Forum

Asystent AI
Czakra korzenia a p...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czakra korzenia a problemy z zakorzenianiem się w nowych miejscach - czy przeprowadzki utrudniają pracę

Strona 1 / 3

Wpisy: 401
Rozpoczynający temat
(@kostroma)
Połączone: 4 miesiące temu

Chciałam się podzielić czymś, co mnie ostatnio mocno nurtuje. Przeprowadziłam się już trzeci raz w ciągu pięciu lat i za każdym razem jest tak samo - pierwsze miesiące to jakiś koszmar. Nie chodzi o to że coś złego się dzieje, po prostu czuję sie jakby moje nogi były z powietrza, kompletne oderwanie, brak zakorzenienia. Chodzę po nowym mieszkaniu i mam wrażenie ze to nie jest moje miejsce, ze gdzieś 'zostałam' w poprzednim. Sprawdzałam wahadełkiem muladharę i obraca sie ledwo ledwo, prawie się nie rusza albo robi małe chaotyczne ruchy zamiast równego koła. Czy ktoś miał coś podobnego po przeprowadzce? Bo zaczynam myslec ze czakra korzenia jakoś 'zaczepia się' o stare miejsce i trzeba ją dosłownie przeprowadzić razem z soba.


Odpowiedz
103 odpowiedzi
Wpisy: 264
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz to bardzo znany wzorzec, choć mało się o nim mówi. Muladhara ma swoją naturę - jest ziemska, powolna, lubi stałość. Kiedy fizycznie przenosisz się w nowe miejsce, ona nie podąża za tobą automatycznie jak bagaż. Zostaje tam gdzie zakorzeniałaś sie przez miesiące czy lata, w tej starej podłodze, w tamtych ścianach. Ja to nazywam 'echem obecności' - zostawiasz ślad energetyczny w miejscu, a twoja czakra korzenia ma z nim ciągłość, bo to naturalne dla jej wibracji. Problem zaczyna sie kiedy to echo zaczyna ciągnąć cię wstecz zamiast po prostu zanikać. Jak długo masz to uczucie po tej ostatniej przeprowadzce?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Interesujący temat, bo sama się z tym zmagałam. Ale chcę dodać pewne rozróżnienie, bo to ważne żeby nie wrzucać wszystkiego do jednego worka. Jedno to blokada muladhary spowodowana przeprowadzką, drugie to niedoczynność wynikająca z tego, że nowe miejsce po prostu ci nie odpowiada energetycznie i ciało to sygnalizuje. To dwa zupełnie różne mechanizmy i wymagają innej pracy. Czy przed przeprowadzką ta czakra działała u ciebie sprawnie? I jak się czujesz z innymi kwestiami 'korzeniowymi' - finanse, poczucie bezpieczeństwa, codzienne rutyny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kostroma)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 401

@Wrzosianka konkretne pytanie! Przed przeprowadzką czakra chodziła normalnie, przynajmniej tak mi wychodziło. Finansowo było dobrze, czułam sie stabilnie. To znaczy, że może to jednak to pierwsze - ta blokada z przyczepiania sie do starego miejsca? Bo samo nowe mieszkanie jest fajne, nie mam złego przeczucia co do niego. Problem jest jak gdyby 'wewnętrzny', a nie związany z samym miejscem.


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@szafirek)
Połączone: 3 lata temu

Ojejku, właśnie to czytam i aż mnie przeszły ciarki bo moja starsza siostra sie przeprowadziła do innego miasta i mówi dokładnie to samo! Że chodzi po mieszkaniu i nie może się 'umiejscowić'. Nie wiedziałam że to może być kwestia czakry korzenia. A jak się w ogóle sprawdza tę czakrę wahadełkiem? Tzn. gdzie dokładnie się trzyma wahadło i co dokładnie oznaczają te różne ruchy? Przepraszam że pytam o podstawy ale chcę zrozumieć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wincentyna)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 180

@Szafirek co do wahadełka - trzymasz je nad miejscem na ciele odpowiadającym czakrze, dla muladhary to okolice kości krzyżowej albo stóp, i obserwujesz ruch! Okrągły obrót zgodny z ruchem wskazówek zegara to aktywna i zrównoważona czakra, obrót w lewo moze znaczyć blokadę albo cofanie energii, a ledwe drgania czy chaos to zastój. Ale różni praktycy interpretują to różnie wiec nie ma jednej absolutnej zasady 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@helenka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Nie chcę psuć atmosfery ale muszę zapytać - czy naprawdę myślimy, że czakra 'zostaje' w starym mieszkaniu jak zapomniany parasol? Bo rozumiem metaforę, rozumiem że przeprowadzka jest stresem i to wpływa na samopoczucie, ale ta narracja o energii zostawionej w ścianach i o ciągnięciu z powrotem... to mi bardziej brzmi jak opis stresu adaptacyjnego i nostalgii niż dosłowna diagnoza energetyczna. Jakie są realne objawy poza wahadełkiem które daje małe kółka?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Helenka a skąd założenie, że te dwie rzeczy się wykluczają? Stres adaptacyjny i praca energetyczna to nie dwie osobne szafy. Napięcie psychiczne manifestuje sie w ciele, w polu energetycznym. To co ona opisuje - brak zakorzenienia, uczucie zostawania gdzieś indziej - to jest właśnie sposób w jaki muladhara sygnalizuje przeciążenie. Nie mówię że ściany ją trzymają jak magnes, ale że jej własna energia jest 'w zawieszeniu' między starym a nowym. To wcale nie jest takie ezoteryczne jak brzmi.


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Agatka03 nie twierdzę że się wykluczają, twierdzę że warto wiedzieć gdzie jest granica między metaforą a diagnozą. Bo za chwilę ktoś zacznie robić rytuały 'odczepiania energii od starego mieszkania' zamiast po prostu dać sobie czas na adaptację. Co z objawami fizycznymi? Bo muladhara jak jest naprawdę zablokowana to nie chodzi tylko o wahadełko.


Odpowiedz
Wpisy: 401
Rozpoczynający temat
(@kostroma)
Połączone: 4 miesiące temu

Hej, wracając do pytania Helenki o objawy - zapomniałam napisac. Mam bóle dolnego kręgosłupa, takie tępe, jakby ktoś położył ciężar. I marzną mi stopy mimo że w mieszkaniu jest ciepło. Plus ogólne poczucie ze 'stoję w miejscu' w życiu, nic nie chce ruszyć do przodu, plany które miałam po przeprowadzce jakoś nie mogą się zacząć. Nie wiem czy to zablokowana muladhara czy po prostu chaos po przeprowadzce ale jednak spytałam bo chciałam sie dowiedziec czy ktoś miał podobnie.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Te objawy które teraz wymieniłaś to już inna rozmowa. Bóle dolnego kręgosłupa, zimne stopy, poczucie stagnacji - to klasyczny zestaw dla niedoczynnej muladhary i to niezależnie od przeprowadzki. Pytanie dla mnie jest inne: czy to przeprowadzka wywołała blokadę, czy może blokada była już wcześniej i przeprowadzka ją ujawniła? Bo to się zdarza - duża zmiana życiowa, zwłaszcza związana z fizycznym przemieszczeniem i nowym terytorium, potrafi wyciągnąć na wierzch to co leżało uśpione.


Odpowiedz
Wpisy: 688
(@michasia)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Wrzosianka pisze o ujawnianiu blokad przez zmiany bardzo mi bliskie. Mam takie doświadczenie że każdy duży próg w życiu, nie tylko przeprowadzka ale też zmiana pracy, rozstanie, cokolwiek co kończy jeden etap, działa jak sito - wytrząsa to co było ukryte. Jakby energetyczny system pokazywał słabe punkty właśnie wtedy kiedy musi je obsłużyć. A muladhara jest pierwsza w kolejności bo to ona odpowiada za podstawy - dosłownie za to na czym stoisz.


Odpowiedz
Wpisy: 227
(@bursztynka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Okej ale praktycznie - co z tym zrobić?! Bo rozumiem teorię, ale jak to teraz naprawić? Chodzi mi o konkretne ćwiczenia albo techniki, najlepiej takie które dają efekt stosunkowo szybko bo jak się czuje niezakorzenioną to ciężko w ogóle żyć normalnie. Sama niedawno zmieniałam miasto i też miałam ten dziwny stan 'nie tu i nie tam' przez jakiś czas.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Bursztynka no ale właśnie o tym chciałabym najpierw porozmawiać - czy to jest problem który wymaga szybkiej naprawy, czy też jest komunikatem który warto najpierw zrozumieć. Bo jeśli muladhara sygnalizuje że energetycznie trzymasz się starego miejsca, to zanim zaczniesz ją 'odblokowywać' technikami, warto zapytać siebie - dlaczego tam zostawiłaś coś ważnego? Co jest w tym starym miejscu? Nie fizycznie, ale energetycznie, emocjonalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 401
Rozpoczynający temat
(@kostroma)
Połączone: 4 miesiące temu

O, to jest naprawdę trafne pytanie. Bo jak tak myślę... to z poprzedniego miejsca wyjechałam trochę z poczuciem niedokończenia. Nie zakończyłam pewnych spraw, zostawiłam sytuacje otwarte. Może energia naprawdę tam 'siedzi' bo czeka az to domknę? Ale jak domknąć coś co jest daleko i de facto już nie ma powrotu?


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@czcibor93)
Połączone: 3 lata temu

To ciekawe bo podobnie miałem po przeprowadzce, i z czakrami wtedy nie pracowałem w ogóle, ale uczucie było identyczne. Ten stan zawieszenia między miejscami. Wróciłem raz do starego miasta i dziwna rzecz - od razu poczułem ze coś się 'zamknęło', spokój wrócił. Nie wiem czy to energia czy psychika ale coś tam siedziało.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

To co opisuje Czcibor to świetny przykład i właściwie sam daje odpowiedź na pytanie jak to zamknąć. Fizyczny powrót i świadome pożegnanie sie z miejscem to jedna z najskuteczniejszych metod. Ale jak nie ma możliwości wrócić - można to zrobić energetycznie. Wizualizacja, intencja, coś co symbolicznie kończy relację z tamtym miejscem. Nie chodzi o wymazanie wspomnień tylko o energetyczne 'zabranie siebie' stamtąd. Proponuję konkretne ćwiczenie: siedzisz w nowym miejscu, robisz głęboki oddech i wizualizujesz złoty sznur łączący cię z poprzednim miejscem, a potem świadomie go rozcinasz - nie z gniewem, z wdzięcznością - i wyobrażasz sobie że twoje korzenie wpuszczają się w nową podłogę.


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@szafirek)
Połączone: 3 lata temu

To ćwiczenie które opisała Wrzosianka brzmi pięknie! Ale mam pytanie - czy ten sznur to nie jest przypadkiem też coś co może się źle skończyć jeśli sie go tnie bez przygotowania? Czytałam że nie powinno się zrywać połączeń energetycznych na siłę. Albo to inna kwestia?


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@helenka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Przez chwilę miałam wrażenie ze jesteśmy na seansie terapeutycznym, nie na forum o czakrach. I mówię to bez złośliwości, naprawdę. Bo to co Agatka napisała o niedokończonych sprawach i to co Czcibor opisał ze swojego doświadczenia - to brzmi jak normalny mechanizm psychologiczny związany z poczuciem zamknięcia. To jest realne, tylko niekoniecznie energetyczne. Wizualizacja może pomóc, owszem, ale może pomóc jako technika psychologiczna, niekoniecznie dlatego że dosłownie przetnie energetyczny sznur.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Helenka i tu się z tobą zgadzam w połowie. Tak, to też mechanizm psychologiczny. Ale dla mnie to nie jest alternatywa dla wyjaśnienia energetycznego, to jest to samo zjawisko opisane z różnych poziomów. Psychika i energia to nie są dwa oddzielne systemy, przynajmniej nie w tym rozumieniu w jakim ja pracuję. Więc wizualizacja działa na obu poziomach jednocześnie i dlatego jest skuteczna. Ale rozumiem twój punkt.


Odpowiedz
Wpisy: 401
Rozpoczynający temat
(@kostroma)
Połączone: 4 miesiące temu

Wiesz co, cieszę sie ze ten wątek poszedł w te stronę bo to naprawdę otwiera coś ważnego. Właśnie sobie uświadomiłam że nigdy żadnej przeprowadzki nie 'pożegnałam' świadomie. Pakowałam, jechałam, i tyle. Może to jest sedno? Że muladhara szarpie wstecz nie dlatego ze jest zblokowana sama w sobie, ale dlatego ze nie dałam jej sygnału: to stare miejsce jest zamknięte, nowe jest moje. Zacznę od tej wizualizacji, ale chętnie usłyszę czy są jeszcze inne metody bo różne rzeczy działają na różne osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@wincentyna)
Połączone: 12 miesięcy temu

to co Kostroma napisała o nigdy nie pożegnanym miejscu... to mnie uderzyło!! Ja też tak mam! Wyjechałam z rodzinnego miasta trzy lata temu i właściwie tylko spakowałam rzeczy i tyle. Nie ma żadnego świadomego zamknięcia, zero. I teraz jak o tym myślę, to mam cały czas jakieś poczucie że część mnie tam ciągle jest. Może dlatego muladhara mi tak słabo chodzi? Czy ktoś próbował tego ćwiczenia z wizualizacją sznura o którym pisała Wrzosianka? Jak to dokładnie wygląda w praktyce?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wizualizacja jest prosta w założeniu, ale wymaga spokoju i uciszenia się. Siadasz wygodnie, zamykasz oczy, oddychasz. Wyobrażasz sobie siebie stojącą w nowym miejscu, twoje stopy na nowej ziemi. Potem kierujesz uwagę w stronę starego miejsca i pozwalasz sobie poczuć co tam zostało - emocja, wspomnienie, niezałatwiona sprawa, cokolwiek. Nie ciągniesz tego do siebie siłą, tylko obserwujesz. I dopiero kiedy to identyfikujesz, dziękujesz temu miejscu i świadomie decydujesz że już możesz być gdzie jesteś. Sznur to tylko metafora tego co łączy - nie tnie się go, pozwala mu naturalnie puścić. Szafirek miała pytanie o ryzyko - właśnie dlatego to nie jest cięcie, tylko odpuszczanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafirek)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 44

@Wrzosianka aaa ok, to zupełnie inaczej to rozumiałam! Myślałam że to jest jak te techniki cord cutting o których czytałam gdzieś po angielsku i tam pisali żeby dosłownie wyobrażać sobie nożyce albo nóż. A u ciebie to brzmi dużo łagodniej. I chyba ma to sens bo na siłę raczej nie działa nic 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@helenka)
Połączone: 9 miesięcy temu

No i tu mamy dwa różne podejścia w obrębie tej samej tradycji, co już coś mówi. Jedno mówi tnij sznur, drugie mówi odpuść sznur. Które jest skuteczne? Oba? Żadne? Pytam serio, bo jeśli technika działa niezależnie od tego jak ją wykonujesz, to może działa coś innego niż sama technika.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Helenka może obydwie działają, bo obydwie angażują uwagę i intencję? Mechanizm jest ten sam - dajesz sobie przestrzeń żeby coś przetworzyć. Różnica jest tylko w języku i obrazie. Dla kogoś kto potrzebuje wyraźnego gestu zamknięcia - cięcie. Dla kogoś kto sie boi gwałtowności - odpuszczanie. To jak z żałobą, są różne rytuały pożegnania w różnych kulturach i wszystkie pomagają, bo pomagają nie metoda a sam akt.


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@czcibor93)
Połączone: 3 lata temu

zgadzam sie z Agatką. Sam jak wróciłem fizycznie do starego miasta to nie robiłem żadnej wizualizacji ani nic, po prostu pojechałem, pochodziłem po miejscach, zjadłem żurek w barze który lubiłem i jakoś to zamknęło. Bez sznurów, bez czakr. więc może chodzi o intencję i uwagę a nie technikę jako taką


Odpowiedz
Wpisy: 401
Rozpoczynający temat
(@kostroma)
Połączone: 4 miesiące temu

właśnie o to mi chodzi i to jest dla mnie sedno tego wątku. Że nikt mi nigdy nie powiedział że przeprowadzka to jest rytuał przejścia który wymaga świadomego zamknięcia. Traktujemy to logistycznie - kartony, samochód, adres. A to jest coś więcej. I teraz siedzę z tym niedokończeniem i szukam jak to naprawić energetycznie, bo fizycznie wróćic tam raczej nie mogę na razie.


Odpowiedz
Wpisy: 688
(@michasia)
Połączone: 5 miesięcy temu

to co piszesz Kostroma jest wazne i myślę że to jest właśnie to. każde miejsce które zajmowałyśmy naprawdę, w którym żyłyśmy, śmiałyśmy się, płakałyśmy, ma nasz odcisk. i my mamy jego odcisk. to nie jest metafora, to jest bardzo realne doświadczenie. i przeprowadzka bez rytuału zamknięcia to jak zdanie egzaminu bez oddania arkusza - coś zostaje w powietrzu.


Odpowiedz
Wpisy: 227
(@bursztynka)
Połączone: 5 miesięcy temu

okej ale zaraz - to znaczy że KAŻDA przeprowadzka zostawia taką blokadę? Bo ja się przeprowadzałam ze cztery razy w życiu i nigdy nie robiłam żadnych pożegnań. Czy to znaczy że mam teraz cztery miejsca gdzie zostawiłam energie? Trochę mnie to przeraża szczerze mówiąc


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Bursztynka nie przerazaj sie. Po pierwsze - nie każda przeprowadzka zostawia blokadę. Zostawia ją ta, po której czujesz że coś zostało niedokończone, albo z którą wiązały się silne emocje których nie przetworzyłaś. Jeśli wyprowadziłaś się ze spokojnych miejsc, w dobrych okolicznościach i bez ciągot - prawdopodobnie nic nie zostało. Ciało i psychika same regulują to co jest łatwe. Problem pojawia się przy trudnych przejściach.


Odpowiedz
Wpisy: 36
(@fluorytka76)
Połączone: 4 lata temu

wchodzę tutaj bo właśnie przez przypadek trafiłam na ten wątek i to jakby ktoś opisał moje życie. Przeprowadziłam sie pół roku temu z mieszkania gdzie byłam przez osiem lat i to nie było łatwe rozstanie - związek sie skończył, musiałam wyjść, było ciężko. I od tamtej pory mam dokładnie te objawy - zimne stopy, tępy ból pleców, i takie uczucie że gdziekolwiek jestem to jakby nie całkiem. Nie wiedziałam że to może mieć związek z czakrą. Myślałam że to zwykła depresja pohomkowa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Fluorytka76 to co tu opisujesz brzmi jak klasyczne symptomy zamrożenia muladhary po traumatycznej zmianie. I ważne pytanie - czy w tamtym miejscu czułaś się kiedyś bezpieczna i zakorzeniona? Jeśli tak, to twoje pole energetyczne może kojarzyć tamto miejsce z poczuciem bezpieczeństwa i dosłownie tam 'szuka' stabilności. Nie w złym sensie - to jest odruch ochronny. Ale wymaga przepracowania.


Odpowiedz
(@fluorytka76)
Połączone: 4 lata temu

Wpisy: 36

@Agatka03 tak, przez pierwsze kilka lat tam byłam bardzo szczęśliwa. Potem sie pogorszyło, ale tamten czas był dobry. Więc może właśnie dlatego? Energia trzyma sie tego co kojarzy z bezpieczeństwem, nawet jeśli to już przeszłość?


Odpowiedz
Wpisy: 45
(@szeptun85)
Połączone: 3 lata temu

to interesujące co Fluorytka pisze, bo to sugeruje że problem nie jest w tym że miejsce było złe, tylko w tym że było dobre. Paradoks - zakorzeniamy sie w miejscach które dały nam coś ważnego, i właśnie dlatego trudno odpuścić. Złe miejsca porzucamy łatwiej bo chcemy uciec. Czy ktoś miał tak że przeprowadzka z trudnego miejsca była energetycznie łatwiejsza niż przeprowadzka z miejsca ukochanego?


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@czcibor93)
Połączone: 3 lata temu

ja tak miałem. z pierwszego mieszkania, które po prostu nie lubiolem, wyprowadzilem sie bez żalu. z drugiego, do którego byłem przywiązany, wyjście zajęło mi energetycznie dwa lata choć fizycznie trwało tydzień


Odpowiedz
Wpisy: 181
(@kornelka50)
Połączone: 3 lata temu

to ma sens z perspektywy zupełnie nieenergetycznej też - po prostu im bardziej coś kochasz tym trudniej sie z tym rozstać. nie musimy od razu mówić o czakrach żeby to zrozumieć. ale rozumiem że w tym kontekście to przekłada się na konkretne objawy w ciele i w polu.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@helenka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Kornelka mówi to co ja od początku próbuję powiedzieć, tylko bez tej mojej sceptycznej otoczki. To jest ból straty. Strata miejsca jest realnym żałobnym doświadczeniem. Czy musimy to nazywać blokadą muladhary żeby to potraktować poważnie?


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: