Zacząłem poważniej pracować z czakrami i doczytałem, że pranajama to jeden z najskuteczniejszych sposobów na ich oczyszczenie i zrównoważenie. Ale wszędzie piszą ogólnie 'oddychaj świadomie' i tyle. Chciałbym wiedzieć konkretnie - czy do każdej czakry pasuje inny rodzaj oddechu? Bo kojarzyłem, że np. naprzemienne nozdrza to coś dla Ajny, ale nie mam pojęcia co robić z Muladharą czy Manipurą. Ktoś pracuje z oddechem pod konkretne czakry?
Pytanie całkiem konkretne, więc spróbuję odpowiedzieć konkretnie. Tak, techniki nie są wymienne i nie każdy oddech działa tak samo na każdą czakrę. Do Muladhary używam oddechu brzusznego, głębokiego, z zatrzymaniem po wydechu - to uziemia, dosłownie czuć jak energia schodzi w dół. Do Manipury z kolei Kapalabhati, czyli te krótkie, energiczne wydechy przeponą. Ktoś miał inne doświadczenia z tym?
Ja to właśnie chciałam zapytać. Dużo rzeczy w pranajamie działa 'na wszystko' i trochę się gubię jak czytam że jedna technika jest do serca, inna do gardła. Skąd wiadomo że to nie jest takie samo działanie, tylko opisane inaczej przez różnych nauczycieli?
Kapalabhati aktywuje obszar brzucha, dosłownie fizycznie - ta praca przeponą i ciepło które się generuje naturalnie trafia w rejon Manipury. Nie jest to tylko przypisanie symboliczne. Przy Anahata z kolei pracuje się raczej oddechem czterofazowym, równym, bo serce potrzebuje rytmu a nie intensywności. Ale powiem szczerze - sama łączyłam techniki z intencją i wizualizacją i bez tego same ćwiczenia działały słabiej.
Wizualizacja to podstawa, bez niej pranajama to tylko gimnastyka oddechowa. Ja zawsze przy Vishuddha robię oddech z gardłowym dźwiękiem, takie delikatne ujjayi, i jednocześnie wyobrażam sobie niebieski kolor rozszerzający się w gardle. Działa lepiej niż cokolwiek innego co próbowałam na blokadę gardła.
Dzięki Cecylka za to, właśnie o to mi chodzi - chcę wiedzieć co i po co, a nie robić na ślepo. To wróćmy może do układu - czyli mamy: oddech brzuszny do Muladhary, coś do Swadhisthany, Kapalabhati do Manipury, czterofazowy do Anahata, ujjayi albo coś z wibracją do Vishuddha... a co z Ajną i Sahasrarą?
Do Ajny nadi shodhana, czyli naprzemienne nozdrza - to chyba najbardziej ugruntowana korelacja, niemal wszyscy się z tym zgadzają. Balansuje lewą i prawą stronę, co przekłada się na pracę z trzecim okiem. Przy Sahasrara to już trudniejsze, bo część tradycji mówi że korona 'otwiera się' sama gdy reszta jest czysta, inne podają oddech z bardzo długim zatrzymaniem po wdechu.
Przy Sahasrara słyszałam też o oddechu 'bez oddechu', czyli wyciszeniu do minimum ruchu powietrza, prawie medytacja sama w sobie. Sama raz próbowałam po dłuższej pracy z Ajną i coś faktycznie zaczęło się dziać w czubku głowy, takie mrowienie. Nie wiem czy to efekt czy autosugestia, ale było wyraźne.
To ważna rzecz którą Adeptka poruszyła. Widziałem wielu ludzi którzy rwali się od razu do pracy z Ajną i koroną bo 'brzmią najlepiej', a mieli totalnie rozkopane Muladharę i Swadhisthanę. Potem mają kłopoty ze snem, uczucie odpływania, brak zakorzenienia. Pranajama od dołu do góry to nie przypadek.
To rozumiem, dziękuję bardzo Arnold59 i wszystkim za te wyjaśnienia. Mam pytanie praktyczne na koniec tej części - czy pranajamę do konkretnych czakr robić w jednej sesji po kolei od dołu, czy raczej każdego dnia inna technika ukierunkowana na jedną czakrę? Bo czuję że jedno i drugie ma sens ale nie wiem co skuteczniejsze.
Wincenty05 dobry kierunek z tym pytaniem na końcu, bo to jest właśnie pułapka na początku pracy z pranajamą. Większość ludzi chce zrobić wszystko naraz i wychodzi z tego chaos. Moja opinia: zacznij od jednej techniki tygodniowo, nie od całej sekwencji. Sekwencja od dołu do góry w jednej sesji brzmi logicznie, ale wymaga doświadczenia żeby poczuć czy coś się faktycznie przesunęło przed przejściem do następnej czakry.
No właśnie dlatego pytałem, bo czytałem opisy sesji gdzie ktoś robi pełny cykl w 45 minut i zastanawiałem się czy to w ogóle realne dla kogoś kto zaczyna. Dzięki za tę odpowiedź bardzo, bo chyba powinienem nie gonić za kompletnym zestawem tylko skupić się na tym co teraz potrzebuję. A potrzebuję chyba zacząć od dołu, bo z tym zakorzenieniam u mnie słabo.
45 minut na pełny cykl siedmiu czakr to jest raczej utrzymanie równowagi, nie praca z blokadą. Ktoś kto to robi ma już wypracowaną wrażliwość i rytm. Dla Wincenty05 - jeśli mówisz że masz problem z zakorzenieniam, to Muladhara i długi wydech z zatrzymaniem jest dobrym miejscem na start. Ale powiedz więcej co masz na myśli mówiąc że słabo z zakorzenieniam, bo to dużo rzeczy może znaczyć.
Potwierdzam to co Cecylka mówi. U mnie kiedy zaczęłam regularnie pracować z oddechem do ziemi, nie zmieniło to sytuacji zewnętrznej od razu, ale przestałam się budzić w nocy z lękiem o pieniądze. A jak nie budzisz się w panice, to myślisz jaśniej i zaczynasz lepiej działać. Taki łańcuszek.
A ja się zastanawiam czy Wincenty05 nie powinien najpierw zająć się tą atmosferą w pokoju o której wspomniał, bo jak pracujesz w środowisku z ciężką energią, to pranajama może być mniej skuteczna. Energetyczne oczyszczenie przestrzeni i praca z oddechem razem dają lepszy efekt.
Wincenty05, to co opisujesz z pokojem brzmi jak coś co warto potraktować osobno od pracy z czakrami. Pranajama może pomóc tobie, ale nie oczyści przestrzeni fizycznej. Czy tam jest dobra wentylacja, naturalne światło? Pytam serio bo zanim pójdziemy w stronę energetyczną, warto wykluczyć rzeczy przyziemne.
Właśnie chciałam to samo powiedzieć. Sama miałam kiedyś podobne odczucie w sypialni i okazało się że za mało wietrzyłam i meble blokowały przepływ powietrza. Po przestawieniu stało się lepiej. Nie mówię że to jest twój przypadek, ale warto sprawdzić zanim zaczniemy szukać energetycznych przyczyn.
Nadi shodhana jest jedną z bezpieczniejszych technik, można ją zacząć bez dużego doświadczenia. Ale przy Ajnie bym jednak nie zaczynał zanim nie popracujesz przez jakiś czas z dolnymi czakrami. To znowu wraca do tego co Arnold mówił - nie skakać od razu na górę. Czy ty w ogóle robiłeś do tej pory jakiś regularny oddech medytacyjny, czy to zupełnie nowe?
W takim razie zacznij od czystego oddechu brzusznego, bez żadnych zatrzymań i bez nozdrzy na przemian. Tylko wdech do brzucha, wydech powolny, nic więcej. Przez co najmniej kilka tygodni. Jak to poczujesz w ciele i przestanie wymagać myślenia, wtedy możesz dokładać kolejne elementy. Wiem że to brzmi nudno, ale na tym etapie właśnie tego potrzebujesz pod Muladharę.
Okej, zatem rozumiem - oddech brzuszny przez kilka tygodni, bez żadnych udziwnień. Ale mam jeszcze jedno pytanie do Arnolda - mówiłeś o tym żeby czuć to 'w ciele i żeby przestało wymagać myślenia'. Jak ja mam wiedzieć kiedy dojdę do tego momentu? Bo boje się że będę siedział z tym oddechem przez trzy miesiące i nie będę miał pojęcia że już dawno mogłem iść dalej.
To dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Umownie - kiedy kładziesz się i nie musisz 'pilnować' oddechu, tylko on po prostu idzie głęboko i spokojnie bez wysiłku, to znak. Ale szczerze? Lepiej zostań z tym dłużej niż myślisz że trzeba, niż za krótko.
Dodam tylko że dla kogoś kto ma problem z zakorzenieniam, ranne ćwiczenie może mieć tę przewagę że ustawia resztę dnia. Nie ma sensu zakotwiczać się energetycznie tuż przed spaniem, bo i tak nie masz za dużo czasu żeby to 'przetestować' w życiu codziennym.
Szczerze to ja nigdy nie separowałam tych rzeczy i po prostu byłam zadowolona z efektu całości. Może to nieprecyzyjne podejście, ale w praktyce chodzi o to żeby poczuć się lepiej, nie żeby napisać pracę naukową o przyczynowości. Choć rozumiem argument Cecylki.
Słuchajcie, to może głupie pytanie ale - czy przy tym oddechu brzusznym mam w ogóle myśleć o Muladharze podczas ćwiczenia, wizualizować coś, czy po prostu tylko oddychać? Bo nie wiem czy sama technika wystarczy czy trzeba to jakoś ukierunkować intencją.
Nie głupie pytanie, wręcz kluczowe. Na początku - po prostu oddychaj. Intencja i wizualizacja przyjdą same kiedy będziesz na tyle spokojny żeby mieć na nie miejsce. Jeśli za wcześnie zaczną się starać 'robić dobrze' wizualizację, to uwaga idzie do głowy, a nie do ciała.
Dla zakorzeniania lepiej na podłodze, najlepiej ze skrzyżowanymi nogami jeśli to wygodne, ewentualnie klęcząc. Krzesło też działa ale tracisz ten fizyczny kontakt który jest ważny właśnie przy pracy z korzeniem. Możesz też oprzeć plecy o ścianę żeby nie walczyć z prostowaniem kręgosłupa.
A można to robić na macie do jogi? Mam w domu grubą matę i nie wiem czy to za dużo izoluje od podłogi, bo podobno przy uziemieniu ważny jest kontakt z ziemią.
