okej ale z tej dyskusji wyłania mi się pytanie które chce zadać Celestynce - co TY cchesz osiągnąć tym wszystkim? bo czyatm i widzę dwie możliwości: albo chcesz po prostu dzielić się momentem spokoju z córką, albo chcesz żeby ona TEŻ rozwinęła praktykę energetyczną. to są różne cele i wymaagają różnych podejść chyba?
to rozróżnienie Celestynki między "sposóbm" a "drzwiami" jest ładne, ale w praktyce jak to wygląda? bo drzwi już są otwarte - dziecko weszło, siedzi obok, czuje "świecenie". jak teraz zamkniesz te drzwi jeśli zdecydujesz że to za wcześnie?
myślę że Martynka stawia fałszywy problem. DRZWI nie trzeba zamykać, wystarczy rzeby były drzwiami a nie autostradą. dziecko morze mieć doświadczenie i nie mieć systemu. dorosły ma doświadczenie i może wybrać czy chce system. to jest sekwencja a nie wybór między jedno a drugie
hej, trochę z boku to obserwuję i mam głupie pytanie może - czy te czakry u dzieci to w ogóle są tak samo zlokalizowane jak u dorosłych?! tzn. fizycznie? bo czytałam gdzieś że u małych dzieci system energetyczny jest inaczej zorganizowany ale nie pamiętam skąd to było i czy to prawda
a wracajac do ksiazki ktura Goplana polecila - "Spokoj jak zaba" - czy ktos zna wiek od kiedy jest odpowiedni? bo mam wrazenie ze ona jest dla troche starszych dzieci a Celestynka mowi o malej dziewczynce. czy jest cos podobnego dla np 4-5 latka?
o kurcze, to co Goplana pisze o tym że dziecko samo odchodzi gdy się nudzi - to CHYBA najważniejsza rzecz w całej tej dyskusji? jak dziecko nie chce, po prostu nie chce i koniec. problem jest raczej gdy dorosły naciska mimo że dziecko nie chce. Celestynka chyba tego nie robi?
nie, absolutnie nie naciskam. ona sama przychodzi i siada. a jak któregoś wieczoru nie chce to jest ok i idziemy czytać bajkę. ostatnio nawet powiedziała że "dziś nie mam nastroju na świecenie" i to mi powiedziało że sama już jakoś to nazywa i wie kiedy chce a kiedy nie
"dziś nie mam nastroju na świecenie" - Celestynko, to jest coś. dziecko ma już wewnętrzny barometr własnego stanu. to jest moim zdaniem ważniejsze niż jakikolwiek system czakrowy który mogłabyś jej przekazać. ona już umie powiedzieć jak jest w środku, na własnych warunkach
śledzę te rozmowę od jakiegoś czasu i chcę zapytać o coś co mnie trosze niepokoi - czy nikt tu nie zastanawia się co sie dzieje jak corka Celestynki dorosnie i zacznie to konfrontować z np. biologią w szkole, z rówieśnikami którzy będą się śmiać?! jak to sie przekłada na późniejsze życie społeczne dziecka?
to co Martynka pisze o religii mnie trafia. moja koleżanka wychowała córkę w bardzo katolickim domu i ta dziewczyna w liceum miała na prawdę ciężki czas z rówieśnikami ktorzy w to nie wierzyli. ale z drugiej strony - wyrażam się może niezbyt zgrabnie - tamto jest widzialne,a to co robi Celestynka jest właściwie prywatne. nikt w szkole nie musi wiedziec ze wieczorem "świeci". wiec może ten problem jest jednak inny?
nie rozmawiałam wprost. teraz myślę że może to dobry pomysł, nie jako "to jest sekret" bo nie chcę żeby miała poczucie że coś ukrywa, ale bardziej jako "niektóre rzeczy są domowe i intymne". tak jak nie opowiada w szkole o wszystkim co robimy razem. hmm, muszę to przemyśleć jak to ująć bez ładowania w nią poczucia wstydu
ale właśnie! to rozróżnienie między "sekret bo wstyd" a "intymne bo nasze" jest kluczowe i naprawdę ważne. dzieci to czują jeśli mama mówi to nerwowo to dziecko odbiera że jest z tym coś nie tak. spokojne "to jest nasze" brzmi zupełnie inaczej niż szeptane "nikomu nie mów"
wracam do pytania Modrzewnicy sprzed kilku postów bo mi to siedzi - ona pytała czy czakry u dzieci są tak samo zlokalizowane. Iwonka odpowiedziała z perspektywy etapowego dojrzewania i to brzmi sensownie, ale chcę dodać coś od siebie. pracowałam z kilkoma dziećmi (za zgodą rodziców, w obecności rodzica) i to co czułam dłonią nad mniejszym dzieckiem jest... jakby bardziej rozmyte? mniej wyraźnie punktowe. jakby pola się nakładały bardziej niż u dorosłych. nie wiem czy to kwestia rozwoju czy po prostu że my dorośli mamy więcej blokad które "rzeźbią" te granice 🙂
okej ale to jest bardzo ładna teoria i rozumiem że płynie z doświadczenia, ale jednak - jak odróżniasz "rozmyte pole dziecka" od "moje dłonie dzisiaj mniej czułe"? pytam bo sama mam wahania w tym co czuję i nigdy nie jestem pewna czy to stan osoby którą skanuję czy mój własny stan danego dnia
to co Dumortieryt opisuje z tym "rozmyciem" jest spójne z tym jak niektóre tradycje opisują energię dzieci przed tzw. inkarnacją w pełni, tzn. przed tym jak ciało i osobowość się ustabilizują. nie mówię że to dogmat, mówię że pojawia się to w kilku rużnych źrudłach niezależnie. interesujące że praktyczne obserwacje idą w podobnym kierunku :/
o Steinerze to ciekawe bo akurat pedagogika waldorfska jest jednak dość mainsteamowa i dostępna, więc to nie jest jakieś totalnie ezoteryczne źródło. a Celestynka - wróciłaś do myślenia o tym po co to właściwie robisz? bo zatrzymałaś się na "nie wiem" i trochę poszłyśmy dalej nie wracając do tego
wróciłam. i myślę że jednak najbliżej jeest mi do tego co Filomena powiedziała wcześniej - że córka już ma własny barometr. może ja tak naprawdę nie "uczę jej czakr", tylko po prostu siedzę obok kiedy ona odkrywa coś co i tak by odkryła. i to jest dla mnie w porządku. nie muszę mieć większego planu
Celestynko, to jest naprawdę piękne kiedy rodzic potrafi zejść ze sceny i powiedzieć "ona to ma sama". większość z nas miałaby pokusę żeby trochę bardziej ukierunkować, nazwać, poprowadzić. a ty mówisz "siedzę obok". to jest może najlepsza odpowiedź na pytanie w tytule wątku - nie tyle "od jakiego wieku" ale "w jakiej roli rodzica"
no tak BRZMI wzniośle ale jednak wrocmy na chwilę do ziemi - córka Celestynki jest w wieku szkolnym albo przedszkolnym (nie pamietam ile ma lat, chyba nie padło?). i tak czy siak, za kilka lat będzie miała to co wszyscy mamy - szkołę, grupę rówieśniczą, presję żeby byc "normalną". i to "świecenie" albo przetrwa to w jakiejs formie albo nie. i nie ma na to wpływu czy teraz robimy z tego system czy nie
6 lat, wlasnie. to jest taki wiek że dziecko jest jeszcze bardzo blisko swiata wewnętrznego, jeszcze nie tak bardzo przejęte tym co mysla inni. moja siostrzenica miała 6-7 lat i mówiła o "kolorach ludzi" zupełnie naturalnie, a potem w szkole po prostu przestała o tym mówić, nie dlatego że ktoś ją zatrzymał ale dlatego że samo z siebie zeszło do srodka. może to jest naturalna trajektoria
ta historia Kometki o siostrzennicy - słyszałam to tyle razy, od tylu różnych osób. dzieci "widzą kolory", "czują ludzi", "rozmawiają z kimś niewidzialnym" - a potem szkoła, rówieśnicy i to jakoś schodzi. i zawsze się zastanawiam czy to jest "zamknięcie się" czy po prostu uczą sie że nie każde wewnętrzne doświadczenie musi być wypowiedziane na głos. to drugie byłoby zdrowe. to pierwsze trochę smutne
hej a właściwie - nigdy tego nie pytałam tu na forum - czy jest jakaś różnica między tym co dziecko "naturalnie widzi/czuje" a rozwijaniem tego świadomie? tzn. czy celowa praca z czakrami mogłaby sprawić że to nie "zejdzie do środka" jak u tej siostrzennicy Kometki? czy raczej to i tak idzie swoją drogą niezależnie od tego co robimy?
dobra, to rozwijam to pytanie bo mi się wydaje ważne - czy celowa praca z czakrami u dziecka może sprawić że ta naturalna otwartość nie "wygaśnie" jak u siostrzennicy Kometki?? bo jeśli tak, to właśnie to jest największy argument za tym żeby w ogóle zaczynać. ale jeśli nie, to po co ryzykować że coś zakłócimy?
no właśnie i ja też nie znam odpowiedzi. niewiem czy ta siostrzenica "zamknęła sie" dlatego ze nikt jej nie wspierał, czy dlatego że tak po prostu działa dojrzewanie i szkola. morze by się zamknęła tak czy siak. nie mam jak sprawdzic alternatywnej wersji
ale czy Iwonka mówi teraz że to może nie mieć sensu? bo trochę tak brzmi i trochę mnie to niepokoi haha. bo przez całą tę rozmowę było raczej "tak, warto, tylko mądrze" a teraz nagle "nie wiem czy cokolwiek to zmienia"
okej ale jest jedna rzecz która mnie tu uwiera i chcę to powiedzieć wprost. przez całą rozmowę zakładamy że "naturalna otwartość dziecka" to jest coś cennego co trzeba chronić. ale co jeśli to nie jest żaden dar tylko po prostu niedojrzałość układu nerwowego? małe dzieci widzą "kolory ludzi" bo jeszcze nie odróżniają dobrze bodźców. to nie jest mistyczny wgląd, to jest niedojrzała percepcja
wracając do pytania Modrzewnicy - w tradycjach które znam praca z czakrami u dziecka ma sens nie tyle jako "zachowanie otwartości" tylko jako nauka słuchania siebie. dziecko które umie powiedzieć "coś mi ciąży tu w brzuchu kiedy idę do tej osoby" - to jest dziecko które ma kontakt z Manipurą niezależnie od tego czy zna to słowo czy nie
