, kawałka włosa osoby badanej albo czegoś należącego do niej. Chodzi o to żeby wahadełko odpowiadało na pytanie o konkretną czakrę tej konkretnej osoby, a nie błąkało się po polu ogólnym. Bez tego wyniki są mocno orientacyjne. Nie znaczy to że terapeuta źle pracował - może miał inną metodę - ale warto wiedzieć co i jak było mierzone zanim za bardzo ufamy wynikom.
Dokładnie to mam na myśli. Bez świadka wahadełko jest czułe na całe pole badanego - i przy depresji to pole jest tak 'przytłumione' że może dawać fałszywie niskie odczyty na wszystkich czakrach, albo skupiać się na dominującym stanie emocjonalnym. Ale nie mówię że diagnoza była zła - dobry terapeuta uzupełnia wahadełko odczuwaniem dłonią i intuicją. Twój wspominał o 'dziurze' nad głową - to już jest odczyt somatyczny, nie wahadłowy. To bardziej wiarygodne.
Czy ktoś próbował jako świadek użyć czegoś narysowanego przez samą osobę badaną? Na przykład jej własnego rysunku sylwetki z zaznaczonymi czakrami? Teoretycznie taki rysunek niesie i intencję i energię autorki. Pytam bo czytałam o tym podejściu ale nie wiem czy to ma praktyczne zastosowanie przy tak poważnych stanach jak depresja.
Wracam do tego co Hematytka80 pisała wcześniej o tej dysocjacji po medytacji. Bo to mnie uderzyło - miałam kiedyś bardzo podobny stan po pracy z Sahasrarą, zanim w ogóle wiedziałam co to jest uziemienie. Dosłownie poczułam się jak balon który przecięto od ziemi. I mój błąd był identyczny - szłam tam gdzie czułam problem, zamiast pytać dlaczego w ogóle problem tam jest. Czy twój terapeuta jakoś to komentował?
Dwa dni przez szybę po medytacji - to jest właśnie ten moment gdzie bym powiedziała żebyś porozmawiała o tym z psychiatrą którego widzisz. Nie zamiast pracy energetycznej, ale równolegle. Bo dysocjacja ma swoje miejsce w psychiatrii i warto żeby lekarz wiedział że masz takie epizody, niezależnie od tego co je wywołało.
I tu jest kluczowy punkt który gubi wiele osób pracujących z czakrami. Sahasrara przy depresji klinicznej to nie jest po prostu 'przyciemniona czakra korony'. To jest czakra funkcjonująca w środowisku które jest biochemicznie i energetycznie zaburzone jednocześnie. Praca bezpośrednio na nią bez stabilizacji dolnych to jak próba nastrojenia instrumentu w czasie trzęsienia ziemi.
Przeprszam że się wtrącam, ale czy ktoś mógłby powiedziec coś więcej o tym co Barni mówił o świadku? Czy to znaczy że za każdym razem kiedy ktoś robi sobie samemu pomiar wahadełkiem nad własnym ciałem też potrzebuje świadka? Bo sama siebie badam i nigdy o tym nie slyszałam
To co mówi Barni o tym chceniu wyniku - to mnie uderzyło. Bo szczerze mówiąc jak badam siebie wahadełkiem to już na starcie wiem czego się spodziewam. I zawsze wychodzi to co zakładałam. Myślałam że to dobry znak że 'czuję swoje pole'. A może po prostu sugeruję sobie odpowiedź?
To co piszesz jest bardzo ważne i bardzo uczciwe wobec siebie. Ja też przez długi czas miałam dokładnie ten problem. Dlatego przestałam diagnozować siebie wahadełkiem w złym stanie i prosiłam kogoś innego. Albo po prostu rezygnowałam z wahadełka i szłam po samopoczucie fizyczne - ból, ciężkość, gdzie w ciele czuję napięcie tego dnia.
Ale skoro tak - to jak w ogóle wiarygodnie zdiagnozować swoje czakry samodzielnie? Wahadełko może być sugestią, odczuwanie dłonią też można sobie wyobraziś, obserwacja objawów jest subiektywna. Czy jest jakaś metoda która jest choć trochę bardziej neutralna?
Słucham tej rozmowy i właściwie czuję się trochę jak ten przykład który się omawia. Bo z jednej strony chcę móc sama oceniać swój stan. Z drugiej - to co mówiłam o wahadełku, że zawsze wychodzi to czego się spodziewam... to chyba samo w sobie jest odpowiedzią. Mam pytanie do wszystkich - czy jest w ogóle jakiś sens w tej samodzielnej pracy jeśli moje pomiary są skrzywione?
Jest sens, ale nie w diagnostyce - w samej praktyce. Medytacja, praca z oddechem, uziemienie - to nie wymaga trafnego pomiaru żeby działać. Pytanie 'co jest zablokowane' jest mniej ważne niż regularne robienie czegoś co wspiera przepływ energii w ogóle. Diagnostyka przyda się kiedy będziesz w bardziej stabilnym miejscu.
Przepraszam że się wtrącam z głupim pytaniem, ale co konkretnie znaczy 'praca z czakrą korzenia' w codziennym życiu? Bo widzę że to się ciągle pojawia jako odpowiedź na wszystko i nigdy nie wiem czy chodzi o medytację, czy o chodzenie boso, czy o co?
A kamienie do czakry korzenia coś dają przy depresji? Czytałam że hematyt i obsydian, ale nie wiem czy to nie jest tylko placebo przy czymś tak poważnym jak depresja kliniczna
Mam hematyt, to mój nick nie przez przypadek 🙂 Ale poważnie - czy to znaczy że przez cały ten czas gdy pracowałam z Sahasrarą powinnam była zacząć od Muladhary? Bo mam wrażenie że straciłam sporo czasu idąc w złym kierunku.
Nie patrzyłabym na to jako stracony czas. Nawet jeśli kierunek był nie ten, sama praktyka medytacyjna ma wartość. Problem nie był w tym że pracowałaś z koroną - problem mógł być w tym że robiłaś to bez fundamentu. Teraz wiesz więcej niż wiedziałaś. To nie jest strata.
Wracając do tego wątku ze świadkiem - bo myślę że się od niego trochę oddaliliśmy. Barni mówił że przedmiot osobisty daje 'warstwę emocjonalną' której nie daje zdjęcie. Ale skoro osoba w depresji ma skrzywione pole - czy jej pierścionek który nosi codziennie nie jest nasycony właśnie tym skrzywieniem? Czy to nie pogarsza odczytu zamiast pomagać?
I tu wracamy do sedna tematu - czakra korony a depresja, kiedy praca energetyczna to za mało. Myślę że odpowiedź jest w tym co Barni właśnie powiedział, tylko szerzej: kiedy stan jest na tyle złożony że nawet doświadczony operator ma problem z rozróżnieniem poziomów - to jest sygnał że sama praca energetyczna nie wystarczy. Nie dlatego że jest bezwartościowa, ale dlatego że potrzebuje wsparcia z innego poziomu.
Czytam ten wątek od początku i dopiero teraz się odważam napisać. Przeszłam przez coś podobnego do Hematytka80 - praca z Sahasrarą, dysocjacja, poczucie że coś idzie nie tak. U mnie punktem zwrotnym było kiedy bioenergoterapeuta powiedział wprost żebym poszła do psychiatry. Nie zamiast sesji u niego, ale jako warunek kontynuowania. Byłam na to wściekła, ale on miał rację.
