ważne pytanie i tak, istnieje coś takiego jak skanowanie z intencją wyłącznie obserwacji, bez wpływu. to znaczy: patrzę na pole energetyczne, nie dotykam, nie zmieniam, nie wysyłam. problem w tym że wymaga to sporej dyscypliny i samoświadomości od pracującego. bo granica między obserwacją a 'naprawą' jest cienka i bardzo łatwo ją przekroczyć nie zdając sobie sprawy. dlatego zawsze powtarzam: najpierw pytasz.
to mnie zastanawia od początku tego wątku - skoro nie możemy zweryfikować czy ktoś 'tylko obserwuje' czy już wpływa, to jak ktoś z zewnątrz w ogóle może ufać osobie która to robi? tzn co sprawia że ta praca jest w ogóle bezpieczna dla kogoś kto się na nią godzi?
to samo pytanie możesz zadać psychiatrze, masażyście, spowiednikowi. każda praca z drugim człowiekiem opiera się na zaufaniu którego nie możesz w pełni zweryfikować. energetyka nie jest inna. jest może mniej uregulowana prawnie, ale mechanizm zaufania jest ten sam. dlatego tak ważna jest reputacja i transparentność.
no ale psychiatra ma wykształcenie, licencję, jest pod nadzorem instytucji. osoba skanująca czakry ma... no, co właściwie? dobre chęci i intuicję? nie mówię że to złe, ale to jednak trochę inne poziomy zabezpieczeń dla kogoś kto się poddaje tej pracy
Werbena i Baska mają punkt. ja bym dodała że przy osobie lękowej jak siostra Kielichowej, to jest jeszcze ważniejsze. bo osoba z fobią już ma podwyższony poziom czujności wobec wszelkiego rodzaju 'dotykania' jej granic, nawet metaforycznego. więc ta praca wymaga jeszcze więcej delikatności niż normalnie.
wracam do kamieni bo to mi chodzi po głowie. Zaneczka mówiła o czerwonym jaspisu i hematycie przy napiętej Muladharze. a co myślicie o czarnym turmalinie? bo ja go używam do ochrony i uziemienia i u mnie świetnie działa. ale nie wiem czy przy fobii to nie jest jednak za 'ciężki' energetycznie
ejj a skąd kamień 'wie' co ma robić? tzn czy to jest tak że każdy kamień ma jakieś stałe właściwości i zawsze działa tak samo, czy to zależy od osoby która go trzyma? bo trochę nie rozumiem mechanizmu
dobra, podjęłam decyzję 🙂 powiem siostrze wprost. może nie w terminach 'czakry i Muladhara', ale powiem że interesuję się takimi rzeczami i że chciałabym jej zaproponować coś co mi samej pomogło przy stresie. i zobaczę jak zareaguje. przynajmniej będę uczciwa. dziękuję wam wszystkim bo ta rozmowa naprawdę mi pomogła poukładać głowę
dobra ale ja nadal nie rozumiem tego z kamieniem - pytałam wcześniej i jakoś nikt nie odpowiedział - skąd ten kamień 'wie' co ma robić? tzn czy to jest jakieś stałe zaprogramowanie że hematyt zawsze uziemia, czy to zależy od osoby? bo jeśli zależy od osoby to czy ktoś z fobią i lękiem w ogóle może 'połączyć się' z kamieniem poprawnie?
i tu wracamy do skanowania zdalnego bo to jest dokładnie ten sam problem - czy pole energetyczne osoby z fobią jest na tyle 'zaciśnięte' że utrudnia odczyt z zewnątrz? mnie się wydaje że tak. tzn osoba żyjąca w ciągłym napięciu ma jakby zbitą energię przy ciele, trudniej ją skanować bo nie 'wylatuje' tak daleko w pole
ej, a wracając do Kielichowej i jej decyzji z tego ostatniego posta - to jest super że powiesz siostrze wprost. ale mam pytanie trochę z boku: czy jeśli ona powie 'nie' albo będzie sceptyczna to czy to w ogóle zamknie temat? tzn czy można komuś 'pomagać energetycznie' bez jego wiedzy i czy w ogóle warto o to pytać skoro i tak możesz obserwować z daleka...
tak, dosze do tego powoli ale dosze 😀 dzięki za cierpliwość bo wiem ze troche kręciłam w kółko. ale mam jeszcze jedno pytanie bo temat tytułu mnie nadal zastanawia - skoro siostra MA fobię igieł i jakiekolwiek 'dotykanie' jej pola wymaga jej zgody, to co jeśli ona tej zgody nie da? czy zostaje mi tylko modlitwa w jej intencji, albo wizualizacja zdrowia bez konkretnego 'wchodzenia' w jej przestrzeń?
wizualizacja zdrowia dla kogoś to nie to samo co skanowanie czy praca z czakrami tej osoby. możesz wysyłać dobrą energię ogólnie, coś w stylu 'niech jej będzie dobrze' i to jest moralnie czyste bo nie wchodzisz w jej pole z konkretnym planem. różnica jest jak między modlitwą a zabiegiem - jedno to intencja, drugie to ingerencja. przy braku zgody zostaje ci to pierwsze i szczerze? to i tak niemało
Jasminowa masz rację i mi to bardzo dużo wyjaśnia. ja też miałam ten dylemat z moją mamą. ona jest totalnie sceptyczna, w ogóle nie wierzy w żadne energie ani czakry. i przez dllugi czas zastanawiałam się czy mogę jej 'wysyłać' coś bez pytania. w końcu doszłam do tego samego wniosku - modlitwa, wizualizacja w stylu życzenia, bez konkretnego celu energetycznego. i jakoś mi z tym lepiej
tylko że wizualizacja 'niech jej będzie dobrze' też jest jakaś intencja skierowana na konkretną osobę. w sumie nie wiem gdzie jest ta granica między życzeniem komuś dobrze a 'wysyłaniem energii'. czy każde myślenie o kimś z dobrą intencją jest już energetycznym działaniem? bo jeśli tak to wszyscy cały czas na wszystkich działamy i pytanie o zgodę jest bez sensu
to jest naprawde centralny problem tej pracy i nie sądzę żeby istniała na to prosta odpowiedź. pracuję z tym od jakiegoś czasu i sama sobie postawiłam taką zasadę że 'intencjonalna technika bez zgody = stop, spontaniczne życzenie = ok'. nie wiem czy to idealny podział ale jakoś mi porządkuje praktykę. i wracając do tematu wątku - myślę że właśnie dlatego diagnostyka zdalana bez wiedzy osoby jest problemem, bo wymaga intencjonalnego działania, nie jest spontaniczna
a ja mam pytanie które mnie dręczy od początku tego wątku i jakoś ciągle go nie postawiłam wprost - czy fobia igieł jest w ogóle trafną analogią do skanowania energetycznego? tzn fobia igieł to strach przed fizycznym przedmiotem. skanowanie energetyczne nie jest fizyczne. czy osoba z fobią igieł miałaby problem z skanowaniem bo to 'wchodzenie w ciało', czy nie, bo to jednak coś innego?
przepraszam że wchodzę bo raczej obserwuję ten wątek i mało piszę, ale to pytanie Stellarii mnie poruszyło bo ja mam generalne problemy z 'wchodzeniem w moje pole' i nie mam konkretnej fobii, po prostu nie lubię gdy ktoś jest zbyt blisko. i serio, przy bioenergoterapii nawet na odległość 30cm czułam opór i niekomfort. więc dla mnie to nie jest kwestia fizyczna tylko jakaś granica której nie umiem dobrze nazwać
Lyra to co piszesz to klasyczny paradoks pracy z blokadami, że to co jest zablokowane broni dostępu do siebie. i właśnie dlatego zdalne skanowanie może być w takich przypadkach lepszym wejściem niż sesja face to face. mniejsza presja, mniejsze poczucie naruszenia przestrzeni. oczywiście jeśli osoba w ogóle wyraziła na coś zgodę
wchodzę po długiej ciszy bo ta rozmowa poszła w bardzo ciekawe miejsce. to co mówi Amulecja o paradoksie blokady broniącej dostępu do siebie jest prawdziwe i jest jednym z najtrudniejszych aspektów tej pracy. u mnie w praktyce spotykam to często i jedynym wyjściem jest bardzo powolne zbliżanie, za zgodą i w tempie osoby a nie praktykującego. przy fobii igieł to dopiero nabiera znaczenia bo ta osoba już raz nauczyła się że 'coś wchodzi i boli'
okej to teraz mam pytanie z zupełnie innej strony. mówiliście o wahadełku jako metodzie diagnostycznej. czy wahadełko można stosować zdalnie? tzn czy można trzymać wahadełko nad mapą albo zdjęciem osoby i w ten sposób skanować jej czakry bez jej obecności? bo gdzieś o tym czytałam i wydaje mi się to... dziwne, ale może coś w tym jest?
tak, to się robi i to dosyć standardowa technika radiestezji stosowanej do diagnostyki energetycznej. trzymasz wahadełko nad zdjęciem albo piszesz imię i datę urodzenia na kartce i skaanujesz punkt po punkcie. kierunek obrotu odpowiada kierunkowi i sile przepływu w danej czakrze. działa tak samo jak bezpośrednie skanowanie, pole nie zna odległości
a właściwie to pytałam o wahadełko i Jacenty odpowiedział, ale teraz mam kolejne pytanie - bo jeśli można skanować zdjęciem, to co ze zdjęciem osoby, która w ogóle nie wie że ją skanujesz? tzn tu wracamy do tego samego dylematu co wcześniej tylko jakby... z innego kąta? czy wahadełko nad zdjęciem to już jest 'wchodzenie w pole' tej osoby czy tylko odczyt?
no tak to właśnie działa, wahadełko nad zdjęciem to nie jest tylko 'odczyt z zewnątrz', ty dosłownie nawiązujesz kontakt z polem tej osoby przez jej obraz. to jest podstawa radiestezji - zdjęcie jest łącznikiem energetycznym. więc etycznie jest dokładnie tak samo jak przy skanowaniu dłonią, tylko bez fizycznej bliskości
doktryna radiestezji to nie jest argument, przepraszam. to jest kółeczko - radiestezja mówi że zdjęcie jest łącznikiem, bo radiestezja tak mówi. a wahadełko reaguje inaczej nad różnymi rzeczami bo trzymasz je inaczej, nieświadomie. to się nazywa efekt ideomotoryczny i jest opisany w literaturze naukowej, nie ezoterycznej
no to Czarek wszedł z tym ideomotorycznym i teraz będziemy mieć wojnę 😀 ale serio - Czarku, ja rozumiem ten argument i nawet go szanuję, ale on dotyczy też skanowania dłonią, nie tylko wahadełka. a jednak wiele osób ma powtarzalne wyniki w diagnostyce dłonią których nie da się wytłumaczyć samym sugestią. nie jesteś w stanie tego po prostu zamknąć 'efektem ideomotorycznym'
ok to mam wrażenie że to pytanie o wahadełko nad zdjęciem to jest właśnie sedno całego tematu wątku. bo fobia igieł to był taki przykład sytuacji gdzie fizyczna bliskość jest problem, i szukamy jak to obejść. i wahadełko zdalne to jest chyba najbardziej 'oddalona' metoda. ale jak slyszę że to etycznie bez różnicy to trochę mi klapki opadają bo myślałam że to bedzie jakieś wyjście
