Hej, piszę bo nie bardzo wiem do kogo się zwrócić z czymś tak... osobistym. Od jakiegoś czasu mam dziwne poczucie, że coś jest nie tak w sferze intymnej z moim partnerem. Nie chodzi mi o uczucia, bo je mam, ale o jakiś blok, opór. Jakby moje ciało broniło się samo przed tym zbliżeniem. Czytałam trochę o czakrze sakralnej i zastanawiam się, czy to może być coś w tym kierunku. Czy ktoś miał podobne objawy i wie, jak to wygląda od strony energetycznej?
To co opisujesz brzmi bardzo znajomo. Swadhisthana kiedy jest zablokowana, to właśnie tak daje o sobie znać - nie przez brak uczuć, ale przez jakiś wewnętrzny mur w sferze fizycznej i intymnej. Chciałabym zapytać - czy ten blok dotyczy tylko partnera, czy jest bardziej ogólny? Mam na myśli czy masz też ogólnie jakiś opór przed dotykiem, bliskością fizyczną z kimkolwiek, czy raczej jest to ukierunkowane?
To napięcie w dolnym brzuchu to bardzo typowy sygnał przy zastoju w Swadhisthanie. Anatomicznie ta czakra siedzi mniej więcej dwa palce poniżej pępka i jest ściśle powiązana z układem moczowym, narządami rodnymi i... no właśnie, ze wszystkim co do sfery intymnej należy. Ale zanim będziemy spekulować - próbowałaś kiedyś testować wahadełkiem albo czuć to dłonią? Czasem sama obserwacja potrafi powiedzieć więcej niż opisy objawów.
Ja jeszcze nie umiem dobrze czytać wahadełkiem, ale słyszałam że przy zablokowanej czakrze sakralnej ono po prostu staje albo robi bardzo małe, niezdecydowane kółka. Czy to prawda? Bo chciałabym to też u siebie sprawdzić przy okazji, mam podobne pytania co autorka tematu...
Powiem szczerze - sama diagnostyka wahadełkiem to za mało, żeby coś sensownie ocenić. Szczególnie przy tak delikatnym temacie jak intymność. Tu nakłada się wiele warstw: energia, psychika, historia emocjonalna, często jakieś dawne zranienia. Pytanie do autorki - czy był jakiś konkretny moment, od którego zaczęłaś to odczuwać? Czy to przyszło stopniowo?
Ma i to spore. To co opisujesz to klasyczny przykład blokady pourazowej w Swadhisthanie. Czakra sakralna gromadzi ślady emocjonalne związane z bliskimi relacjami i jeśli dostała mocne uderzenie - zranienie, porzucenie, zdradzenie - to niejako się zamyka żeby chronić. Z jednej strony sensowna reakcja ciała energetycznego, z drugiej strony ta ochrona zaczyna za długo trwać i staje się przeszkodą.
No ale skoro już wiadomo co to jest, to co teraz konkretnie robić? Są jakieś ćwiczenia albo kamienie które to szybko odblokują? Bo czekanie aż samo przejdzie to nie jest opcja 🙂
Zależy od głębokości blokady i tego co ją wywołało. U mnie praca ze Swadhisthaną przy podobnej historii trwała kilka miesięcy zanim poczułam prawdziwą zmianę. Ale już po kilku tygodniach regularnej pracy było widać pierwsze oznaki rozluźnienia. Warto zacząć od czegoś prostego - kolor pomarańczowy w otoczeniu, kamienie, mantry - i zobaczyć jak ciało reaguje.
A jakie konkretnie kamienie polecacie przy tej czakrze? Słyszałem o karneolu, ale nie wiem czy to wystarczy czy jest coś skuteczniejszego.
Szczerze? Zawsze byłam sceptyczna wobec kamieni. Jak one mają właściwie działać na czakrę? Nie mówię że nie wierzę, ale nigdy nie rozumiałam mechanizmu. Ktoś może wytłumaczyć?
Ja w ogóle dopiero zaczynam z tym tematem i mam podstawowe pytanie - skąd w ogóle wiadomo która czakra jest zablokowana, a która nadaktywna? Czy autorka posta wie coś o stanie swoich innych czakr, bo może to nie jest tylko sakralna?
To bardzo ważna uwaga. To zjawisko ma nawet swoją nieformalną nazwę - hipochondria energetyczna. Człowiek zaczyna dopasowywać swoje normalne stany do opisów czakr i nagle wszystko do czegoś pasuje. Dlatego zawsze mówię: zanim zaczniesz diagnozować, lepiej iść do kogoś kto naprawdę umie skanować pole energetyczne. Dobry bioenergoterapiuta zobaczy więcej niż samodzielna lektura opisów w necie.
Hmm... Chyba tak. Była jedna konkretna sytuacja - moment kiedy dowiedziałam się że byłam okłamywana przez dłuższy czas. Coś wtedy we mnie pękło, to pamiętam bardzo wyraźnie. Fizycznie poczułam coś w okolicach brzucha. Nie wiedziałam wtedy co to znaczy, ale teraz jak o tym piszę, to zaczyna do siebie pasować.
To co opisujesz - to fizyczne poczucie w brzuchu w momencie zranienia - to jest właśnie zapis energetyczny który Swadhisthana zatrzymuje. Czakra sakralna jest wyjątkowo czuła na zdradę i utratę zaufania, bo jej terytorium to właśnie bliskość i bezpieczeństwo w relacji. Pytanie tylko: czy ten ból w brzuchu wraca teraz, w aktualnym związku, czy to raczej ogólne odrętwienie?
Bardziej to drugie. Nie ma bólu, jest właśnie takie odrętwienie i jakby odległość. Jakbym patrzyła na siebie z zewnątrz czasem.
To co mówisz o patrzeniu z zewnątrz to może być dysocjacja - i tu już ostrożnie, bo to może mieć podłoże psychologiczne, nie tylko energetyczne. Nie mówię że zamiast pracy z czakrami, ale równolegle. Czy rozmawiałaś z kimkolwiek o tej zdradzie? Terapeutycznie, mam na myśli?
Dziękuję za to pytanie. Szczerze? Trochę wszystkiego. Chcę zrozumieć co się dzieje, ale też faktycznie potrzebuję poczuć że to co czuję ma jakiś sens i że jest z tego wyjście. Z terapeutą nie rozmawiałam - może powinnam, ale jakoś ciągnie mnie bardziej w tę stronę.
A można zapytać - jak wygląda twoja codzienna rutyna, jeśli chodzi o jakiekolwiek ćwiczenia, medytacje, cokolwiek dla siebie? Bo zastanawiam się czy nie warto zacząć od czegoś bardzo prostego zanim wejdziemy w głębszą diagnostykę.
Właśnie przy Swadhisthanie ciągłość praktyki jest ważniejsza niż intensywność. Ta czakra działa na rytm - jak woda, potrzebuje regularnego przepływu. Dwadzieścia minut dziennie przez miesiąc da więcej niż godzina raz na dwa tygodnie. Ale mam pytanie - masz jakieś miejsce blisko natury, rzekę, jezioro, cokolwiek? Bo kontakt z wodą przy tej czakrze to nie jest metafora, to dosłownie pomaga.
Hej, a wróćmy na chwilę do tych kamieni bo nie padła konkretna odpowiedź - karneol kładziony bezpośrednio na czakrę podczas leżenia czy wystarczy nosić przy sobie? Bo czytałam różne rzeczy i nie wiem co ma więcej sensu.
To porównanie do kamertonu jest ciekawe. Ale mam wtedy pytanie ogólniejsze - czy przy tym wszystkim co tu piszecie, Eufemia powinna zacząć od jakiegoś konkretnego pierwszego kroku, czy naprawdę to jest tak że można robić kilka rzeczy naraz?
Przy blokadzie pourazowej jaką tu opisujemy, ja bym zaczęła od jednej rzeczy - od zapisu. Codziennie wieczorem, kilka zdań jak się czujesz w ciele i w relacji. Nie jako pamiętnik emocji, ale jako sposób obserwacji. Po miesiącu widać wzorce których na początku nie widzisz. Dopiero wtedy ma sens wchodzić w intensywniejszą pracę z czakrą, bo wiesz z czego wychodzisz i po czym poznasz zmianę.
Nie musisz tańczyć w sensie dosłownym. Chodzi o to, żeby ciało zaczęło się poruszać bez kontroli umysłu. Może to być kołysanie, może powolny spacer gdzie słuchasz kroków, może nawet zmywanie naczyń z pełną uwagą na rękach w wodzie. Swadhisthana naprawdę reaguje na takie rzeczy - drobne, rytmiczne, powtarzalne. Czy jest coś co robisz każdego dnia, cokolwiek?
Podpinam się pod pytanie Jarylo, bo to ważne. Często ludzie myślą że praca z czakrą sakralną to musi być coś specjalnego albo duchowego, a tymczasem przy blokadzie emocjonalnej najlepiej zaczyna się od rzeczy które są już w codzienności. Rutyna paradoksalnie może być punktem wejścia.
Hej, to przepraszam że wtrącę, ale to co Jarylo opisuje brzmi trochę jak coś co słyszałam w kontekście terapii traumy - to bodily approach, praca przez ciało. Czy to jest to samo co praca z czakrą sakralną, czy to jednak dwie oddzielne rzeczy które akurat się pokrywają?
Rozumiem że psychologia i energia to nie jest sprzeczność, ale mam szczere pytanie - jeśli ktoś idzie do terapeuty, to czy praca z czakrami jest wtedy zbędna? Czy jedno zastępuje drugie?
Słuchajcie, to co piszecie o ciele i energii jako dwóch językach tej samej rzeczy... to mi jakoś klikło. Bo kiedy on mi powiedział o zdradzie, to ja dosłownie przestałam czuć dolną połowę ciała na chwilę. Nogi jak drewniane. To był sygnał ciała, nie?
