Ostatnio zaczęłam chodzić na zajęcia wokalne i po każdej lekcji mam takie dziwne uczucie w okolicy gardła i klatki piersiowej - jakby coś się rozluźniało. Trochę mnie to zaskoczyło, bo na co dzień mam duży problem z wyrażaniem siebie, dosłownie zaciskam zęby w trudnych sytuacjach zamiast powiedzieć co myślę. Zastanawiam się czy śpiewanie naprawdę może odmykać czakrę gardła czy to tylko moje myślenie życzeniowe? Czy ktoś miał podobne odczucia po śpiewaniu albo świadomie używał głosu do pracy z Vishuddha?
To co opisujesz z tym rozluźnianiem to bardzo charakterystyczny sygnał. Czakra gardła jest mocno związana z dźwiękiem, to chyba jedna z nielicznych czakr gdzie masz tak bezpośrednie sposób do pracy - sam głos. Jak masz blokadę w Vishuddha to często idzie w parze właśnie z tym zaciskaniem, trudnością z mówieniem co się czuje. Mam pytanie - czy te zajęcia to śpiew w grupie czy indywidualnie? Bo z mojego doświadczenia praca w grupie daje zupełnie inny efekt niż solo.
Zajęcia są w małej grupie, nas jest pięć osób. I faktycznie jest coś w tym co mówisz o kontroli - zauważyłam że solo w domu jak śpiewam to ciągle oceniam siebie, a na zajęciach jakoś to odpuszczam. Ale wróćmy do tego rozluźnienia po śpiewaniu - czy to znaczy że czakra się faktycznie otwiera czy może tylko na chwilę, a potem z powrotem się zamyka?
To jest właśnie to pytanie klucz. Jednorazowe rozluźnienie to moim zdaniem nie jest jeszcze praca z czakrą, to bardziej... relief, ulga. Prawdziwa praca to regularne wracanie do tego stanu i stopniowe wydłużanie czasu kiedy czakra jest otwarta. Jak długo już chodzisz na te zajęcia?
Kilka tygodni to wystarczy żeby zobaczyć pierwsze efekty, moim zdaniem. Ja pracowałam z czakrą gardła przez misy dźwiękowe i już po pierwszej sesji czułam zmianę. Śpiewanie działa podobnie - każdy dźwięk który wytwarzasz powoduje wibrację w okolicy Vishuddha i to mechanicznie rozpuszcza blokadę. Bidżamantra HAM jest tu szczególnie ważna, bo jest dokładnie na tej częstotliwości.
Ten wątek z intencją jest ważny. Pytam bo mam koleżankę która śpiewa w chórze kościelnym od dwudziestu lat i jednocześnie jest osobą która ma ogromny problem z wyrażaniem emocji, jakby gardłowo zamkniętą. Jak to się ma do teorii że śpiewanie odmyka Vishuddha automatycznie?
Słucham tej dyskusji i mam pytanie - czy w takim razie sama mantra HAM bez emocji też nie zadziała? Bo czytałam że mantry mają działać niezależnie od intencji, sam dźwięk wystarczy. Trochę mi się to kłóci z tym co piszecie.
A co z regularnym śpiewaniem piosenek, nie mantr? Moje zajęcia to zwykłe piosenki, nie nic rytualnego. Czy to też może działać na Vishuddha czy potrzeba jednak tej konkretnej wibracji mantrycznej?
Myślę że zwykłe piosenki też mogą działać, szczególnie jeśli te piosenki coś dla ciebie znaczą. Jak śpiewasz coś co łączy się z twoim doświadczeniem emocjonalnym to włączasz i fizyczną wibrację, i emocję, i pamięć. To jest dużo więcej niż sama mantra wypowiadana mechanicznie. Ale mam też wrażenie że to indywidualne - dla jednej osoby lepsza będzie mantra, dla innej ulubiona piosenka.
Doczytałam się że do Vishuddha pasuje kolor błękitny i kamień lapis lazuli. Czy noszenie lapis podczas śpiewania mogłoby wzmocnić ten efekt? Albo generalnie połączenie kamienia z głosem - czy ktoś próbował?
Oczyszanie kamienia ma duze znaczenie moim zdaniem! Szczegolnie jak kupiony na targu, nie wiadomo przez ile rak przeszedl. Ja czyszcze swoje kamianie w wodzie z sola albo dymem z szalwii. Ale to troche inny temat - wracajac do spiawania, mam pytanie do Bluszczyk - czy podczas tych zajeć macie jakies cwiczenia z otwieraniem ust, poszerzaniem gardla? Bo slyszalam ze samo to fizyczne rozwarcie juz wplywa na czakre.
Ojej, faktycznie ucięło! Chciałam spytać czy czujesz jakąś roznice w gardle bezposrednio po spiewaniu, czy to bardziej rozluznenie ogolne calego ciala? Bo przy kamieniach tez tak mam - najpierw czuje ogolne dzialanie a dopiero pozniej lokalne. I co do targu - moim zdaniem nie chodzi o miejsce zakupu ale o to przez ile rak przeszedl kamien i czy nosil przy sobie jakies cudze energie.
To interesujące co piszesz o rękach, Zaneta. Czyli mój lapis mógł nasiąknąć energią poprzednich właścicieli? Jak w ogóle rozpoznać że kamień jest 'czysty' i gotowy do pracy? Czy jest jakiś objaw?
Mam pytanie do całej dyskusji. Mówimy o śpiewaniu jako drodze do Vishuddha, ale nikt jeszcze nie zapytał o punkt wyjścia. Jak Bluszczyk w ogóle stwierdziła że ta czakra jest zablokowana? Czy to była diagnoza zewnętrzna, wahadełko, czy po prostu obserwacja objawów?
Głównie obserwacja objawów. Od dłuższego czasu miałam problem z mówieniem wprost o tym czego chcę, unikałam konfrontacji, zdarzało mi się dosłownie tracić głos w stresujących sytuacjach. No i fizycznie - chroniczne napięcie w szyi i gardle, które lekarze kwitowali jako 'stres'. Nie robiłam żadnego testu wahadełkiem, może powinnam?
To co opisujesz brzmi bardzo znajomo. Mam pytanie - czy to tracenie głosu to było dosłownie, fizycznie, czy raczej metaforycznie, że wiedziałaś co powiedzieć ale nie mogłaś? Bo to może wskazywać na różne aspekty blokady Vishuddha.
To jest klasyczny wzorzec blokady w Vishuddha. Ten mechanizm z łamaniem głosu to ciało dosłownie odwzorowuje blokadę energetyczną. Wahadełko przy takiej wyraźnej symptomatyce to moim zdaniem formalność - objawy mówią same za siebie.
Ale to nie musi być 'albo albo'. U mnie blokada gardła miała warstwę fizyczną, emocjonalną i - jak to nazywam - wzorcową. Każda wymagała trochę innego podejścia. Śpiewanie trafiało w kilka naraz, dlatego tak dobrze działało w moim przypadku. Bluszczyk, czy czujesz że twoje trudności z mówieniem mają jakiś konkretny źródłowy moment albo wzorzec, czy to bardziej rozlane?
Właśnie o to chciałam zapytać. Czy praca z czakrą gardła przez śpiewanie może być w ogóle skuteczna jeśli blokada ma źródło psychologiczne, takie jak to co opisujesz? Czy nie trzeba wpierw 'przepracować' tego na poziomie umysłu?
Nie sadze ze kolejnosc jest az tak wazna. Czasem wlasnie przez cialo i dzwiek docieramy do rzeczy ktore trudno przepracowac tylko rozmowa. Mialam podobnie - nie umialam powiedziec pewnych rzeczy na terapii, ale wyszly przez spiew kompletnie nieoczekiwanie. Cialo czasem idzie przed glowa.
To jest piekne i wzruszajace co piszesz Miroslawa. Mam pytanie - czy ta piosenka byla po polsku? Zastanawiam sie czy jezyk ma znaczenie, bo jak spiewam po angielsku to moze nie ma az takiego polaczenia emocjonalnego jak z polskim tekstem?
To co Faddi mówi o mantrach to ciekawy punkt. Bo kiedy śpiewam HAM, to nie mam żadnego emocjonalnego skojarzenia ze słowem, a mimo to coś czuję w gardle. Jakby wibracja działała niezależnie od sensu. Więc może jednak nie chodzi o język ani znaczenie, tylko o sam dźwięk?
To jest właśnie pytanie fundamentalne dla całej tej dyskusji. Czy w Vishuddha chodzi o dźwięk jako zjawisko fizyczne - wibrację, rezonans - czy o ekspresję i komunikację jako akt psychologiczny? Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy i każda z nich mogłaby tłumaczyć efekty śpiewania, ale z innego powodu.
Mysle ze moze byc jedno i drugie rownoczesnie. Przeciez gdy spiewamy mantre to i wibrujemy gardlem i jednoczesnie wyrazamy cos - intencje, skupienie. To sie chyba nie wyklucza? Czarek czy ty w ogole uzywasz mantr czy tylko runy?
Wróćmy na chwilę do pytania Bluszczyk bo ono gdzieś nam uciekło. Czy śpiewanie faktycznie odmyka czakrę, czy raczej utrzymuje ją w lepszym stanie jeśli już jest otwarta? Bo to chyba różnica - jedna wizyta u dentysty a regularne szczotkowanie.
Dobra metafora z tym dentystą 🙂 U mnie po tych kilku tygodniach śpiewania mam wrażenie że coś się poluzowało, ale nie wiem czy to trwałe. Jak nie śpiewam przez kilka dni to napięcie w szyi wraca częściowo. To sugeruje że raczej utrzymuję niż trwale odmknęłam?
A to napięcie które wraca - czy wraca dokładnie tak samo jak na początku, czy jednak słabiej? Pytam bo jeśli słabiej, to może świadczyć o tym że coś się jednak zmienia trwale, tylko powoli.
